Konklawe to rzeczywistość, której nie można wyrazić słowami. Tam nie ma nawet cienia taktyki charakterystycznej dla innych wyborów - powiedział 11 kwietnia w warszawskim KIK-u kard. Kazimierz Nycz. Metropolita warszawski wziął udział w spotkaniu na temat: jakie nadzieje budzi pontyfikat papieża Franciszka.
Na pierwsze pytanie prowadzącego red. Marka Zająca, czy - wzorem Papieża - zamierza opuścić swoją rezydencję i jeździć metrem, kard. Nycz zapewnił, że nie opuści Miodowej, a z metra chętnie korzysta. Kilka razy pojechał tym środkiem lokomocji na bierzmowanie, gdyż wiedział, że uniknie korków i na miejsce dotrze szybciej. Lubi także wsiąść do autobusu i sympatycznie przyjmuje sytuacje, gdy ktoś powie: o, chyba jedzie kardynał.
Zdaniem metropolity warszawskiego zamieszkanie Papieża w Domu św. Marty sprawia więcej kłopotu niż pożytku. Ponieważ mieszka tam papież, dom jest pilnie strzeżony, co stanowi wielką niedogodność dla innych lokatorów, w tym księży pracujących w Watykanie. Nie mogą oni przyjmować gości. Jest to także problem dla ochrony watykańskiej, gdyż kręci się tam wielu ludzi, a funkcjonariusze dobrze pamiętają co wydarzyło się 13 maja 1981 r.
Reklama
Na główne pytanie spotkania kard. Nycz odpowiedział, że Franciszek bardzo ujął wszystkich i rozbudził nadzieje na to, że będzie można być blisko papieża i papież będzie blisko ludzi, nie tylko w sensie fizycznym , ale także blisko problemów. "Te wszystkie gesty, których uczynił bardzo wiele, pokazały, że on takim po prostu jest - to nie jest grane, to nie jest sztuczne. Papież jest spójny w swoich gestach, z całą swoją osobowością" - ocenił kardynał.
Jednocześnie podkreślił, że - jak zauważył podczas rozmowy w gościnie u kard. Jorge Mario Bergoglio w Buenaos Aires - a także po pierwszych tygodniach pontyfikatu, w sprawach,
które wymagają stanowczości, jest on "ewangelicznie radykalnym człowiekiem".
Zdaniem metropolity warszawskiego obecny pontyfikat budzi nadzieje do powrotu do takiej relacji wiernych z papieżem, jaka była za czasów Jana XXIII i Jana Pawła II. Ludzie przyzwyczaili się i podziwiali tych papieży za spaniały kontakt. Tego bezpośredniego kontaktu brakowało za Benedykta XVI nie tylko zwykłym wiernym, ale
także hierarchom, np. nuncjuszom, których papież przyjmował tylko na tzw. "bacciamano", czyli ucałowanie dłoni. "Teraz jest nadzieja, że będzie podobnie jak kiedyś, a nawet jeszcze lepiej" - stwierdził kard. Nycz.
Jego zdaniem jest także nadzieja na to, że kapłaństwo w Kościele - gdy księża , biskupi i kardynałowie zapatrzą się na papieża - będzie mniej celebrowane i nie będzie tak oddalać kapłanów od ludzi. Jest to bardzo ważne w Kościele nad Wisłą, gdyż na kontynencie, skąd przybył nowy papież, jest zupełnie inaczej.
Reklama
Kard. Nycz odwołał się do osobistych doświadczeń z czasów, gdy był młodym biskupem. Zaprosił wówczas na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy dwóch hierarchów brazylijskich. Na pielgrzymce relacje między duchownymi a wiernymi są o wiele bliższe niż w parafii, mimo to, jeden z biskupów brazylijskich powiedział do biskupa Nycza: "odległość między świeckim a księdzem jest u was dużo większa niż w Ameryce Południowej".
Metropolita warszawski też pozostaje pod wrażeniem "mocnych i przekonujących" gestów papieża Franciszka, jednak radzi, abyśmy nie zatrzymywali się na nich. Przy okazji zdementował rzekome niegrzeczne zachowanie Papieża wobec ceremoniarza, którzy tuż po wyborze proponował mu założenie czerwonej pelerynki, a Franciszek miał mu powiedzieć, że skończył się karnawał i ma ją założyć sobie sam. "To bzdura, stałem trzy metry od papieża, słyszałem jak grzecznie, z uśmiechem podziękował i powiedział: " - zaświadczył uczestnik konklawe.
Kard. Nycz podkreślił, że papież Franciszek ma godny pozazdroszczenia dar krótkich, mistrzowskich homilii. "To jest bardzo fajne, dlatego, że mamy do czynienia z innym typem przepowiadania Słowa Bożego w Kościele niż poprzedni papieże. Benedykt XVI głosił wspaniałe, cudowne głębokie homilie, natomiast można by postawić pytanie, czy dla wszystkich na placu św. Piotra były one zrozumiałe" - stwierdził kardynał.
Reklama
Metropolita warszawski przybliżył słuchaczom atmosferę konklawe. Przyznał, że wielu kardynałów, w tym także on, wchodziło do Kaplicy Sykstyńskiej z przeświadczeniem, że papieżem zostanie wybrany ktoś spośród 10-15 wskazywanych przez watykanistów papabili. "Nagle, w tym zamkniętym miejscu, jakim jest Kaplica Sykstyńska z całą scenerią Sądu Ostatecznego i innych obrazów, wchodzi się w coś takiego, czego się nie da opisać słowami. Nie tak sobie wyobrażałem konklawe" - wyznał jego uczestnik.
Jak podkreślił kard. Nycz, tam nie ma nawet cienia taktyki, jaka panuje przy wyborze przewodniczącego w parlamencie, czy nawet przy elekcji przewodniczącego Episkopatu. "Natomiast jest atmosfera skupienia i wyczuwalnej odpowiedzialności za najbliższe kilka, czy kilkanaście lat życia Kościoła. I to się czuje" - stwierdził kard. Nycz. "My piszemy nazwiska kandydatów na kartkach do głosowania, a wynik wychodzi w poprzek ludzkim kalkulacjom. Naprawdę, wierzę w to gorąco po tym konklawe, że to wybiera Pan Bóg- Duch Święty, a my jesteśmy wolnymi, ale tylko narzędziami w Jego rękach" - kontynuował refleksje z konklawe metropolita warszawski.
"Pan Bóg sobie naprawdę poradzi z Kościołem i Pan Bóg naprawdę prowadzi Kościół. A ludzie w Kościele, kiedy przychodzi moment skondensowanej odpowiedzialności, są na Jego działanie otwarci" - stwierdził. Jego zdaniem korzystnym byłoby przenieść to doświadczenie na inne fora odpowiedzialności w Kościele, żeby nauczyć się słuchać głosu Bożego i za Matką Bożą umieć powiedzieć:"fiat".
Na pytanie red. Zająca, czy wezwanie papieża Franciszka i jego osobiste doświadczenie, kiedy wyznał, że wiele nauczył się od świeckich, można przeszczepić nad Wisłę, kard. Nycz znowu odwołał się do osobistego doświadczenia. Wyznał, że chodząc do chorych jako młody ksiądz był pod wrażeniem głębokiej wiary prostych ludzi, którzy mądrze mówili o Bogu i śmierci, tak jakby mieli przejść przez ścianę, za którą czeka na nich Pan Bóg. Również dzisiaj podczas spowiedzi kard. Nycz czuje się nieraz zawstydzony, gdy spotka się z czyjąś głęboką wiarą i konstatuje wówczas: to ona, albo on mogli by mnie spowiadać.
Odnosząc się do krytyki płynącej od przedstawicieli |Kościoła, którym nie podobają się pewne gesty papieża Franciszka, jak np. umycie nóg kobietom w Wielki Czwartek, kard. Nycz radził: "Patrzmy na to spokojnie, nie wyciągajmy radykalnych wniosków".
Jutro mija 10. rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Z tej okazji warto jest przypomnieć, że od samego początku Stolica Apostolska z wielką uwagą śledziła i wspierała proces integracji europejskiej, zapoczątkowany przez takich wielkich mężów stanu jak Konrad Adenauer, Alcide de Gasperi czy Robert Schuman.
Chcąc ukazać wagę europejskiej integracji, w 1948 r. papież Pius XII ogłosił św. Benedykta patronem Europy. Podobnie Paweł VI wielokrotnie wyrażał swe poparcie dla tworzenia wspólnej Europy, a nuncjuszowi w Brukseli, oprócz kontaktów z władzami Belgii, powierzył współpracę z instytucjami europejskimi. Tworzenie Wspólnot Europejskich zainicjowane przez polityków chadeckich, spotykało się początkowo z krytyką socjalistów, którzy twierdzili, że może z tego wyniknąć "unia europejsko-watykańska". Jan Paweł II - promotor europejskiej jedności
Europa i jej reintegracja były z pewnością jednym z głównych przedmiotów troski Jana Pawła II, co pokazywał w trakcie całego swego pontyfikatu. Warto przypomnieć, że Jan Paweł II wypowiadał się ponad 700 razy (w formie przemówień bądź dokumentów) na temat Unii Europejskiej oraz wartości jakie w niej winny obowiązywać i kształtu w jaki winna się ona przyoblec w przyszłości.
Już na samym początku, w trakcie pierwszej wizyty w Polsce wyjaśniał, że pragnienie odbudowy zadławionej przez "żelazną kurtynę" jedności w Europie będzie jego troską. "Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?" - mówił w Gnieźnie w czerwcu 1979 roku. Niemal równocześnie Jan Paweł II pospieszył z metaforą "dwóch płuc", aby przypomnieć oczywistą rzeczywistość jednego, europejskiego organizmu. Przełomowe znaczenie w tym zakresie miało ogłoszenie przezeń współpatronami Europy także św. Cyryla i Metodego (1981 r.).
Wkład Ojca Świętego polegał równocześnie na przyznaniu znaczenia nie tylko państwom (co owszem było obecne w myśli europejskiej) ale przede wszystkim narodom tworzącym Europę. Jan Paweł II przy każdej okazji podkreślał, że Europa składa się z narodów, które mają swą tożsamość i wartości. W 1988 r. w Strasburgu powiedział, że Europa musi być związkiem wolnych narodów. "Czyż Kościół mógłby nie interesować się budowaniem Europy, skoro od stuleci żyje pośród tworzących ją narodów, które niegdyś doprowadził do źródeł chrztu i dla których wiara chrześcijańska jest i pozostaje elementem kulturowej tożsamości?"
W 1990 r. Jan Paweł II ustanowił odrębnego swego przedstawiciela przy Wspólnotach Europejskich. Odtąd Bruksela jest jedynym miastem, w którym działa dwóch nuncjuszy apostolskich.
Przemawiając w 1988 r. w Parlamencie Europejskim, kiedy jeszcze żadne oznaki nie wskazywały na możliwość upadku "żelaznej kurtyny", Jan Paweł II (już wtedy!) ukazywał przedstawicielom ówczesnej Wspólnoty Europejskiej perspektywę rozszerzenia jej na Wschód. Występując jako prekursor przyjęcia nowych członków z Europy Środkowo-Wschodniej mówił: "Pragnieniem moim jako pasterza Kościoła powszechnego, który pochodzi ze wschodniej Europy i zna aspiracje ludów słowiańskich, tego drugiego "płuca" naszej wspólnej europejskiej ojczyzny jest to, by Europa suwerenna i wyposażona w wolne instytucje rozszerzyła się kiedyś aż do granic, jakie wyznacza jej geografia, a bardziej jeszcze historia".
Wskazywał zarazem główne elementy europejskiej tożsamości - w nawiązaniu do jej historycznej spuścizny, której podstawowy krąg wyznaczało chrześcijaństwo. "Nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha" - powiedział do prezydentów siedmiu krajów europejskich, przybyłych na spotkanie z nim u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie 3 czerwca 1997 r.
Jan Paweł II wyraźnie popierał proeuropejski kierunek jaki Polska przyjęła po upadku komunizmu. "Integracja Polski z Unią Europejską jest od samego początku wspierana przez Stolicę Apostolską. Doświadczenie dziejowe, jakie posiada naród polski, jego bogactwo duchowe i kulturowe mogą skutecznie przyczynić się do ogólnego dobra całej rodziny ludzkiej, zwłaszcza umocnienia pokoju i bezpieczeństwa w Europie" - mówił w polskim parlamencie w czerwcu 1999 r.
A kiedy ważyły się losy referendum akcesyjnego w Polsce, niemal w przeddzień tego wydarzenia zwrócił się z gorącym apelem do swych rodaków zgromadzonych w Rzymie. "Wiem, że w Polsce jest wielu jest przeciwników integracji - mówił - Doceniam ich troskę o zachowanie kulturalnej i religijnej tożsamości naszego Narodu. (...) Muszę jednak podkreślić, że Polska zawsze stanowiła ważną część Europy i dziś nie może wyłączać się z tej wspólnoty. (...). Wejście w struktury Unii Europejskiej, na równych prawach z innymi państwami, jest dla naszego Narodu i bratnich narodów słowiańskich wyrazem jakiejś dziejowej sprawiedliwości, a z drugiej strony może stanowić ubogacenie Europy. Europa potrzebuje Polski. Kościół w Europie potrzebuje świadectwa wiary Polaków. Polska potrzebuje Europy. Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej!" (19. 05. 2003)
Jan Paweł II konsekwentnie też przypominał, że zjednoczenie Europy nie może dokonać się wyłącznie na płaszczyźnie politycznej i ekonomicznej, ale że w procesie tym niezbędny jest głębszy podkład kulturowy nawiązujący do jej korzeni duchowych. "Ten umacniający się związek - mówił do Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej - nie może być jedynie kontynentalną strukturą geograficzną i gospodarczą, ale musi stawać się przede wszystkim porozumieniem kulturowym i duchowym, ukształtowanym w drodze owocnego połączenia wielorakich i ważnych wartości i tradycji".
Jasne stanowisko Jana Pawła II wobec katalogu wartości, jakie winny być zagwarantowane w przyszłej, rozszerzonej Unii Europejskiej, zawierało jego przemówienie do uczestników spotkania nt. przygotowywanego Traktatu Konstytucyjnego UE, które odbyło się w Rzymie w czerwcu 2002 r.: " Jak wspominałem wiele razy mówił - dotyczą one godności osoby; świętego charakteru życia ludzkiego; centralnego miejsca rodziny opartej na małżeństwie; ważności oświaty; wolności myśli, słowa i wyznawania swych przekonań i swojej religii; prawnej ochrony jednostek i grup; współpracy wszystkich dla dobra wspólnego; pracy uznanej za dobro osobiste i społeczne; władzy politycznej rozumianej jako służba, podlegająca prawu i rozumowi oraz ograniczonej prawami osoby i narodów". Przypominał, że "w szczególności trzeba będzie uznać i strzec w każdej sytuacji godności osoby ludzkiej i prawa do wolności religijnej rozumianej w jego trojakim wymiarze: indywidualnym, zbiorowym i instytucjonalnym. Trzeba będzie także stworzyć przestrzeń dla zasady pomocniczości w jej wymiarach poziomym i pionowym, jak również wizji stosunków społecznych i wspólnotowych opartych na rzeczywistej kulturze i etyce solidarności".
Kolejnym ważnym wątkiem europejskiego nauczania Jana Pawła II było ostrzeżenie przed europejskim egoizmem, charakterystycznym dla krajów bogatych. W Gnieźnie w 1997 r. przestrzegał przed nowymi murami, jakie mogą zaistnieć w Europie, niezależnie od postępującego procesu zjednoczeniowego. Natomiast podczas spotkania z delegatami europejskich Episkopatów w trakcie obchodów Wielkiego Jubileuszu w 2000 r. apelował: "Europa nie może zamykać się w sobie! Nie może i nie powinna ignorować reszty świata, ale przeciwnie - powinna zachowywać pełną świadomość, że inne kraje i kontynentu oczekują od niej śmiałych inicjatyw, aby można było zapewnić krajom najuboższym środki rozwoju i organizacji społecznej oraz budować świat bardziej sprawiedliwy i braterski".
Kościół w Polce wobec integracji
Po 1989 roku, od chwili uzyskania wolności, Kościół w Polsce poparł proeuropejski stosunek państwa polskiego, definiowany przez kolejne ekipy rządowe, niezależnie od ich ideowej orientacji. Duże znaczenie w tym zakresie miała wizyta polskich biskupów z kard. Józefem Glempem na czele w Brukseli w listopadzie 1997 roku. Nigdy jednak stanowisko Kościoła w Polsce nie było bezkrytyczne. W wielu późniejszych wypowiedziach polscy biskupi zdecydowanie piętnowali wszelkie zamachy na godność człowieka czy na instytucję rodziny - o ile takie pojawiały się w kręgach europejskich.
U progu wejścia Polski do struktur zjednoczonej Europy polscy biskupi wydali (14 kwietnia 2004 r.) list pasterski z okazji przyjęcia Polski do UE. W ślad za Janem Pawłem II przypomniano, że „Kościół w Polsce może ofiarować jednoczącej się Europie żywą wiarę, natchniony religijnością obyczaj, pomoc i wysiłek duszpasterski biskupów i kapłanów”. Biskupi zwrócili też uwagę na kwestię tożsamości narodowej, przypominając iż „warunkiem zachowania naszej tożsamości i bogatej tradycji religijnej jest podjęcie nowego, zdecydowanego wysiłku dla pogłębienia własnej formacji religijnej oraz świadomości tego, co oznacza i do czego zobowiązuje bycie dzisiaj chrześcijaninem”.
Oświadczyli także, że „wspólnota europejska nie może w żadnym wypadku ograniczać się do wymiaru gospodarczego i politycznego, bowiem każda wspólnota - jeżeli ma być prawdziwa - musi mieć wymiar duchowy i musi być wspólnotą osobową ludzi pomiędzy sobą”. Ostrzegli zatem przed „postępującą laicyzacją” w Europie oraz jeszcze raz wysunęli postulał o dowołanie do Boga w przyszłym Traktacie Konstytucyjnym.
Przypomnieli też katalog „niezbywalnych” wartości do których należą: "godność osoby, świętość życia ludzkiego, centralna rola rodziny opartej na małżeństwie, jako trwałym związku mężczyzny i kobiety, waga wykształcenia, wolność myśli, słowa oraz głoszenia własnych poglądów i wyznawania religii, ochrony prawnej jednostek i grup, współpracy wszystkich na rzecz dobra wspólnego, pracy pojmowanej jako dobro osobiste i społeczne, władzy politycznej pojmowanej jako służba, podporządkowanej prawu i rozumowi, a ograniczonej przez prawa osoby i narodów".
16 czerwca 2004 Episkopat zaapelował do wiernych o udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Przypomniano w nim, że integracja z Unią Europejską była od samego początku wspierana przez Jana Pawła II. Apelują nie tylko o udział w wyborach, ale także o wybór takich przedstawicieli narodu, którzy będą umieli działać dla „dobra Polski, Europy i Kościoła”.
W trzy dni później 19 czerwca propozycja preambuły zawierającej odniesienie do Boga została odrzucona przez Konwent. Już nazajutrz prezydium Episkopatu wydało na ten temat ostre oświadczenie, w którym wyraziło swe oburzenie. Działanie takie określono jako "zafałszowanie prawdy historycznej i świadome marginalizowanie chrześcijaństwa, które przez wieki było i jest nadal religią większości Europejczyków".
Kolejnym krokiem świadczącym o dużym zainteresowaniu polskiego Episkopatu kwestiami integracji było utworzenie w listopadzie 2004 r. Zespołu ds. Unii Europejskiej, na którego czele postawiono bp. Piotra Jareckiego. Zaowocowało to utworzeniem w rok później Biura Europejskiego przy Sekretariacie Episkopatu, którego kierownictwo powierzono ks. Jarosławowi Mrówczyńskiemu.
Na początku 2006 r., 31 stycznia polski Episkopat stanowczo zaprotestował przeciwko rezolucji parlamentu Europejskiego nt. homofonii przyjętej 2 tygodnie wcześniej. „Ubolewamy, że w Parlamencie Europejskim pojawiły się tendencje z gruntu negatywne. Świadczą one o nie respektowaniu podstawowego kryterium poprawnego funkcjonowania Unii Europejskiej, jakim jest zasada pomocniczości. Wyraża się to w przyjęciu rezolucji, która chociaż nie jest obowiązująca dla poszczególnych krajów członkowskich, może stanowić presję moralną wywieraną na państwa unijne i świadczy o sprzeniewierzeniu się fundamentalnym wartościom naszej cywilizacji” – czytamy.
Kolejna krytyka Parlamentu Europejskiego nastąpiła 24 czerwca 2006 r. Polscy biskupi skrytykowali decyzję dotyczącą finansowania badań nad embrionami ludzkimi. "Apelujemy do Parlamentu Europejskiego, aby zrewidował podjętą decyzję w tej sprawie. Nie służy ona bowiem respektowaniu godności osoby ludzkiej i dobru wspólnemu. Taka błędna decyzja, nie licząca się z podstawową wartością, jaką jest życie człowieka, podważa zaufanie do Unii Europejskiej oraz jej procesów decyzyjnych" - napisali.
Na spotkaniu Episkopatu w listopadzie 2007 biskupi odnieśli się krytycznie do projektu Karty Praw Podstawowych. "Duży jednak niepokój budzą sformułowania – oświadczył abp Henryk Muszyński - z których wynika np. odrębność prawa do małżeństwa od prawa do zawarcia rodziny. W rozumieniu chrześcijańskim małżeństwo jest początkiem rodziny i stanowi z nią integralną jedność. Zapisy Karty zdają się sugerować, że istnieje możliwość istnienia innej rodziny, niż ta która opiera się na trwałym związku mężczyzny i kobiety. Tam, gdzie się wyklucza te elementy tam nie może być mowy o rodzinie".
"Nasza krytyka dotyczy też stawiania na jednej płaszczyźnie płci i orientacji seksualnej. Płeć jest składnikiem natury i stawianie jej na jednej płaszczyźnie z orientacją seksualną jest nieporozumieniem. Tymczasem Katechizm Kościoła Katolickiego akt homoseksualny definiuje jako nieuporządkowany, sprzeczny z prawem natury" - dodał abp Muszyński. W związku z tym z zadowoleniem biskupi przyjęli ówczesne stanowisko rządu polskiego w sprawie Karty Praw Podstawowych.
Z silną krytyką w Polsce, jak i wśród innych konferencji biskupich kontynentu, spotkał się wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu z 24 listopada 2009 r., w sprawie krzyży we włoskiej szkole. Bp Piotr Jarecki powiedział wprost, ze jeśli będziemy iść tą drogą, Unia się rozpadnie. Podkreślił też, że „wykorzystywanie przez elity unijne każdej okazji, żeby wyeliminować chrześcijaństwo, prowadzi donikąd”. „Jeśli zakwestionujemy te wartości jakie nas łączą od wieków, to nastąpi atomizacja społeczeństwa europejskiego, a taki organizm nie ma szans na przetrwanie” – skonstatował. Na szczęście Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał pozytywna decyzję w tej sprawie.
"Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że Bóg jest wielki. Bóg jest piękny. Bóg chce, żebyśmy wszyscy się modlili, mieli miłość w sercach, pomagali sobie nawzajem" – takie jest życzenie Máximo Napa Castro – znanego jako "Gatón" – peruwiańskiego rybaka, który nigdy nie stracił wiary, nawet kiedy utknął na morzu na 95 dni, aż w końcu został uratowany u wybrzeży Ekwadoru.
Maximo przyznaje, że nigdy nie przeczytał Biblii, co teraz chce zrobić, jak tylko zdobędzie trochę pieniędzy. Teraz stracił łódź, która zapewniała mu codzienne utrzymanie.
Wrażenie podczas spotkania robił kościół pełen kobiet
„Córka Głosu” – pod takim hasłem w sanktuarium w Otyniu odbyło się wielkopostne czuwanie dla kobiet.
Był czas na konferencję, modlitwę wstawienniczą, adorację Najświętszego Sakramentu i oczywiście Eucharystię. Czuwanie, które odbyło się 5 kwietnia, poprowadziła Wspólnota Ewangelizacyjna „Syjon” wraz z zespołem, a konferencję skierowaną do pań, które wyjątkowo licznie przybyły tego dnia na spotkanie, wygłosiła Justyna Wojtaszewska. Liderka wspólnoty podzieliła się w nim osobistym doświadczeniem swojego życia. – Konferencja jest zbudowana na moim świadectwie życia kobiety, która doświadczyła nawrócenia przez słowo Boże i która każdego dnia, kiedy to słowo otwiera, zmienia przez to swoją rzeczywistość. Składając swoje świadectwo chciałam zaprosić kobiety naszego Kościoła katolickiego do wejścia na tą drogę, żeby nauczyć się życia ze słowem Bożym i tak to spotkanie dzisiaj przygotowaliśmy, żeby kobiety poszły dalej i dały się zaprosić w tą zamianę: przestały analizować, zamartwiać się, tylko, żeby uczyły się tego, że głos Boga jest pierwszym źródłem życia, z którego czerpiemy każdego dnia. Taki jest zamysł tego spotkania, dlatego nazywa się ono „Córka Głosu” – mówi liderka Wspólnoty Ewangelizacyjnej „Syjon”.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.