Reklama

Wiadomości

Jan Tyranowski

Krawiec szat Bożych

Jan Tyranowski, 1901–1947

[ TEMATY ]

książka

Tyranowski Jan

pl.wikipedia.org

Jan Tyranowski, 1901–1947

Jan Tyranowski, 1901–1947

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie można zacząć inaczej, jak od poniższego cytatu. Jest krótki, ale mówi wszystko, choć nie podaje nic z tego, co wypełnia biogramy ludzi wielkich i małych. Żadnych dat, żadnych wydarzeń. Ot… spotkanie i wejście w głąb. „Spotkałem człowieka świeckiego, Jana Tyranowskiego, który był prawdziwym mistykiem. Człowiek ten, którego uważam osobiście za świętego, wprowadził mnie na trop wielkiej mistyki hiszpańskiej, a zwłaszcza św. Jana od Krzyża…” To słowa Jana Pawła II, który u Tyranowskiego – krawca z zawodu – był czeladnikiem w rzemiośle ducha. Bo ów człowiek był przekonany, że życie duchowe jest jak profesja, którą trzeba doskonale opanować. A gdy zda się egzamin mistrzowski, wtedy Bóg może (choć nie musi) zrobić z człowieka artystę. Czyli mistyka. Uczynił tak i z Tyranowskim, i z Wojtyłą.

Materiał prasowy

Fragment książki „Boży szaleńcy” Zobacz

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jan Leopold Tyranowski to dziś Sługa Boży. Pojawia się na świecie w 1901 roku, w Krakowie, w tym samym miejscu odejdzie do Ojca w roku 1947. Z wykształcenia jest urzędnikiem, ale krótko wykonuje pracę zgodną ze zdobytymi kwalifikacjami. To pierwszy sygnał „inności” tego człowieka. Tyranowski dokonuje radykalnego zwrotu: decyduje się na zawód wykonywany w domu, bez przełożonych, bez ustalonych godzin pracy. Chce mieć czas dla siebie, czyli… dla Boga. Ponieważ po ojcu odziedziczył pracownię krawiecką, logicznie wybiera zawód mistrza krawieckiego, bo dzięki niemu może połączyć pracę zarobkową (a utrzymuje nie tylko siebie, ale też rodziców i brata) z czasem na modlitwę i rozmyślania. To przełoży się za chwilę na jego zaangażowanie w życie parafii. Bo rozumie, że Chrystus nie jest sam, że gdzie On, tam też Kościół. Zaczyna działać w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej, zakłada róże różańcowe, należy nawet do chóru parafialnego. Niebawem okaże się niezwykłym kierownikiem duchowym młodzieży.

Wielki zwrot, nie tylko zawodowy, ale nade wszystko duchowy, którego pierwsze skutki znamy, ma swój początek już w dojrzałym życiu Jana. Jest rok 1935, kiedy Tyranowski słucha zwyczajnego niedzielnego kazania. Nie przemawia żaden święty, nie mówi żaden wielki teolog, nie przemawia wybitny mówca. A jednak podczas tego kazania coś go uderza… Bije w niego z taką potęgą, że Jan Tyranowski chwiejąc się pod naporem łaski, postanawia: „Będę świętym!”. „Zwykłe kazanie otworzyło w sercu dojrzałego mężczyzny jakąś nową życiową przestrzeń” – wspominają znajomi. Niebawem będzie mógł modlić się słowami ułożonego przez siebie ofiarowania:

Ojcze najukochańszy, ofiaruję Ci siebie samego, gdyż Cię miłuję. Ofiaruję Ci duszę moją z jej władzami, serce moje z jego uczuciami, wszystkie myśli, słowa, uczynki i prace, boleści, kłopoty i cierpienia, moje pragnienia i wszystko, co posiadam, łącząc to wszystko z zasługami Pana naszego Jezusa Chrystusa. Boże serca mego i Boże na wieki, kocham Cię i uwielbiam, Jezu Chryste, Panie mój i Mistrzu. Bóg mój i wszystko…

Reklama

Rzeczywiście, Bóg jest dla niego wszystkim. Nie oznacza to jednak, że zamyka się w kontemplacji, że ucieka od świata. Żyje w nim i cieszy się tym, co w nim dobre i piękne. Jest człowiekiem wesołym i bardzo łagodnym. Cechuje go też nieśmiałość. Ta ostatnia cecha nie przeszkadza mu jednak w wychodzeniu ku ludziom, gdy celem jest przyciąganie ich do Boga i czynienie świata jeszcze lepszym i piękniejszym. Złożył ślub czystości i nigdy nie założy rodziny, ma więc dla swoich podopiecznych czas. Nie prawi im morałów ani nie uprawia wysokiej teologii, lecz uparcie i ze szczerością zachęca do pogłębionej pracy nad sobą – do doskonalenia cnót, które każdy z nich ma, i tępienia wad, których każdy ma więcej niż „Boża ustawa przewiduje”. Z ludźmi, których formuje, spotyka się grupowo raz w tygodniu, często też z każdym z osobna – na spacerze czy w domu. Uważa, że w człowieku tkwi głęboka religijność, której trzeba pozwolić się ujawnić. To jego wersja sentencji Tertuliana, chrześcijańskiego pisarza zmarłego w III wieku: Anima naturaliter christiana („Dusza z natury jest chrześcijańska”). Buduje na naturze swoich wychowanków i wymaga od nich rzeczy prostych, wręcz podstawowych dla rozwoju duchowego: codziennego rachunku sumienia, znajomości doktryny katechizmu, wierności modlitwie i wybranym praktykom służącym kształtowaniu charakteru.

Tyranowski – czytamy we wspomnieniach – ma coś takiego w swojej powierzchowności ogromnie ujmującego, pokornego, że tym brał sobie ludzi. Czuło się na odległość, że ma się do czynienia z niezwykłym człowiekiem, o ogromnej głębi duchowej, człowiekiem, który jeszcze chodzi nogami tutaj po ziemi, ale dusza, serce i cała reszta jest gdzie indziej.

Nie jest mistrzem słowa, w dodatku jego rozmowy są katechizmowe, poprawne, nieco staroświeckie. Nieatrakcyjne są słowa, ale osoba jest atrakcyjna. Wielu sprawdza, czy ten dziwny krawiec stosuje się do własnych wskazówek ascetycznych… Jednak im dłużej mu się przyglądają, tym bardziej wydaje im się świętym. Wiedzą, że ma jakiś tajemniczy kontakt z niebem…

Sam Tyranowski nie stroni od codziennych umartwień i trudnych lektur, które podsuwają mu spowiednicy. Czyta św. Jana od Krzyża i św. Teresę Wielką. Jest w pracy nad sobą systematyczny – aż do znudzenia. To jego warsztat. Robi dokładny plan dnia, ofiarowuje każdą czynność Bogu, codziennie uczestniczy we mszy świętej i przyjmuje komunię świętą.

Reklama

Przychodzi czas okupacji niemieckiej… Ale Tyranowski nie przerywa swoich spotkań z młodzieżą. Prędzej czy później musiało się to stać: jedno z nich zostaje wykryte przez Gestapo… Niemcy nie aresztują jednak nikogo, kiedy bowiem Tyranowski wstaje i zaczyna do nich mówić, uznają właściciela lokalu za osobę niespełna rozumu, za nieszkodliwego religijnego fanatyka. Takie działanie słowa powtórzy się w historii Anatola Kaszczuka – tym razem podczas rozmowy z okupantem sowieckim.

Jego spowiednik – ks. Aleksander Drozd – tak wspomina:

Podziwiałem bogactwo tej duszy. Lękałem się o jej skarby duchowe, usiłowałem je ukryć i zabezpieczyć przez pogłębienie w niej cnoty pokory. Miałem niemały szkopuł z prowadzeniem takiego „alpinisty” duchowego, bo on się wspinał na takie ścieżki i szczyty, których moja noga nie tknęła.

Ta bliskość Boga i codzienna lektura zamienia go w wybitnego teologa, tak że nawet księża proszą go o pomoc w wyjaśnianiu problemów doktrynalnych.

Z jego „szkoły” wyszło trzynastu kapłanów, wśród nich przyszły papież Karol Wojtyła, który był jednym z jego najgorliwszych uczniów. Ks. Szafarski pisze:

Mam odwagę twierdzić, że nie byłby Karol Wojtyła tym, kim jest, mężem Bożym, gdyby podstaw pracy wewnętrznej nie otrzymał w szkole Tyranowskiego.

Ostatni okres życia Jana Tyranowskiego to czas cierpienia, o które nie prosi, jak czyniło to wielu mistyków, ale które przyjmuje jako dar od Boga: z pokorą i radością.

Rozumie, że ma się w ten sposób jeszcze bardziej uświęcić. Najpierw jego niedoleczoną rękę atakuje gangrena, potem przychodzi gruźlica. Rękę trzeba amputować… Tyranowski nie opuszcza szpitala…

Reklama

Szczególnym momentem choroby okazuje się dzień 1 listopada 1946 roku. Tego dnia jego wychowanek Karol Wojtyła przyjmuje święcenia kapłańskie i w krypcie św. Leonarda na Wawelu odprawia mszę świętą prymicyjną. Jan Tyranowski może być tylko przy nim duchowo, pozostaje w szpitalu. W tym czasie cierpi szczególnie. Potem zwierza się, że przez te cierpienia pragnął wyprosić Wojtyle świętość życia i czystość serca.

Umiera 15 marca 1947 roku. Nim wyda ostatnie tchnienie, z miłością całuje krzyżyk podsunięty do ust. Gdyby nie garść wspomnień jego duchowych uczniów, nikt nie wiedziałby, jaka to niezwykła postać mieszkała kiedyś przy ul. Różanej w Krakowie. Nikt poza świętymi w niebie.

***

Sługo Boży Janie Tyranowski! Jak pomogłeś Karolowi Wojtyle wejść na drogę świętości, tak i mnie poprowadź ku Bogu. Wyproś mi u Maryi dar umiłowania Jej różańca i zrozumienia, czym jest oddanie Jej całego siebie i wszystkiego, co posiadam. Wybłagaj łaskę pracy nad sobą, walczenia z wadami i słabościami. Daj, bym zawsze pamiętał, że życie wewnętrzne jest najpiękniejszym skarbem!

2019-11-05 09:32

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Premiera książki "Śmiech i złość"

[ TEMATY ]

książka

Trafiła na półki księgarskie książka o niezwykłej wartości, a jej autorem jest jeden z największych satyryków ostatnich dekad, człowiek, którego patriotyczna pieśń stoi w szeregu z najbardziej wybitnymi hymnami i pieśniami polskimi, wreszcie artysta, tyleż dowcipny, co błyskotliwy. Mowa oczywiście o Janie Pietrzaku, którego zbiór felietonów pt. „Śmiech i złość” nakładem wydawnictwa Biały Kruk ukazał się właśnie na polskim rynku.

W uroczystej prezentacji tego dzieła obok samego autora wzięli udział prof. Andrzej Nowak oraz prezydencki minister in spe prof. Krzysztof Szczerski. „Śmiech i złość” skupia teksty z lat 2008-2015 i słusznie nosi podtytuł „felietonowa historia Polski.” Zauważa to także prof. Andrzej Nowak: „Jan Pietrzak jest przede wszystkim wnikliwym obserwatorem i uchwytuje w tej książce na gorąco układanie kolejnych warstw propagandowych kłamstw, często takich, o których już dawno zapomnieliśmy, przyduszeni najnowszymi pokładami zgnilizny emanującej z czwartej władzy III RP. Jan Pietrzak ten mechanizm znieprawienia nie tylko opisuje, ale i znakomicie analizuje,” mówił prof. Andrzej Nowak.
CZYTAJ DALEJ

Polichna. Rekolekcje - czas Bożej miłości

2025-04-06 06:56

Małgorzata Kowalik

W dn. 30 marca – 1 kwietnia w parafii św. Jana Marii Vianneya w Polichnie odbyły się rekolekcje wielkopostne. Czas wchodzenia w tajemnice Bożej miłości parafianie przeżyli pod kierunkiem o. Ryszarda Koczwary z Niepokalanowa.

Chcąc przygotować wiernych do głębokiego przeżycia Wielkiego Tygodnia, rekolekcjonista umacniał ich w cnotach teologalnych, eksponując, że fundamentem duchowości chrześcijańskiej jest wiara, a w jej skład wchodzi poznanie, doświadczenie emocjonalno-wartościujące i moralne działanie. Ukazując wartość Wielkiego Tygodnia, mobilizował do rozwoju wiary, mężnego jej wyznawania w każdych okolicznościach życia. – Trzeba pokazać, że jestem katolikiem, chrześcijaninem i nie wstydzę ani nie boję się wiary – powiedział. Przypomniał, że progresja wiary i wytrwałość w niej, bez względu na różnorodność doświadczeń życia, pozostaje nadrzędnym obowiązkiem chrześcijan, rodziców wobec dzieci i Kościoła wobec wiernych. Pytał więc: - „Co zrobiliśmy z dzieciństwem dzieci, czy mają one jeszcze dzieciństwo? Czy te, które wyjechały za granicę z braku miłości do ziemi, będą miały do kogo/czego wracać?”. Rekolekcjonista uwypuklił, że centrum wiary chrześcijańskiej stanowi Jezus Chrystus. Podkreślił, że „Jezus - centrum, kierownik i wyznacznik mojego życia, może uzdrowić mnie i moich najbliższych”.
CZYTAJ DALEJ

Głos Boga jest pierwszym źródłem życia

2025-04-06 15:07

[ TEMATY ]

sanktuarium Otyń

Wielkopostne czuwanie kobiet

Karolina Krasowska

Wrażenie podczas spotkania robił kościół pełen kobiet

Wrażenie podczas spotkania robił kościół pełen kobiet

„Córka Głosu” – pod takim hasłem w sanktuarium w Otyniu odbyło się wielkopostne czuwanie dla kobiet.

Był czas na konferencję, modlitwę wstawienniczą, adorację Najświętszego Sakramentu i oczywiście Eucharystię. Czuwanie, które odbyło się 5 kwietnia, poprowadziła Wspólnota Ewangelizacyjna „Syjon” wraz z zespołem, a konferencję skierowaną do pań, które wyjątkowo licznie przybyły tego dnia na spotkanie, wygłosiła Justyna Wojtaszewska. Liderka wspólnoty podzieliła się w nim osobistym doświadczeniem swojego życia. – Konferencja jest zbudowana na moim świadectwie życia kobiety, która doświadczyła nawrócenia przez słowo Boże i która każdego dnia, kiedy to słowo otwiera, zmienia przez to swoją rzeczywistość. Składając swoje świadectwo chciałam zaprosić kobiety naszego Kościoła katolickiego do wejścia na tą drogę, żeby nauczyć się życia ze słowem Bożym i tak to spotkanie dzisiaj przygotowaliśmy, żeby kobiety poszły dalej i dały się zaprosić w tą zamianę: przestały analizować, zamartwiać się, tylko, żeby uczyły się tego, że głos Boga jest pierwszym źródłem życia, z którego czerpiemy każdego dnia. Taki jest zamysł tego spotkania, dlatego nazywa się ono „Córka Głosu” – mówi liderka Wspólnoty Ewangelizacyjnej „Syjon”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję