Reklama

Aspekty

Kościół stanął na wysokości zadania

O stanie wojennym w regionie, postulatach Solidarności i dzisiejszych próbach zadośćuczynienia pokrzywdzonym opowiada Marek Budniak.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kamil Krasowski: W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wprowadzono stan wojenny. W tym roku mija dokładnie 40 lat od tego wydarzenia. Czy planowane są wojewódzkie obchody upamiętniające jego ofiary?

Marek Budniak: Tak, 13 grudnia w Gorzowie Wlkp. odbędą się wojewódzkie obchody przygotowane przez Zarząd Regionu Gorzowskiego NSZZ „Solidarność” i Lubuski Urząd Wojewódzki w Gorzowie Wlkp. Rozpoczną się one o godz. 16.30 Mszą św. w katedrze gorzowskiej, następnie młodzież przedstawi program artystyczny i w ostatniej jego części odbędzie się ceremonia złożenia kwiatów i zapalenia zniczy pod Białym Krzyżem. W tym dniu także w Zielonej Górze będzie obchodzona 40. rocznica tego tragicznego wydarzenia. Zarząd Regionu Zielonogórskiego NSZZ „Solidarność” zorganizował Mszę św. w kościele Najświętszego Zbawiciela o godz. 9, następnie odbędzie się pogram słowno-muzyczny oraz zostaną złożone kwiaty pod Pomnikiem Robotników.

Reklama

Jak stan wojenny wyglądał w głównych ośrodkach naszego regionu – w Gorzowie i w Zielonej Górze? Kogo najbardziej dotknęły represje? Czy były jakieś aresztowania?

Stan wojenny wprowadzono na terenie całej Polski 13 grudnia 1981 r. Praktycznie wojsko zostało wyprowadzone na ulice naszych miast, władze przejęli ludzie w mundurach, zawieszono obywatelom wiele praw, m.in. możliwość swobodnego przemieszczania się i podróżowania, wprowadzono godzinę policyjną, a przede wszystkim została zdelegalizowana Solidarność. Stan wojenny został przygotowywany dużo wcześniej. Zaczęto o nim myśleć w gremiach kierownictwa Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej już w sierpniu 1980 r., jeszcze w trakcie robotniczych strajków. Jednak zdecydowano się na zawarcie ze strajkującymi kompromisu, który ostatecznie doprowadził do zarejestrowania NSZZ „Solidarność”. Był to tylko manewr taktyczny celem lepszego rozpracowywania rodzącego się ruchu demokratycznego. Podobno już w listopadzie 1980 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych miało listę ok. 13 tys. działaczy opozycyjnych wytypowanych do internowania. W ramach Układu Warszawskiego opracowano plany wkroczenia do Polski dywizji radzieckich – choć te praktycznie nie musiały wkraczać, bo stacjonowały w Polsce od zakończenia II wojny światowej – czechosłowackich i enerdowskich. Miały one otoczyć większe miasta polskie i ośrodki przemysłowe. Udało się jeszcze wtedy I sekretarzowi KC PZPR Stanisławowi Kani przekonać władze radzieckie do planu rozbicia Solidarności metodami operacyjnymi, tj. propagandowe ukazywanie Solidarności jako wrogiej socjalizmowi i państwu, umieszczenie w jej strukturach agentów SB, którzy mieli doprowadzać do konfliktów wewnętrznych i ostatecznie do jej rozbicia. Alternatywą tego planu miało być rozwiązanie siłowe w postaci stanu wojennego, którego koncepcję przygotował gen. Wojciech Jaruzelski i ostatecznie całą odpowiedzialność wziął na siebie. Po wprowadzeniu stanu wojennego, w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. internowano 3173 osoby, w następnych dniach i tygodniach aresztowano jeszcze 9736 osób. W regionie gorzowskim zostało zatrzymanych 57 działaczy Solidarności – umieszczono ich w Zakładzie Karnym w Wawrowie. Z kolei w regionie zielonogórskim internowano 46 osób, 34 osoby w pierwszej dobie stanu wojennego, dalsze osiem – 14 i 15 grudnia. W zielonogórskiej grupie znalazł się także jeden działacz Niezależnego Związku Studentów. Większość internowanych została zwolniona latem 1982 r., ostatni w grudniu 1982 r. Uwięzienie w formie internowania nie było związane z żadnym wyrokiem sądowym, czyli było to jawne bezprawie. Jako ciekawostkę dodam, że w Gorzowie Wlkp. jednym z pierwszych internowanych był Władysław Czyżewski, nauczyciel historii, którego zaświadczenie o internowaniu oznaczone jest numerem jeden. Został aresztowany przez milicjanta, który przeprosił swojego byłego nauczyciela historii za to, że musi wykonać taki rozkaz. Oczywiście większość zatrzymań przebiegało w sposób bardziej brutalny łącznie z grożeniem rozstrzelania. Działacz zielonogórskiej Solidarności Andrzej Busse, w swojej książce pt. Taborecik, szczegółowo opisał taki moment sfingowany przez agentów SB.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jakie były wówczas postulaty Solidarności?

Postulaty ówczesnej Solidarności to przede wszystkim 21 postulatów z 17 sierpnia 1980 r. z okresu strajków robotniczych. Wśród nich znajdowały się typowo socjalno-ekonomiczne, takie jak skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania (czekało się wówczas 10-15 lat), obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet do 55 lat, a mężczyzn do 60, wprowadzenie wszystkich wolnych sobót, transmisji Mszy św. w Polskim Radiu. Najważniejszym postulatem było wywalczenie niezależnych od władzy związków zawodowych oraz prawa do strajku. Domagano się także uwolnienia więźniów politycznych.

Reklama

Jak wyglądała w tym czasie działalność Kościoła diecezjalnego?

Najważniejszą sprawą było wówczas zorganizowanie pomocy dla internowanych i ich rodzin. Kościół w Polsce i na terenie naszej diecezji stanął na wysokości zadania. Podobnie jak w Warszawie, gdzie powstał już kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, w Gorzowie Wlkp. powołano jego diecezjalny odpowiednik, którym z polecenia ordynariusza bp. Wilhelma Pluty zaczął kierować bp Paweł Socha. Biskupom szczególnie zależało na jak najszybszym dotarciu do uwięzionych. Nie od razu było to możliwe, bo władza nie wydawała zezwolenia. Od początku zaczęto odprawiać Msze św. w ich intencji, jak i w intencji Ojczyzny. Gromadzono także dobra materialne, aby pomagać rodzinom internowanych. Komitety obok Gorzowa, powstały także w Zielonej Górze i Głogowie. Spotkania odbywały się raz w miesiącu i miały podobny przebieg, najpierw odprawiona była Msza św., następnie wygłaszano konferencję formacyjną i ustalano szczegóły organizacyjne dotyczące udzielania pomocy i sposobu gromadzenia darów. W ramach działalności Komitetu Pomocy z czasem zorganizowano także porady prawne, medyczne i psychologiczne. W pracę włączali się księża, lekarze, pielęgniarki, mecenasi. Bezinteresownie, po swojej pracy zawodowej, pełnili dyżury w wyznaczonych godzinach w salkach katechetycznych. Pojawiła się także duża grupa zaufanych świeckich do niesienia pomocy materialnej. Pracę Diecezjalnego Komitetu opisał w artykule naukowym się ks. dr hab. Robert Kufel. Stwierdził w nim m.in., że z czasem rozprowadzaniem darów, które przychodziły z zagranicy, zaczęły przejmować od Regionalnych Komitetów parafialne grupy Caritas.

Od kilku lat jest Pan pełnomocnikiem wojewody lubuskiego ds. kombatantów i osób represjonowanych. Szczególnie temat osób represjonowanych jest Panu bliski, bo jako historyk przywraca Pan pamięć również tym, którzy za życia tego nie doczekali. Jak wygląda Pana działalność w praktyce?

Dzisiaj niestety bardzo wielu działaczy Solidarności z tamtych czasów już nie ma z nami, nie otrzymali oni żadnego zadośćuczynienia za krzywdę, jaką im wyrządzono w PRL. Możemy powiedzieć, że dzięki ich walce i pracy na rzecz niepodległości dzisiaj my radujemy się z demokratycznej i wolnej Polski. Jakąś formą symbolicznego podziękowania, uhonorowania, dla nich dziś może być Krzyż Wolności i Solidarności nadawany przez Prezydenta RP. Otrzymują go osoby represjonowane przez władze komunistyczne. Odznaczenie jest przyznawane dla osób żyjących i pośmiertnie. Ważną sprawą są także wypłaty odszkodowań za lata więzienia, a także każda osoba, która prowadziła działalność antykomunistyczną może ubiegać się o status działacza opozycyjnego. Uzyskanie wiąże się otrzymaniem konkretnych uprawnień. W naszym województwie, podobnie jak w innych, działa specjalna Wojewódzka Rada Konsultacyjna, która opiniuje wszystkie wnioski w tym zakresie. Członkami jej są osoby, które posiadają już taki status. Mogę powiedzieć, że na terenie Lubuskiego uprawnienie takie posiada grupa ok. 400 osób. Ciągle wpływają kolejne zgłoszenia.

Marek Budniak Historyk, radny miasta Zielona Góra z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, jest pełnomocnikiem wojewody lubuskiego ds. kombatantów i osób represjonowanych

2021-12-07 11:16

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Krzyż z Małopolskiej „Solidarności”

Wisiał w naszym pokoju jak w każdym innym. Po prostu był. Nie zastanawiałam się, od kiedy. Traktowałyśmy go jak stały element wyposażenia miejsca pracy. Tylko gdy ktoś z zewnątrz przychodził, zwracał na niego uwagę. - Jak dobrze, że znów jest na ścianie - inicjował rozmowę odwiedzający nas przynajmniej raz w tygodniu pewien Łemko, który usiłował tłumaczyć wszystkim, że Łemkowie to Rusini i z Ukraińcami nie mają nic wspólnego. Ta potrzeba ciągłego przyznawania się niemłodego już mężczyzny do nieznanej nam bliżej narodowości wywoływała w nas, wtedy młodych dziewczynach, skrywany uśmiech. Tragiczną historię bieszczadzkich połonin i jej mieszkańców zrozumiałam wiele lat później, wędrując śladami zarośniętych bujną roślinnością wsi i usytuowanych na wzgórzu ruin cerkwi oraz fragmentów cmentarzy z połamanymi żelaznymi krzyżami na zrujnowanych nagrobkach. A nasz krzyż był nowiutki, jeszcze pachniał świeżo ściętym drzewem. Szybka, masowa robota zauważalna była przede wszystkim w metalowej postaci Ukrzyżowanego. Widać było, że forma była stara lub prymitywnie wykonana. Odwiedzający nas pan Krzysztof, szef sprzymierzonych związków rzemieślników, o którym wiedziałyśmy, że został wyrzucony z uniwersytetu w 1968 r. i nigdy tam nie wrócił, syn sławnego krakowskiego malarza i - jak sądziłyśmy - na pewno znający się na sztuce, z politowaniem kiwał głową nad jego estetyką. Tylko pan Józef ze sprzymierzonego związku rolników traktował go jak chleb powszedni. Tuż po wejściu do naszego pokoju całował przybite gwoździem stopy Chrystusa, nabożnie się żegnając. Gdy zwoływał nas w grudniu na strajk rolników do Rzeszowa, coraz bardziej nieobecny i roztargniony, jego wzrok skierowany na Ukrzyżowanego mówił więcej niż niejeden apel. Po 13 grudnia 1981 r. nie myśleliśmy o nim. Trzeba się było ukryć i najlepiej nie mieszkać tam, gdzie było się zameldowanym. SB to zbiurokratyzowana machina. Szukali tam, gdzie mieli zapisane. Najbliższe tygodnie i miesiące poświęciliśmy na odtwarzanie struktur związku i organizowanie podziemnej poligrafii. Ci, których nie aresztowano w nocy 13 grudnia, początkowo się ukrywali, później, wzywani do „białego domku”, albo go opuszczali po przesłuchaniu, albo dzielili los internowanych. Po kilku miesiącach dostaliśmy wezwania do zabrania prywatnych rzeczy z budynku Regionu Małopolskiej „Solidarności” i zostały rozwiązane umowy o pracę. Wchodziliśmy tam z ciężkim sercem. Powitał nas nieopisany bałagan. Na podłogach walały się sterty papierów i teczek, z pootwieranych szaf i szuflad biurek wystawały pojedyncze dokumenty. W kącie na krześle z tekturowego pudła dawały się zauważyć chaotycznie wrzucone niechlujną ręką małe krzyżyki, przygotowane do przekazania nowo powstającym siedzibom Związku. Wszystko wyglądało tak, jakby przed chwilą skończyła się tu rewizja. Pozwolono nam zabrać prywatne rzeczy. Spojrzeliśmy po sobie. Tego, co najważniejsze - dokumentacji Związku już nie było. Gdy opuszczaliśmy budynek, ściągnęliśmy ze ścian krzyże, obawiając się, że zostaną zbezczeszczone. Pilnujący nas panowie przyglądali się tym czynnościom w milczeniu, bez jednego komentarza. Pudełko z krzyżami, które stało samotne w kącie pokoju, wynieśliśmy bezpiecznie poza budynek. Opuszczając siedzibę Małopolskiej „Solidarności”, obejrzeliśmy się za siebie, zamykając w ten sposób kawał ważnego okresu życia. Każdy z nas wyjmował z pudełka jeden krzyż i chował go do kieszeni. Po powrocie do domu znajdował dla niego godne miejsce. W następnych latach jeszcze wiele razy zmienialiśmy miejsce zamieszkania, jednak drewniany krzyżyk z Regionu wędrował zawsze z nami. Dziś, po 30 latach, gdy odwiedzam znajomych z tamtego okresu, rozpoznaję go natychmiast. Taki krzyż jest u Ewy, której ojciec - kapitan Ludowego Wojska Polskiego - w pierwszych dniach stanu wojennego w krakowskim „białym domku” Służby Bezpieczeństwa na zastrzeżonej wojskowej linii rugał wyrodną córkę, by wreszcie dała sobie spokój z tymi wolnościowymi bzdurami i pomyślała, w jakiej sytuacji stawia go wobec przełożonych, a mąż - aresztowany w 1986 r. za druk nielegalnych wydawnictw, po serii przesłuchań na Montelupich nigdy już się nie pozbierał, sama musiała wychowywać troje maleńkich dzieci. Jest u Agnieszki i Kajtka, którzy wydawali najdłużej ukazujące się pismo podziemnej „Solidarności” Małopolskiej „13”, a w każdą rocznicę „Wujka” jeździli na Śląsk i będą jeździć - jak mówią - dopóki winni zbrodni na górnikach nie zostaną ukarani. Jest i u Włodka, który po kilkunastu latach emigracji politycznej we Francji wrócił do Polski z rodziną, ale nie może się tu odnaleźć. Jest u Leny, której mądra przyjaźń towarzyszyła w najtrudniejszych momentach naszej młodej dorosłości, przy narodzinach naszych dzieci, w chorobach, braku domu i tułaczkach po cudzych kątach. Jest także w moim domu. Przy kolejnych przeprowadzkach był jako pierwszy pakowany do pudeł i jako pierwszego wyjmowaliśmy go z mężem i wieszaliśmy na ścianie. Pewnego dnia córka zapytała, dlaczego właśnie ten krzyż traktuję z taką atencją. Wtedy trudno mi było znaleźć właściwe słowa, aby wyjaśnić to małemu człowiekowi. Dziś, gdy spoglądam na krzyż, widzę młodych z tamtych lat - dumnych, odważnych, pełnych nadziei, wrażliwości, pomysłów, wiary, która góry przenosi, i rozumiem pełnię chrześcijańskiej symboliki.
CZYTAJ DALEJ

Bł. Julianna z Mont Cornillon, pustelnica

[ TEMATY ]

wspomnienie

Autorstwa Christelle Molinié - Praca własna, commons.wikimedia.org

Julianna z Mont Cornillon

Julianna z Mont Cornillon
CZYTAJ DALEJ

Witaj krzyżu, jedyna nadziejo

2025-04-06 00:25

Marzena Cyfert

Dzień skupienia dla osób niewidomych i słabowidzących

Dzień skupienia dla osób niewidomych i słabowidzących

Pod hasłem: Ave crux spes unica odbył się Wielkopostny Dzień Skupienia dla osób niewidomych i słabowidzących.

Rozpoczęła go Msza św. sprawowana przez ks. Tomasza Filinowicza, duszpasterza niesłyszących i niewidomych archidiecezji wrocławskiej. W programie znalazły się również konferencje „Zgorszenie krzyża” i „Nadzieja krzyża”, Koronka do Bożego Miłosierdzia przed Najświętszym Sakramentem, ale też integracja przy wspólnym obiedzie i kawie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję