Spory między ministrem sprawiedliwości a premierem Mateuszem Morawieckim nie są niczym nowym, zwłaszcza w obecnej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy. W roku wyborczym wymiana zdań może być jeszcze bardziej gorąca, bo z jednej strony chodzi o pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, a z drugiej – o suwerenne prawo do reformowania wymiaru sprawiedliwości.
Premier osobiście przyznaje, że szantaż Brukseli ws. KPO jest dla Polski bardzo niesprawiedliwy. Ale innego wyjścia nie ma, ponieważ pieniądze są potrzebne, zwłaszcza w tych trudnych dla gospodarki czasach wojny na Ukrainie. – Podobnie jak minister sprawiedliwości zżymam się na taki stan rzeczy, bo jest on skrajnie niesprawiedliwy. Takie traktowanie Polski w dobie wojny na Ukrainie jest absolutnie niewłaściwe, niesprawiedliwe, nieadekwatne, ale, niestety, tak jest i trzeba się starać wyjść z tej sytuacji – powiedział Morawiecki podczas konferencji prasowej.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rząd w potrzasku
Solidarna Polska sprzeciwia się nowelizacji Ustawy o Sądzie Najwyższym; w Sejmie głosowała przeciwko, a lider tej partii wysłał nawet list do prezydenta, w którym prosi, by nie podpisywał tej ustawy. Szef resortu sprawiedliwości przekonuje, że „wspólne działanie krajów Unii Europejskiej na rzecz wyjścia z kryzysu po pandemii nie może polegać na narzucaniu Polsce przemocą rozwiązań sprzecznych z interesem naszego państwa i jego konstytucją”.
Reklama
Minister Ziobro tłumaczył w mediach, że Solidarna Polska toczy spór nie z premierem Morawieckim, ale z Komisją Europejską i opozycją, która przedstawia KPO jako mannę z nieba i szantażuje tymi pieniędzmi Polaków. Rządząca koalicja od kilkunastu miesięcy jest więc w potrzasku. Z jednej strony mają rację ci, którzy wskazują na potrzebę obrony suwerenności Polski, ale z drugiej – brak środków z KPO może oznaczać przegrane wybory, a gdy do władzy dojdzie obecna opozycja, to i tak „zreformuje” ona wymiar sprawiedliwości pod dyktando Brukseli.
Spór w opozycji
Projekt nowelizacji Ustawy o Sądzie Najwyższym poróżnił nie tylko obóz rządzący, ale także opozycję. Zdobył bowiem wymaganą większość w Sejmie dzięki wstrzymaniu się od głosu Platformy Obywatelskiej i Lewicy. Zachowanie polityków skrytykował lider partii Polska 2050 Szymon Hołownia, którego posłowie głosowali wbrew partyjnym ustaleniom. – Po wolcie Hołowni nie ma o czym mówić, nie będzie żadnej wspólnej listy – mówią politycy Lewicy.
Ustawa trafiła do Senatu, gdzie są już zapowiadane konsultacje i szereg poprawek, co sprawi, że awantura na nowo wróci do Sejmu. Ostatecznie ustawa trafi na biurko prezydenta Andrzeja Dudy, który już wcześniej miał zastrzeżenia do zaproponowanych zmian legislacyjnych w Sądzie Najwyższym. Czy ją zawetuje? – Gdyby nie Solidarna Polska, która w zeszłym roku robiła problemy z przyjęciem nowelizacji Ustawy o Sądzie Najwyższym, Komisja Europejska nie miałaby pretekstu do wykręcenia się ze wstępnych akceptacji, pewnie dziś byłaby inna sytuacja – zaznaczył Andrzej Duda, który był autorem zeszłorocznej Ustawy o Sądzie Najwyższym.
Listy wyborcze
Koalicja rządząca trzeszczy, ale powinna dotrwać do jesiennych wyborów, mimo że spory będą się pojawiać do czasu ustalenia wspólnych list wyborczych. – Jeśli Jarosław Kaczyński uzna, że PiS nie ma szans na trzecią kadencję, wtedy Ziobro dostanie tzw. czarną polewkę, czyli warunki nie do przyjęcia – mówi prof. Antoni Dudek, politolog z UKSW.
Również minister Ziobro przypomina, że nie ma na razie umowy między Solidarną Polską a Prawem i Sprawiedliwością ws. wyborów parlamentarnych. – Przygotowujemy się też do wariantu samodzielnego startu. Jesteśmy, oczywiście, gotowi do koalicji, co nie znaczy, że za cenę rezygnacji z naszych przekonań i wartości, czyli tego, co myślimy o zagrożeniach ze strony Unii Europejskiej – podkreśla lider Solidarnej Polski.