Reklama

Prawda o kobietach

- Pani pięknie wygląda… - powiedziała doktor na komisji lekarskiej - choroby to raczej po pani nie widać…
- Bo ja nie choruję na urodę, pani doktor - odparowała Elżbieta. - Ja mam raka

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Siedzimy przy kawie. Siedem amazonek i ja.
- Jedna zasada. Nie dołujemy się. Nie rozmawiamy o chorobach i cierpieniu. Nie wymieniamy się medycznymi informacjami…
- I nie wyglądamy jak sycylijskie wdowy stojące nad grobem… Amazonka to kobieta zadbana i uśmiechnięta…
- Kiedyś dziennikarka przyszła do nas zrobić, jak wy to mówicie? Newsa… Posadziła nas i kazała opowiedzieć o życiu przed chorobą i po… Pokazała to swojemu szefowi… Szef obejrzał i kazał puścić materiał bez cięć. Pewnie pomyślał, że może nasz przykład kogoś pchnie do działania… Bo kobiety nie dbają o siebie.

Kobiety nie myślą

Reklama

- Tak, po trzykroć tak. Nie myślą o sobie. Kupią ekstra kieckę, buty, perfumy, ale wyrzucą do kosza zaproszenie na bezpłatną mammografię i cytologię. Pójdą na wykład o zdrowym żywieniu, ale omijają szerokim łukiem Kluby „Amazonek” i ich stoiska na imprezach publicznych. Jakby brak wiedzy zabezpieczał przed chorobą. Trochę jak dziecko, które chowając głowę za firankę, myśli, że znika całe. Choroba to jakby gra w ruletkę, tylko że to nie my obstawiamy, jesteśmy tą rzucaną kulką… - mówi Anka, amazonka. - Dlatego trzeba wyrobić w sobie nawyk systematycznych badań i wpoić to córkom…
- Lekarz powiedział mi, że powinnam zacząć oswajać się z myślą, że kiedyś umrę. - opowiada Marysia. - Pomyślałam wtedy, no oczywiste, tylko że moja śmierć jest dla mnie tą najważniejszą. Podobnie jak ból - mój jest największy, rozpacz - najprawdziwsza. Bo moja - na własnej skórze. Choroba zawsze spada na człowieka jak jastrząb… Powiedziałam wieczorem mężowi. Tego nie da się dobrze rozegrać, więc powiedziałam zwyczajnie. Skamieniał. Następnego dnia zastałam go, jak klęczał i płakał, przytulając dzieci. Pomyślałam, że jemu też niebo zwaliło się na głowę. Widziałam ich kruchość, nieporadność, z jaką obejmowały szlochającego ojca. Nieustannie pytałam Boga - dlaczego ja? Odpowiedź przyszła dużo, dużo później…

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Kobiety niekochane

Reklama

Siedziba Klubu „Amazonek” to lokal w zaniedbanej kamienicy. Na ścianie napis „Błagam, módlcie się za mnie”. Mijam zapłakaną dziewczynę. Stoi bez ruchu, czoło oparte o okno półpiętra.
- Zdarzają się przypadki koszmarnych zaniedbań - w Polsce XXI wieku do lekarzy trafiają kobiety, którym ciało odpada kawałkami. Gniją za życia. To trwa latami. Zapytasz, co na to mężowie, przyjaciele, dzieci, rodzina? Przecież tego nie da się ukryć. Choćby ze względu na zapach. Takie drastyczne historie dzieją się w miastach, nie na głuchej wsi - opowiadają amazonki. - Kobiety hodują sobie takie raczyska, że strach…
- Zdecydowanie mądrzejsza jest młodzież. Przychodzą do nas młodzi mężczyźni. Chcą dowiedzieć się, jak namówić na profilaktykę swoje dziewczyny, żony, mamy, siostry. I tak trzymać chłopaki! Pilnujcie swoich kobiet, to im może uratować życie.
- Wyglądała źle, ale mówiła, że to przepracowanie. Nic z tym nie robiliśmy. Ani brat, ani ojciec, ani ja… Aż kiedyś mamę złapał atak bólu. Środek nocy, panika, pogotowie. Nie dało się dłużej przed nami ukrywać bólu. Natychmiast operacja i diagnoza… nowotwór. Była przerażona nie chorobą, ale tym, że sobie nie poradzimy. Na mamie spoczywał ciężar organizacji całego naszego życia. Kto kogo odbiera z zajęć popołudniowych, kiedy po zakupy, terminy wizyt u dentysty, spotkania z wychowawcami, terminy przeglądu technicznego auta taty - wszystko. Dlatego właśnie nie poszła do lekarza. Z obawy, że nie damy sobie rady, uwierzysz... Miała do nas pretensje, że tego nie rozumiemy, nie doceniamy. Teraz, zamiast na rodzinne majówki, chodzimy ze zniczami na cmentarz, bo odeszła w maju…
- Noszę w sobie teraz dwa żale. Nie wiem, czy uporam się z myślą, że nie zauważyłam cierpień mamy. Myślę, że za mało interesujemy się sobą nawzajem, nie przyglądamy się sobie bacznie. Nie dopytujemy, nie ma w nas tego rodzaju wrażliwości. Jakbyśmy byli wieczni. Mam też żal do mamy. Kochała nas, a jednak pozwoliła sobie na taką lekkomyślność. Skazała nas na życie bez niej. Na Boga, chciałabym jej teraz wykrzyczeć - przecież nie żyłaś tylko dla siebie…
- Dla kogoś, na kim wrażenie robiło pobranie krwi, diagnoza nowotworu piersi jest jak przesłanie z innej galaktyki. Byłam po 40 i miałam na głowie niepełnosprawnego ojca, zapracowanego męża i dwoje rozpieszczonych dzieci. Lekarz zalecał natychmiastową operację. Potem, gdy już wiedzieliśmy co mam, trzeba było przeorganizować nasze życie. Nie cała rodzina wytrzymała ciężar mojej choroby, tak niestety bywa często. Jednak obecność bliskich jest jak sieć. Podtrzymuje. W najgorszych chwilach myśl, że są gdzieś tam, dawała mi niebywałą siłę… Gdy mój nastoletni syn sam poprosił księdza o odprawienie Mszy św. w mojej intencji, wiedziałam, że wychowałam mądrego, wrażliwego mężczyznę…

Kobiety uciekają

Reklama

Jakby rak był zaraźliwy.
Ola, właścicielka sklepu dla amazonek: -
Zaglądają kobiety, bo spodobał im się na wystawie kostium plażowy. Ochy i achy... A jak mówię, że to dla kobiet po mastektomii - wymiata je ze sklepu momentalnie. Kobiety po amputacjach najchętniej przychodzą tuż przed zamknięciem sklepu lub rano, żeby broń Boże nikt nie widział. Jeśli mają przymierzać protezy lub peruki, czasem proszą, by zamknąć na ten czas sklep... zdarzyła się taka historia, że na otwartym spotkaniu amazonek wpadły na siebie sąsiadki. Obie z nowotworami. Przedtem tłumaczyły sobie, że noszą chustki, bo ich fryzjerka eksperymentowała z farbami.
- Jak nic nie boli, nie idzie się do lekarza - oto jedna z wielu głupot, które serwują sobie kobiety. Bo rak nie boli. Nieprawda, mnie bolało, wiele kobiet boli… Kolejna bzdura to taka, która mówi, by guza nie ruszać, bo jak dostanie powietrza, to nas załatwi. Najczęściej takie nonsensy plotą kobiety wykształcone - zresztą im dużo trudniej przemówić do rozsądku niż tym bez dyplomów - opowiada Elżbieta. - Czasem nadmiar wiedzy szkodzi…
- Pytasz, dlaczego w Polsce tyle kobiet umiera na nowotwory? Trzynaście dziennie! Ze strachu przed profilaktyką, z powodu słabego systemu opieki zdrowotnej, a przede wszystkim ze złych nawyków. Termin badań kontrolnych powinien być dla nas święty! Badamy siebie, widzą to nasze dzieci i wchodzi im w krew, że chodzi się systematycznie do lekarza, do dentysty, córki - do ginekologa - wyjaśnia Elżbieta.

Kobieta w potrzebie

- Wyczułam guzek i poszłam do lekarza. Natychmiast dał mi skierowanie do specjalistycznej przychodni. Na wizytę u onkologa czekałam dwa miesiące. Badanie trwało moment i dostałam skierowanie na mammografię - na tę z ubezpieczalni czeka się kolejne dwa miesiące. Nie stać mnie na prywatne wizyty, więc jestem skazana na system. Mam nadzieję, że to, co w sobie noszę, nie jest złośliwe, bo inaczej już jest po mnie… - opowiada Małgosia. - Nie powiedziałam jeszcze o tym nikomu, bo nie chcę nikogo martwić, przez co jest mi podwójnie ciężko…
- Te miesiące czekania to, niestety, nasza smutna rzeczywistość. Jednak po diagnozie system działa już dość sprawnie - dobre przychodnie dzwonią nawet do pacjentki, przypominając o terminie kolejnych badań. Natomiast gorzej jest w małych miasteczkach i wioskach, skąd daleko do specjalisty. Wyprawa do takiej przychodni to czasem cały dzień, i to w sytuacji, gdy na głowie jest praca, dom, dzieci… Wiele kobiet traktuje te utrudnienia jak wymówkę i nie robi nic - to głos Oli.
Wyjściem jest mammobus, czyli laboratorium na kółkach. Dojedzie wszędzie, nie jest wielkim problemem go załatwić.
- Problemem jest przekonanie kobiet, żeby przyszły na badania. Ulotki już nie wystarczają. Trzeba szukać innych form. Z doświadczenia nas, amazonek, wynika rzecz następująca - nie namówi na badania ani lekarz, ani wójt, sołtys czy inny urzędnik. Posłuchają księdza. Jak ksiądz z ambony zachęci, a jeśli jeszcze doda, że niedbanie o zdrowie to grzech… Wtedy sukces murowany. Dlatego apelujemy do duszpasterzy - pomagajcie, przekonujcie, jak trzeba - straszcie!

Kobiety - amazonki

Jeśli zachorujesz, idź do ludzi, którzy zrozumieją, przez jakie piekło przechodzisz. Rozmowa w dramatycznych chwilach jest jak głęboki oddech. Niby wiadomo, czym jest chemia - czy radioterapia, osłabienie, wypadanie włosów itd., ale każdy chce dowiedzieć się po swojemu. Najlepsze są amazonki. Ich kluby działają w całej Polsce, wolontariuszki są niemal na każdym oddziale onkologicznym. Na marginesie - po tym można poznać, czy mamy do czynienia z dobrym oddziałem.
W klubach, tworzonych pod auspicjami Stowarzyszenia „Amazonek”, spotkać można nie tylko kobiety po mastektomii czy innych rodzajach nowotworów, ale także psychoonkologów, lekarzy specjalistów, rehabilitantów - ludzi pomocnych, życzliwych, profesjonalnych.
- W człowieku po chorobie nowotworowej pozostaje świadomość niepełnosprawności - do końca życia leki, ciągła rehabilitacja, czasem dopada depresja. Dlatego tak ważne jest wyjście do ludzi. Są tacy, którzy za nic w świecie nie pokażą się światu. Nie zabił ich rak, ale prowadzą jakieś ćwierćżycie… Nie wolno skupiać się wyłącznie na sobie - jesteśmy potrzebne innym, mamy swoje pasje, zależy nam, by nie żyć byle jak, a pomaganie innym nadaje życiu sens - przekonuje Elżbieta.
- Pamiętam słowa onkologa, który oznajmił mi, że wygraliśmy z chorobą: - Teraz - powiedział - w twoim życiu jest miejsce tylko na prawdę. Trzymam się tego. Mam cudowne grono przyjaciół, wspaniałe dzieci, ludzi, którym pomagam na co dzień - i badania kontrolne, przed którymi zaliczam bezsenne noce - mówię o tym, by nie było do końca słodko - opowiada Marysia.
- Pomyślałam, że ocalałam po coś. W moim najgłębszym przekonaniu moje ocalenie nie było dziełem przypadku. Jestem bowiem jedną z tych, które Bóg odnalazł na samym dnie nowotworowej rozpaczy. Straciłam zdrowie, męża, dobrą pracę, ale odzyskałam wiarę i dość długo zastanawiałam się, jak powinnam się teraz zachować. Jestem wolontariuszką amazonką - mówi Magda.
- Amazonki walczą o inne kobiety. Walczą na wielu frontach, żeby przekonać drugą kobietę do bycia rozsądną i myślącą. Za dużo nas choruje i umiera na raka. Trzeba to zmieniać - przekonuje Anna.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

11 lipca Msza św. o beatyfikację Stanisławy Leszczyńskiej

2026-07-10 09:12

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

sługa Boża Stanisława Leszczyńska

Joanna Popławska

Przy grobie Stanisławy Leszczyńskiej. Modlitwa o beatyfikację

Przy grobie Stanisławy Leszczyńskiej. Modlitwa o beatyfikację

Każdego 11. dnia miesiąca o godz. 8.00 w krypcie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na łódzkich Bałutach sprawowana jest Msza św. w intencji jej rychłej beatyfikacji. Do wspólnej modlitwy zaproszeni są wszyscy, którym bliskie jest świadectwo „położnej z Auschwitz”.

Podczas czerwcowej Eucharystii proboszcz parafii ks. Krzysztof Helik przypomniał, że proces beatyfikacyjny nie jest jedynie drogą do wyniesienia kogoś na ołtarze, ale przede wszystkim zaproszeniem do naśladowania jego życia.
CZYTAJ DALEJ

Zapomniany patron leśników

Niedziela zamojsko-lubaczowska 40/2009

wikipedia.org

św. Jan Gwalbert

św. Jan Gwalbert

Kto jest patronem leśników? Pewien niemal jestem, że mało kto zna właściwą odpowiedź na to pytanie. Zapewne wymieniano by postaci św. Franciszka, św. Huberta. A tymczasem już od ponad pół wieku patronem tym jest św. Jan Gwalbert, o czym - przekonany jestem, nawet wielu leśników nie wie. Bo czy widział ktoś kiedyś w lesie, czy gdziekolwiek indziej jego figurkę, obraz itd.? Szczerze wątpię.

Urodził się w 995 r. (wg innej wersji w 1000 r.) w arystokratycznej rodzinie we Florencji. Podczas wojny między miastami został zabity jego brat Ugo. Zgodnie z panującym wówczas zwyczajem Jan winien pomścić śmierć brata. I rzeczywiście chwycił za miecz i tropił mordercę. Dopadł go przy gospodzie w Wielki Piątek. Ten jednak błagał go o przebaczenie, żałując swego czynu i zaklinając Jana, by go oszczędził. Rozłożył ręce jak Chrystus na krzyżu. Jan opuścił miecz i powiedział: „Idź w pokoju, gdzie chcesz; niech ci Bóg przebaczy i ja ci przebaczam” (według innej wersji wziął go nawet do swego domu w miejsce zabitego brata). Kiedy modlił się w pobliskim kościółku przemówił do niego Chrystus słowami: „Ponieważ przebaczyłeś swojemu wrogowi, pójdź za Mną”. Mimo protestów rodziny, zwłaszcza swojego ojca, wstąpił do klasztoru benedyktynów. Nie zagrzał tu jednak długo miejsca. Podjął walkę z symonią, co nie spodobało się jego przełożonym. Wystąpił z klasztoru i usunął się na ubocze. Osiadł w lasach w Vallombrosa (Vallis Umbrosae - Cienista Dolina) zbudował tam klasztor i założył zakon, którego członkowie są nazywani wallombrozjanami. Mnisi ci, wierni przesłaniu „ora et labora”, żyli bardzo skromnie, modląc się i sadząc las. Poznawali prawa rządzące życiem lasu, troszczyli się o drzewa, ptaki i zwierzęta leśne. Las dla św. Jana Gwalberta był przebogatą księgą, rozczytywał się w niej, w każdym drzewie, zwierzęciu, ptaku, roślinie widział ukrytą mądrość Boga Stwórcy i Jego dobroć. Jan Gwalbert zmarł 12 lipca 1073 r. w Passigniano pod Florencją. Kanonizowany został w 1193 r. przez papieża Celestyna III, a w 1951 r. ogłoszony przez papieża Piusa XII patronem ludzi lasu. Historia nadała mu także tytuł „bohater przebaczenia” ze względu na wielkie miłosierdzie, jakim się wykazał. Założony przez niego zakon istnieje do dzisiaj. Według jego zasad żyje około 100 zakonników w ośmiu klasztorach we Włoszech, Brazylii oraz Indiach. Jana Paweł II przypominał postać Jana Gwalberta. W 1987 r. w Dolomitach odprawił Mszę św. dla leśników przed kościółkiem Matki Bożej Śnieżnej. Mówił wówczas: „Jan Gwalbert (...) wraz ze swymi współbraćmi poświęcił się w leśnym zaciszu Apeninów Toskańskich modlitwie i sadzeniu lasów. Oddając się tej pracy, uczniowie św. Jana Gwalberta poznawali prawa rządzące życiem i wzrostem lasu. W czasach, kiedy nie istniała jeszcze żadna norma dotycząca leśnictwa, zakonnicy z Vallombrosa, pracując cierpliwie i wytrwale, odnajdywali właściwe metody pomnażania leśnych bogactw”. Papież Polak wspominał św. Jana także w 1999 r. przy okazji obchodów 1000-lecia urodzin świętego. Mimo to jego postać zdaje się nie być powszechnie znana. Warto to zmienić. Emerytowany profesor Uniwersytetu Przyrodniczego im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu, leśnik i autor wspaniałych książek na temat kulturotwórczej roli lasu, Jerzy Wiśniewski, od wielu już lat apeluje i do leśników i do Episkopatu o godne uczczenie tego właściwego patrona ludzi lasu. Solidaryzując się z apelem zacnego profesora przytoczę jego słowa: „Warto by na rozstajach dróg, w rodzimych borach i lasach stawiano nie tylko kapliczki poświęcone patronowi myśliwych, ale także nieznanemu patronowi leśników. Będą to miejsca należnego kultu, a także podziękowania za pracę w lesie, który jest boskim dziełem stworzenia. A kiedy nadejdą ciemne chmury związane z pracą codzienną, reorganizacjami, bezrobociem, będzie można zawsze prosić o pomoc i wsparcie św. Jana Gwalberta, któremu losy leśników nie są obce”.
CZYTAJ DALEJ

Redemptoryści odcinają się od wspólnoty, która planuje święcenia biskupa bez zgody Rzymu

2026-07-10 14:01

[ TEMATY ]

redemptoryści

Karol Porwich/Niedziela

Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela (CSsR) opublikowało oświadczenie, w którym stanowczo odcina się od sedewakantystycznej wspólnoty Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR), mającej siedzibę na wyspie Papa Stronsay w archipelagu Orkadów. Dokument został wydany w związku z planowaną na 25 lipca konsekracją biskupią założyciela wspólnoty, ks. Michaela Mary’ego, która ma się odbyć bez mandatu papieskiego.

W oświadczeniu opublikowanym 7 lipca w Rzymie przełożony generalny redemptorystów, o. Rogério Gomes CSsR, podkreślił, że „Synowie Najświętszego Odkupiciela (FSsR) nigdy nie byli częścią Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (CSsR), ani też nigdy nie byli prawnie powiązani z Zarządem Generalnym Redemptorystów”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję