Reklama

Historia

Wołyńska Golgota

Zbrodnia wołyńska pozostaje niezabliźnioną raną i będzie nią zapewne dopóty, dopóki nie stanie się zadość oczywistym pragnieniom rodzin, aby ich bliscy zostali odnalezieni i godnie pochowani.

Niedziela Ogólnopolska 27/2025, str. 38-39

[ TEMATY ]

zbrodnia wołyńska

Wołyń

Archiwum/domkulturylsm.pl

Wola Ostrowiecka. Część kości wydobytych ze zbiorowej mogiły – obok Leon Popek, sierpień 1992 r.

Wola Ostrowiecka. Część kości wydobytych ze zbiorowej mogiły – obok Leon Popek, sierpień 1992 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Latem 1943 r. doszło do masowych mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej zamieszkującej Wołyń. W „krwawą niedzielę” 11 lipca 1943 r. z powierzchni ziemi zniknęło prawie sto miejscowości, a ich mieszkańcy wrzuceni zostali do bezimiennych dołów śmierci. I znajdują się tam po dziś dzień, mimo bowiem wielu deklaracji państwo ukraińskie nie potrafi zmierzyć się z własną przeszłością i nie pozwala przeprowadzić ekshumacji, identyfikacji ofiar i należnego im godnego chrześcijańskiego pochówku.

Terror jako narzędzie

Reklama

Ekshumacje spowodują, że na światło dzienne wyjdą skala tej zbrodni oraz metody, jakimi jej dokonano; potwierdzą też, że mordowany był każdy, kto był Polakiem. Zbrodniarze z Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której przywódcy są czczeni na Ukrainie jako bohaterowie, nie oszczędzali bowiem nikogo. Od kul, granatów, a także ciosów siekierami, kosami czy nożami ginęły kobiety, dzieci, noworodki, starcy. A to – wbrew ukraińskiej narracji – oznacza jedno: było to zaplanowane ludobójstwo, służące realizacji obłędnej idei „uwolnienia Ukrainy od Lachów”, a nie „wojna polsko-ukraińska”, w której toczone byłyby regularne starcia uzbrojonych formacji, przez co ofiary byłyby po obu stronach. Ukraińscy nacjonaliści już przed wojną stosowali terror i nie mieli oporów, aby dokonywać zamachów na przywódców państwa polskiego. Co ciekawe, obiektem ich ataków byli ci, którzy w czasie wojny polsko-bolszewickiej pragnęli dopomóc stworzyć niepodległe i połączone sojuszem z Polską państwo ukraińskie. W 1921 r. Stepan Fedak próbował zastrzelić we Lwowie Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Dziesięć lat później ukraińscy zamachowcy zamordowali jednego z animatorów ruchu prometejskiego, który rozumiał doskonale aspiracje niepodległościowe Ukraińców – posła Tadeusza Hołówkę, a w 1934 r. od kul terrorystów, których inspirował Stepan Bandera, zginął minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki. Gdy pod naporem niemieckim i sowieckim Polska utraciła niepodległość, żywioł ukraiński rozpalił się na niespotykaną wcześniej skalę. Już na jesieni 1939 r. doszło do wielu mordów i pacyfikacji polskich wsi, ale prawdziwa eskalacja nastąpiła w chwili, gdy po czerwcu 1941 r. dawne Kresy wschodnie zostały zajęte przez Niemców. Bo to właśnie w III Rzeszy ukraińscy nacjonaliści widzieli najlepszego sojusznika.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nienawiść źródłem zbrodni

Na początku 1943 r. przywódcy OUN i UPA postanowili wcielić w życie zbrodniczy plan. Wywiadowcy Biura Wschodniego Delegatury Rządu RP na Kraj napisali w raporcie ze stycznia 1943 r.: „Hasłem, jakie szerzą kolportowane instrukcje banderowskie, jest: kochaj wszystko, co ukraińskie, nienawidź wszystko, co obce”. Plan Ukraińców zakładał przeprowadzenie masowych, skoordynowanych ataków na wioski i osady zamieszkałe jeszcze przez Polaków, których po latach eksterminacji sowieckiej i niemieckiej było na Wołyniu nieco ponad 300 tys. Mieli pozbawiać życia każdego Polaka. Cudem ocaleni mieli w strachu opuszczać swoje ojcowizny i uciekać z Wołynia i Małopolski Wschodniej. Tak miały się „oczyścić z elementu obcego” ziemie, na których chciano zbudować w przyszłości nacjonalistyczne państwo ukraińskie. Mordowani mieli być też obywatele polscy narodowości żydowskiej. Tych jednak było już wówczas niewielu, rok wcześniej Niemcy we współpracy z ukraińską policją pomocniczą dokonali bowiem „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”, mordując i wysyłając do obozów zagłady prawie 150 tys. ludzi. „Taktyki masowych mordów Ukraińcy nauczyli się od Niemców” – ocenia amerykański historyk Timothy Snyder, autor głośnej pracy Skrwawione ziemie.

Krwawa niedziela

Reklama

Zmasowany atak band UPA i OUN nastąpił w niedzielę 11 lipca 1943 r. W dziesiątkach miejscowości scenariusz i metodologia zbrodni były podobne. Sotnie ukraińskie otaczały całe wioski albo wkraczały do miasteczek i okrążały kościoły, gdzie wierni uczestniczyli w niedzielnej Mszy św. W Kisielinie w powiecie horochowskim mordercy „z wrzaskiem wtargnęli do świątyni. Zaczęli strzelać do ludzi z broni palnej, zobaczyłam wzniesione do ciosów siekiery” – wspominała cudownie ocalona z pogromu Teodora Zgliniecka. „Ludzie w desperackiej próbie ratowania życia zaczęli się kłębić i tratować. Krzyczeli w przerażeniu. Banderowcy doskakiwali do nich, rąbali, cięli, strzelali z bliskiej odległości. Na ściany kościoła bryzgały strugi krwi”. Zatrważające jest to, że zbrodniczą akcję nacjonalistów wsparli niektórzy duchowni greckokatoliccy. Z relacji Anny Szumskiej pozostał upiorny obraz nabożeństwa w cerkwi w Horodnie w dzień poprzedzający „krwawą niedzielę”, podczas którego duchowny wołał: „Ukraina! Priszoł czas twojej własti! Bery kosy, bery niż i na Lacha chyż” („Ukraino, przyszedł czas twej władzy. Bierzcie kosy, bierzcie nóż i ruszajcie na Polaków”), a następnie „błogosławił” przyszłe narzędzia zbrodni: kosy, widły, siekiery, które do świątyni przynieśli opętani złem banderowcy. Takich przypadków było, niestety, wiele.

„Akcję mordowania Polaków przeprowadzili Ukraińcy z potwornym okrucieństwem” – depeszowano z okręgu lwowskiego do Komendy Głównej Armii Krajowej. „Kobiety, nawet ciężarne, przybijali bagnetami do ziemi. Dzieci rozrywali za nogi, inne nadziewali na widły i rzucali przez parkany. Odrąbywali siekierami ręce, nogi, głowy, wycinali języki, odcinali uszy, nosy, wydłubywali oczy, młotami rozbijali głowy, żywe dzieci wrzucali do płonących domów. Do kryjówek podziemnych w zabudowaniach wrzucali granaty czy też pęki podpalonej słomy”.

Władysław Siemaszko, który wraz z córką Ewą poświęcił życie pracom dokumentującym rzeź wołyńską, w swej fundamentalnej pracy Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia zamieścił szereg relacji cudem ocalałych świadków tamtych dni. Sam był zresztą jednym z nich. Opisy sadyzmu stosowanego przez morderców z UPA i OUN są przerażającą ilustracją tego, co można określić złem w najgorszej jego postaci. Wincenty Romanowski wspominał: „W jednej z wiosek w pobliżu Dereźnego po pogromie znaleziono w chacie małe dziecko z wyprutymi wnętrznościami. Jelita były rozpięte na ścianie w jakiś nieregularny sposób, przypominający mapę, a na jednym z gwoździ wisiała kartka z napisem «To Polska od morza do morza»”. Irena Gajowczyk, na której oczach zamordowano matkę, opowiadała: „Mama, czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego i zakrwawionego Tadzia, mojego młodszego brata. Podbiegli banderowcy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła, kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali jej piersi”. Badacze oceniają, że ukraińscy nacjonaliści zamordowali na Wołyniu, a od początków 1944 r. także na Podolu i na ziemi lwowskiej ponad 100 tys. obywateli polskich. Likwidowali też wszelkie ślady polskości. W wytycznych OUN napisano: „Niszczyć wszystkie ściany kościołów i innych polskich budynków kultowych, zniszczyć drzewa przy zabudowaniach tak, aby nie pozostały nawet ślady, że tam kiedykolwiek ktoś żył, zniszczyć wszystkie polskie chaty, w których poprzednio mieszkali Polacy”.

Zbrodnia wołyńska pozostaje nadal niezabliźnioną raną i będzie nią zapewne dopóty, dopóki nie stanie się zadość oczywistym pragnieniom rodzin, aby ich bliscy zostali odnalezieni i godnie pochowani. „Nie o zemstę, ale o pamięć i prawdę wołają ofiary” – powtarzają rodziny pomordowanych. I to powinno się stać fundamentem relacji między narodem polskim a ukraińskim. A pragnienie rodzin – elementem polityki państwa polskiego.

Autor jest historykiem, doradcą Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2025-06-30 18:52

Oceń: +10 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Skandaliczne słowa poseł Lewicy Anny Żukowskiej. Ofiary ludobójstwa na Wołyniu nazwała „starymi trupami”

[ TEMATY ]

lewica

Wołyń

rzeź wołyńska

Zrzut/YT RMF24

„Stare trupy” – tak poseł Lewicy Anna Żukowska nazywa ofiary Rzezi Wołyńskiej. To skandaliczne słowa, które nigdy nie powinny paść – mówią politycy opozycji.

Na antenie TVN24 wicemarszałek Sejmu z Konfederacji Krzysztof Bosak zauważył, że za zgodą Ukraińców trwają ekshumacje Niemców zabitych na terenie Ukrainy w czasie II wojny światowej. Te słowa w skandaliczny sposób skomentowała szefowa klubu parlamentarnego Lewicy Anna Żukowska.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: kościół św. Anny zsuwa się ze skarpy; trwają przygotowania do remontu

2026-08-10 08:35

[ TEMATY ]

Warszawa

kościół św. Anny

Akademicki kościół św. Anny

TVP3Warszawa/zrzut ekranu

Liczne spękania

Liczne spękania

Stojący na brzegu nadwiślańskiej skarpy kościół świętej Anny, jeden z najcenniejszych zabytków Warszawy, pęka. Trwają przygotowania do remontu inżynieryjno-konserwatorskiego, by ustabilizować sklepienie oraz żeby przeprowadzić konserwację polichromii - informuje TVP info.

Główny ośrodek duszpasterstwa akademickiego w Warszawie stoi na niestabilnym gruncie i pęka. Sklepienie wymaga natychmiastowej interwencji.
CZYTAJ DALEJ

Abp Jacques Mourad: Syria stała się państwem islamskim

2026-08-11 18:34

[ TEMATY ]

Syria

Karol Porwich/Niedziela

W czasie czternastu lat wojny domowej liczba chrześcijan w Syrii spadła do minimum: z dwóch milionów do trzystu tysięcy. „Mniejszości religijne są na celowniku, a będący u władzy uważają, że jedyną prawdziwą wiarą jest islam” - wskazuje abp Jacques Mourad. Syryjsko-katolicki arcybiskup Homs podkreśla, że różnorodność społeczeństwa, w tym ta religijna, nie ma żadnej wartości dla nowego rządu.

Abp Mourad jest najbardziej znanym na świecie syryjskim kapłanem po tym, jak w 2015 roku został porwany przez fundamentalistów z tzw. Państwa Islamskiego. Przez pięć miesięcy niewoli był przez nich zastraszany, by wyrzekł się wiary. W uciecze pomogli mu zaprzyjaźnieni muzułmanie, którzy uratowali dziesiątki innych zakładników będących w rękach islamistów. Arcybiskup Homs jeździ po świecie, by dawać świadectwo dramatycznej sytuacji chrześcijan w Syrii i zbierać środki pomocowe na projekty mogące pomóc wyznawcom Chrystusa pozostać w tym bliskowschodnim kraju.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję