Nawet ci, którzy widzieli drugą część Teściów, dużo słabszą od pierwszej, nie będą usatysfakcjonowani tym osobnym dziełem filmowym, którym jest część trzecia. Czy to nie dziwne: przecież już sam zestaw aktorów, których zatrudniono do filmu (Dorociński, Woronowicz, Mecwaldowski, Ostaszewska, Kuna, Popławska), powinien zapewnić sukces. Opowieść o rodzinnych waśniach w związku ze zjazdem na chrzest, ukryty pod pretekstem pierwszych urodzin, bo apodyktyczna teściowa zamiast sakramentu wolałaby ceremonię nadania imienia, jednak go nie gwarantuje. Sami aktorzy nie wystarczą, żeby ze zgrabnej miejscami komedii zrobić świetny film. Może dlatego, że aktorzy nie mają za bardzo co grać – reżyser nie rzuca ich na zbyt głęboką wodę. Wszystko jest śmiechu warte przez chwilę. Złotych Lwów nie będzie. /j.k.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
