Na pytanie, z czym kojarzy się św. Antoni, odpowiedź otrzymamy niemal natychmiast: ze zgubionymi kluczami, portfelem, obrączką. Ale czy taka odpowiedź nie jest dla świętego krzywdząca?
Niewielu świętych zrobiło tak niezwykłą karierę w zbiorowej wyobraźni jak św. Antoni. Jest obecny w kościołach, przydrożnych kapliczkach i ludzkiej codzienności. W chwilach bezradności przypominają sobie o nim nawet ci, którzy na co dzień rzadko się modlą. Paradoks polega na tym, że im silniejszy jest jego kult, tym słabiej znamy człowieka, który za nim stoi. Joanna Świątkiewicz w książce Święty od Orzecha. Historia Świętego Antoniego wyjaśnia, że zanim Antoni stał się patronem rzeczy zagubionych, był człowiekiem, który nie bał się wypowiadać niewygodnych poglądów. Franciszkanin, znakomity kaznodzieja, wybitny teolog, obrońca ubogich i przeciwnik społecznej niesprawiedliwości – taki obraz wyłania się z kart tej książki. Autorka pokazuje, że popularność świętego wzięła się nie z legend czy przypadkowych opowieści, lecz z życia, które już jemu współczesnym wydawało się niezwykłe. Cuda pozostają ważnym elementem jego kultu, ale nie przesłaniają człowieka, którego słowo przyciągało tłumy na długo przed tym, zanim zaczęto przypisywać mu pomoc w odnajdywaniu zagubionych przedmiotów.
Po lekturze Świętego od Orzecha trudno już wypowiedzieć słowa: „Święty Antoni, pomóż znaleźć...”, bez świadomości, że za tą krótką modlitwą stoi człowiek, który zostawił po sobie znacznie więcej niż obietnicę odnalezienia kluczy. I być może właśnie dlatego, 800 lat po swojej śmierci, pozostaje jednym z najbardziej lubianych świętych chrześcijaństwa. Bo potrafił pokazać ludziom, co naprawdę warto odnaleźć – Boga.
Drugi Chrystus. Śladami świętego Franciszka z Asyżu - Ks. Janusz Królikowski
Jedni widzą w nim przede wszystkim łagodnego przyjaciela zwierząt, inni prekursora ekologii, jeszcze inni romantycznego buntownika przeciwko bogactwu Kościoła.
Święty Franciszek z Asyżu należy do tych postaci, o których niemal każdy coś wie, a jednak wyjątkowo łatwo je spłycić. W książce Drugi Chrystus. Śladami świętego Franciszka z Asyżu (wyd. Biały Kruk) ks. prof. Janusz Królikowski przywraca Biedaczynie jego właściwe miejsce: ucznia Chrystusa, który Ewangelię potraktował dosłownie, radykalnie i do końca. Tytuł nie jest więc efektowną przesadą. Wskazuje na tak głębokie upodobnienie Franciszka do Zbawiciela, że całe jego życie stało się czytelnym świadectwem obecności Chrystusa.
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
W tym roku przypada 65. rocznica obrony kościoła ojców redemptorystów.
Z tej okazji w kościele św. Józefa sprawowana była Msza św. i odsłonięta pamiątkowa tablica. Następnie w kaplicy szkolnej miał miejsce wieczór wspomnień, podczas którego dk. prof. Waldemar Rozynkowski oraz prof. Wojciech Polak przedstawili zarys historyczny dramatycznych wydarzeń, natomiast świadkowie – mający wówczas zaledwie kilka lat – podzielili się świadectwem o odważnej postawie swoich rodziców.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.