Reklama

Powstańczy fresk

Dziś ma 90 lat, doskonałą pamięć i sprężysty ruch czterdziestolatka. W czasie Powstania Warszawskiego był jednym z kilku najmłodszych dowódców plutonu, a później kompanii w Batalionie „Kiliński”. Walczył na terenie Śródmieścia. I jak mówi… bardziej bał się odpowiedzialności za swoich kilkudziesięciu żołnierzy niż Niemców

Niedziela Ogólnopolska 31/2012, str. 32-33

Mateusz Wyrwich

Stanisław Brzosko

Stanisław Brzosko

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pół roku przed wojną Stanisław Brzosko, mimo swych siedemnastu lat, nie miał już wątpliwości, że wojna wybuchnie. Był uczniem białostockiego Liceum im. Zygmunta Augusta i harcerzem po kursach obrony przeciwlotniczej. Wśród rówieśników codziennie rozmawiano o tym, że kiedy wybuchnie wojna, pójdą walczyć i zwyciężą. W połowie sierpnia 1939 r. Staszek wchodził już w skład Oddziału Obrony Przeciwlotniczej i wypatrywał samolotów z wieży kościoła św. Rocha. Pierwsze, jakie ujrzał, były niemieckie, a nie jak spodziewano się - polskie czy angielskie. Najeźdźcy zbombardowali okolice dworca kolejowego i odlecieli. Tego samego dnia młodzieżowa kompania Stanisława Brzoski dostała rozkaz wymarszu w kierunku wschodnim. Później, jako pomocnik obsługi ciężkiego karabinu maszynowego, ostrzeliwał sowieckich najeźdźców, przez kilka dni broniąc Grodna. Jednak już w listopadzie wrócił do Białegostoku ze smutkiem przegranej wojny.

Warszawska podchorążówka

Reklama

Z początkiem 1940 r. Sowieci poszukiwali byłych żołnierzy biorących udział w obronie Polski. Rodzice wysłali więc Staszka do wujostwa w Warszawie. Tu panowało przekonanie, że za rok wojna się skończy. Młodzieniec po kilku miesiącach podjął naukę. Wkrótce też został zaprzysiężony w podziemiu. Najpierw w Szarych Szeregach, zdobywając stopień podharcmistrza. Rozpoczął także zajęcia w tajnej podchorążówce, którą ukończył z bardzo dobrym wynikiem, uzyskując stopień kaprala podchorążego. Niebawem został dowódcą plutonu, co było nie lada wyróżnieniem. Miał dopiero 21 lat. - Rytm codzienności eliminował grozę, jaką niósł ze sobą niemiecki terror. Pracowałem, żeby nie być obciążeniem dla wujostwa, m.in. w podwarszawskim nadleśnictwie - wspomina Stanisław Brzosko. - Chodziłem też do szkoły technicznej. Po maturze, zdobytej na tajnych kompletach, rozpocząłem naukę w Państwowej Wyższej Szkole Technicznej na terenie Politechniki Warszawskiej. Obok pracy i nauki codziennością były także zbiórki harcerskie, również ćwiczenia w podwarszawskich lasach. Zdobywaliśmy nawet broń na Niemcach… Ale tylko do czasu, kiedy dowództwo nam tego zabroniło, bo niekiedy dochodziło do niekontrolowanej strzelaniny. Poza tym spotykaliśmy się ze znajomymi na imieninach. W lecie kąpaliśmy się w Wiśle, a zimą jeździliśmy na łyżwach. Taka codzienność okupacyjna, przerywana czasem naszym udziałem w akcjach przeciwko Niemcom bądź grozą rozstrzeliwań, które widywałem na ulicach stolicy. I przez te wszystkie miesiące marzyliśmy tylko o tym, by wziąć na Niemcach odwet. Kiedy więc przyszedł rozkaz o godzinie „W”, to nikt z mojego grona racjonalnie nie zastanawiał się nad szansami na zwycięstwo. Byliśmy przekonani, że zwyciężymy, bo przez te lata wojny praktycznie i emocjonalnie przygotowywaliśmy się do starcia z Niemcami. Czasem wydawało nam się też, że będziemy ich rozbrajać, jak to miało miejsce w Warszawie 1915 r. Znaliśmy to z lekcji historii…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Falstart przed godziną „W”

Reklama

Dla Stanisława Brzoski Powstanie nieomal zaczęło się 28 lipca. Miał w swoim 70-osobowym plutonie zarówno studentów, jak i robotników. Ale i lumpów z warszawskiej Woli czy Pragi, którzy walczyli niezwykle dzielnie w czasie Powstania. Wśród podkomendnych dominowała głównie młodzież. Byli też i czterdziestolatkowie. Ze względów konspiracyjnych nigdy nie spotykał się z całym plutonem, ale głównie z 5-osobowymi sekcjami. Odbywali ćwiczenia po lasach. Specjalizowali się w łączności. W mieszkaniach konspiracyjnych ćwiczyli teorię. Młodziutki dowódca, choć wszystkich znał, z całym plutonem spotkał się dopiero 28 lipca. - Dostaliśmy rozkaz alarmu mobilizacyjnego. Wieczorem udało mi się zebrać cały pluton na punkcie koncentracyjnym - wspomina Stanisław Brzosko. - Byliśmy przygotowani do walki, a tu nic. Mieliśmy koncentrację w jednym z banków w centrum Warszawy. Niemcy chodzą w jak najlepsze po ulicach, a my siedzimy z bronią w hali bankowej i czekamy na dalsze rozkazy. Wchodzą klienci, bierzemy ich pod broń niczym gangsterzy zakładników. Nikt, kto już wszedł, nie mógł opuścić banku. Głupia sytuacja. Ale „zakładnicy” wykazywali pełne zrozumienie. Mieliśmy różnorodną broń, m.in. karabin maszynowy, pistolety, granaty, butelki z benzyną. Sporo tego nazbierało się przez czas wojny. Ale na szczęście w banku nie pojawili się Niemcy. Nad ranem dopiero przybiegła łączniczka z odwołaniem koncentracji. Trzeba było jakoś tę broń odtransportować na punkt kontaktowy. Dzięki woźnemu z banku część schowaliśmy pod ladą bankową, część wywieźliśmy pierwszą napotkaną rikszą.

Dni piekła

Reklama

Stanisław Brzosko rozkaz do Powstania otrzymał 1 sierpnia przed południem. Tym razem jednak z plutonu na miejsce koncentracji dotarło tylko 60 proc. osób. Niemcy zablokowali mosty na Pradze. Kompania, do której należał pluton kaprala podchorążego Brzosko, stacjonowała tuż k. Marszałkowskiej. Niemcy ostrzeliwali ją z czterech stron prawie bez przerwy. Spustoszenie wśród zaskoczonych przechodniów czynili też niemieccy snajperzy. Przez pierwszą godzinę Powstania na kilkuset metrach Marszałkowskiej zginęło kilkadziesiąt osób, głównie cywilów. Pierwsze walki kompanii, która wchodziła w skład Batalionu „Kiliński” pod dowództwem rotmistrza Henryka Leliwy-Roycewicza, zapowiadały rychłe zwycięstwo. W rzeczywistości jednak nie pozwoliły wyjść poza Śródmieście. - Pierwsze minuty Powstania i od razu taki makabryczny widok zabitych ludzi - opowiada Stanisław Brzosko. - Kiedy wiedziałem już, że nie mamy szans wyjścia na Marszałkowską, dałem rozkaz, żeby zaatakować od podwórka budynek MZK znajdujący się na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Po krótkich walkach i bez żadnych strat zajęliśmy 10-piętrowy gmach. Zdobyliśmy wiele dobrej niemieckiej broni maszynowej. I kilku jeńców. To nam zdecydowanie poprawiło nastrój. Już widzieliśmy siebie zwycięzcami Powstania.
Obecność żołnierzy Stanisława Brzoski ograniczyła jednak trochę niemieckie ostrzeliwanie Marszałkowskiej. Problemem okazało się całkowite opanowanie skrzyżowania, które było newralgiczne dla zaopatrzenia Niemców. Dopiero wieczorem kompania kaprala podchorążego wstrzymała ruch niemieckich ciężarówek. W chwilę później młody dowódca, jak i kilku innych, dostali rozkaz zajęcia odległej o kilkaset metrów dalej Poczty Głównej. Przez podwórka dotarli do niemieckiego kasyna mieszczącego się na Poczcie. Na pojedyncze strzały powstańców Niemcy od razu odpowiadali seriami z karabinów maszynowych. Przez niemal całą noc Powstania padał deszcz i nie zapalała się najskuteczniejsza broń powstańców, jaką były butelki z benzyną. Dopiero nad ranem powstańcy odnieśli sukces. Wdarli się przez wykuty otwór w murze ogrodzenia. Opanowali kasyno. - Pocztę atakowali jeszcze inni. Nie tylko my - mówi Stanisław Brzosko. - W każdym razie, kiedy już pokonaliśmy opór Niemców, zdobyliśmy mnóstwo broni. Bodaj trzysta sztuk karabinów. Również setki litrów paliwa. Co niemiara jedzenia. Jakieś puszki z mięsem, rybami… Kolejnym zadaniem, które postawił nam dowódca Roycewicz, było opanowanie skrzyżowania Świętokrzyskiej z Nowym Światem. Właśnie stamtąd Niemcy przypuszczali największy atak, chcąc odbić Pocztę. Była ona dla nich, a później dla nas, ważnym miejscem strategicznym. Jednak wkrótce część plutonu została mi „zabrana” na pomoc żołnierzom naszego Batalionu w innym kwartale śródmieścia.

Jeden z najmłodszych

Tymczasem okupanci przyparli atak na newralgiczny punkt, jakim był róg Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej. Młodemu komendantowi została dwudziestka ludzi. Niemcy zaatakowali czołgami. Grupa podchorążego Brzoski miała do dyspozycji nieco krótkiej broni i butelki z benzyną. Dodatkowo sytuacja skomplikowała się, gdy ranny został dowódca kompanii. I wtedy kapitan Roycewicz powierzył dowództwo podchorążemu Brzosce. Podchorąży Stanisław miał wówczas ledwo 22 lata. - Znów znalazłem się w trudnej sytuacji, ale musiałem stanąć na wysokości zadania - mówi Stanisław Brzosko. - Mimo tych nacierających czołgów udało nam się po kilku dniach zablokować Niemcom skrzyżowanie Nowego Światu i Świętokrzyskiej. A tym samym unieruchomić ruch czołgów, a także przebić się do naszych na Powiśle. Opanowaliśmy również Pałac Staszica.
Mijał dzień za dniem. Powstanie nie przynosiło zwycięstwa. Zacięte walki trwały przez dzień i noc. Z krótkimi godzinami przerw w ciągu doby na sen. Każdy dzień to walka o każdą kamienicę. O każdą bramę. Przed południem jej „właścicielami” są Niemcy. Po południu - powstańcy. Czasem walki o kilkadziesiąt metrów kwadratowych trwają dwie, a nawet trzy doby. Dni okupione poległymi zmieniają się w coraz mniej widoczne szanse na zwycięstwo. W połowie września kompania Stanisława Brzosko opanowuje przestrzeń kilku hektarów. Ale nie na długo. Z każdym dniem walk jest coraz więcej rannych. Choć są szpitale polowe, Niemcy nie pozwalają sanitariuszkom zabrać ich z pola walki, prowadząc ciągły ostrzał. Niektórzy umierają z upływu krwi. Sytuacja radykalnie zmienia się na niekorzyść powstańców, kiedy z odległego o kilka kilometrów Dworca Gdańskiego rozpoczyna się ostrzał z kolejowego działa pancernego. Do akcji Niemcy wprowadzają też lotnictwo. Coraz częściej organizowane są pogrzeby. Jeszcze gdzieś znajdują się trumny. Jeszcze kapelan ma możliwość odprawienia nabożeństwa żałobnego. Lecz walki toczą się już w ruinach miasta. - Mocno nas bombardowali. Musieliśmy opuścić Pocztę. Któregoś dnia przycupnęliśmy za wysoką barykadą zrobioną z płyt chodnikowych. Niemcy celowali do nas granatnikami - opowiada Stanisław Brzosko. - Bombardowano nas też z samolotów tak, że nie sposób było komukolwiek dojść, gdziekolwiek się schować. Byliśmy wystawieni na „odstrzał”. W pewnym momencie mój zastępca wyszukał „bezpieczny” betonowy schron. Niemcy, penetrując teren lornetkami, pewnie zauważyli to i spuścili tam kilka bomb. W jednym momencie zginęło 25 osób z naszej kompanii. Kilku było ciężko rannych. Straszne… Tyle sukcesu, że udało nam się wszystkich wyciągnąć i pochować.
Od początku września brakowało im już jedzenia. Niemcy odcinali jakąkolwiek pomoc. Powstańcy nie mieli też żadnej łączności z innymi oddziałami. Żaden z wysłanych do dowództwa kurierów z prośbą o wsparcie nie powracał. Już po wojnie Stanisław Brzosko dowiedział się, że ginęli trafiani kulą snajpera. - Zacięte walki między Niemcami a naszymi resztkami już nie toczyły się na ulicach, ale w środku budynków - opowiada Stanisław Brzosko. - Opanowaliśmy kino „Colosseum” na rogu Nowego Światu i Alej Jerozolimskich. Niebawem wdarli się tam Niemcy. Rozpoczęła się między nami strzelanina. My byliśmy z jednej strony sali, pod ekranem, oni z drugiej. Poukrywali się w ruinach kina i tak przez jakiś czas trwała wymiana ognia. Komendant Batalionu „Kiliński” - Henryk Roycewicz, który w pewnym momencie dał nam wsparcie, chcąc poderwać podkomendnych do zdecydowanego ataku, podniósł się i postanowił przebiec na drugą stronę sali. Upadł ranny. Zrobiło się wyjątkowo groźnie, bo lotnictwo niemieckie zaczęło zrzucać od naszej strony bomby. Byliśmy zagrożeni z dwóch stron. Garstka moich zaczęła się wycofywać. Postanowiłem zachęcić ich do boju… Wstałem - i od razu zostałem trafiony. Myślałem, że mi rękę oderwało, tak silny ból poczułem...

Panu Bogu życie, ręka lekarzowi

8 września Stanisław Brzosko zakończył walkę w Powstaniu. Młodziutki dowódca został trafiony kilkoma pociskami w prawe ramię. Mimo natychmiastowej pomocy sanitariuszki, przez kilka godzin losy powstańca wisiały między ziemią a niebem. Duży upływ krwi spowodował, że już nikt nie wierzył w jego przeżycie. - Wycofaliśmy się z tego piekła. To był naprawdę wielki cud, bo byliśmy okrążeni - opowiada Stanisław Brzosko. - Trafiłem do pobliskiego szpitalika polowego. Porzucono mnie gdzieś w kącie pod ścianą. Ale Pan Bóg czuwał. W jakiś czas później wpadł kolega - już nazwiska nie pamiętam, o pseudonimie „Tomek” - i zaalarmował, że ze mną coraz gorzej. Jakieś płyny fizjologiczne we mnie pompowano, później przetransportowano do innego szpitala. I trafiłem do dr. Felicjana Lotha. Ten już mnie doprowadził do życia. Jemu, mogę powiedzieć, zawdzięczam rękę, a Panu Bogu i „Tomkowi” życie. Ale kolejne dni Powstania „przewalczyłem” już w szpitalach.
Po podpisaniu kapitulacji Powstania, 3 października, Stanisław Brzosko przeszedł przez kilka obozów jeńców wojennych, by z początkiem 1945 r. trafić do Lubeki. Tam został wyzwolony przez żołnierzy brytyjskich. Przez krótki czas był w dywizji gen. Stanisława Maczka jako tłumacz języka angielskiego. Zamierzał studiować w Londynie, ale wrócił do Polski na prośbę rodziny. Skończył Politechnikę Warszawską. Bez kłopotu otrzymał pracę. Był inwigilowany przez SB, ale nierepresjonowany.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rekordowy wynik wielkanocnej zbiórki żywności - do potrzebujących trafi 300 ton jedzenia

2026-03-25 09:12

[ TEMATY ]

Caritas

Tak. Pomagam

Caritas Polska

300 ton żywności darczyńcy włożyli do specjalnych koszyków Caritas, które pojawiły się w ponad 2 tys. sklepów w całej Polsce w ramach akcji "Tak. Pomagam!". Produkty są teraz segregowane, pakowane i sukcesywnie dostarczane potrzebującym: seniorom, osobom niepełnosprawnym i rodzinom wielodzietnym. Jedzenie trafi też do jadłodajni i placówek Caritas, gdzie przygotowane zostaną świąteczne śniadania dla ubogich i osób w kryzysie bezdomności. Celem tej ogromnej logistycznej akcji, w której udział wzięło 24 tys. wolontariuszy, jest przygotowanie paczek i posiłków dla 45 tys. potrzebujących.

Potrzebujących nie brakuje, a liczba ubogich stale rośnie. Oficjalne dane mówią, że w Polsce ubóstwa doświadcza nawet 2,4 mln osób. Co to oznacza? M.in to, że nie mogą pozwolić sobie na zakup wystarczającej ilości jedzenia, nie mówiąc o pełnowartościowych produktach. Problem ten dotyczy nie tylko osób w kryzysie bezdomności, osób bezrobotnych czy seniorów, których świadczenia nie wystarczają na pokrycie wszystkich najpilniejszych wydatków. Coraz częściej brak bezpieczeństwa żywnościowego dotyczy także osób pracujących, których budżety nie wytrzymują stale rosnących cen towarów i usług.
CZYTAJ DALEJ

Odpowiedź Maryi otwiera początek Wcielenia

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Izajasz przemawia w czasie kryzysu króla Achaza. Jerozolimę naciska koalicja Aramu i Efraima. Achaz słyszy propozycję znaku, który może sięgnąć „w głąb” i „w wysokość”, więc w całe pole ludzkich możliwości. Prorok wzywa do oparcia się na Bogu. Król odmawia i zasłania się pobożną formułą. Izajasz zwraca się wtedy do „domu Dawida”, więc do całej dynastii. Znak ma wymiar publiczny. „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel”. Imię ʿimmānû ʾēl ma budowę teoforyczną i niesie orędzie: „Bóg z nami”. W tradycji Izajasza imiona dzieci bywają krótką wyrocznią. W dalszym ciągu rozdziału pojawia się perspektywa bliska epoce Achaza. Zanim dziecko dorośnie, siła dwóch wrogich królów osłabnie. W hebrajskim stoi słowo ʿalmāh, młoda kobieta w wieku małżeńskim. Tekst nie sięga po termin bĕtûlāh. Septuaginta oddaje ʿalmāh jako parthenos. Ten przekład staje się ważny w lekturze chrześcijańskiej. Justyn w „Dialogu z Tryfonem” notuje sprzeciw rozmówcy, który wiązał proroctwo z Ezechiaszem, i broni odniesienia do Chrystusa oraz odczytania „dziewica”. Hieronim podejmuje spór o sens ʿalmāh. Wskazuje, że na „młodą dziewczynę” hebrajski ma słowo naʿarāh, a ʿalmāh opisuje „ukrytą” dziewczynę. Iz 8,10 domyka ten wątek krótkim zawołaniem: „Bóg z nami”. Mateusz sięga po to proroctwo w opisie narodzenia Jezusa, aby pokazać spełnienie obietnicy danej rodowi Dawida. Tekst uczy słuchania słowa, które przychodzi w chwili lęku i presji, i przywraca pamięć, że Bóg działa także wtedy, kiedy władza szuka oparcia w czystej kalkulacji.
CZYTAJ DALEJ

Zainspiruj swoje małżeństwo!

2026-03-25 16:41

Archiwum organizatorów

Zapraszamy wszystkie małżeństwa na wyjątkowe wydarzenie do parafii NMP Królowej Pokoju na wrocławskich Popowicach. Będzie się można zainspirować – wśród gości o. Adam Szustak, Maja i Krzysztof Sowińscy oraz Monika i Marcin Krąglakowie.

Już w tę sobotę, 28 marca, odbędzie się tam trzecia edycja Inspiratora małżeńskiego. To projekt zapoczątkowany w 2023 roku przez Magdalenę i Tomasza Trenków, aby inspirować małżeństwa do życia w pełni, ponad codziennością. Tym razem tematem spotkania będzie dar hojności. – Żyjemy w świecie nastawionym na konsumpcjonizm, wyznacznikiem sukcesu w życiu jest zagarnianie dla siebie jak największych bogactw i tytułów, rozwijanie kariery. Jednak Bóg zaprasza nas do życia inaczej: dawania chętnie, dzielenia się tym co mamy, bo przecież sami to wszystko otrzymujemy od Stwórcy. Temat Hojności jest często trudny nawet dla wierzących, zwłaszcza w kontraście do potrzeby bezpieczeństwa i zabezpieczania finansowo swojej przyszłości. Bóg wzywa nas i nasze małżeństwa do otwierania swoich serc, rozsądnego zarządzania dobrami, które dostajemy w zarząd i nie zatrzymywania ich tylko dla siebie. Rozważanie, jak praktykować cnotę hojności w naszych małżeństwach, jest szczególnie ważne – podkreślają organizatorzy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję