Reklama

Trudny testament Prezydenta

Niedziela Ogólnopolska 17/2010, str. 32-33

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Rozmawiamy w najważniejszym w tych dniach miejscu, w najmocniej bijącym sercu Polski - niewiele kroków stąd, w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego właśnie wystawiono dwie trumny… Wokół pałacu nieprzebrane rzesze zamyślonych i zapłakanych ludzi, którzy przyjechali z całej Polski, aby oddać ostatni hołd Prezydentowi i jego Małżonce. To, co się tu dziś dzieje, jest trudne do pojęcia i opisania…

Reklama

DR TOMASZ ŻUKOWSKI: - …Dodajmy, że to niezwykłe pospolite ruszenie zaczęło się już w sobotę, gdy tylko dotarła do nas spod Smoleńska wieść o wielkiej narodowej tragedii… Ludzie najzupełniej spontanicznie zaczęli przychodzić pod Pałac Prezydencki i zapalać znicze - setki, tysiące zniczy. Gromadzili się także w ważnych miejscach swoich miast, w kościołach… Ta niezwykła atmosfera narodowej solidarności narastała z dnia na dzień. Szybko okazało się, że mamy do czynienia z wielkim, społecznym przeżyciem, z manifestacją wspólnoty w obliczu straty, którą właśnie ponosimy jako obywatele, jako Polacy. Ostatnio z takim nasileniem narodowych uczuć mieliśmy do czynienia dokładnie pięć lat temu, gdy zmarł Jan Paweł II. Dziś Polacy zachowują się podobnie; tak jak wtedy przeżywają swoją tożsamość, potwierdzają ją. Głośno mówią o tym, co jest istotą polskości, a więc - jak powiedziałby poeta - duszy polskiej.

- Czy rzeczywiście jest tak samo jak pięć lat temu?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Źródła i mechanizmy ludzkich przeżyć i zachowań są bardzo podobne. Mówimy o dwóch wielkich narodowych „poruszeniach czasu nadzwyczajnego”. Rzecz jasna są i odmienności. Choćby ta - chyba najistotniejsza - że w obecnym uniesieniu przeważają odwołania republikańskie, patriotyczno-państwowe. Polacy manifestują to, co jest istotą republikanizmu - potrzebę uczestnictwa, przynależności do wspólnoty narodowej i obywatelskiej. W tym narodowym poruszeniu ważna jest też potrzeba odwoływania się do Boga. To jest dla ludzi najzupełniej oczywiste, naturalne.. Mamy więc Msze św., modlitwy, bijące dzwony kościołów… To jest czas nadzwyczajny…

- Mistyczny…

Reklama

-...czas nieprawdopodobnego wprost nagromadzenia symboli, a Polacy przywiązują do symboli wielką wagę… Ta tragedia narodowa nastąpiła w przeddzień święta Miłosierdzia Bożego, podobnie jak śmierć Jana Pawła II pięć lat temu… Ciało Pana Prezydenta powróciło do kraju w Niedzielę Miłosierdzia. Dla Polaków niezwykłym symbolem, dramatycznym znakiem, będzie zawsze to, że katastrofa prezydenckiego samolotu wydarzyła się podczas lotu do Katynia, że na lotnisku była mgła… Natychmiast przypomina się „dymiący mgłą smoleński las” z wiersza Zbigniewa Herberta o katyńskich „guzikach nieugiętych”. To wszystko razem wywołuje ogromne emocje. Potrzebę potwierdzenia własnej tożsamości, przynależności, określenia swego miejsca pośród tych nadzwyczajnych wydarzeń.

- Mamy zatem kolejne przebudzenie narodu?

- Polacy zdają w tej chwili egzamin z polskości: potwierdzają, nie pierwszy już raz, że ich tożsamość jest amalgamatem tego, co narodowe, religijne, wreszcie - obywatelskie, związane z państwem. To egzamin „czasu nadzwyczajnego”, a więc - szczególnie ważny. Pamiętajmy jednak, że takie egzaminy, także te z republikańskiego obywatelstwa, zdaje się również na co dzień, w czasach normalnych. O nich warto porozmawiać szerzej po czasie żałoby. Dziś można powiedzieć jedno. W czasie nadzwyczajnym większość z nas potrafiła - ponad podziałami - potwierdzić to, co najważniejsze: naszą, wspólną tożsamość.

- Czyli to, co było najważniejsze również dla prezydenta Kaczyńskiego, który za Janem Pawłem II podkreślał zawsze nadzwyczajną wagę pamięci i tożsamości narodowej w budowaniu nowoczesnego państwa i wspólnoty obywatelskiej.

Reklama

- Prezydent zawsze - nawet wtedy, gdy stał się negatywnym bohaterem dla większości świata mediów (a za nimi - sporej części opinii publicznej), uważany był za gorącego patriotę. Tej najważniejszej cechy jego osobowości nie odmawiali mu nawet najwięksi przeciwnicy, także wielu tych zamkniętych w „pułapce nienawiści”. Nie odmawiano Prezydentowi także jego troski o pamięć, o tożsamość. Wielu próbowało to jednak krytykować, wykpić, nazwało zaściankowym. Dziś widać, kto miał rację, a kto błądził. W miejscu, w którym rozmawiamy, otacza nas - najzupełniej dosłownie - morze polskiej tożsamości i pamięci: widzimy przepływające dziesiątki tysięcy ludzi, płonące znicze, słyszymy bijące dzwony…

- Ci ludzie są tu jakby na przekór tym, którzy wyśmiewali Prezydenta i tę jego „zaściankową” wizję Polski.

- No właśnie! Dziś widzimy najlepiej, jak świat realnych ludzkich przeżyć, realnych ludzkich tożsamości, zwłaszcza tych najgłębszych, odległy jest od świata wirtualnych opowieści organizowanych przez komercyjne media - metaforycznego smoka oferującego ludziom informacje wymieszane z rozrywką, reklamą i propagandą…

- … powlekające mgłą wszystko, przez którą „widać tylko migotanie nicości”…

- … tak, tak! Medialny smok rzeczywiście przypomina potwora z poezji Zbigniewa Herberta. Ta mgła przykrywa kształt realnej, publicznej debaty, „zatruwa studnie, niszczy budowle umysłu”, oferuje podziały niepozwalające rozumieć, co najwyżej - nienawidzić i kpić (to obciach) lub naśladować (być trendy). W tych dniach mgła opadła i ludzie dostrzegli - również dlatego ten czas jest nadzwyczajny - siebie samych: swoje wspólne uczucia, przeżycia, myśli…

- I okazało się nagle, że Pan Prezydent w tym, co robił, w swym upartym działaniu pod prąd, był intelektualnie, politycznie i po ludzku po prostu uczciwy. Dla wielu rodaków to dziś prawdziwe olśnienie!

Reklama

- Prezydent nigdy nie podporządkował się regułom kreowanej przez media „plastikowej rzeczywistości”. Nie znosił dominującego w komercyjnych mediach obrazu polityki jako specyficznej telenoweli. Nie akceptował polityków podporządkowujących się logice reklamy, politycznego marketingu. Jeżeli nawet wiedział, że wzbierające w medialnym „wirtualu” fale wrogości będą w niego mocno uderzać - a zawsze bardzo boleśnie odczuwał zadawane mu rany - to w imię słuszności, racji stanu i tego, co dla Polski najważniejsze, zawsze był gotów bronić swego stanowiska. I to właśnie czyniło z niego prawdziwego męża stanu. Dziś z szacunkiem o tych właśnie cechach Prezydenta mówią światowi przywódcy i piszą poważne media zagraniczne. Dlatego wielu Polaków odczuwa dysonans: jak pogodzić to, co jeszcze parę dni temu sami chętnie przyjmowali do myślenia, z tym, co widzą i słyszą w tej chwili? Większość spontanicznie buduje republikańską, ponadpartyjną wspólnotę. Niektórzy - najsilniej poddani wcześniejszym, negatywnym emocjom - nie potrafią się odnaleźć, mają kłopoty z oddzieleniem tego, co dotyczy bieżącego, politycznego sporu, od tego, co stanowi o fundamencie naszej republiki.

- Polacy otrzymywali obraz jątrzącego i skonfliktowanego polityka, a teraz czują się oszukani, przez media przede wszystkim. Dlaczego polskie media tak chętnie przekazywały ten nierzetelny obraz Prezydenta?

- To bardzo ważne pytanie! Ile w tym fenomenie było naturalnego, politycznego sporu, ile czyichś ważnych interesów, ile odmiennych od prezydenckiego planów dla Polski? Warto wrócić do tej sprawy. Znamienne jest, że teraz - pod presją oddolnego ruchu - media zmieniły (na jak długo?) ton. Ci, którzy Prezydenta atakowali albo milczą, albo przyłączają się do żałoby.

- Prezydentowi Kaczyńskiemu często zarzucano przesadne przywiązanie do przeszłości, zapatrzenie w przeszłość, co - jak bezmyślnie komentowano - jest nienowoczesne i niezgodne z duchem współczesnego świata.

Reklama

- Absurd. Prezydent Kaczyński wiedział, że bez przeszłości, bez korzeni, nie ma dobrej przyszłości. Jak potwierdzają to badania socjologiczne, tożsamości narodowe i religijne Polaków nie przeszkadzają, a pomagają rozwojowi kraju. A przy tym Prezydent zawsze poszukiwał konkretnych instrumentów i sposobów przełożenia dorobku przeszłości na wyzwania przyszłości. Stąd spotkania z intelektualistami w Lucieniu, stąd powołanie naukowców z bardzo różnych opcji ideowych do Narodowej Rady Rozwoju, stąd seminaria o polskich wyzwaniach w Belwederze. Stąd ogłoszenie konkursu na najlepszą pracę doktorską poświęconą problemom współczesnej Polski. Myślał, jak widać, także o przyszłych elitach Rzeczypospolitej.

- Do 10 kwietnia 2010 r. Polacy byli przekonani, że prezydent Kaczyński zamyka Polskę, odgradza ją od świata, a tu okazuje się, że świat bardzo sobie cenił tę jego wyrazistą, patriotyczną i zarazem otwartą postawę oraz jego międzynarodowe zaangażowanie.

Reklama

- Dużą niesprawiedliwością, jaka spotkała naszego Prezydenta, było medialne lekceważenie (czasem - wręcz zwalczanie) jego wizji polityki międzynarodowej, w której kładł nacisk na równość i partnerstwo wszystkich państw. Uważał, że Polska powinna budować wspólnotę państw Europy Wschodniej i Środkowej, wszystkich krajów „wschodniego płuca Zachodu”. Stąd jego poparcie dla Ukrainy, stąd ryzykowna, ale skuteczna wizyta w towarzystwie innych unijnych przywódców w Gruzji, gdy zagrożona była jej niepodległość. Stąd też jego współpraca z Litwą, z Czechami… Chętnie nawiązywał, oczywiście, w sposób uwspółcześniony, do tradycji jagiellońskiej. Prezydent był również głęboko przekonany, że Polska powinna być i europejska, i atlantycka. Powinna być w Unii Europejskiej (ale partnerskiej, nie zdominowanej przez najsilniejszych), a zarazem utrzymać szczególne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Być członkiem skutecznego NATO. Znając doskonale historię naszego kontynentu, był głęboko przekonany, że stabilność geopolityczna i partnerskie relacje w Europie zależą w dużym stopniu od USA. Że nasz kontynent i Stany powinny współtworzyć jedną wspólnotę euroatlantycką.

- Lech Kaczyński, wbrew temu, co o nim mówiono, zostawia Polsce w testamencie wzór nowoczesnego polityka, patrioty otwartego na świat. A podobno nie lubił polityki?

- Nie lubił polityki takiej, jaką ją widział wokół, jaką mu próbowano narzucić. On politykę zawsze pojmował jako służbę. Jego poglądy były wyraziste, program jednoznaczny. Dominował w nim wyraźnie rys społeczny - solidarność, równość, sprawiedliwość. Uruchamiało to naturalne spory ideowe, zwłaszcza z liberałami. Lech Kaczyński opowiadał się za państwem skutecznym, które nie byłoby „wydmuszką”. Był przekonany - podobnie jak wielu współczesnych badaczy tego problemu, choćby Francis Fukuyama - że w życiu społecznym są takie sprawy, które może załatwić tylko państwo. Że tylko ono może skutecznie bronić niektórych interesów wspólnoty, zaś jego osłabienie powoduje, że interesy te będą niemożliwe do zrealizowania, co dziś, nie tylko w Polsce, wyraźnie widać. Dlatego opowiadał się za wyłączeniem z programów prywatyzacji polskich „pereł w koronie”, choćby energetyki.

- Nie ma podziałów, nie ma różnic, jesteśmy razem, pojednajmy się - powtarzają dziś chętnie oponenci polityczni Prezydenta. Co to by miało znaczyć w „nowej” polityce?

Reklama

- Oczywiście, w sytuacji nadzwyczajnej, w sytuacji żałoby zgoda jest jak najbardziej na miejscu: naturalna i pożądana. Jednak w codziennej polityce takie hasło trochę przypomina dawne słowa o jedności moralno-politycznej. Oby nie posłużyło jako instrument zdominowania Polski przez jeden obóz. Są takie sprawy, w których powinniśmy być zawsze razem, które stanowią fundament racji stanu. Tu zgoda jest niezbędna! Są jednak i takie, liczniejsze, w których spór, dyskusja są niezbędne. Demokracja i wspólnota republikańska wymagają jawnej, publicznej debaty. Mam nadzieję, że w debacie, która nas wkrótce czeka, będziemy mówić o rzeczywistych problemach Polski, a jest ich sporo, o rzeczywistych wyzwaniach, a są poważne.

- Testament prezydenta Lecha Kaczyńskiego zmusza wszystkich do myślenia i jako taki nie będzie łatwy do wykonania. Pytanie zasadnicze: Czy w ogóle zechcemy się nad nim głębiej zastanowić?

- Mam nadzieję, że po doświadczeniach ostatnich nadzwyczajnych dni my, Polacy, będziemy bardziej sobą, będziemy bardziej obywatelami Rzeczypospolitej. Jeśli tak się stanie, marzenia prezydenta Kaczyńskiego mogą się spełnić.

Dr Tomasz Żukowski, pracownik IPS UW, od końca 2007 r. doradca Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Lityński do kleryków: Wzrastajcie, pomimo przeszkód – łaski Pana wam nie zabraknie!

2026-10-13 17:48

[ TEMATY ]

inauguracja roku akademickeigo

Wyższe Seminarium Duchowne w Gorzowie Wlkp.

Karolina Krasowska

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków

W Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. 13 października odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego. Na pierwszym roku formację do kapłaństwa podejmuje 6 kleryków.

Tegoroczna inauguracja odbyła się po raz 80. w historii Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego. Rozpoczęła się w seminaryjnej kaplicy od Mszy św., której przewodniczył bp Tadeusz Lityński. Homilię wygłosił bp Adrian Put, który podkreślił, że decyzja o kapłaństwie musi dokonać się w wolności kandydata. - 6 lat tego czasu tutaj jest po to, żeby dojrzeć do tej wolności, którą przynosi nam Ewangelia. "Czy chcesz?" Nie czy będziesz dobry księdzem, nie czy będziesz duże grupy prowadził formacyjne, nie czy będziesz piękne kościoły budował albo świetne grupy Caritas prowadził. Na początku będzie ciebie biskup pytał: "czy chcesz?", "czy jest w tobie tyle wolności, która płynie z Ewangelii, aby podjąć się tego zadania?" – mówił bp Adrian Put. - Wiecie, że czasami są bracia, którzy z różnych powodów mówią: "A jednak nie". To ja dzisiaj was proszę i dzisiaj do was kieruję to słowo. To zanim będziesz odpowiadał biskupowi w katedrze i będziesz słyszał ten głos pełen ufności, wiary, nadziei, ale i trochę lęku, to dojrzyj do tego, żeby odpowiadać w wolności: "tak, chcę". Bo dzisiaj nikt ci nie zagwarantuje, co będziesz robił – kontynuował biskup. - Z biskupem diecezjalnym mamy takie doświadczenia, jak jeździmy po wizytacji szczególnie w tym okresie albo w okresie zimowym, ilu naszych braci w tym okresie tak naprawdę stać tylko na to, żeby ogrzać sypialnię i trochę łazienki, ale są wśród tych ludzi. Ilu naszych braci zmaga się z wieloma remontami, różnymi trudnościami, ale są, bo odpowiedzieli sobie na pytanie, dlaczego chcę, jaka jest moja wolność. Są takie wioski ciągle na naszym terenie, gdzie państwa polskiego już dawno nie ma. Nie ma policji, nie ma szkoły, nie ma poczty, nie ma nawet przystanku autobusowego, ale jest kościół, do którego systematycznie przyjeżdża ksiądz. Tam nawet młodych już nie ma, ale przyjeżdża ksiądz, który głosi Ewangelię Bożą i ile razy było słychać, że tylko ksiądz nam tutaj został – zauważył bp Put. - Więc ja wam nie zagwarantuje, biskup diecezjalny wam nie zagwarantuje tego czy będziecie pracowali na wielkiej parafii i mieli sukcesy, czy będziecie na małej wspólnocie parafialnej, gdzie trzeba będzie troszkę walczyć też o byt. Niczego wam zagwarantować nie możemy poza Ewangelią Jezusa Chrystusa i poza wolnością, do której wzywa nas Chrystus. Więc bardzo pokornie was proszę, abyście ten czas seminaryjny wykorzystali na to, aby dojrzeć w wolności do odpowiedzi na pytanie: "czy chcesz?". Nikt ciebie do święceń nie będzie popychał. To musi być twoja i tylko wyłącznie twoja wolna wola. Chcę, bo wiem, że skoro chcę, to Pan ma dla mnie jakiś plan. I czy będę tam, czy będę gdzie indziej. Czy będę w takiej wspólnocie, czy innej, czy będę miał takie zadanie czy inne, to będzie to moje miejsce zbawienia w wolności – podkreślił biskup.
CZYTAJ DALEJ

Zaproszenie na koncert

2026-10-13 23:03

plakat organizatorów

Zbliża się Koncert Pamięci Ofiar Obozu w Ravensbrück „Siła miłości”. Jego XV edycja odbędzie się 2 listopada, o godz.19. w Filharmonii im. K. Szymanowskiego w Krakowie (przy ul. Zwierzynieckiej 1).

Jak informują organizatorzy, koncert SIŁA MIŁOŚCI to cykliczne wydarzenie muzyczne, propagujące twórczość i sylwetki bohaterek niemieckiego, kobiecego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Opracowane muzycznie wiersze pozwalają poznać i upamiętnić bohaterskie więźniarki z polskiego ruchu oporu. Inspiratorem projektu jest była więźniarka KL Ravensbrück, prof. Wanda Półtawska (1921-2023).
CZYTAJ DALEJ

Szef KPRP: prezydent wybrał się do TK, żeby spotkać się z obecnymi tam sędziami

2026-10-14 18:33

[ TEMATY ]

Karol Nawrocki

PAP

Prezydent wybrał się do Trybunału Konstytucyjnego, żeby spotkać się z sędziami obecnymi w tym czasie w Trybunale — podkreślił w środę wieczorem szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził w środę po południu PAP, że Karol Nawrocki przybył do siedziby Trybunału Konstytucyjnego, przed którą trwa protest. 
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję