Każdego roku, gdy święto św. Jakuba Apostoła przypada w niedzielę, ogłaszany jest Rok św. Jakuba. W 2010 r. dzień ten przypadł właśnie w Dniu Pańskim, stąd do Sanktuarium, w którym spoczywają relikwie św. Jakuba, do Santiago de Compostela, pielgrzymiowało w tym roku szczególnie wielu pątników. Od VII wieku, gdy zostały z Jerozolimy sprowadzone relikwie tego Apostoła, Santiago de Compostela, to jedno z najważniejszych sanktuariów na świecie.
Z naszej archidiecezji wybrała się w tym roku do Santiago de Compostela grupa motocyklistów. Pielgrzymkę zakończyli 20 września w bazylice św. Jakuba w Szczecinie. O refleksję na temat tej pielgrzymki poprosiliśmy jej kapelana ks. kan. Wiesława Dyka.
Agnieszka Miczkuła: - Przygotowanie pielgrzymki motocyklowej na tak długiej międzynarodowej trasie, to ogromny trud organizacyjny. Kto jest jej inicjatorem i kiedy powzięto myśl o udaniu się do Santiago?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ks. Kan.Wiesław Dyk: - Duszpasterstwo motocyklowe w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej nabiera ducha. Po drugiej pielgrzymce motocyklowej policji, księży i reszty świata od krzyża z Pustkowa do krzyża na Giewoncie, przyszła kolei w Roku Jakubowym 2010 na Santiago de Compostela, gdzie w katedrze znajduje się grób św. Jakuba Apostoła, brata Jana. Pomysł począł się w zeszłym roku na wspomnianej pielgrzymce motocyklowej. Głównym i niezmordowanym jej organizatorem jest podinsp. Sebastian Grajzer. Osobiście, będąc po ciężkim wypadku, pełniłem funkcję kapelana.
- Jazda motorem nie zawsze jest przyjemna. Bez względu na pogodę, trzeba wykonać plan dnia. Ile osób podjęło trud pielgrzymowania?
- Na pielgrzymkę do Santiago de Compostela, trwającą od 10 do 20 września br., wyruszyli: Sebastian z Ewą, Stanisław z Anią, Paweł z Agnieszką, Marek, Krzysztof, Andrzej, Robert, Witek oraz ja, czyli 6 motocykli i 2 samochody.
- Trasa do Santiago jest dość długa. Nie tylko potrzeba zdolności oraz dobrego sprzętu, ale również opieki Opatrzności Bożej. Jakie uczucia towarzyszyły pielgrzymom, gdy wyruszali w drogę? Jak wyglądał dzień pielgrzyma?
- Ksiądz Arcybiskup, w obawie o mnie, wsparł nas błogosławieństwem i udzielił mi mocy Ducha. „Niech Was Bóg wspiera i prowadzi bezpiecznie” - te słowa dodawały siły w przyjemnym, chociaż trudnym pielgrzymowaniu. Dziennie robiliśmy około 700-800 km. Pokonaliśmy niemalże 7 tys. km w obie strony. Towarzyszyła nam nasza Telewizja i Radio Plus. Dziękujemy mediom za piękną współpracę i wspieranie nas. To dzięki nim mogliśmy już na starcie poinformować wspólnotę wierzących, że trud swój ofiarujemy w intencji wszystkich, na czele z naszym Księdzem Arbiskupem, który w motocyklistach widzi siewców Słowa Bożego i formę świadczenia o wierze.
Reklama
- Każda pielgrzymka zaczyna się zwróceniem się do Boga podczas Mszy św. lub wspólnej modlitwy. W jaki sposób prosiliście o błogosławieństwo na czas pielgrzymki i jakie miejsca nawiedziliście?
Reklama
- Rano, o godz. 7, ks. Paweł Ostrowski mówił na Mszy św., że pierwsza pielgrzymka do Santiago odbyła się w XII wieku. Ludzie pielgrzymują pieszo (w tym roku taką trasę ze Szczecina do de Compostelii przebył ks. Dariusz Doburzyński), rowerem, autokarem i samolotem. Pielgrzymka motocyklowa ze Szczecina do Santiago de Compostela jest pierwszą tego rodzaju.
W pierwszym dniu (10 września) zatrzymaliśmy się w Belgii, w sanktuarium Maryjnym w Bateaux. Po krótkim wypoczynku ruszyliśmy w długą podróż do Tours we Francji. Przebicie się przez zapchany samochodami Paryż nie było łatwe. W Tours byliśmy późno, przyjmował nas Murzyn, który ciągle uciszał nas słowami: - Ciii, ciiii, ciiii, dzień dobry...
Z Tours (11września) wyruszyliśmy do San Sebastian w Hiszpanii. Do miejsca zakwaterowania trudno było trafić, więc kluczyliśmy wokół niego. Kiedy wreszcie motocykliści stanęli przed hotelem, okazało się, że dwoje z nas wjechało na górę i tam, na szczycie, zabrakło im paliwa. Po uporaniu się z problemem wszyscy mogli odpoczać, by następnego dnia pokłonić się św. Sebastianowi, zanurzyć się w Atlantyku i zwiedzić miasto. Byliśmy zmęczeni. Sebastian ciągle przypominał nam, że to nie wycieczka, ale pielgrzymka, a swoje trudy ofiarujemy przecież w konkretnych intencjach. Odpoczynek po takim maratonie był konieczny, stąd w dbałości o stan fizyczny i duchowy pozostaliśmy nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego do 12 września.
San Sebastian pożegnaliśmy wcześnie rano 13 września i z wielką ciekawością ruszyliśmy do Santiago de Compostela. Niestety, przybyliśmy za późno i zastaliśmy katedrę zamkniętą. Umęczeni drogą musieliśmy jeszcze znaleźć miejsca parkingowe dla naszych motorów i aut. Mandaty są kolosalne - po 60 euro.
Dotychczas Mszę św. odprawialiśmy na parkingu, w warunkach polowych. Nie przeszkadzali nam gapowicze, bo czuliśmy pokrzepiającą nas moc Bożą. W Santiago de Compostela pragnęliśmy wspólnie z całą grupą sprawować Mszę św. przy grobie św. Jakuba Apostoła. Nie było to proste. Po pokłonieniu się i modlitwie przed grobem Apostoła, życzliwość okazała nam dopiero siostra zakonna. Czekaliśmy więc wytrwale, by podporządkować się panującemu tam porządkowi i wreszcie uczestniczyliśmy we Mszy św. wraz z grupą Polaków z miejscowości Sejny na Warmii. Przez współcelebrującego kapłana zostaliśmy zaproszeni do Wilna na maj 2011 r.
W Santiago nie kończyliśmy pielgrzymkowej wyprawy. Udaliśmy się do Portugalii, do Fatimy. Jechaliśmy w wielkim upale. Dziwne, że i tutaj mieliśmy trudności z dotarciem do ołtarza. Na nic się zdały moje usilne prośby, w końcu wezwano ochronę. Ochroniarz jednak był bardziej wyrozumiały i zaprowadził nas do biura. Niestety, akurat zaczęła się przerwa. Wytrwale odczekaliśmy pół godziny i otrzymaliśmy, bez żadnych już trudności, pozwolenie wejście do kaplicy Świętej Rodziny - nieopodal figury Matki Bożej - i na sprawowanie tam Eucharystii.
Ciągle doświadczaliśmy opieki Niebios i ciągle zwycięsko pokonywaliśmy nadarzające się trudności. Bliskość Boga stawała się wprost doświadczalna. Mówiłem podczas jednego z kazań, że pod krzyżem stoimy nie tylko my, ale i Maryja. Okazała się w naszych trudnościach naszą Matką. Nie pozostawiła samotnych swych dzieci z nad Odry i Bałtyku. Zaopiekowała się nami.
Odtąd zaczęła się nasza droga powrotna tym samym szlakiem i z tymi samymi problemami. W drodze do San Sebastian padał ulewny deszcz, a temperatura spadła do plus 13ş Celsjusza. Widoczność była bardzo słaba. Jechaliśmy w strugach deszczu. Jednak trudności te wcale nas nie przerażały, zmęczenie nam nie dokuczało.
Kiedy przekroczyliśmy granicę hiszpańsko-francuską, po lewej stronie w pięknym słońcu uśmiechał się do nas Atlantyk. Nikt nie śmiał zaproponować postoju, chociaż każdy tego pragnął. Stało się to jasne dopiero przed katedrą w Orleanie. Tu okazało się, że wszyscy czekali na sygnał do zatrzymania się i zanurzenia w wodach oceanu. Najwięcej wsparcia dała nam jednak modlitwa w miejscu, które pamięta tłumy modlących się tu przez wieki, i które jest znakiem bliskości Boga.
Późno, bo kwadrans przed północą, przybyliśmy umęczeni do Baneaux. Tutaj, w sanktuarium Matki Bożej, mieliśmy Pasterkę przed ostatnim etapem podróży do kraju. W tej Mszy św. dziękowaliśmy Bogu za wszystko, prosiliśmy o Boże wsparcie, prosiliśmy także za wiernych z naszej archidiecezji. Od wczesnych godzin rannych z Baneaux wytrwale zmierzaliśmy do katedry św. Jakuba w Szczecinie. W rozmowie telefonicznej z Księdzem Arcybiskupem usłyszeliśmy głos zatroskania o nas i słowa wsparcia duchowego.
Planowany czas pielgrzymi przedłużył się o jeden dzień. Kiedy wieczorem, znacznie po godz. 20, przybyliśmy do Szczecina, pod katedrą czekał na nas ks. kan. Jan Kazieczko, proboszcz katedry. Zostaliśmy bardzo miło przywitani. I wraz z przybyłymi na powitanie motocyklistami i rodzinami udaliśmy się przed kaplicę Najświętszego Sakramentu i tutaj po modlitwie i poświęceniu pamiątek zostaliśmy zaproszeni na wspaniałą kolację na kanonii. Jako pielgrzymi motocyklowi przybywamy do innych sanktuariów - ale tak wspaniałego przyjęcia, w atmosferze modlitwy oraz dialogu przy wspólnym stole doświadczyliśmy pierwszy raz.
- Pierwsza pielgrzymka motocyklowa... Sama nazwa zakłada, że będą kolejne. Jakie są plany pielgrzymów motocyklowych na najbliższy czas?
- Plany na nowy rok rodziły się spontanicznie. Podsumowanie, i skrystalizowanie planów nastapi 2 października w Pustkowie. Spotykamy się w sanktuarium Matki Bożej w Trzebiatowie, a potem odbędzie się przejazd do Krzyża w Pustkowie (z chwilą publikacji wywiadu spotkanie już się odbyło).