Reklama

Samotność ojcostwa (17)

Niedziela przemyska 41/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pierwsze kontakty z parafianami uświadomiły jak zaniedbana to parafia. Okazało się, że nieznajomość Różańca nie jest sporadycznym wydarzeniem. Do tego powszechny analfabetyzm sprawiał, że nie można było ludziom zaproponować modlitw z książeczki. Bardzo to przygnębiało młodego katechetę. Smutek wikarego dzielił też ksiądz Gross.
- Widzisz, ja już też próbowałem na różne sposoby dotrzeć do tych ludzi. Ale okazało się to trudne. Bieda, która im doskwiera rodzi w nich poczucie bezsensu. Stąd uciekają w zapomnienie alkoholowe.
- Ale dzieci, proszę księdza. Trzeba coś zrobić z dziećmi.
- Tak, masz rację. Sporo o tym myślałem, ale ja już jestem stary i nie bardzo wiem, co z tym zrobić...
Rozpoczął się czas intensywnego myślenia. A na to czasu było sporo. Póki co, kończyły się prace jesienne i dzieci były całymi dniami w polu. Kiedy jednak przyszedł czas późnej jesieni, Józef zaczął gromadzić dzieci w kościele, bo salki nie było.
Zachętą były cukierki. Wieść, że nowy ksiądz rozdaje słodycze, a potem opowiada piękne historie rozeszła się po wsi błyskawicznie. Dzieci z każdym dniem przychodziło więcej.
- Szkoda, że nie mamy jakiejś salki - zagaił pewnego wieczoru do proboszcza. - Można by zatrudnić jakąś kobietę, by przygotowała dzieciom herbatę, może jakąś kromkę. Ale to, niestety, tylko marzenia.
- Tak, niestety.
To „niestety” rozpisywało się na codzienne życie księży, którzy klepali biedę, bo były dni, że nie było co włożyć do garnka. Jesień dawała się we znaki swoimi chłodami, a zwłaszcza przenikliwym wiatrem.
Któregoś dnia odwiedził Józefa jego dawny kolega z Sambora. Z przerażeniem oglądał domostwo przyjaciela i zapytał:
- A jak tam intencje?
- W ciągu sześciu miesięcy otrzymałem na Mszę św. razem trzy korony. Nie mam też żadnych wydatków, no może z wyjątkiem jednej korony, którą daję pastuchowi za to, że czyści mi buty.
- Jakoś wytrzymasz. Sądzę, że za kilka miesięcy ksiądz biskup zaproponuje ci jakąś inną parafię.
- To zostawiam już woli Opatrzności. Wybrałem Wojutycze i pozostanę tu tak długo, jak tego będzie trzeba. O resztę nie dbam.
Pozornie tylko była to prawda. Józef widząc, że wierni nie bardzo garną się do kościoła nie rezygnował z praktyk, które sobie założył przyjeżdżając do parafii. Codziennie rano zasiadał na pół godziny przed Mszą w konfesjonale, a po zakończonej Mszy odmawiał z nielicznymi wiernymi jeden dziesiątek Różańca. Owoce tej praktyki były skromne, ale bardzo się cieszył, kiedy ludzie przychodzili z prośbą o różaniec. Był to znak, że powoli uczą się tej modlitwy. Widząc takie zainteresowanie Józef nosił ich w kieszeni kilka i rozdawał, zwłaszcza ludziom, co do których wiedział, że religijnie są obojętni.
Ksiądz Gross chciał go odciągnąć od tej porannej praktyki, ale Józef zawsze odpowiadał, że w domu jest i tak zimniej jak w kościele, więc woli modlić się w świątyni.
Nie wszystko było złe w tych Wojutyczach. Józef odkrył, że ma wiele czasu. Książek miał sporo i z całą pasją oddawał się ich lekturze. Zauważał, że bardzo go to duchowo ubogaca i pomaga w kazaniach, a te głosił w każdą niedzielę, wyręczając w tym starszego proboszcza. Jeszcze jedna myśl zaczęła go nachodzić, kiedy tak obserwował swoich parafian. Kiedyś postanowił podzielić się tą myślą z proboszczem.
- Widzi ksiądz, kiedy tak patrzę jak bieda degraduje naszych parafian, to mi taka myśl świta w głowie, że warto by zorganizować, zwłaszcza dla dziewcząt, jakieś kursy prowadzenia gospodarstwa domowego. Gdyby się tego nauczyły ich domy byłyby inne niż te, w których teraz żyją.
- Tylko kto by to miał robić?
- Może kiedyś uda się kogoś takiego znaleźć - tu Józef zamyślił się i zmienił temat.
Pewnym urozmaiceniem tych monotonnych dni wojutyckich były spotkania z paniami Badeniową w Biskowicach i Tchórznicką w Nadybach. Mądre te i duchowo bardzo głębokie kobiety użalały się nad losem zdolnego księdza.
- Wie ksiądz - zagadnęła kiedyś hrabina Badeni - tak myślę, czy nie warto jeszcze raz spróbować pojechać na studia. Myślę, że biskup się zgodzi, a ja jak będę mogła pomogę finansowo.
- To bardzo pociągająca propozycja, ale nie sądzę, że otrzymam na to zgodę. Chociaż jak będzie ku temu okazja napomknę o tym księdzu biskupowi.
Taka okazja i owszem zdarzyła się, ale ksiądz biskup nie wyraził zgody.
- To byłaby dla mnie i dla diecezji wielka strata. Czuję podświadomie, że ksiądz już by z tych studiów nie wrócił. Zresztą, nie ma teraz takiej możliwości. Ksiądz Spis z Sambora wyjedzie wkrótce na studia do Wiednia i tam właśnie do Sambora chcę księdza wysłać. Sądzę, że to się już wkrótce stanie. Na razie niech ksiądz wraca do tej swojej „misyjnej” parafii i czeka na wieści.
Sambor, umiłowane miasto. Józef wiedział ile tam czeka go pracy. Dlatego zaraz po powrocie od biskupa oddał się cały swojej nowej pasji, którą ukrywał przed innymi. Zaczął pisać książkę Życie duchowe. Po części była już zredagowana, ale potrzebowała jeszcze dopracowania.
Niestety, nie udało się jej zakończyć. Przyszła wiadomość, że trzeba jechać do Sambora. Smutno, mimo wszystko było żegnać się z parafią i proboszczem, którego tak bardzo polubił, ale też ciągnęła go wizja pracy, którą znał z czasów pierwszej w Samborze bytności.
Dwunastotysięczne miasto powitało nowego wikarego całym bogactwem pracy. Ambona, konfesjonał, który codziennie oblegany był przez penitentów, bieganie do szpitala, to nie dawało czasu już właściwie na nic.
Józef odłożył swoje zamierzone Życie duchowe na lepszy czas. A ten się nie zapowiadał szybko.
Pomny swojej rozmowy z księdzem Grosem postanowił założyć dzieło, w którym pokładał wielką nadzieję - Towarzystwo Pań św. Wincentego á Paulo. Cotygodniowe spotkania, a zwłaszcza przygotowania do nich, pochłaniały również sporo czasu. W założeniu Józefa miało to być dzieło, które poprzez duchowy rozwój członkiń miał ich przygotować do pracy apostolskiej i ewangelizacyjnej wśród dziewcząt. Skonkretyzowanie było jeszcze odległe, ale zamysł rozwijał się i Józef ciągle go omadlał.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W pożarze zabytkowego kościoła w Sanoku spłonęło wszystko... oprócz krzyża

2026-08-17 07:17

[ TEMATY ]

pożar

PAP

Błyskawicznie rozprzestrzeniający się pożar w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku całkowicie strawił bezcenny, drewniany kościół rzymskokatolicki pw. św. Mikołaja z Bączala Dolnego. Pochodząca z 1667 roku świątynia była nie tylko perłą architektury drewnianej, ale przede wszystkim miejscem uświęconym modlitwą pokoleń. Ogień nie oszczędził niczego — przepadł ołtarz główny z wizerunkiem patrona, dwa ołtarze boczne, sprzęty liturgiczne oraz historyczne organy, starsze niż sam budynek.

PAP
CZYTAJ DALEJ

Przyjechali z Polski, Ukrainy, Słowacji, Czech i Dani. Spotkanie 36. Szkół Nowej Ewangelizacji w Stryszawie

2026-08-22 07:30

[ TEMATY ]

Polska

Czechy

Ukraina

Słowacja

Dania

36 Szkół Nowej Ewangelizacji

Stryszawa

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

XI Seminarium Krajowe SESA. Sesja Polska w Centrum Ewangelizacji i Modlitwy „Wzgórze Miłosierdzia” w Stryszawie

XI Seminarium Krajowe SESA. Sesja Polska w Centrum Ewangelizacji i Modlitwy „Wzgórze Miłosierdzia” w Stryszawie

– Ten, kto miłuje Boga, musi też miłować swojego bliźniego. Bo jak nie miłuje bliźniego, którego widzi, nie może kochać Boga, którego nie widzi. Dwa przykazania są złączone nierozerwalnie – albo masz obydwa, albo nie masz nic – mówił kard. Grzegorz Ryś w Centrum Ewangelizacji i Modlitwy „Wzgórze Miłosierdzia” w Stryszawie podczas Mszy św. sprawowanej w ramach XI Seminarium Krajowego Szkoły Ewangelizacji Świętego Andrzeja (SESA).

Na początku Mszy św. Dyrektor Biura Krajowego SESA Polska ks. Krzysztof Czerwionka CR powitał kard. Grzegorza Rysia i uczestników XI Seminarium Krajowego SESA z 36 Szkół Nowej Ewangelizacji z Polski, Ukrainy, Słowacji, Czech i Dani.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV zakończył wizytę w Rimini. "W Kościele na każdym szczeblu władza jest służbą"

2026-08-22 19:54

[ TEMATY ]

Kościół

władza

Leon XIV

zakończył

wizyta w Rimini

jest służbą

Vatican Media

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Wszystko, czym jesteśmy i co posiadamy, jest darem Boga, abyśmy w Jego rękach mogli być dla siebie nawzajem narzędziami zbawienia w sprawiedliwości – wskazał Leon XIV w homilii podczas Mszy św. celebrowanej na zakończenie papieskiej wizyty duszpasterskiej w Rimini. Stwierdził, że każdy jest powołany do jednoczenia, przebaczania, uwalniania od grzechu i mądrego zarządzania powierzonymi mu dobrami - informuje Vatican News.

Msza święta w Rimini, turystycznym ośrodku nad Adriatykiem, była kulminacyjnym momentem wizyty duszpasterskiej Leona XIV w tym włoskim mieście. Podobnie, jak przed 44 laty, kiedy miasto odwiedził Jan Paweł II, w sobotni wieczór zgromadziły się wielkie rzesze młodych ludzi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję