Reklama

Moda na niemodne dziennikarstwo

Niedziela Ogólnopolska 36/2010, str. 22-23

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Marek Łuczak: - Jeszcze niedawno rolą dziennikarza było przede wszystkim wyszukiwanie informacji, a dzisiaj coraz częściej trzeba decydować, o czym w Polsce ludzie się nie dowiedzą, bo nie sposób powiedzieć o wszystkim. A informacji przybywa...

Krzysztof Ziemiec: - Faktycznie, obfitość najróżniejszych informacji staje się niewątpliwie chlebem powszednim. Decyduje o tym chociażby Internet, a wraz z nim portale, facebooki i blogi. Trudno nam to wszystko nawet ogarnąć, ale młodzież coraz doskonalej porusza się w tej rzeczywistości. Tyle tylko, że nie może zadowalać jedynie szum informacji, choćby najciekawszych. Rolą dziennikarza będzie więc jeszcze bardziej odpowiednie przekazanie tej wiedzy, jej uporządkowanie. Paradoksalnie ta rola dziennikarzy, ich doświadczenie będzie rosło, bo będzie rosła także możliwość bezpośredniego kontaktu np. polityka z tzw. elektoratem. Tyle że polityk nie musi mówić wszystkiego. Naszą rolą będzie więc wnikliwa analiza jego słów, np. na blogu, i opatrzenie ich stosownym wyjaśnieniem, czasami komentarzem. Kolejną sprawą jest odpowiednia forma przekazu. Zmienia się świat. Dochodzą nowe słowa, dziedziny, którymi się zajmujemy. Chodzi o to, by np. wiadomości telewizyjne były zrozumiane przez ludzi niewykształconych, ale też ciekawe dla profesorów uniwersytetu.

Reklama

- Jeśli się jednak porówna wrażenie, jakie pozostawi po sobie dobry artykuł w prasie, z tym, co pozostaje po wysłuchaniu krótkiego felietonu na ten sam temat w telewizji, odczuwa się niedosyt. Może dziennikarze telewizyjni za bardzo ślizgają się po tematach?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Siłą rzeczy telewizja i radio skazane są na takie, jak to Ksiądz ujął, ślizganie. Taka jest specyfika tych mediów. Serwisy informacyjne są krótkie, a podczas ich emisji trzeba ludziom powiedzieć o wszystkim, co najważniejsze, ale trzeba to zrobić w odpowiedni sposób, tak by: po pierwsze - przekaz oddawał istotę, a po drugie - jego forma zadowalała wszystkich odbiorców. W TV musi być też ciekawy obraz - oddający emocje. Ale należy się zgodzić, że oprócz uznania tzw. obiektywnych trudności może należałoby się zastanowić nad tym, czy przypadkiem sami dziennikarze nie idą czasami na skróty.

- Czy coraz częściej nie chodzi dziś bardziej o sensację niż o informację?

Reklama

- Zgadzam się absolutnie. Od wielu już lat mamy do czynienia z tabloidyzacją mediów. Ten trend dotarł już, niestety, do programów informacyjnych, co ma nawet swoją nazwę: „infotainment”, czyli informacja z - nazwałbym to - przymrużeniem oka. Ta sytuacja wynika trochę z faktu, że takie jest zapotrzebowanie ze strony widzów, na których nie możemy się przecież obrażać. Oni po prostu tacy są i trzeba im wyjść naprzeciw. Inną sprawą jest odpowiedź na pytanie: Jacy są naprawdę nasi odbiorcy? Z perspektywy Warszawy może się czasem niektórym dziennikarzom wydawać, że wszyscy są wykształceni, znają języki, mają pogłębioną wiedzę, albo że wszyscy interesują się tym, co im proponujemy. A prawda bywa inna. Pracując w „centrali”, często nie ma się wiedzy lub też nie chce się wiedzieć, czym żyją ludzie w kraju, mówi się o sprawach dla tych ludzi niezrozumiałych, językiem, którego oni nie rozumieją.

- Mówimy o języku. Oprócz pytań o jego komunikatywność pojawiają się też pytania o agresję i uszczypliwość. A to one coraz częściej znamionują współczesne dziennikarstwo.

- Należę do osób, które cenią sobie kulturę i takt. Myślę, że w mediach publicznych możemy mówić o standardach, które przeczą trendom charakteryzującym niektóre media niepubliczne. Nie ma sensu ścigać się z konkurencją, która wybrała dla siebie taką drogę. Jako media publiczne mamy jednak do zagospodarowania przestrzeń, która, jak ufam, zbiega się też z oczekiwaniami społeczeństwa, o czym świadczy przecież oglądalność czy stopień zaufania publicznego. Dlatego staramy się unikać bicia na oślep, choć dziennikarska uszczypliwość w granicach przyzwoitości może się pojawiać także w naszych programach. Nie chciałbym się znaleźć w telewizji zapraszającej do studia osobę, której chce „dowalić”, i z tego faktu czyni główną zasadę swego dziennikarstwa. Ja zapraszam do studia osoby, które są interesujące, mają coś do powiedzenia, a ewentualna rozmowa z nimi jest pożyteczna i konstruktywna. Niektórym się wydaje, że jak będą brutalni, to wypracują sobie charakterystyczność i ktoś ich zauważy, dzięki czemu zrobią karierę. Nie podzielam takiego zdania, a nawet przyznaję się pod tym względem do poglądów staroświeckich.

Reklama

- Pytamy chyba nie tylko o styl czy kulturę, ale o istotę dziennikarstwa. Niektórzy próbują dziennikarską przenikliwość zastąpić błyskotliwością, a szacunek do drugiej osoby poświęcają dla potrzeb tandetnego show…

- Nie można jednak wylewać dziecka z kąpielą. Żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym, zawsze więc będą odbiorcy, którzy czekają na tego typu programy. Byłoby natomiast bardzo niedobrze, gdyby taki styl się rozpowszechnił i trafił do programów, od których należałoby oczekiwać innych standardów. To wymaga rozwagi, bo jeśli jest oczywiste, że w „Wiadomościach” muszą się pojawić takie tematy, jak Sejm, Senat czy nasza narodowa spuścizna i tradycja, to powinno być w nich także miejsce dla innych zagadnień, takich jak film, jedzenie, obyczaje. Problemem pozostaje, oczywiście, pytanie o proporcje.

- Siłą rzeczy teoretyzujemy. Dla Pana osobiście praca dziennikarska wiąże się w ostatnim czasie z bardzo konkretnym trudem wracania do zdrowia. Czy ona w tym pomaga?

Reklama

- Muszę w tym miejscu bardzo wyraźnie podkreślić, że praca nie jest dla mnie dzisiaj żadnym wielkim wysiłkiem. Traktuję ją jak zdrowy człowiek, a jeśli coś sprawia mi trudność, to raczej radzenie sobie w oderwaniu od zawodowych obowiązków. Jeśli kilka dni przebywam poza redakcją, budzi się we mnie niepokój: jak to jest, przecież tyle ciekawych rzeczy się dzieje, a mnie tam nie ma. To mnie utwierdza w przekonaniu, że jestem na właściwym miejscu, bo nie traktuję pracy jak urzędnik, który przestaje pracować o określonej godzinie, ale również w domu, niejako po godzinach, dużo czytam i oglądam, muszę być na bieżąco. Jedyne, co mogę sobie zarzucić, to to, że w takim momencie mogę czasem zaniedbać w jakimś stopniu rodzinę, ale staram się czuwać, by z tym nie przesadzić.

- Jako znany prezenter nie wstydzi się Pan też swojej wiary…

- Nigdy się tego nie wstydziłem i nie wypierałem, a wręcz uważam, że dzisiaj, kiedy czyha na nas tak wiele pokus, dzielenie się wiarą jest nie do przecenienia. Potrzebne jest wzajemne utwierdzanie się w przekonaniu, że wartości, które wyznajemy, są podzielane przez innych, nawet jeśli wydają się niemodne. Głośno więc powtarzam, że w Wielkim Poście nie biorę kieliszka do ust, a w niedzielę, choćby się paliło, zawsze uczestniczę w Eucharystii. To jest też budujące dla innych. Po wypadku, który mnie spotkał, zadawałem sobie wielokrotnie pytanie: Dlaczego mnie się to przytrafiło? Traktuję to jako zadanie, by innych ludzi zachęcać do wiary w siebie. Dlatego tak chętnie dzielę się z innymi tym, co z jednej strony jest tak bardzo oczywiste, a z drugiej - tak niezauważane: że trzeba się cieszyć wszystkim, co mamy, i nigdy się nie poddawać. To przekonanie dla mnie ma także wymiar religijny, bo dziś wiem to dokładniej niż przed wypadkiem, że krzyż jest ważny i Dekalog jest ważny, że nie są to tylko puste słowa. Ludzie, czytając kolorowe pisemka, mogli się przyzwyczaić, że pracując w tzw. show biznesie, czyli też w mediach, niektórzy często zmieniają narzeczone, zarabiają mnóstwo pieniędzy i jeżdżą drogimi samochodami. Mój przypadek pokazuje, że może być inaczej. Trzeba dodać, że na szczęście więcej jest takich osób jak ja. Media jednak chętniej opisują przypadki, które preferują odmienny styl życia. Takie jak mój są zbyt normalne, przez co dla niektórych pewnie zbyt nudne…

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Na tej skale zbuduję mój Kościół”

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

commons.wikimedia.org

Wyrocznia przenosi nas na dwór jerozolimski czasów Ezechiasza. Urząd, o który chodzi - „ten, który jest nad domem” (ašer al-habbajit) - odpowiadał majordomowi pałacu: człowiek ten czuwał nad dostępem do króla, nad sprawami dworu i państwa (por. 1 Krl 4,6; 18,3). Bezpośrednio wcześniej prorok wypowiedział przeciw piastującemu go Szebnie jedną z najostrzejszych inwektyw księgi: dostojnik kuł sobie okazały grobowiec w skale i obnosił się ze wspaniałymi rydwanami - urząd stał się sceną prywatnej chwały. Ta kariera zostaje przerwana: „strącę cię z twego urzędu”. Na miejsce Szebny zostaje powołany Eliakim, syn Chilkiasza. Opis inwestytury wylicza insygnia: tunika, pas, władza przekazana w ręce - a nade wszystko „klucz domu Dawidowego, położony na jego ramieniu”: „gdy on otworzy, nikt nie zamknie, gdy on zamknie, nikt nie otworzy”. Klucz noszony publicznie mówi o realnej i jawnej odpowiedzialności. Nowy zarządca ma być „ojcem dla mieszkańców Jeruzalem i dla domu Judy” - władza w zamyśle Boga osłania i porządkuje, nie eksploatuje. Obraz kołka wbitego w pewnym miejscu dopowiada resztę: na takim kołku dom wieszał naczynia i sprzęty - urząd istnieje po to, by inni mieli się na czym oprzeć. Dalszy ciąg wyroczni, już poza lekcjonarzem, zawiera przestrogę: i ten kołek kiedyś się obluzuje - żaden ludzki urząd nie jest absolutny. Trwałe okaże się dopiero to, co Apokalipsa powie o Chrystusie „mającym klucz Dawida” (Ap 3,7) - i to zestawienie tłumaczy, dlaczego liturgia kładzie dziś ten tekst przed Ewangelią o kluczach powierzonych Piotrowi.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: 12 godzin uwielbienia w Świątyni Opatrzności Bożej

Około 5 tys. osób będzie uczestniczyć 22 sierpnia w „Dniu Uwielbienia i Chwały” organizowanym przez Fundację Rozpal Wiarę w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Dwunastogodzinne spotkanie będzie obejmować modlitwę uwielbienia, Eucharystię, świadectwa, głoszenie słowa Bożego oraz możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.

Organizatorzy podkreślają, że wybór Świątyni Opatrzności Bożej nie jest przypadkowy. „Chcemy, aby właśnie tutaj - w miejscu, które samo w sobie jest świadectwem pamięci o Bożej Opatrzności - przez dwanaście godzin nieustannie wybrzmiewała modlitwa uwielbienia” - zaznaczają.
CZYTAJ DALEJ

Zamość/ Syreny alarmowe zawyły przez pomyłkę podczas ćwiczeń

2026-08-23 10:02

[ TEMATY ]

bezpieczeństwo

pixabay.com

Alarm

Alarm

Zamiast testu cichego, został omyłkowo uruchomiony sygnał dźwiękowy. Był to trzyminutowy, jednostajny dźwięk, tj. odwołujący alarm – poinformował PAP w niedzielę rzecznik wojewody lubelskiego Marcin Bubicz, odnosząc się do uruchomienia syreny alarmowej nad ranem w Zamościu.

O sytuacji poinformował zamojski ratusz w niedzielę na portalu społecznościowym. Kilkuminowy sygnał alarmowy było słychać ok. godz. 7.00. „Syreny zostały uruchomione przez Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Był to element zaplanowanych ćwiczeń” – podano we wpisie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję