Jedna z legend mówi, że Bóg po stworzeniu świata pozostawił między ludźmi i zwierzętami ogromną przepaść. Żadne zwierzę nie próbowało dostać się na drugi brzeg, jedynie pies rozpędził się i skoczył. Nie był to jednak skok udany, pies zawisł nad urwiskiem i z trudem trzymał się wystających skał. Człowiek, widząc, co się stało, podbiegł do niego, chwycił go mocno za kark i uratował z tarapatów. Od tego momentu oba gatunki żyją we wzajemnej przyjaźni.
Psy do walki
Faktem jest, że pies towarzyszy człowiekowi niemal od zawsze. Był pomocny podczas polowań, chronił przed dzikimi zwierzętami, pilnował domów i stad. Szybko też się okazało, że można kształtować niektóre jego cechy i tworzy psie rasy wyspecjalizowane do różnych zadań. W świecie starożytnym psy często były wykorzystywane w prowadzeniu wojen. Wyhodowano nawet w tym celu nieistniejącą już specjalną rasę molosów – potężnych krótkowłosych psów, przypominających dzisiejsze mastiffy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Najsławniejszym ich przedstawicielem był Peritas – pies bojowy Aleksandra Macedońskiego. Towarzyszył mu w czasie bitew, uczt i zwykłych posiłków, ponieważ jednym z jego zadań było obwąchiwanie jedzenia pod kątem tego, czy nie jest zatrute. W bitwie z Persami pod Gaugamelą (331 r. przed Chr.) Peritas w obronie swojego pana rzucił się na opancerzonego słonia bojowego i ugryzł go z całych sił w wargę. Słoń wpadł w panikę i uciekł, ale pies zginął. Po bitwie zorganizowano mu państwowy pogrzeb, a Aleksander jego imieniem nazwał jedno z miast.
Wieki później inny pies: niewielki, kudłaty, czarny barbet o imieniu Moustache zdobył serce Napoleona Bonapartego. Przybłąkał się do jego armii podczas kampanii włoskiej i – wbrew regulaminowi – pozostał z żołnierzami na stałe. Pełnoprawne miejsce w wojsku zdobył, gdy pewnej nocy szczekaniem obudził cały regiment w momencie cichego ataku Austriaków. W bitwie pod Marengo (1800 r.) obronił francuskiego chorążego, za co dostał już oficjalny żołd i opiekuna. Ale największą sławą Moustache okrył się pod Austerlitz (1805 r.), kiedy w chaosie bitewnym oddziały francuskie zostawiły na polu bitwy umierającego chorążego ze sztandarem. Pies najpierw próbował chronić swojego pana, a po jego śmierci, widząc zbliżających się Austriaków i Rosjan, chwycił sztandar w zęby i ranny, mocno ostrzeliwany, pobiegł z nim do swoich.
Po bitwie amputowano mu nogę, ale dostał pozłacany medal za zasługi. Na awersie można było przeczytać: „Moustache, francuski pies, odważny żołnierz godny szacunku”, a na rewersie: „W bitwie pod Austerlitz ranny, ze złamaną łapą, uratował sztandar pułku”. Przemierzył jeszcze z armią pół Europy, walczył pod Jeną i Frydlandem i w końcu dosięgnęła go kula armatnia podczas oblężenia Badajoz w 1811 r.
Psy do przytulania
Reklama
Żadnego za to respektu nie miał dla Napoleona Fortuné – mały mops jego pierwszej żony Józefiny. Była ona zakochana w swoim piesku, bo kiedy podczas rewolucji francuskiej siedziała w ciężkim więzieniu des Carmes, pod jego obrożą, podczas odwiedzin pod okiem strażników, przemycane były ważne wiadomości. Fortuné towarzyszył Józefinie wszędzie, w nocy spał w jej łóżku, a przy okazji nienawidził Bonapartego, którego traktował jak rywala. Doszło nawet do tego, że w czasie nocy poślubnej nie dość, że mopsa nie można było wyprosić z pokoju, to jeszcze dotkliwie pogryzł nogi przyszłego cesarza Francuzów.
Ale początek ras, które służyły właściwie tylko do zachwytów, miał miejsce w Chinach, w Epoce Trzech Królestw (220 – 589). Wtedy właśnie mnisi wyhodowali miniaturowego psa, który najbardziej przypominał im lwa – święte zwierzę buddyzmu. Nazwano go pekińczykiem. Wkrótce psy te trafiły na dwór cesarski – zwykłym ludziom, pod groźbą śmierci, nie wolno było ich trzymać w domach ani hodować, musieli się też kłaniać każdemu napotkanemu pekińczykowi. Pies był tak mały, że można go było nosić w obszernych rękawach i użyć w razie niebezpieczeństwa do spłoszenia napastnika.
W XIX wieku, w czasie wojen opiumowych, rodzina cesarska nakazała zabicie wszystkich pekińczyków, żeby nie wpadły w ręce Anglików. Pięć z nich jednak przeżyło i zostało ofiarowanych królowej Wiktorii, wielbicielce psów. Od tej pory zapanowała moda na psy salonowe, niepracujące, ale urocze i słodkie – były one symbolem luksusu i demonstracją wyjątkowej zamożności.
Psy do pracy
Można by w nieskończoność wymieniać zawody, w których pies jest nieocenionym pomocnikiem. Ale że psychoterapeutą...? A jednak!
Reklama
Wielkim miłośnikiem psów był Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy. Najsłynniejszą jego psią towarzyszką była Jofi, suczka rasy chow chow. Towarzyszyła mu w sesjach terapeutycznych, które prowadził ze swoimi pacjentami. Suczka reagowała na ich emocje. Gdy się od nich odsuwała, Freud uznawał, że pies nie akceptuje tego, co mówią, bo kłamią. Jofi idealnie odmierzała też czas przeznaczony dla pacjenta. Gdy zbliżał się odpowiedni moment, podnosiła się i kierowała w stronę drzwi, dając sygnał, że sesja dobiegła końca.
Do pracy był przeznaczony także owczarek niemiecki ofiarowany marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu i nazwany przez niego po prostu Pies. Szkolono go na 3-miesięcznym kursie dla psów policyjnych, by prezentował się groźnie i pilnował kancelarii oraz tajnych dokumentów. Miał egzaminy ze stróżowania, przeszukiwania pomieszczeń, uczono go, jak okazywać agresję i jednocześnie nie atakować intruza. Każdy, kto dostał się do kancelarii pod nieobecność Piłsudskiego, miał tam pozostać aż do jego powrotu. Ale taka sytuacja zdarzyła się właściwie tylko raz, kiedy przez nieuwagę do kancelarii weszła sekretarka Marszałka – znana później pisarka Kazimiera Iłłakowiczówna. Kiedy Pies groźnie zawarczał, przewróciła się ze strachu i wstała dopiero wtedy, kiedy przyszedł strażnik.
Pies nie miał ochoty warować przy dokumentach – był rozpieszczany przez córki Piłsudskiego i po bezskutecznych próbach przywrócenia go do porządku ostatecznie stał się ich obrońcą i strażnikiem, podobnie jak całej menażerii, ponieważ Piłsudski jako znany miłośnik zwierząt dostawał je w prezencie na każde imieniny. Miał sarnę, lisa, barana, 10 królików i koguta, a gąsior zaprzyjaźniony z Psem zamieszkał nawet w Belwederze.
Opowieści o mądrych i wiernych psach są tysiące. Znajdziemy je np. w książce Sławne psy i ich ludzie Michała Kordy, z której korzystałem, pisząc ten tekst. Jednocześnie jednak pies występuje jako negatywny bohater w wielu przysłowiach i powiedzonkach: „na psa urok”, „psia pogoda”, „łże jak pies”, „zejść na psy”, „ty psie!”. Psy nie zasłużyły sobie na takie traktowanie. Pamiętajmy o tym zwłaszcza przed wakacjami, kiedy wiele z nich trafi do schronisk albo będzie wręcz porzucanych w lasach daleko od domów.
