Reklama

Wiadomości

Na straży Rzeczypospolitej

Korpus Ochrony Pogranicza miał chronić granice Polski na północy i wschodzie.Granice te liczły ponad 2 tys. km.

Niedziela Ogólnopolska 36/2024, str. 38-39

[ TEMATY ]

granica

kop.ipn.gov.pl/kolekcja Sebastiana Nowakowskiego

Okładka publikacji Korpus Ochrony Pogranicza. W piątą rocznicę objęcia służby na granicach Rzeczypospolitej 1924-1929

Okładka
publikacji
Korpus
Ochrony
Pogranicza.
W piątą
rocznicę objęcia służby
na granicach
Rzeczypospolitej
1924-1929

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy myślimy dzisiaj o trwającej na naszej wschodniej granicy wojnie hybrydowej, narzucają się historyczne konteksty. Tym bardziej że dzisiejsza sytuacja na wschodniej granicy przypomina, choć w innej skali, działania dywersyjne podejmowane przez Sowietów na początku lat 20. ubiegłego wieku, czyli wkrótce po podpisaniu w marcu 1921 r. traktatu ryskiego kończącego wojnę. Datą przełomową w przywracaniu bezpieczeństwa na pograniczu okazało się powołanie do życia w 1924 r. Korpusu Ochrony Pogranicza.

Granica w ogniu

Mimo zakończenia wojny bolszewicy nie pogodzili się z porażką idei rewolucji światowej. Już wkrótce Kreml podjął działania na pograniczu, które przypominały dzisiejszą wojnę hybrydową. Przez nasilenie niepokojów na granicy i obszarach przygranicznych chciano doprowadzić do destabilizacji sytuacji na tych terenach po to, by udowodnić, że są one ośrodkiem rewolucyjnego wrzenia, nad którym państwo polskie nie ma kontroli, a ostatecznie przyłączyć je do sowieckiej Rosji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Prawdą jest, że sytuacja na Kresach daleka była od stabilizacji i pokoju. Działały tu grupy komunistów białoruskich i ukraińskich, prolitewska partyzantka oraz nacjonalistyczna Ukraińska Organizacja Wojskowa, zbrojne ramię UON. Środowiska te prowadziły działania dywersyjne i terrorystyczne wobec państwa polskiego. Sowieci czynnie wspomagali wiele z nich przez uzbrojone grupy dywersyjne specjalnie przygotowane do takich zadań. Część ich składu stanowili sowieccy oficerowie, a część rekrutowano spośród osób mieszkających po polskiej stronie granicy. Ataki na urzędy państwowe, posterunki policji i wojska, plebanie, bezkarne rabunki miały podważać zaufanie do państwa polskiego. Zatwierdzenie w 1923 r. przez Radę Ambasadorów, organ zwycięskiej koalicji, przebiegu wschodniej granicy nie tylko nie wpłynęło na uspokojenie sytuacji, ale wręcz nasiliło dywersję.

Tymczasem po wojnie z bolszewikami władze państwowe dla ochrony wschodniej granicy stosowały środki doraźne aż do 1924 r. Najpierw zadanie to zrzucono na tzw. bataliony celne, złożone z żołnierzy frontowych WP. Nieliczne (7 tys. osób), zupełnie nieprzygotowane do walki ze zorganizowanymi grupami dywersyjnymi zaopatrzonymi w broń maszynową i granaty, nie były w stanie oprzeć się zagrożeniu zza wschodniej granicy. Dlatego zastąpiono je wkrótce liczniejszą (22-tysięczną) i lepiej uzbrojoną Strażą Graniczną, która jednak nie dysponowała komórkami wywiadowczymi. Kiedy w 1923 r. podjęto decyzję o demobilizacji sił zbrojnych, która objęła również tę formację, powstałą lukę próbowano wypełnić kompaniami granicznej Policji Państwowej. W obliczu rozległości zadań oraz braków kadrowych i w podstawowej infrastrukturze, np. strażnic, policjanci często byli bezradni wobec dobrze zorganizowanych i uzbrojonych napastników zza wschodniej granicy.

Reklama

Tymczasem w 1924 r. doszło do kulminacji akcji dywersyjnych na pograniczu. Odnotowano wtedy ponad 260 incydentów. Kilka z nich było spektakularnych. Oto 19 lipca trzydziestu dywersantów opanowało oddalone od granicy o 70 km miasteczko Wiszniew, odcinając drogi dojazdowe i przecinając linię telefoniczną. Bandyci mogli sobie pozwolić na bezkarne plądrowanie miasteczka, bo w tym dniu na służbie był tylko jeden policjant – reszta została podstępnie wywabiona z miasta. Po rabunku podczas odwrotu zabili w zasadzce komendanta powiatowego policji i rozproszyli pościg. Z kolei 2 tygodnie później w przygranicznych Stołpcach, oddalonych o 15 km od granicy, grupa 150 dywersantów, mimo że spotkała się z oporem policji, zdołała zniszczyć budynek komendy policji i starostwa, podpalić dworzec, ograbić wszystkie sklepy, magazyny handlowe, pocztę i tartak. Bandyci opanowali także miejscowy areszt i uwolnili z niego komunistycznych działaczy. Walki w mieście trwały ok. godziny, a w strzelaninie zginęli urzędnik starostwa i siedmiu policjantów. 23 września zaatakowano pod Łunińcem na Polesiu, oddalonym aż o 50 km od granicy, pociąg pasażerski, którym podróżowało kilku znanych lokalnych polityków, m.in. wojewoda poleski. Po podstępnym opanowaniu pociągu i poddaniu się jadących w nim policjantów bandyci dokonali rabunku, a wojewodę i komendanta okręgowego policji upokorzyli, rozbierając ich do kalesonów. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w kraju. Opinia publiczna zawrzała, domagając się od rządu zdecydowanych działań. Premier Władysław Grabski mianował wojewodami kresowymi generałów, a wojsko otrzymało specjalne pełnomocnictwa w celu zwalczaniu niepokojów na pograniczu.

Powstanie KOP

Zasadniczym posunięciem miało być jednak powołanie 12 września 1924 r. do życia wyspecjalizowanej, samodzielnej formacji wojskowej zwanej Korpusem Ochrony Pogranicza, podległej MSW, która miałaby odpowiednie środki do ugaszenia pożaru wywołanego przez wrogich sąsiadów. Rząd Grabskiego przeznaczył na ten cel aż 200 mln zł. Korpus Ochrony Pogranicza był dla państwa dużym wyzwaniem kadrowym i logistycznym. Miał objąć ochronę granic z ZSRR, Litwą i Łotwą. Trzeba było stworzyć od fundamentów infrastrukturę w postaci strażnic i koszar oraz utworzyć nowe jednostki, brygady. Razem jednostki KOP miały chronić granice na północy i wschodzie o długości ponad 2 tys. km. Na początku lat 30. XX wieku w KOP służyło ok. 27-28 tys. żołnierzy. Ważną komponentą kadrową w KOP byli oficerowie wywiadu i kontrwywiadu, którzy dostarczali odpowiednich informacji. Moralny wymiar służby określał pierwszy punkt dekalogu żołnierza kopisty, który mówił: „Żołnierz polski wierzy w Boga, wiedząc, że jego przodkowie zawsze z Bogiem na ustach szli w bój za świętą sprawę”.

Reklama

Do zadań korpusu obok ochrony granicy państwa i ścigania wrogiej i antypaństwowej działalności należały także: zapobieganie nielegalnemu przekraczaniu granicy, zabezpieczanie dochodów państwa z tytułu opłat celnych oraz zabezpieczanie znaków i urządzeń granicznych. Już na przełomie lat 1924 i 1925 skala dywersji znacznie zmalała. Był to widoczny skutek wprowadzonych zmian. Rosły strażnice – każda liczyła osiemnastu żołnierzy – i liczba jednostek odwodowych, włącznie z kawalerią, wyposażonych również w broń maszynową i artylerię. Służba na Kresach niosła za sobą wymierne koszty ludzkie. W latach 1923-34 życie straciło aż 589 żołnierzy KOP.

Jedną z dewiz korpusu było zawołanie: „Przez dobro ludzi do dobra państwa”, dlatego KOP realizował także zadania o charakterze kulturalnym i charytatywnym na rzecz miejscowej ludności. Organizował opiekę zdrowotną, kuchnie wojskowe, w których dożywiano wiejskie dzieci, zakładał biblioteki, domy ludowe, wiejskie spółdzielnie kinematograficzne – kino objazdowe; weterynarze leczyli zwierzęta gospodarskie. Strażnice korpusu organizowały obchody świąt państwowych i kościelnych, imprezy sportowe, oświatowe i kulturalne. Na Kresach, gdzie napięcia na tle narodowościowym były częścią krajobrazu tamtejszego życia, żołnierze KOP byli nierzadko stroną w lokalnych konfliktach; wspierali miejscowych Polaków, co rodziło zrozumiały opór Białorusinów i Ukraińców.

Heroiczny epilog

W 1938 r. jednostki KOP obsadziły całą granicę z Rumunią oraz nową granicę z Węgrami, a w okresie mobilizacji korpus wystawił wiele jednostek przerzuconych na zachód kraju.

Na wypadek wojny KOP miał za zadanie działania osłaniające i opóźniające. Żołnierze mieli minować mosty, groble, robić zasieki w lesie, powalać drzewa na drogach. Po wypełnieniu tych zadań jednostki KOP miały się przemieścić w głąb kraju, a na ich bazie miały być tworzone dywizje rezerwowe przeznaczone do walk w „drugim rzucie”.

Reklama

We wrześniu 1939 r. jednostki KOP na granicy wschodniej były osłabione przesunięciem ich części na zachód kilka miesięcy wcześniej, a także pozbawieniem ich lepszego uzbrojenia. Luk kadrowych nie mogli zastąpić rezerwiści, których trzeba było doszkolić.

Żołnierze korpusu od 1 września walczyli z Niemcami na Helu, pod Węgierską Górką i Wizną, a gdy 17 września Sowieci przekroczyli polską granicę, stawili bohaterski opór aż do ostatnich dni kampanii wrześniowej. Zgrupowanie KOP gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna w dniach 28-29 września stoczyło ostatnie bitwy pod Szackiem i 1 października pod Wytycznem k. Włodawy. Niektórzy żołnierze po rozwiązaniu oddziałów próbowali się przebić do gen. Franciszka Kleeberga.

Niewielkiej części żołnierzy korpusu walczącym we wrześniu na granicach udało się włączyć do konspiracji. Większość z nich zginęła albo dostała się do niewoli. Wśród zamordowanych przez NKWD znaleźli się także oficerowie korpusu uwięzieni w Kozielsku i Starobielsku.

2024-09-03 13:19

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Policja ws. znieważenia żołnierzy przy granicy: dochodzenie wciąż trwa

[ TEMATY ]

granica

żołnierz

Karol Porwich/Niedziela

W związku ze sprawą znieważenia żołnierzy przy granicy nałożono kilkanaście mandatów za zakłócanie porządku i tamowanie ruchu; dwóm osobom postawiono zarzuty za te wykroczenia - poinformowała w środę podlaska policja. Wszczęła też dochodzenie w sprawie znieważenia i naruszenia nietykalności żołnierza.

Do zdarzenia doszło w miniony weekend w miejscowości Wyczółki (powiat siemiatycki) w województwie podlaskim. W poniedziałek w internecie pojawiły się nagrania, na których widać jak grupa młodych osób idzie środkiem drogi, słychać, jak skanduje wulgarne hasła w stronę żołnierzy. Jak poinformowało w poniedziałek MON, żołnierze pełniący służbę na granicy zostali zaatakowani przez grupę ok. 20 osób, kierowano w ich stronę obraźliwe hasła i gesty. Jeden z żołnierzy miał zostać opluty i oblany piwem przez jedną z uczestniczek zgromadzenia - podawała policja.
CZYTAJ DALEJ

Szkaplerz „kołem ratunkowym”

Szkaplerz to najpopularniejsza obok Różańca świętego forma pobożności maryjnej. Historia szkaplerza sięga góry Karmel w Ziemi Świętej, kiedy to duchowi synowie proroka Eliasza prowadzili tam życie modlitewne. Było to w XII wieku. Z powodu prześladowań ze strony Saracenów bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel przenieśli się do Europy i dali początek zakonowi zwanemu karmelitańskim. W południowej Anglii w Cambridge mieszkał pewien bogobojny człowiek - Szymon Stock, generał zakonu, który dostrzegając grożące zakonowi niebezpieczeństwa, modlił się gorliwie i błagał Maryję, Najświętszą Dziewicę, o pomoc. Pewnej nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r., ukazała mu się Najświętsza Panienka w otoczeniu aniołów. Szymon otrzymał od Maryi brązowy szkaplerz i usłyszał słowa: „Przyjmij, Synu najmilszy, szkaplerz Twego zakonu jako znak mego braterstwa, przywilej dla Ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania”. Od tamtej pory karmelici noszą szkaplerz, czyli dwa prostokątne skrawki wełnianego sukna z naszytymi wyobrażeniami Matki Bożej Szkaplerznej i Najświętszego Serca Pana Jezusa, połączone tasiemkami. Słowo „szkaplerz” pochodzi od łacińskiego słowa „scapulae” (plecy, barki) i oznacza szatę, która okrywa plecy i piersi. Papież Pius X w 1910 r. zezwolił na zastąpienie szkaplerza medalikiem szkaplerznym. Do wielkiej Rodziny Karmelitańskiej chcieli przynależeć wielcy tego świata - królowie, książęta, możnowładcy, ale i zwykli, prości ludzie. Dzięki papieżowi Janowi XXII - temu samemu, który wprowadził święto Trójcy Świętej i wyraził zgodę na koronację Władysława Łokietka - szkaplerz stał się powszechny. Papież miał objawienia. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski noszącym pobożnie szkaplerz karmelitański. A Ojciec Święty ogłosił te łaski światu chrześcijańskiemu bullą „Sabbatina” z dnia 3 marca 1322 r. Bulla mówiła o tzw. przywileju sobotnim. Szczególne prawo do pomocy ze strony Maryi w życiu, śmierci i po śmierci mają ci, którzy noszą szkaplerz. Jest to niejako suknia Maryi, czyli znak i nieomylne zapewnienie macierzyńskiej opieki Matki Bożej. Kto nosi szkaplerz karmelitański, ten otrzymuje obietnicę, że dusza jego wkrótce po śmierci będzie wyzwolona z czyśćca. Stanie się to w pierwszą sobotę miesiąca po śmierci. Oczywiście, pod warunkiem, że ta osoba nosiła szkaplerz w należytym duchu i żyła prawdziwie po chrześcijańsku, zachowała czystość według stanu i modliła się modlitwą Kościoła. Jan Paweł II pisał do przełożonych generalnych Zakonu Braci NMP z Góry Karmel i Zakonu Braci Bosych NMP z Góry Karmel, że w znaku szkaplerza zawiera się sugestywna synteza maryjnej duchowości, która ożywia pobożność ludzi wierzących, pobudzając ich wrażliwość na pełną miłości obecność Maryi Panny Matki w ich życiu. „Szkaplerz w istocie jest «habitem» - podkreślał Ojciec Święty. - Ten, kto go przyjmuje, zostaje włączony lub stowarzyszony w mniej lub więcej ścisłym stopniu z zakonem Karmelu, poświęconym służbie Matki Najświętszej dla dobra całego Kościoła. Ten, kto przywdziewa szkaplerz, zostaje wprowadzony do ziemi Karmelu, aby «spożywać jej owoce i jej zasoby» (por. Jr 2, 7) oraz doświadczać słodkiej i macierzyńskiej obecności Maryi w codziennym trudzie, by wewnętrznie się przyoblekać w Jezusa Chrystusa i ukazywać Jego życie w samym sobie dla dobra Kościoła i całej ludzkości” (por. Formuła nałożenia szkaplerza). Papież Polak od wczesnych lat młodości nosił ten znak Maryi. I zawsze zaznaczał, jak ważny w jego życiu był czas, gdy uczęszczał do kościoła na Górce (Karmelitów) w Wadowicach. Szkaplerz przyjęty z rąk o. Sylwestra nosił do końca życia. (Szkaplerz św. Jana Pawła II znajduje się w klasztorze Karmelitów w Wadowicach.) W orędziu z okazji jubileuszu 750-lecia szkaplerza karmelitańskiego pisał, że szkaplerz „staje się znakiem przymierza i wzajemnej komunii między Maryją i wiernymi, a w rezultacie konkretnym sposobem zrozumienia słów Jezusa na krzyżu do Jana, któremu powierzył swą Matkę i naszą duchową Matkę”. Matka Boża, kończąc swe objawienia w Lourdes i w Fatimie, ukazała się w szatach karmelitańskich jako Matka Boża Szkaplerzna. Wszystkie osoby noszące szkaplerz karmelitański mają udział w duchowych dobrach zakonu karmelitańskiego. Ten, kto go przyjmuje, zostaje na mocy jego przyjęcia związany mniej lub bardziej ściśle z zakonem karmelitańskim. Rodzinę Karmelu tworzą następujące kręgi osób: zakonnicy i zakonnice, Karmelitańskie Instytuty Życia Konsekrowanego, Świecki Zakon Karmelitów Bosych (dawniej zwany Trzecim Zakonem), Bractwa Szkaplerzne (erygowane), osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością w różnych formach zrzeszania się (wspólnoty lub grupy szkaplerzne) oraz osoby, które przyjęły szkaplerz i żyją jego duchowością, ale bez żadnej formy zrzeszania się. Do obowiązków należących do Bractwa Szkaplerznego należy: przyjąć szkaplerz karmelitański z rąk kapłana; wpisać się do księgi Bractwa Szkaplerznego; w dzień i w nocy nosić na sobie szkaplerz; odmawiać codziennie modlitwę zaznaczoną w dniu przyjęcia do Bractwa; naśladować cnoty Matki Najświętszej i szerzyć Jej cześć. Modlitwa do Matki Bożej Szkaplerznej O najwspanialsza Królowo nieba i ziemi! Orędowniczko Szkaplerza świętego! Matko Boga! Oto ja, Twoje dziecko, wznoszę do Ciebie błagalne ręce i z głębi serca wołam do Ciebie: Królowo Szkaplerza, ratuj mnie, bo w Tobie cała moja nadzieja. Jeśli Ty mnie nie wysłuchasz, do kogóż mam się udać? Wiem, o dobra Matko, że Serce Twoje wzruszy się moim błaganiem i wysłuchasz mnie w moich potrzebach, gdyż Wszechmoc Boża spoczywa w Twoich rękach, a użyć jej możesz według upodobania. Od wieków tak czczona, najszlachetniejsza Pocieszycielko utrapionych, powstań i swą potężną mocą rozprosz cierpienie, ulecz, uspokój mą zbolałą duszę, o Matko pełna litości! Ja wdzięcznym sercem wielbić Cię będę aż do śmierci. Na twoją chwałę w Szkaplerzu świętym żyć i umierać pragnę. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Policjanci zatrzymali Ukraińca, który obrażał uczestników Marszu Pamięci o Ofiarach Rzezi Wołyńskiej

2026-07-17 06:21

[ TEMATY ]

Ukraina

fot. X/Policja_KSP

Stołeczni policjanci zatrzymali w Bydgoszczy 23-letniego obywatela Ukrainy, który nawoływał do popełnienia przestępstwa oraz obrażał uczestników Marszu Pamięci o Ofiarach Rzezi Wołyńskiej - poinformowała w czwartek KSP.

Mężczyzna opublikował w mediach społecznościowych nagranie zawierające publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa. Obrażał też uczestników Marszu Pamięci o Ofiarach Rzezi Wołyńskiej. Policjanci zatrzymali go w Bydgoszczy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję