Reklama

Wiadomości

Min. Michał Woś: aktualna ustawa dopuszczająca przesłankę eugeniczną jest niezgodna z Konstytucją

"Trybunał Konstytucyjny raz na zawsze w sposób jasny i precyzyjny powinien dookreślić, że skoro życie jest chronione w Konstytucji RP od poczęcia, to niepełnosprawność - jako przesłanka eugeniczna do dokonania aborcji – także wprost jest niezgodna z Konstytucją" - mówi w rozmowie z KAI minister środowiska Michał Woś. Wyjaśnia, dlaczego wszyscy posłowie Solidarnej Polski wsparli projekt "Zatrzymaj aborcję" oraz komentuje sejmową dyskusję.

[ TEMATY ]

polityka

TVP INFO

Dawid Gospodarek (KAI): Wszyscy posłowie Solidarnej Polski poparli obywatelski projekt “Zatrzymaj aborcję”...

Michał Woś: Tak, jesteśmy za życiem. Przy czym będąc precyzyjnym - jako posłowie Solidarnej Polski, wśród 52 innych posłów Zjednoczonej Prawicy, byliśmy za szybszą ścieżką legislacyjną, czyli za skierowaniem tego projektu do niezwłocznych prac w drugim czytaniu. Natomiast w innym głosowaniu cała Zjednoczona Prawica, sejmowa większość, także opowiedziała się za kontynuacją pracy nad projektem, ale w komisji.

KAI: Był przymus takiego głosowania?

Reklama

- To są kwestie sumienia, w których nie stosuje się w Solidarnej Polsce dyscypliny. Po prostu właśnie takie jest indywidualne stanowisko każdego z naszych 19 posłów.

KAI: Co jest najważniejsze w tym projekcie?

- Wprost usuwa z polskiego porządku prawnego przesłankę eugeniczną przy dopuszczalności aborcji. Możliwość przerywania ciąży, a precyzyjniej nazywając pozbawiania życia istoty ludzkiej przed narodzeniem, ze względu niepełnosprawność jest niezgodna z konstytucyjną zasadą ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Na moment poczęcia, interpretując zasadę ochrony życia, wskazywał już Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu 1997 r.

Reklama

KAI: Wczoraj Kaja Godek wprost zarzuciła, że projekt był blokowany w TK…

- Wypowiem się za Solidarną Polskę: my, głosując za drugim czytaniem, pokazaliśmy, że jesteśmy za jak najszybszym jego przyjęciem. Pokładamy dużo nadziei w tym, że nasi przyjaciele ze Zjednoczonej Prawicy także szybko i sprawnie przeprowadzą konieczne prace w komisji. Zwłaszcza, że poseł, który w czasie sejmowej debaty reprezentował stanowisko Prawa i Sprawiedliwości z mównicy sejmowej podkreślał, że nie może być mowy o „zamrażarce” w komisji. Oby rzeczywiście komisja się nim rzetelnie i szybko zajęła, żeby Sejm uchwalił tę ustawę, która porządkuje system prawny w Polsce. Konstytucja chroni życie, niezależnie od poglądów różnych osób co do tego jak oceniać aborcję, w tym aborcję eugeniczną.

KAI: Czyli niezależnie od stanowisk etycznych, aktualny stan prawny teoretycznie chroni życie od poczęcia.

- Tak. Jeśli spojrzy się na tę kwestię tylko “suchym” okiem prawnika, dokonując czysto prawniczej analizy, to jest oczywiste. Co ciekawe w wydaniu orzeczenia TK, o którym wspomniałem, brał udział przecież krytycznie oceniający rządy Zjednoczonej Prawicy prof. Andrzej Zoll, który często podkreśla, że polska Konstytucja chroni życie od poczęcia.

KAI: Więc aktualna ustawa, dopuszczająca przy aborcji przesłankę eugeniczną, jest sprzeczna z Konstytucją?

- Osobiście tak uważam. Ten pogląd podziela również prokurator generalny, ale też jako Solidarna Polska mamy silne eksperckie zaplecze prawnicze. Wśród naszych członków są świetni naukowcy zajmujący się prawem, m.in. prof. Marcin Warchoł, czy dr Marcin Romanowski. Ten pogląd podziela też grupa posłów. W poprzedniej kadencji, ale także w tej kadencji, został złożony wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, pod którym również się podpisałem. Trybunał Konstytucyjny raz na zawsze w sposób jasny i precyzyjny powinien dookreślić, że skoro życie jest chronione konstytucją od poczęcia, to niepełnosprawność - przesłanka eugeniczna – także wprost jest niezgodna z Konstytucją.

KAI: Dlaczego tak ważne jest tu orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego?

- Ścieżka przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest o tyle lepsza w sprawie ochrony życia w Polsce, że orzeczenia TK są ostateczne i powszechnie stosowane. To znaczy, że jeżeli TK uznałby w swoim orzeczeniu, że aborcja eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją, wówczas następne kadencje Sejmu w dowolnej konfiguracji - być może bez większości Zjednoczonej Prawicy - będą musiałyby się dostosować do polskiego porządku konstytucyjnego i do tego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego również. Chyba, że zmieniona będzie konstytucja. Doświadczenie poprzedniej kadencji pokazuje jednak, że problemem aborcji eugenicznej trzeba się zająć jak najszybciej w Sejmie, bez wyczekiwania na inne instytucje państwa.

KAI: Proszę powiedzieć, jakie argumenty stały za tym, że głosowaliście za szybszą ścieżką legislacyjną?

- Po pierwsze uważamy, że życie trzeba chronić od poczęcia do naturalnej śmierci. Jest to absolutnie fundamentalna wartość. Nasz głos w tej sprawie to opowiedzenie się za prawem do życia każdego człowieka, sprzeciw wobec dyskryminacji ludzi nienarodzonych, tylko dlatego, że są niepełnosprawni. Po drugie, stajemy w obronie Konstytucji i precyzyjnego przestrzegania polskiego porządku prawnego. Ta kwestia została już w sposób jasny i precyzyjny zaprezentowana jako stanowisko prokuratora generalnego, co jest też dowodem naszego wcześniejszego zaangażowania w sprawę ochrony życia.

W poprzedniej kadencji Zbigniew Ziobro jako prokurator generalny wysłał bardzo dobrą opinię prawną do Trybunału Konstytucyjnego, jako stanowisko prokuratury, gdzie mocnym uzasadnieniem prawniczym wyłożył, dlaczego przesłanka eugeniczna jest niezgodna z Konstytucją. To świetny tekst prawniczy, z pewnością poddawany głębokim analizom na wydziałach prawa. Po trzecie w końcu, z pełnym przekonaniem możemy stwierdzić, że ten konkretny projekt obywatelski jest po prostu bardzo dobrze napisany. Potwierdza to nasze zaplecze ekspercie. Poparliśmy szybszą ścieżkę legislacyjną właśnie dlatego, że ten projekt jest precyzyjny i potrzebny.

KAI: Większość parlamentarna jednak wybrała inną drogę...

- Zdecydowano o dalszych pracach komisji. Większość parlamentarna opowiedziała się za kontynuacją prac, to także dobra informacja. Już o tym wspomniałem: zaprezentowane w czasie debaty sejmowej stanowisko Klubu PiS zdecydowanie podzielamy - w komisji prace nad tym projektem powinny być sprawne, jak zapewniał przedstawiciel klubu z mównicy.

KAI: A co konkretnie jako Solidarna Polska albo Pan jako minister możecie zrobić, żeby uniknąć sytuacji, jaka była ostatnio, czyli blokowania czy zamrożenia tego projektu?

- Cóż, tu trzeba uwzględnić arytmetykę sejmową. My oczywiście jako rząd mamy w Sejmie większościowe zaplecze jako Zjednoczona Prawica, to 235 posłów w ramach koalicji, którą tworzy Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro i Porozumienie Jarosława Gowina. Jednak jest to koalicja, a w niej Solidarna Polska ma 19 posłów. Nie jesteśmy wyłącznymi decydentami. Sprawa wymaga konsensusu całej koalicji. Trzeba pamiętać, że zawsze tzw. sprawy sumienia, w tym te związane z aborcją, rozstrzyga się indywidualnie, w wolności sumienia. Każdy z posłów w swoim sercu i sumieniu musi podjąć decyzję. My jako Solidarna Polska oczywiście mamy tę siłę 19 posłów, natomiast uwzględniamy cały kontekst parlamentu i różne poglądy w sprawie aborcji eugenicznej w samej Zjednoczonej Prawicy.

KAI: Jak ocenia Pan wczorajszą debatę w Sejmie? Czy nie uważa Pan, że jednak aktualnie parlament powinien zająć się np. kwestiami związanymi z bezpieczeństwem?

- Parlament ma to do siebie, że jest miejscem, które ogniskuje uwagę całego społeczeństwa zwłaszcza na tego typu emocjonalnych sprawach. Oczywiście mamy świadomość, że dziś w pierwszej chwili powinniśmy skupić się na pandemii, walczyć o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków, o polską gospodarkę. To robimy.

Ale kwestia życia zawsze jest fundamentalna. Przy czym był to jedyny możliwy, ostateczny termin rozpatrzenia tego projektu obywatelskiego, bo projekty obywatelskie trzeba rozstrzygnąć w pół roku od rozpoczęcia nowej kadencji Sejmu. Co do debaty – to truizm – w Sejmie są ludzie o różnych poglądach. Zawsze sprawy sumienia, w tym aborcja, budzą skrajne emocje.

Jednak my jako ludzie prawicy, jako osoby o poglądach konserwatywnych, nie możemy się dać zakrzyczeć przy zideologizowanych pomysłach, przy prezentowaniu tego nieludzkiego podejścia wobec istoty ludzkiej, które lewica i europejskie salony mają na sztandarach. To jest kwestia świętości życia, dla nas fundamentalna.

KAI: W dyskusji padł argument, że nie powinno się ustawowo zakazywać aborcji do czasu, kiedy nie zapewni się dobrej opieki i warunków dla kobiet w ciąży, czyli na przykład udostępni za darmo opiekę zdrowotną i leki, zainwestuje w medycynę prenatalną, polepszy politykę prorodzinną, może udzieli się większego wsparcia hospicjom perinatalnym itd. - jeśli tylko zakaże się aborcji, nie zapewniając bezpieczeństwa przyszłym matkom, uderzy się właśnie w najbiedniejsze kobiety, bo bogatsze sobie poradzą: granice będą otwarte, aborcja zapewne też w Polsce zejdzie do „podziemia”…

- Nie jest dobrze, kiedy kwestie prawnej ochrony życia przeciwstawia się np. opiece nad niepełnosprawnymi. Te dwie kwestie nie powinny stać ze sobą w kontrze. To są dwie wzajemnie uzupełniające się rzeczywistości, ale nie przeciwstawne sobie. W całym systemie i społecznym i prawnym wszystko ma na siebie wzajemny wpływ.

Nie możemy tu jednak nie zauważać, że Zjednoczona Prawica zrobiła delecje więcej w sprawach społecznych, wsparcia najbardziej potrzebujących, niż wszystkie inne wcześniejsze formacje u władzy. W poprzedniej kadencji, podjęty został cały szereg spraw związanych ze wsparciem dla niepełnosprawnych i ich opiekunów. Opieka medyczna i darmowe leki dla kobiet w ciąży, darmowe leki były zresztą również przedmiotem wczorajszych prac w Sejmie i głosowań. Co do polityki prorodzinnej to chyba nikt nie może zaprzeczyć, że w końcu państwo wspiera wszystkie rodziny, i to znacznymi sumami, chociażby przez tak wyśmiewany przez niektórych program 500+. To są konkretne rzeczy, które pokazują, że państwo rzeczywiście działa, stara się zapewniać opiekę i wsparcie. Natomiast, powtórzę, uważam że nie jest dobre przeciwstawianie sobie tych dwóch rzeczywistości.

KAI: Przy okazji bieżącego rozbudzenia tematu związanego z ochroną życia od poczęcia dała się zauważyć duża, zwłaszcza w zestawieniu z poprzednikami, aktywność Rzecznika Praw Dziecka. Jak ocenia Pan jego zaangażowanie?

- Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka wprost definiuje dziecko jako "osobę od poczęcia do pełnoletności". I w końcu po wielu latach mamy Rzecznika Praw Dziecka, który realizuje swój ustawowy obowiązek. Nie powinno dziwić jego zaangażowanie, wypełnia swoje obowiązki. Dziwić może jedynie, że ciężko było zauważyć tę troskę u jego poprzednika. Stąd bardzo się cieszę, że nowy RPD wprost staje po stronie cywilizacji życia.

Z Mikołajem Pawlakiem miałem przyjemność pracować w Ministerstwie Sprawiedliwości, kiedy nadzorowałem Departament Spraw Rodzinnych, a właśnie obecny rzecznik był jego dyrektorem. Już wtedy wykazywał się dużą aktywnością na polu ochrony życia od poczęcia. Dobrze, że w końcu mamy Rzecznika Praw Dziecka, który na poważnie wypełnia swoje obowiązki.

2020-04-17 12:29

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do...

2020-08-15 00:18

[ TEMATY ]

polityka

5 pytań do...

Adobe Stock

5 pytań do… Pana Mecenasa Marka Markiewicza, adwokata, dziennikarza, posła na Sejm I i III Kadencji

Piotr Grzybowski: Panie Mecenasie, jesteśmy cały czas w powyborczej aurze. Pan Andrzej Duda uzyskał mandat Polaków na drugą kadencję. Chciałem zapytać o Pana pierwszą powyborczą refleksję…

Marek Markiewicz: Wielka, wielka radość i poczucie, że - choć niezręcznie powiedzieć - sprawiedliwość zwyciężyła, bo niewątpliwie pan prezydent Duda był kandydatem: i lepszym, i lepiej przygotowanym, a poza tym myślącym w kategoriach prezydenta RP. Nie muszę mówić, że oglądałem i słuchałem całej kampanii i byłem zmartwiony płaskim poziomem widzenia spraw polskich przez kontrkandydata. Nie mam nic do niego, nigdy go nie spotkałem, szanuję tak, jak każdego człowieka, ale różnica była niezwykle wyraźna. Nie można publicznie mówić, że prezydent w nocy podpisuje ustawy, których nie czyta. Skąd on to wie? Dlaczego zasiewa tyle strachu u ludzi, co jest właśnie odwrotnością powinności prezydenta?. Jeżeli powiada, że zwoła radę programową w tydzień po wyborach, po zaprzysiężeniu i wtedy zobaczy, co PiS ukrywa - to dowodzi, jak strasznie to jest naiwne z jednej strony, a z drugiej jak łatwo wzbudzić strach i obawy u ludzi. Trzeba naprawdę uważać. Prezydent ma być czynnikiem stabilizującym, a nie jątrzącym jednych przeciwko drugim. Tak więc powiem, że poczucie sprawiedliwości było pierwsze. Rzeczywiście obawiałem się, nie wyobrażając sobie sytuacji, gdyby jeszcze raz za mojego życia miało to się wszystko odwrócić w drugą stronę, którą ja dość dobrze znam i która mnie martwi. Nie chcę mówić o tym z niechęcią, ale z troską.

PG: Jaka, zdaniem Pana, będzie 2 kadencja Prezydenta Andrzeja Dudy. Czego Pan oczekuje?

MM: Ja myślę, że Prezydent w tej chwili ma mandat nieporównanie mocniejszy niż wcześniej, ale także bardzo wyraźnie opisaną swoją rolę. Ja po wystąpieniu w Grupie Wyszehradzkiej zobaczyłem, że pierwszy raz pojawiła się wyraźna teoria relacji między Polską, a UE. Tego Pan Prezydent unikał wcześniej, teraz natomiast wyraźnie widać było pomysł, aby Polska - akcentując swoją obecność - wywalczyła sobie takie miejsce, na jakie zasługuje. To bardzo ważne wystąpienie, które przeszło bez echa, przyciśnięte miazgą wyborczą. Sądzę też, że Pan Prezydent przez mocniejszą pozycję oraz przez zdobyte doświadczenie, będzie silniej akcentował swoją rolę w polityce zagranicznej. To jest niezwykle ważne. Ujawniła się też nowa cecha (co dla mnie jest bardzo ciekawe) - skłonność do korzystania z inicjatywy ustawodawczej. Prezydent taką inicjatywę ma i w czasie pandemii wyraźnie zaznaczył swój sposób myślenia o gospodarce i o sprawach społecznych. Bardzo jestem ciekaw, do jakiego zaplecza odwoła się (bo musi się odwołać, a widać wyraźnie, że chce skonstruowania jakiegoś planu ustawodawczego, który wyraźnie zapowiedział), czy uzyska wystarczające wsparcie ze strony obozu własnego. To jest przedmiot mojej obawy, bo bardzo na to zasługuje, natomiast wcale nie widzę wyraźnej chęci wsparcia tej jego pozycji, którą sam sobie wypracował. Ja mam głębokie poczucie, że Prezydent sam sobie zawdzięcza zwycięstwo, bo takiego samozaparcia, takiej pracy nie od każdego można byłoby oczekiwać, a on to pokazał: wyraźnie zdobył sobie sympatię ludzi, niezależnie od struktur partyjnych. Bardzo jestem z tego zadowolony, a zobaczymy, jak to wykorzysta, jak będzie wyglądała sytuacja w najbliższym czasie. Niewątpliwie Polska będzie wystawiona, jako państwo, na bardzo ciężką próbę w relacjach z UE. To widać już wyraźnie. Dla mnie nadzieją jest wyraźny związek, czy porozumienie między Panem Prezydentem, a Panem Premierem, który nawet jakby usunął się na bok w czasie kampanii wyborczej. Jeżeli ten duet będzie dalej tak funkcjonował, to patrzę z nadzieją w przyszłość.

PG: Powszechną w społeczeństwie jest krytyka wymiaru sprawiedliwości. Jak postrzega to środowisko prawnicze?

MM: Trudno mówić o środowisku, które ja reprezentuję, ponieważ raczej jestem outsiderem. Środowisko prawnicze jest raczej niechętne reformie i próbie zmiany układu sił. To jest temat na bardzo długą rozmowę. Jest liczny zespół niechętny PiS-owi i Panu Prezydentowi, co bardzo utrudnia funkcjonowanie wewnątrz grupy zawodowej. Możemy się różnić, ale nie „nie lubić” (mówię o środowisku adwokackim). Natomiast to rzeczywiście był silny hamulec dalej idących reform, układających się na kilku poziomach. Najbardziej podstawowym jest czysto organizacyjny sposób funkcjonowania sądów. Kiedy pracowałem w telewizji, a nie wiedziałem, jaki temat „z miasta” przywieść, to mówiłem ekipie: jedźcie do dowolnego sądu pod salę, gdzie wyznaczono rozprawę o 9.00 i popatrzcie, o ile później ona się rozpocznie. Nie byłem w stanie tego pojąć, ponieważ jest to sprawa do najłatwiejszego załatwienia. Drugą sprawą jest bardzo proste pytanie, które każdy sobie powinien postawić, mówiąc w ogóle o funkcjonowaniu państwa: utarło się przekonanie, że prawo reguluje wszystko, a prawo reguluje tylko bardzo niewielką część życia społecznego. Nie ma np. żadnego przepisu prawa rodzinnego, który by nakazywał rodzicom kochać dzieci. Nie ma czegoś takiego, a na tym się opiera rodzina, ale także ocena tej rodziny. Ocena jest sferą pewnego uznania sędziego, jego doświadczenia życiowego (w procedurze karnej i cywilnej są w przepisach odniesienia do doświadczenia życiowego sędziego, do jego wiedzy, również poza prawnej). Tu są bardzo często problemy, gdy oceniamy wyroki i zastanawiamy się, do jakiej sfery wartości odwołuje się sędzia. Zawsze się zastanawiam: być może ja źle rozumiem, ale szereg rozstrzygnięć będzie odbiegało od tego, jakie są normy zła czy dobra w życiu społecznym i to jest największy problem. Tu nawet nie można oskarżać sędziów, dlatego że po wielu latach, co każdy powie, pojawia się pewien rodzaj rutyny. Ja nie mógłbym być sędzią, bo bym się zapłakał zawsze nad racjami „za i przeciw”, ale widzę, że po kilku latach skazywania ludzi na cierpienie, jakim jest więzienie następuje znieczulenie sędziów. Bez tego nie można by nawet funkcjonować, ale czasami powoduje to odpłynięcie od oceny rzeczywistości. Sędziowie bardzo często nadają w wyrokach pewne znamię własnego pojmowania polityki, czy historii. Teoretycznie tak może być, ale nie może to być wbrew racji stanu państwa, czy widzeniu historii. Co się niestety zdarza. Dlatego już Rousseau wspominał - o czym rzadko kto mówi - że sędziowie powinni być wybieralni, kadencyjni, że powinni mieć poczucie, że nie jest to urząd dożywotni, który kostnieje w swej własnej mądrości. Ja nie stawiam tego, jako postulat, bo to by była zmiana całego ustroju. Jednak dobrze byłoby, żeby sędziowie pamiętali, że istnieje funkcja czasu… I wreszcie trzecia rzecz, która jest konsekwencją poprzednich: stan sędziowski wyrodził się jako samodzielna władza. To bardzo trudna sprawa, dlatego że przy opresyjnej władzy zamknięcie się stanu sędziowskiego gwarantuje pewną stabilność jego działania, ale z drugiej strony powoduje eliminacje. Tak to mamy w Polsce. Ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego prawie połowa Polaków uwierzyła, że to sędziowie sami siebie mają wybierać na stanowiska sędziowskie i i tworzyć drogę awansu. KRS - przecież nie organ państwowy w rozumieniu władzy - jest organem, który (tak się to utarło w Polsce po okrągłym stole) wybierany był przez sędziów. Teraz postanowiono, żeby był on wybierany przez organ władzy suwerennej, czyli przez Parlament - i o to poszedł cały spór, że ktoś z zewnątrz ośmiela się ingerować w wymiar sprawiedliwości. Nikt nie zwrócił uwagi, że od lat np. TK jest wybierany właśnie przez Parlament, nie przez siebie. Natomiast potrzeba budowania kasty zamkniętej w sobie przerosła zdrowy rozsądek, a wtedy bardzo łatwo doprowadzić do konfliktu władzy sądowniczej z władzą państwową, której przecież elementem ta władza sądownicza jest. Nie jestem w stanie pojąć buntu sędziów przeciwko władzy wybranej w demokratycznych wyborach. W pewnych warunkach można założyć, że to jest element korekcji, jakiejś ochrony podstawowych wartości prawa, ale to nie może być systemowe przeciwstawienie, kiedy sędziowie ze świeczkami w rękach protestują przeciwko Parlamentowi, dopiero co wybranemu w powszechnych wyborach. Wtedy my pytamy: to kto wybrał sędziów? Skąd się wzięła ich moc? Z wielkiej nauki? Wcale nie, kształcenie sędziów nie wymagało wielkiej selekcji, a co gorsza - było od lat obarczone strasznym błędem, że kariera sędziowska była najniżej notowaną karierą w zawodach prawniczych. Powinno być odwrotnie: to sędzia powinien być na czele drabiny zawodowej. Tymczasem przez lata w PRL- u trzeba było najpierw skończyć aplikację sędziowską, zdać egzamin sędziowski, by potem rozpoczynać odrębną nową aplikację np. adwokacką. W związku z tym wykształcenie adwokata było podwójnie głębokie w stosunku do sędziego. To jest nierozważne i do dzisiaj cierpimy, ponieważ często młodzi sędziowie tylko czekają na moment, żeby uciec do lepiej płatnych prac gdzieś w korporacji. Z punktu widzenia społecznego to jest absolutne nieszczęście i trzeba powiedzieć, że wszystko, co wzmacnia pozycję zawodową sędziego służy państwu. Dopiero jak się te wszystkie czynniki zbierze, widać jak jest. Jak niedobrym był pomysł, aby zwalniać wszystkich sędziów, a minister miałby powoływać nowych do SN. Miał więc rację Prezydent, że to zawetował, ale to pokazało, że początek reformy nie był pomyślany systemowo, w imieniu całej formacji. Teraz to się już ujednolica, ale jest to – i długo jeszcze będzie – problem.

PG: Parę dni temu doszło do bezprecedensowego zbezczeszczenia figury Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża. Jaka powinna być reakcja zwykłych ludzi, służb, wymiaru sprawiedliwości?

MM: Jednoznaczna. Pan mówi, że bezprecedensowa, w pewnym sensie precedensowa: już od kilku lat, a na pewno od wielu miesięcy mamy do czynienia z prowokacjami w manifestacjach, gdzie profanowane były symbole, wizerunek Matki Boskiej. To, co stało się w Warszawie było konsekwencją pewnej bezkarności, czy braku reakcji na wcześniejsze - nie to, że drobniejsze, ale nie aż tak strasznie znaczące wydarzenia, jakie miały miejsce. No i to jest początek wojny. Moim zdaniem ks. Abp. Jędraszewski rok temu, cytując wiersz o czerwonej zarazie, kiedy mówił o konflikcie, o tęczowej zarazie, wyraźnie powiedział o ideologii, która zaczęła się kształtować - jak to często w dziejach lewicy, która chce zmienić istniejący porządek. Wyraźnie mówił, że LGBT godzi w dotychczasowy kształt rodziny, dotychczasowe relacje i cele stawiane rodzinie, związkom rodzinnym, związkom krwi, związkom szczepu, na których cała cywilizacja jest oparta. To jest - jak zwykle w lewicy - pragnienie stworzenia nowego świata, pytanie tylko: jakiego i czy lepszego? Tak dziwnie się składa, że porywy następują, kiedy wymiera pokolenie, które widziało totalną klęskę myślenia w poprzedniej edycji. Bolszewicy chcieli stworzyć świat, w którym wierność Pawlika Morozowa konsulowi była większa niż jego związek z ojcem. Pawlik Morozow donosił na własnego ojca, bo tego wymagał interes socjalizmu. Najgorsze jest to, że rzadko kto przypomina, że lewicowe widzenie świata - chociaż czasami może i atrakcyjne - zbankrutowało kompletnie. Pan Prezydent mówiąc, że LGBT to nie ludzie, a ideologia powiedział głęboką prawdę. Ludzie odmienni, czy nie heteronormatywni żyją wokół nas od tysięcy lat i to nie powoduje, większych - poza komunistami i faszystami reakcji publicznych. Natomiast ideologia, która stawia równość między związkiem homoseksualnym, a rodziną - to jest już pewien - fatalny zresztą – atak na społeczeństwo, oparty na zniszczeniu wszystkiego, co istnieje. Wtedy to się nazywa ideologia, która jednoczy pewną część tego środowiska i doprowadza do prowokacji, mającą wyzwalać walkę czy wojnę religijną. Tyle razy w historii to już przecież było i teraz, niestety, dożyliśmy tego, co przewidział abp. Jędraszewski i co bardzo trafnie opisał Prezydent w czasie kampanii wyborczej. Każdy rozsądny człowiek wie, że nie jest to wymierzone przeciwko konkretnemu człowiekowi, nad którym KKK każe się pochylić, któremu każe pomóc, co wyraźnie zawiera nauka Kościoła. Każdy kto tego nie dostrzega, udaje tylko, że należy do Kościoła. Nie musi w to wierzyć, ale taki jest porządek, przy jednoczesnym uznaniu za grzeszne praktyki homoseksualne. Te są jednoznacznie i w opisie funkcjonowania związków rodzinnych, społecznych kryje się mądrość wieków. Nie wymyślono sobie na przykład, że kazirodztwo jest lepsze czy gorsze. Wiadomo z doświadczenia, do jakich zniekształceń genetycznych i innych ono prowadzi. Jeżeli ktoś chce to zmieniać - proszę bardzo, to jest jego prawo, ale nie może dochodzić swoich racji drogą barbarzyńskiego atakowania tego, co jest bliskie innym ludziom.

PG: Panie Mecenasie, czy Konwencja Stambulska stanowi realne zagrożenie dla polskiego systemu prawnego?

MM: Konwencja, jak każda ratyfikowana konwencja międzynarodowa, jest częścią prawa wewnętrznego i w niej są zawarte nakazy, czy zobowiązania państwa (jak np. w art. 12 do wykorzenienia pewnych stereotypów, które do tej pory kształtowały życie społeczna). Wystarczy tylko te stereotypy opisać i nagle pojawia się czysto prawne zobowiązanie. Rodzi się bardzo poważne pytanie, co miał w głowie prezydent Komorowski, że tę konwencję ratyfikował. Widocznie miał więcej niż Węgrzy, Czesi, Litwini, Brytyjczycy także, którzy widzieli, że to jest manifest rewolucyjny, który nabrał cech prawnych. Do tej pory nikt nie domagał się realizacji postanowień prawnych, ale to jest otwarta sprawa, bo za chwilę się może pojawić i ja to niebezpieczeństwo rozumiem. Nasze państwo powinno działać według pewnego porządku. Nie jest tak, że Minister Sprawiedliwości występuje do Ministra Rodziny o wypowiedzenie konwencji, bo tu jest właśnie kompetencja premiera, prezydenta. To jest zbyt poważna sprawa, żeby z takich czy innych powodów (nie chcę tego oceniać), zaraz po wyborach Minister Sprawiedliwości czynił sztandar pewnej walki, która także ma podtekst polityczny. Sprawa jest zbyt poważna, żeby była obarczona podejrzeniem, że ktoś komuś chce jakoś dokuczyć, a wydaje mi się, że tak trochę jest. W tym sensie to, co Pan Premier zrobił, odwołując się do pojęcia godności ludzkiej zawartego w art. 30 Konstytucji - że jest ona nienaruszalna, podlega ochronie władz publicznych - to jest rzeczywiście poważny problem. Chcę powiedzieć, że to jest jedyny w moim przekonaniu przepis nowy, w stosunku do poprzednich Konstytucji. Tego nie było, to jest ustrojowy przepis wskazujący pierwszeństwo jednostki w stosunku do władz. Władze mają chronić godność człowieka i nie mają prawa urządzać krucjat, które by zmieniały zwyczaje ludzi i to w trybie prawnie nakazanym. To jest sprzeczne w ogóle w ideą zapisu Konstytucji, o którym bardzo mało się mówi, ale on jest bardzo ważny i tu Pan Premier ma oczywistą rację. Natomiast w Konwencji pojawia się jeszcze jedno: struktura międzynarodowych ekspertów, komitetu doradczego. W związku z tym mamy kolejną strukturę ponadpaństwową, która ma niejasne, ale silne kompetencje w stosunku do władz publicznych. To z tego może być straszny problem. Można by na to machnąć ręką, bo takich dokumentów pojawiało się wiele, gdyby nie to, że mamy do czynienia z konfliktem między UE a Polską. To nie jest konflikt historyczny, czy jakiś inny, tylko konflikt czysto ideowy. Jeżeli w wystąpieniach posłów deputowanych parlamentu pojawiają się oskarżenia o faszyzm w Polsce, jak to Polska jest niepraworządna, jest to coś strasznie niesprawiedliwego i odbieramy to bardzo jasno. Znałem bardzo dobrze premiera Buzka, którego pozycji obecnie nie pojmuję i nie rozumiem, jak on może z ludźmi z lewicy tworzyć sojusz ideowy w parlamencie. Zapytałem go, jak to jest, że on był na najwyższym stanowisku w PE, gdy oskarżano Polskę o odpowiedzialność za holokaust (co jest nieprawdą i co on doskonale wie) nie pisnął ani słowa. Odpowiedzi nie było. Jeżeli w tym duchu, przy udziale wspólnych pieniędzy unijnych polscy deputowani występują przeciwko własnemu krajowi w sprawie jego interesów, to znaczy, że konflikt ideowy w tych relacjach jest bardzo silny, dotyczy praworządności. Powiedziałem: jeżeli tak, to dlaczego nie mówimy o praworządnym naprawieniu szkód wojennych w stosunku do Polski ? Tego też wymaga praworządność, czy cywilizowane relacje między Polską, a Niemcami. Pan Timmermans pochodzi z kraju, który wystawił formacje wspierające Hitlera i oni mają Polskę pouczać o faszyzmie? To może nie były wielkie formacje, ale były złożone z obywateli tamtych państw i jakoś nigdy nie słyszałem w parlamencie, aby ktoś się od nich odcinał w sposób zdecydowany W Polsce krzyczą niektórzy, że żądania tyle lat po wojnie są haniebne. A kiedy one mają się pojawić? W związku z tym, jeżeli w sposób nieuprawniony, w moim przekonaniu pojawiają się takie ideowe podstawy konfliktu, buduje się konflikt między Polską, a UE. W interesie Polski jest być w UE i to jest oczywiste, ale nie do takiej Unii ludzie szli kiedyś w referendum, kiedy była mowa, że Unia jest związkiem państw. Teraz powolutku ona się zmienia w państwo związkowe, stając się jednolitym tworem z jednolitą filozofią, a nie wszyscy to akceptują. To jest jakaś ironia historii albo niewiedza rzeczy: upływ czasu powoduje, że siła ideologicznych przekonań jest ponad rozum.

CZYTAJ DALEJ

Bp Mieczysław Cisło przechodzi na emeryturę

2020-08-15 12:19

[ TEMATY ]

biskup

emerytura

Paweł Wysoki

Nigdy nie myślałem o tym, by być biskupem – przyznaje bp Mieczysław Cisło

Ojciec Święty Franciszek przyjął rezygnację bp. Mieczysława Cisło z pełnienia posługi biskupa pomocniczego archidiecezji lubelskiej. Bp Cisło kończy dziś 75 lat, tym samym osiągnął wiek emerytalny i przechodzi na emeryturę.

Bp Mieczysław Cisło jest doktorem teologii. Urodzony 15 sierpnia 1945 r. w Niemirówku (parafia Krasnobród, diec. zamojsko-lubaczowska). 14 czerwca 1970 r. wyświęcony na kapłana. 2 lutego 1998 r. konsekrowany na biskupa w archikatedrze lubelskiej. W Konferencji Episkopatu Polski pełnił funkcje m.in. Przewodniczącego Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, Przewodniczącego Rady ds. Dialogu Religijnego, Przewodniczącego Zespołu ds. Dialogu ze Wspólnotą Kościelną Luterańsko-Augsburską. Obecnie jest Członkiem Zespołu ds. Kontaktów z Przedstawicielami Kościoła Greckokatolickiego na Ukrainie.

>> KOMUNIKAT NUNCJATURY APOSTOLSKIEJ

Bp Mieczysław Cisło urodził się 15 sierpnia 1945 r. w Niemirówku (parafia Krasnobród, diec. zamojsko-lubaczowska). Uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Tomaszowie Lubelskim, gdzie w 1964 r. uzyskał maturę. W latach 1964-1970 był alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie i student Wydziału Teologicznego KUL.

Po uzyskanym magisterium z teologii przyjął święcenia kapłańskie 14 czerwca 1970 r. w Lublinie z rąk bpa Piotra Kałwy. W latach 1970-1974 wikariusz w parafii św. Franciszka Ksawerego w Krasnymstawie, a w latach 1974-1975 wikariusz w parafii św. Anny w Lubartowie. W latach 1975-1977 odbywał studia z teologii dogmatycznej w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, gdzie w 1977 r. uzyskał licencjat, a w 1981 doktorat.

Od października 1981 r. rozpoczął pracę w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie, gdzie obok prowadzonych wykładów z dogmatyki pełnił kolejno funkcje: prefekta 1981-1984, wicerektora 1984-1991 oraz rektora 1991-1998. Równocześnie pracownik naukowy KUL na Wydziale Teologii od 1982 r. (od 1985 asystent, a od 1989 adiunkt). Autor publikacji głównie z zakresu teologii dogmatycznej.

Odznaczony godnością kapelana Ojca Świętego i kanonią rzeczywistą Kapituły Archikatedralnej w Lublinie.

13 grudnia 1997 wyniesiony do godności biskupa tytularnego Auca i ustanowiony biskupem pomocniczym lubelskim. Konsekrowany 2 lutego 1998 r. w archikatedrze w Lublinie przez abpa Józefa Życińskiego. W archidiecezji pełni obowiązki min.: wikariusza generalnego, przewodniczącego Archidiecezjalnej Komisji Duszpasterstwa Ogólnego, członka Rady Kapłańskiej, członka Kolegium Konsultorów.

Po śmierci arcybiskupa Józefa Życińskiego (10 lutego 2010 r.) do objęcia archidiecezji przez arcybiskupa Stanisława Budzika (22 października 2011 r.) pełnił funkcję administratora archidiecezji.

Na forum ogólnopolskim był Delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Ruchów Katolickich oraz Asystentem KEP przy Radzie Katolików Świeckich, Przewodniczącym Rady ds. Dialogu Religijnego, Przewodniczącym Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem, Przewodniczącym Zespołu ds. Dialogu ze Wspólnotą Kościelną Luterańsko-Augsburską. Obecnie jest Członek Zespołu ds. Kontaktów z Przedstawicielami Kościoła Greckokatolickiego na Ukrainie.

BP KEP / Archidiecezja Lubelska

CZYTAJ DALEJ

Potrzebujemy cudu przemiany serc

2020-08-15 19:02

Marzena Cyfert

Poświęcenie tablicy w kościele św. Józefa w Żórawinie

 – 15 sierpnia to nie tylko wyjątkowa data w polskim kalendarzu, ale to też data szczególna. Tego dnia obchodzimy cztery święta – kościelne, maryjne, wojskowe i państwowe. Mamy za co Panu Bogu dziękować! – mówił proboszcz parafii św. Józefa w Żórawinie.


Parafia uczciła 100-lecie Cudu nad Wisłą i uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny odsłonięciem pamiątkowej tablicy i koncertem pieśni religijnych i patriotycznych.

Uroczystą Eucharystię sprawował o. Marek Augustyn wraz z księdzem proboszczem. Ksiądz proboszcz zauważył, że przychodzimy dziś do Maryi, polecając Jej wszystko, co jest ważne w naszym życiu, tak jak przychodzi się do Mamy. W sposób szczególny polecając Jej tego dnia sprawy naszej Ojczyzny, ale i trud pracy rolników, dziękując za to wszystko, czym Pan Bóg nas obdarza w plonach ziemi. – 15 sierpnia to też dzień szczególny. Dla Polaków czytelnym znakiem jest zbieżność tego święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z ważnym wydarzeniem, które dziś przeżywamy, 100-lecia Bitwy Warszawskiej, bitwy, która nazywana jest „Cudem nad Wisłą”. Czy zdajemy sobie sprawę, jak mocno Kościół wiąże osobę Najświętszej Maryi Panny Królowej Wniebowziętej z historią naszej Ojczyzny?

Ksiądz proboszcz przypomniał historię naszego narodu i podkreślił, że 4 lipca 1920 r. pod bolszewickim hasłem Lenina „naprzód na zachód po trupie Polski do serca Europy” rozpoczęła się ofensywa wojsk sowieckich. – I w tych dniach sierpniowych słychać już było z wież kościołów warszawskich, wieży Zamku Królewskiego wybuchy armat, które zbliżały się do stolicy. Słychać było Armię Czerwoną, która chciała przynieść na nasze polskie ziemie bezbożny komunizm.

W święto Matki Bożej, w święto Jej Wniebowzięcia, Wojsko Polskie ruszyło do nierównej walki. Bitwa Warszawska zwana „Cudem nad Wisłą” ocaliła nie tylko odzyskaną niedawno przez Polskę niepodległość. Była to jedna z najważniejszych bitew XX wieku. A wielu historyków mówi, że była to bitwa decydująca o historii całej ludzkości, bowiem polscy żołnierze pod dowództwem marszałka Józefa Piłsudskiego zatrzymali większą, milionową armię bolszewicką i uratowali Polskę, ale uratowali też Europę przed armią, która po trupach Polski chciała iść na Berlin i na Paryż – mówił ksiądz proboszcz.

Następnie podkreślił, że do tych szczególnych wydarzeń nawiązywał często Jan Paweł II. Przypominając datę swoich urodzin, tak pisał: „Wiecie że urodziłem się w 1920 r. w maju, w tym czasie kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług wdzięczności w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli….”

– 100 lat temu umęczony zaborami naród polski został wysłuchany przez Wniebowziętą Maryję. Armia, która nadeszła, została pokonana – dla Polaków był to cud. Jakże dziś też potrzebujemy ponownie takiego cudu, cudu przemiany polskich serc – nad Wisłą, nad Odrą, nad Wartą, Bugiem, nad Żórawką. Tym razem nie grzmią armaty, nie słychać strzałów, ale brzmi w ludzkich sercach nienawiść, obłuda, brak przebaczenia, nikczemna podłość, szyderstwa. Wobec tego nie można przejść obojętnie, bo nasza droga do nieba biegnie przez ziemską Ojczyznę, której na imię Polska i nasza droga do nieba będzie wyglądała tak, jak nasza rodzina, jak nasze wspólnoty. Niech Matka Boża, którą dzisiaj czcimy, będzie dla nas wzorem i niech pokazuje, jak iść do nieba, jak realizować się w swojej codzienności przez całe nasze ziemskie życie, które ma nas prowadzić do wieczności – zakończył homilię ksiądz proboszcz.

W czasie Eucharystii, z udziałem władz regionu, została odsłonięta tablica „ku pamięci walczących o niepodległość Polski, wiernym hasłu Bóg Honor Ojczyzna, w stulecie »Cudu nad Wisłą«, wielkiego triumfu naszego narodu w wojnie polsko-bolszewickiej.

Z wdzięcznością i pamięcią dla wszystkich rodaków, którzy obronili naszą wolność i suwerenność niech ta tablica przypomina zawsze o wielu naszych synach i córkach naszego narodu, którzy oddali życie za Ojczyznę”.

Po Mszy św. zebrani wysłuchali koncertu pieśni religijnych i patriotycznych w wykonaniu artystów scen wrocławskich: Elżbiety Małgorzaty Mach, śpiew; Rafała Olszewskiego, skrzypce; Wiktora Szymajdy, fortepian.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję