Reklama

Biegiem na ośmiotysięcznik

Wspinaczka do marzeń - tak już nazwano rozpoczynającą się właśnie polską wyprawę w góry najwyższe. Jednak cel - pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik Broad Peak - to dopiero początek walki o najwyższe cele w alpinizmie. W kilka lat Polacy chcą dokonać tego, co dotychczas było niemożliwe: dokończyć zdobywanie zimą najwyższych szczytów świata

Niedziela Ogólnopolska 1/2011, str. 16-19

Robert Szymczak

Annapurna

Annapurna

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sądząc po rozmachu wyprawy i całego przedsięwzięcia, ale także po tradycji wspinaczki zimowej na najwyższe szczyty Ziemi - polscy himalaiści nie są bez szans. Bo jak nie Polacy, to kto? Zimowe wejścia na ośmiotysięczniki to prawdziwie polska specjalność. Od początku historii himalaizmu zimowego mamy pozycję światowego lidera. Polacy wspięli się jako pierwsi na 8 spośród 14 ośmiotysięczników (na jeden z alpinistą z Włoch). Tylko jeden ośmiotysięcznik zdobył ktoś inny!
Alpiniści w czasie świąt Bożego Narodzenia byli, co prawda, jeszcze w kraju, ale operacja: Broad Peak (8047 m n.p.m.) rozpoczęła się już we wrześniu, gdy pod szczyt wyruszyła karawana ze sprzętem. - Baza wyprawy jest gotowa, więc pora ruszać w Karakorum - mówi Artur Hajzer, zdobywca 6 ośmiotysięczników, szef i mózg wyprawy. - Podzielimy się tylko w Wigilię opłatkiem i zaraz po świętach odlatujemy - dodaje. Cel jest tyleż… szczytny, co trudny. To już trzecia o tej porze roku polska ekspedycja w ten rejon i szósta w historii. 22 lata temu Maciej Berbeka ustanowił niepobity do dziś zimowy rekord wysokości w Karakorum - dotarł do przedwierzchołka - Rocky Summit (8028 m n.p.m.).

Będzie co wpisać do CV

Reklama

Dla dr. Roberta Szymczaka, gdańskiego lekarza - specjalisty medycyny górskiej, to nie pierwsza wyprawa w najwyższe góry. W połowie roku, razem z Arturem Hajzerem, zdobył Nanga Parbat (8126 m n.p.m.). Nie było łatwo. - Wokoło jest ciągły szum lawin, łamią się maszty w namiotach w bazie - relacjonował Hajzer. Jedna z lawin zmiotła mesę, namiot satelitarny, niektóre części wyposażenia zostały rozrzucone kilkaset metrów od bazy. Polscy wspinacze wykorzystali pierwsze dni pogody po całkowitym załamaniu i… weszli.
Jednak to było himalajskie lato. Zima jest znacznie, znacznie trudniejsza. Nic dziwnego, że zimą dr Szymczak na żadnym ośmiotysięczniku nie był. Ale wie, co go tam czeka. - Oprócz wiatru, złych warunków lodowych, trudności wspinaczkowych i niskiej temperatury największe figle spłatać może psychika - podkreśla lekarz. - Przebywa się w trudnych, ekstremalnych warunkach, w wielkim stresie, to wszystko jest niesprzyjające także z psychologicznego punktu widzenia. Można tego nie wytrzymać. Nie jedziemy w dużym zespole - 10 osób, ale trzeba się długo wzajemnie znosić. Niezbędna jest ścisła współpraca. Musimy nawzajem na siebie liczyć.
Własny egoizm trzeba powściągnąć. Wszyscy mają pracować dla zespołu, a nie dla siebie czy dla lidera. Na szczyt chciałby wejść każdy, bo tylko o zdobywcach na ogół pamięta historia alpinizmu. Na szczęście nie tym razem - zapewnia alpinista. - Sam udział w tym niezwykłym przedsięwzięciu będzie nobilitował, będzie go można wpisać sobie do CV - podkreśla.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Unifikacja na wysokości

Reklama

Doświadczeni himalaiści wiedzą to doskonale: przed wyjazdem zawsze jest fajnie, potem w górach sporo wychodzi. - 4 miesiące na wyprawie spędza ze sobą grupa silnych osobowości. Zdarza się, że potem nie chcą już ze sobą rozmawiać. Tymczasem my musimy być zwartym zespołem - mówi jeden z uczestników wyprawy. Stąd zarządzone przez kierownictwo przedsięwzięcia zajęcia z psychologiem.
Doświadczony wspinacz może pojechać w góry i zdobyć jakiś ośmiotysięcznik zimą. Tyle że teraz liczy się efekt finalny: ambitny plan dokończenia zimowych wejść na wszystkie ośmiotysięczniki. Wymyślony przez Artura Hajzera, jednego z najwybitniejszych czynnych himalaistów, program: Polski Himalaizm Zimowy (PHZ) zakłada poprzedzanie właściwych wypraw treningami wytrzymałościowymi i specjalistycznymi, a nawet przygotowawczymi wejściami na wysokie szczyty. A przede wszystkim stworzenie silnego, ponad 20-osobowego zespołu, gotowego do górskich podbojów.
Artur Hajzer zastrzega, że chodzenie zimą po Himalajach i Karakorum to pomysł nienowy, a hasło rzucił przed laty śp. Andrzej Zawada, szef wielu polskich wypraw. - Polacy byli w tym najlepsi. Potem jednak zima przestała mieć wzięcie. Teraz do niej wracamy - podkreśla. Oprócz podejścia do przygotowania wypraw nowe jest także stawianie na… nowe pokolenie. W ekipie jest przecież 27-letnia dziewczyna, są też 30-latkowie. - Jak na himalaizm to bardzo młodzi ludzie. Wiem coś o tym, bo mam 48 lat. Jestem weteranem, ale w tym wieku, ze względu na doświadczenie, umiejętności itp. sporo osiąga się w górach.
Przed rokiem odbyły się pierwsze spotkania unifikacyjne grupy w Tatrach, gdzie wspinali się razem w warunkach zimowych. Potem były wyjazdy pod Nanga Parbat (i nieudany ze względów technicznych - pod Gasherbrumy I i II) oraz - części ekipy - w Pamir. Do tego zupełne novum: zindywidualizowane programy treningowe, przy stałej opiece specjalistów trenerów. Tak do zdobywania najwyższych gór chyba jeszcze nikt nie podchodził.

Biegiem pod górę

Reklama

Już same informacje na temat warunków panujących zimą w najwyższych górach są mrożące krew w żyłach. Wszystkie niezdobyte zimą ośmiotysięczniki położone są w Pakistanie - w Karakorum i w Himalajach Zachodnich, a tu warunki są bardziej surowe niż w Himalajach, Nepalu czy w Tybecie. Średnia temperatura jest o 10 st. C niższa (- 35 st. C), a wiatr wieje mocniej o 40 km/h (ok. 140 km/h, a czasem i 180). Zdarzają się też kilkugodzinne okna wiatrowe - ok. 60 km/h, które dają szansę na atak.
Letni atak na ośmiotysięcznik trwa 16-20 godzin. Zimą natomiast, gdy chodzenie nocą jest niemożliwe, z obozu szturmowego (kilkaset metrów różnicy poziomów) trzeba wejść, a raczej wbiec na szczyt i wrócić w ciągu 6 godzin. Inaczej wspinacza czeka śmierć (temperatura odczuwalna: - 70 st. C). I do takiego truchtu pod górę na ponad 8000 m trzeba się przygotować.
Trzeba być nie tylko dobrym wspinaczem, ale także doskonałym biegaczem! Stąd pewnie obecność w ekipie PHZ Aleksandry Dzik i Andrzeja Bargiela. To specjaliści nie tylko od wspinaczki, ale i od… biegania. Oboje zwyciężyli w 2010 r. w prestiżowym, międzynarodowym biegu wysokogórskim „Elbrus Race” na najwyższy szczyt Kaukazu (to też była część przygotowań do zimowych ekspedycji).
Aleksandra Dzik wymyka się stereotypowi himalaisty. Ta 27-letnia doktorantka z Uniwersytetu Jagiellońskiego trafiła do himalaizmu nie tak, jak kiedyś bywało, gdy obowiązywał schemat: od wspinaczki w skałkach, przez Tatry, Alpy itd., do Himalajów. Najpierw uprawiała turystykę górską i narciarstwo wysokogórskie. - Dziś dawne schematy już nie obowiązują - twierdzi. Doskonale widać to po tej filigranowej „Śnieżnej Panterze” - to tytuł przysługujący osobie, która zdobyła 5 najwyższych, siedmiotysięcznych gór leżących niegdyś w granicach ZSSR. Górscy biegacze: Aleksandra Dzik, pierwsza polska „Śnieżna Pantera” wśród pań, uczestniczka niedawnej wyprawy na Nanga Parbat, a także Andrzej Bargiel nie pojadą - ze względów zawodowych - na obecną wyprawę. Ale za rok - już pewnie tak.

Sporo zależy od szczęścia

Reklama

Tym bardziej że za rok najpewniej powalczą o pierwsze zimowe wejście na K2, „górę gór”, najtrudniejszy ośmiotysięcznik do zdobycia zimą. Polacy próbowali wejść zimą na K2 wielokrotnie, m.in. Krzysztof Wielicki, honorowy kierownik akcji PHZ. Wielicki, zdobywca tzw. Korony Himalajów, pierwszy zimowy zdobywca Mount Everestu, nie wybiera się pod Broad Peak, natomiast na K2 - tak. - Planowane są zimowe wyprawy rosyjska i austriacko-kanadyjska. Ale nie zamierzamy się z nimi ścigać - mówi Wielicki. Zresztą tak wielu już bezskutecznie próbowało wejść zimą na ten szczyt…
Czy na wyprawach zimowych w najwyższe góry najgorsza jest niska temperatura? - Minus 45 stopni C to pół biedy. Problemy pojawiają się, gdy zaczyna wiać, do tego dochodzi brak tlenu i łatwo o odmrożenia. Wiatr bywa tak porywisty, że nie można się ruszyć z namiotu - mówi Krzysztof Wielicki. - Wiatry są huraganowe, sporo zależy od szczęścia. Trafienie w pogodę to połowa sukcesu.
Dr Robert Szymczak jest nie tylko lekarzem wyprawy na Broad Peak, ale także pełnoprawnym członkiem zespołu i też może wziąć udział w tzw. ataku szczytowym. - Na wyprawie każdy czymś się zajmuje, ja odpowiadam za zabezpieczenie medyczne, dbam o apteczki, zabezpieczenie w niezbędne leki, prowadzę też szkolenia medyczne dla kolegów. Wszyscy muszą być przygotowani na to, że w jakiejś sytuacji może mnie zabraknąć. Mogę nie być odpowiednio zaklimatyzowany, zepsuje się radio, sam mogę potrzebować pomocy. Koledzy muszą wiedzieć, jak używać zastrzyków, leków itp. Powinni umieć pomóc także mnie, gdyby coś mi się stało - mówi. Doświadczeni alpiniści doskonale wiedzą, że w górach wysokich akcje prowadzi się tak, że często jest się zdanym na samego siebie. Bo inni nie tyle nie chcą, ile nie są w stanie pomóc.

OŚMIOTYSIĘCZNIKI ZIMĄ NIEZDOBYTE:

K2 (8611 m n.p.m.)
Nanga Parbat (8126 m n.p.m.)
Gasherbrum I (8068 m n.p.m.)
Broad Peak (8047 m n.p.m.)
Gasherbrum II (8035 m n.p.m.)

ZIMOWE WEJŚCIA PIERWSI ZDOBYWCY

Mount Everest (8850 m n.p.m.), luty 1980 r. - Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy
Kanchendzonga (8586 m n.p.m.), styczeń 1986 r. - Jerzy Kukuczka i Krzysztof Wielicki
Lhotse (8516 m n.p.m.), grudzień 1988 r. - Krzysztof Wielicki
Makalu (8463 m n.p.m.), luty 2009 r. - Simone Moro (Włochy) i Denis Urubko (Kazachstan)
Czo Oju (8201 m n.p.m.), luty 1985 r. - Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski
Dhaulagiri (8167 m n.p.m.), styczeń 1985 r. - Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka
Manaslu (8156 m n.p.m.), styczeń 1984 r. - Maciej Berbeka i Ryszard Gajewski
Annapurna I (8091 m n.p.m.), luty 1987 r. - Artur Hajzer i Jerzy Kukuczka
Sziszapangma (8013 m n.p.m.), styczeń 2005 r. - Piotr Morawski i Simone Moro (Włochy)

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W tej Ewangelii wiara rodzi się w spotkaniu, a nie w wygranej dyskusji

2026-01-02 06:26

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Autor listu zwraca się do wspólnoty jak do „dzieci”. W tym słowie słychać ciepło i odpowiedzialność. Wraca do „nauki od początku”. To sedno przekazu, który wspólnota usłyszała w Ewangelii. Miłość braterska (agapē) zostaje pokazana na tle Kaina. Kain „był z Złego”. Jego czyn przybiera kształt zabójstwa.
CZYTAJ DALEJ

Założycielka Niepokalanek

Z osobą m. Marceliny Darowskiej zetknęłam się dwa lata temu, kiedy to zaczynałam pracę w gimnazjum. Tradycją panującą w szkole, gdzie uczę, było organizowanie dwa razy w roku spotkań rekolekcyjnych dla nauczycieli w Domu Sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zgromadzenie to założyła właśnie Matka Marcelina. Z wielkim zaciekawieniem obserwowałam pracę sióstr i ich uczennic. Każdy wyjazd do Szymanowa był dla mnie kolejnym cennym doświadczeniem. Po pewnym czasie bardziej zainteresowałam się osobą Matki Marceliny i postanowiłam o niej napisać. Zaczęłam wtedy czytać wszelkie publikacje na jej temat. Wydawało mi się początkowo, że nic interesującego w tych książkach nie znajdę. Bo cóż może być ciekawego w życiorysie siostry zakonnej? I tu pełne zaskoczenie. Jednym tchem przeczytałam polecone mi książki. Matka Marcelina okazała się być obdarzona niezwykle bogatą osobowością, a jej życie mogłoby posłużyć za temat filmu, który - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zainteresowałby niejednego współczesnego widza. Zanim Matka Marcelina została przełożoną Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek - była szczęśliwą matką i żoną. W jej życiu nie zabrakło też dramatycznych momentów. W wieku dwudziestu pięciu lat została wdową, a w niecały rok po śmierci męża straciła swego dwuletniego synka. To nie koniec jej cierpień. Musiała jeszcze walczyć o życie swojego drugiego dziecka - maleńkiej Karoliny, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Młoda wdowa przezwyciężyła wszelkie kłopoty. Dziecko wyzdrowiało, a jej gospodarstwo było przykładem dla okolicznych posiadłości. Przez cały ten czas trudnych doświadczeń ani razu nie zwątpiła w miłość Boga, ani razu nie zbuntowała się przeciwko Jego woli. Jakże niezwykle mocna musiała być jej wiara! Mało tego, nie mając żadnego doświadczenia zakonnego, a jedynie pragnienie służenia Bogu, odważyła się zostać przełożoną - założycielką nowo tworzonego Zgromadzenia, którego głównym zadaniem miało być wychowanie dzieci i młodzieży. Nie na życiorysie Matki Marceliny chciałabym jednak skupić swą uwagę, mimo że jest on naprawdę bardzo ciekawy. Zainteresowanych odsyłam do książek poświęconych bohaterce tego tekstu1. To, co najcenniejsze, to nauki Matki Marceliny, jej przemyślenia i refleksje, ujęte często w formę jakże trafnych i aktualnych do dziś sentencji. Znaleźć je można w wydanej w 1997 r. przez Siostry Niepokalanki książce zatytułowanej Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej2. Wartości szczególnie ważne dla Matki Marceliny to przede wszystkim Bóg, miłość, rodzina, Ojczyzna, praca i to, czemu poświęciła całe swoje życie, czyli wychowywanie kolejnych młodych pokoleń. Wiele jest cennych wskazówek zawartych w słowach Matki Marceliny. Mnie, jako nauczycielkę, która dopiero zaczyna swoją pracę z młodzieżą, szczególnie zainteresowały te poświęcone wychowaniu. Pierwsze słowa, jakie przeczytałam, kiedy "na chybił trafił" otworzyłam książkę z myślami Matki Marceliny, brzmiały następująco: "Zadanie wielkie, praca kolosalna - z jednej strony łatwa, z drugiej bardzo trudna. Łatwa, bo serca dzieci to wosk, na którym wszystko łatwo się wyciska. Trudna, bo wosk wystawić na gorąco ognia lub słońca, a ślad jego cały się zgładzi. Dzieci przyjmują dobre i złe wrażenia, jedne zacierają drugie". Jakże trafnie oddają one pracę wychowawcy. Czytając te zdania, uświadomiłam sobie ogromną odpowiedzialność, jaką biorę za swoich wychowanków. To, co im przekażę, będzie miało wpływ na całe ich życie. I nie najważniejsza w tym momencie jest wiedza. Moim zadaniem, jako wychowawcy, jest pokazanie tym młodym ludziom właściwych wzorców zachowań. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, kiedy wciąż słyszymy o przypadkach, gdy młodzi ludzie zabijają swoich rówieśników, często nawet nie dostrzegając zła, które wyrządzili. Matka Marcelina cały czas miała świadomość odpowiedzialności za wychowanie młodych ludzi. Dlatego też tak wiele miejsca poświęciła sprawom rodziny, a w kształceniu dziewcząt ogromną wagę przywiązywała do przygotowania ich do roli matki i żony. Wierzyła bowiem, że to właśnie kobieta jest duchem rodziny, a od tego, jakie wartości przekażemy młodym ludziom, zależy odrodzenie całego społeczeństwa. Dziś również wiele miejsca podczas publicznych debat poświęca się sprawom rodziny. Mówi się o polityce prorodzinnej i o kryzysie rodziny. Może warto zatem sięgnąć po myśli Matki Marceliny. Znajdziemy tu oczywiste - wydawałoby się - prawdy, ale jak często przez nas zapominane. Polecam tę część nauk Matki Marceliny szczególnie dziewczętom, które zamierzają w niedługim czasie założyć własną rodzinę. Naprawdę znajdziecie tu wiele wskazówek pomocnych przy budowaniu własnego domu. Jak już wspominałam wcześniej - jestem młodą nauczycielką. Nie mam zatem bogatego doświadczenia pedagogicznego, wielu rzeczy muszę się jeszcze nauczyć. Wciąż borykam się z różnymi problemami wychowawczymi. Tak jak wielu młodych nauczycieli, staram się pogłębiać swoją wiedzę pedagogiczną, czytając chociażby różne publikacje poświęcone tym zagadnieniom. Panuje obecnie moda na nowoczesne, proponowane nam przez zachodnich autorów, sposoby wychowania. Ja jednak najważniejsze wskazówki pedagogiczne znalazłam w następujących słowach Matki Marceliny: " Rozwijać - nie wysilając, ubogacać - nie przeciążając, uczyć praktyczności - nie odzierając z poezji, hartować - nie zatwardzając, oczyszczać sumienie - nie dopuszczając skrupułów, uczyć miłości - bez czułostkowości, pobożności - bez dewoterii, zniżać się do dzieci w zabawach - nie zmalając siebie, aby następnie być w stanie wznieść dzieci do wysokości zadania". Oto - zdaniem Matki Marceliny - zadania nauczyciela. Mam nadzieję, że będę w stanie im sprostać. 1 Informacje na temat życia Matki Marceliny można znaleźć m.in. w następujących publikacjach: - Ewa Jabłońska-Deptuła, Zakorzeniać nadzieję. M. Marcelina Darowska o rodzinie i dla rodziny, Lublin 1996 - Marcelina Darowska - Niepokalański charyzmat wychowania, pod red. ks. Marka Chmielewskiego, Lublin 1996 - S. Grażyna (Jordan), Wychowanie to dzieło miłości, Szymanów 1997 2 Zawsze będę z Wami. Myśli i modlitwy błogosławionej Matki Marceliny Darowskiej, zebrały i opracowały s. M. Grażyna od Współpośrednictwa Matki Bożej, Anna Kosyra-Cieślak, Romana Szymczak, Szymanów 1977.
CZYTAJ DALEJ

Msza św. o łaskę zdrowia dla ks. Olszewskiego

2026-01-05 18:49

[ TEMATY ]

Ks. Michał Olszewski

Księża Sercanie

Ks. Michał Olszewski. Zdjęcie archiwalne

Ks. Michał Olszewski. Zdjęcie archiwalne

W Święto Trzech Króli, o godzinie 11.00 w Warszawie w archikatedrze Św. Jana Chrzciciela przy ul. Świętojańskiej 8 odbędzie się Msza Święta o łaskę zdrowia dla księdza Michała Olszewskiego.

Po Mszy św. będą zbierane kartki, na których będzie można przekazać duchownemu słowa wsparcia - mają zostać przekazane ks. Michałowi Olszewskiemu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję