Reklama

Sukces dziecka = nauka + wychowanie

Szkoła ma już nie tylko uczyć, ale także wychowywać młode pokolenie? – pytamy Iwonę Michałek – wiceministra edukacji narodowej i pełnomocnika rządu ds. wspierania wychowawczej funkcji szkoły

Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 40-41

[ TEMATY ]

szkoła

Elizaveta – stock.adobe.com

ANDRZEJ TARWID: – Zorganizowany wiosną „okrągły stół” edukacji relacjonowały wszystkie media. Gdy na przełomie sierpnia i września odbywały się debaty w ramach tzw. wojewódzkich stołów edukacji, to można było o nich przeczytać jedynie w mediach lokalnych. Ale o „okrągłych stołach” poświęconych kwestii wychowania dzieci i młodzieży większość osób w ogóle nie słyszała. Co to za inicjatywa?

IWONA MICHAŁEK: – Kiedy 1 lipca br. premier Mateusz Morawiecki powierzył mi funkcję pełnomocnika rządu ds. wspierania wychowawczej funkcji szkoły, to jednym z głównych zadań, które przede mną postawił, było zdiagnozowanie wszystkich problemów dotyczących wychowania. Jednym ze sposobów dogłębnego rozpoznania tej tematyki są właśnie „okrągłe stoły”, podczas których dyskutujemy tylko na tematy wychowawcze.

– Kto bierze udział w tych dyskusjach?

– Spotkania na temat wychowania organizuję w porozumieniu z kuratorami. W debatach biorą udział: rodzice, dyrektorzy szkół, nauczyciele, pedagodzy i naukowcy. Ale także przedstawiciele policji, organizacji pozarządowych – np. harcerstwo – oraz reprezentanci organizacji sportowych.

– Obecność sportowców może niektórych dziwić...

– Jeśli taka jest reakcja tych osób, to znaczy, że sport kojarzy im się jedynie z zawodowstwem. Tymczasem sport ma ogromny potencjał wychowawczy. Nie tylko daje młodym ludziom szansę na rozwój fizyczny i zdrowotny, ale przede wszystkim jest to nauka charakteru – cierpliwości i wytrwałości, zdrowej rywalizacji, a także przegrywania oraz współpracy w grupie. Jestem gorącą orędowniczką propagowania zajęć sportowych w szkole, gdyż bardzo korzystnie wpływają one na proces wychowawczy dzieci i młodzieży.

– Wróćmy do debat, które odbywają się z inicjatywy Pani Minister. Jakie główne tematy są podejmowane na tych spotkaniach?

– Dyskusja krąży wokół kilku tematów. Rozmawiamy m.in. o bezpieczeństwie, roli rodziców, pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Ponadto dużo dyskutujemy o dzieciach niepełnosprawnych, o tym np., jak przełamywać bariery mentalne, by dzieci niepełnosprawne mogły się czuć dobrze oraz bezpiecznie w środowisku szkolnym i wśród swoich rówieśników. Chcę podkreślić, że w tej sprawie całe środowisko jest gotowe podjąć ogromny wysiłek.

– Podejrzewam, że równie wiele trzeba zrobić w kwestii udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej uczniom, bo brakuje wykwalifikowanych kadr...

– Debaty pokazały, że w tym przypadku sprawa jest zróżnicowana regionalnie. W wielu mniejszych miejscowościach rzeczywiście brakuje psychologów i pedagogów, ale np. w Toruniu liczba specjalistów jest wystarczająca. Tym, co kuleje, gdy kadry są, jest współpraca między poradniami psychologicznymi a pedagogami i dyrektorami szkół czy rodzicami.

– Jaki ma Pani Minister pomysł na to, aby rodzice bardziej angażowali się w pracę szkoły?

– Realizacja celu, który postawił przede mną premier Morawiecki, nie odbywa się tylko przez organizację wspomnianych „okrągłych stołów”. Innym podjętym przeze mnie działaniem jest kwerenda prawna. W jej trakcie analizujemy wszystkie przepisy, sprawdzamy, czy mamy dobre prawo, jakie są luki oraz jak konkretne przepisy funkcjonują w praktyce. I tak w ustawie o systemie oświaty znaleźliśmy paragraf, który mówi, że w szkole może działać rada szkoły, w której składzie są rodzice. Kiedy sprawdziliśmy, jak te rady działają, to okazało się, że ich prawie nie ma...

– ...czyli przepis jest martwy. Dlaczego?

– Znowu zderzamy się ze złożonym problemem. Kiedy ustawa o systemie oświaty wchodziła w życie, to powstało bardzo dużo rad szkół. Później zaczęły one zanikać – czasami dlatego, że nie było chętnych rodziców, a w innych wypadkach ich działalność „komuś” przeszkadzała. Niemniej osobiście jestem za tym, aby wrócić do tej idei, zgodnie z którą dyrektor, rodzice, uczniowie i nauczyciele mają równoprawny głos.

– Jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją dzisiaj nauczyciele, jest ograniczenie agresji w szkole. Jak duży jest to problem? Do szerszej opinii publicznej docierają informacje o najbardziej drastycznych przypadkach.

– Niestety, na podstawie informacji, które udało mi się zgromadzić, muszę powiedzieć, że problem agresji jest bardzo duży i dotyczy coraz młodszych dzieci. Sprawa jest bolesna, a w wielu przypadkach trudna do wykrycia, gdyż przyczyny prowadzące do agresji są niejednokrotnie bardzo dobrze zamaskowane.

– Jakie konkretnie sytuacje ma Pani Minister na myśli?

– Na przykład takie, kiedy wszystko na pozór wygląda dobrze: dziecko jest dobrze ubrane, ma wszystkie potrzebne do lekcji przybory, nie spóźnia się do szkoły, bo przywożą je rodzice i oni je odbierają. Dopiero jak wnikniemy w konkretny przypadek głębiej, to okazuje się, że rodzice przywożą dziecko jako jedno z pierwszych i odbierają w ostatnim momencie. Czyli jakby wypychając je do szkoły, odpychają od siebie, co u młodego człowieka rodzi frustrację, a w konsekwencji agresję.

– Wielu rodziców długo pracuje, jak zatem można to zmienić?

– Czasami jest tak, że mamy do czynienia z obiektywnie trudną sytuacją rodziców. Jednak uczestnicy debat o wychowaniu mówili, że zjawisko wypychania dzieci do szkoły obserwują u rodzin, które nie muszą tego robić, bo np. jeden z rodziców nie pracuje. W innych wypadkach dziecko mogą odebrać ze szkoły wcześniej dziadek lub babcia.

– W czym więc tkwi istota tego problemu?

– W braku świadomości rodziców. Zdaniem ekspertów, oni po prostu nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest ich rola.

– Co można zrobić?

– Wiem, że akurat tego problemu nie da się rozwiązać żadnymi paragrafami. Jedyna szansa to zmiana świadomości rodziców.

– Tylko jak?

– Wydaje się, że najlepszym pomysłem będzie dotarcie do rodziców z właściwym przekazem przez dużą kampanię społeczną.

– Eksperci mówią, że na kłopoty wychowawcze wpływ mają także agresja w mediach, brutalizacja życia publicznego oraz szkodliwe treści, których pełno w sieci. Jak na to może odpowiedzieć szkoła?

– Chcemy zaprosić rodziców do szkół. Da to szansę na rozmowę, na powiedzenie: rodzicu, to ty z wychowawcą i nauczycielami masz wpływ na przyszłość dziecka. I my razem musimy nad tym popracować, bo twoje dziecko nie odniesie sukcesu i nie będzie szczęśliwe, jeśli nie będzie robiło postępów w nauce, ale także kiedy zaniedbamy jego wychowanie.

– Aby to zrealizować, wszyscy nauczyciele muszą się zajmować wychowawstwem. Kłopot w tym, że nie wszyscy nauczyciele mają takie kompetencje.

– Dlatego dążymy do tego, aby przyszli nauczyciele mieli w programie studiów więcej kursów edukacyjnych, ćwiczeń praktycznych i tzw. narzędzi miękkich. Ponieważ tak naprawdę z internetu można się dowiedzieć, jak wygląda fotosynteza, ale jak nawiązać relacje z człowiekiem, który ma problem – tego z książek nie da się nauczyć. Takie umiejętności trzeba nabrać w wyniku ćwiczeń praktycznych.

– Kiedy te nowe programy nauczania nauczycieli mają być realizowane?

– Już od tego roku. Jako MEN podpisaliśmy stosowne porozumienie z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dotyczy ono także kursów doszkalających dla osób, które są już nauczycielami. Zależy nam bowiem na tym, aby wszyscy nauczyciele w szkole mieli kompetencje wychowawcze.

– Niedługo wybory. Co jeszcze uda się zrobić do końca tej kadencji?

– W tej chwili pracujemy z kuratorami oświaty, aby dbali o to, by do szkół nie wchodziły instytucje czy stowarzyszenia lansujące światopogląd, z którym nie zgadzają się rodzice uczniów. Ponadto w rządzie trwają pilne prace nad tym, co zapowiedział premier Morawiecki, czyli nad funduszem wsparcia szkoły, który pozwoli wyposażyć szkoły zawodowe i ogólnokształcące w najnowocześniejsze pomoce dla nauczyciela. Szef MEN – min. Dariusz Piontkowski razem z ministrem finansów pracują natomiast nad podwyżkami dla nauczycieli w przyszłym roku.

– Opozycja od razu by skomentowała, że Pani Minister mówi to, bo trwa kampania...

– Cóż, opozycja zawsze może tak powiedzieć. Byłam świadkiem rozmów z szefem resortu finansów, dlatego w pełni odpowiedzialnie mogę złożyć deklarację, że jeśli dostaniemy od społeczeństwa szansę na kontynuowanie rządów, to podwyżki dla nauczycieli na pewno będą.

– Wyborcy podejmą decyzję na podstawie zapowiedzi poszczególnych komitetów, ale w przypadku rządzących ocenią także efekty Państwa pracy. A jak Pani Minister podsumuje mijającą kadencję z punktu widzenia działań podjętych przez MEN?

– To, co rozpoczęliśmy w tej kadencji, to bardzo duża zmiana. Zdecydowaliśmy się na nią, bo takie były głosy większości ekspertów i rodziców, których aż 70 proc. opowiadało się za likwidacją gimnazjów. Reforma strukturalna została przeprowadzona, trwa natomiast reforma programowa. Bardzo nam zależy, abyśmy mogli ją kontynuować, bo nasze dzieci potrzebują dobrego kształcenia i dobrego wsparcia wychowawczego właśnie w szkołach.

2019-10-01 13:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W wytycznych MEN, MZ i GIS zapis o możliwości wprowadzenia obowiązku noszenia maseczek w szkołach

2020-09-17 11:17

[ TEMATY ]

szkoła

edukacja

koronawirus

COVID‑19

Adobe Stock

Dyrektor szkoły, w przypadku braku możliwości zachowania dystansu podczas zajęć oraz w miejscach takich jak, korytarze czy świetlice, ze względu na ochronę uczniów z chorobami przewlekłymi, może wprowadzić obowiązek osłony ust i nosa - zapisano w wytycznych sanitarnych MEN, MZ i GIS.

Ministerstwo Edukacji Narodowej poinformowało o wprowadzeniu nowych zapisów do wytycznych sanitarnych obwiązujących w szkołach, opracowanych przez resort edukacji wspólnie z resortem zdrowia i głównym inspektorem sanitarnym.

"MEN na bieżąco reaguje na potrzeby uczniów, rodziców oraz dyrektorów szkół w związku z wprowadzonymi nowymi zasadami organizacji pracy szkoły w czasie epidemii" - poinformował resort w komunikacie na swojej stronie internetowej.

Jak zaznaczono, w wytycznych MEN, MZ i GIS dodano nowy zapis, "konieczny ze względu na szczególną ochronę uczniów z chorobami przewlekłymi".

"Dyrektor szkoły wprowadzi dodatkowe środki ostrożności dotyczące funkcjonowania w szkole dzieci z chorobami przewlekłymi, w porozumieniu z ich rodzicami/opiekunami prawnymi: np. obowiązek zachowania dystansu podczas zajęć lekcyjnych, w świetlicy; w przypadku braku możliwości zachowania dystansu w miejscach wspólnie użytkowanych, tj. podczas zajęć lekcyjnych, w świetlicy, na korytarzach, w szatni – obowiązek osłony ust i nosa" - czytamy.

Aktualizacja dotyczy także zaleceń dla dyrektorów szkół ze stref żółtej i czerwonej dotyczących nauczania indywidualnego.

"Z uwagi na możliwość nauczania indywidualnego dla dzieci z orzeczeniem dodaliśmy zapis określający sposób prowadzenia takich zajęć: w przypadku uczniów z orzeczeniem o potrzebie nauczania indywidualnego - nauczyciel prowadzący nauczanie indywidualne, może prowadzić zajęcia z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość" - poinformowało MEN. (PAP)

Autorka: Danuta Starzyńska-Rosiecka

dsr/ par/

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: tłumów już nie będzie, cieszmy się z każdej osoby

2020-09-13 12:15

[ TEMATY ]

wywiad

katecheza

laicyzacja

kard. Kazimierz Nycz

Episkopat.news

Nie dopilnowaliśmy do końca równowagi miejsc katechezy, a więc domu rodzinnego, parafii i szkoły. I do tego trzeba wrócić – mówi KAI kard. Kazimierz Nycz, podsumowując 30 lat ponownej obecności religii w polskich szkołach. Wskazuje też, że Polska należy do krajów w których laicyzacja w młodym pokoleniu dokonuje się najszybciej. „Dziś musimy nauczyć się radować spotkaniem nawet z jednym człowiekiem, jeśli przyszedł tylko ten jeden” – wskazuje były przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP.

  • Dziś, po 30 latach, musimy powiedzieć, że troszkę nam się stało za cicho w salkach parafialnych, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar katechezy sakramentalnej, zarówno co do I Komunii świętej jak i bierzmowania.polonijnymi.
  • Jest faktem, że w ciągu tych 30 lat dokonuje się pełzający spadek frekwencji dzieci i młodzieży w Kościele i na katechezie w szkole.
  • Powinniśmy zacząć inaczej myśleć na temat współpracy rodziny, parafii i szkoły ale także o tym, co proponujemy w katechezie dorosłych po to, żeby dorośli, rodzice byli pierwszymi katechetami swoich dzieci.

Tomasz Królak (KAI): Przed sierpniowymi obradami biskupów w Częstochowie zapowiadano, że odbędzie się dyskusja o plusach i minusach nauczania religii w szkołach w związku z 30. rocznicą jej powrotu do szkół. Jak wypadło to podsumowanie?

Kard. Kazimierz Nycz: - Rozmowa była nadzwyczaj dobra, poprzedzona dwoma wykładami ekspertów. Pierwszy dotyczył głównie założeń teoretycznych katechezy w szkole, drugi był głosem wizytatora, który jako praktyk zna temat lekcji religii na wylot. Późniejsza, bardzo konkretna dyskusja podejmowała problemy jakie się nazbierały w ciągu tych 30 lat. Była też mowa o tym, jak ma się katecheza dzisiaj, po tych 30 latach w perspektywie założeń, które przyjęliśmy przed laty wchodząc, nieco w pośpiechu, do szkoły. Bo, przypomnę, decyzja zapadła podczas zebrania episkopatu w Krakowie, w czerwcu 1990 roku, a dwa miesiące później odbywały się już pierwsze zajęcia.

- Jakie są wnioski z tego bilansu? Dostrzeżono jakieś problemy?

- Warto najpierw zaznaczyć, że to był powrót do sytuacji, która była i jest obecna jest w znakomitej większości krajów europejskich, jak Niemcy, Włochy czy Hiszpania. Czy te 30 lat nieobecności szkolnej katechezy wybiło nas z rytmu? Z pewnością tak ale też trzeba pamiętać, że katecheza przy parafii, wypracowana w okresie od lat 60., organizowana właściwie od zera, od nauki w kościołach bo nie było jeszcze tych małych salek, nie było katechetów, otóż ta katecheza miała swoją ogromną wartość. Przede wszystkim bardzo mocno wiązała katechezę rodzin, zwłaszcza rodziców z katechezą parafialną i z katechezą dzieci i młodzieży. W 1990 roku mieliśmy już więc doświadczenie katechezy przyparafialnej, prowadzonej dla poszczególnych klas szkolnych, w miastach zaś łączono niestety kilka klas w grupę, bo nie było innych możliwości.
Natomiast dokonany w 1990 roku powrót katechezy do szkół oceniliśmy jako decyzję słuszną. Główne założenia, a więc żeby wychowanie i edukacja szkolna były kompletne, także od strony przedmiotu, nazwijmy to, etycznego, światopoglądowego, czy wprost religijnego - sprawdziło się. Myślę też, że na takie rozwiązanie społeczeństwo wyraźnie oczekiwało, wspólnie z władzami państwowymi, wolnego, niepodległego już państwa. Choć pamiętamy, że nie brakowało też głosów przeciwnych. Dyskusja medialna była gorąca.

- Dziś coraz częściej pojawiają się głosy, także wśród biskupów, że niezbędne jest uzupełnienie katechezy szkolnej zajęciami w salach parafialnych. Czy to dobry pomysł?

- Od początku powrotu lekcji religii do szkół zakładaliśmy, że będziemy tam realizować to, co da się w szkole zrobić ale nie rezygnujemy z katechezy przy parafii. Od początku była więc założona komplementarność lekcji religii w szkole i przy parafii.

- Ale czy to założenie było realizowane?

- To jest pytanie, bo wiele parafii, może nawet większość - odetchnęło z ulgą. Pomyślano sobie: wszystko weźmie szkoła. I pozamykaliśmy salki katechetyczne. Natomiast już wtedy część proboszczów, rodziców, duchowieństwa i katechetów doskonale wyczuwała, że nie wszystko da się zrobić w szkole; że to założenie komplementarności katechezy szkolnej i parafialnej było czymś absolutnie potrzebnym, obowiązującym.
Dziś, po 30 latach, musimy powiedzieć, że troszkę nam się stało za cicho w salkach parafialnych, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar katechezy sakramentalnej, zarówno co do I Komunii świętej jak i bierzmowania. Są oczywiście spotkania przez rok w klasie III czy przed bierzmowaniem ale to na pewno nie wystarcza, potrzeby są większe. To jedna z najważniejszych rzeczy do przemyślenia, mocno podnoszona przez biskupów podczas dyskusji.

Kiedyś bardzo często narzekaliśmy, że rodzice „oddawali” dzieci szkole, jakby chcieli powiedzieć: zajmijcie się ich wychowaniem religijnym. Cóż, w pewnym sensie parafia też oddała do szkoły “swoje” dzieci i młodzież, i odetchnęła z ulgą uznając, że to wystarczy.

Jednak rzeczywistość pokazała, że absolutnie nie wystarczy. Dlatego główny postulat, który pada w ciągu ostatnich lat, a pojawił się też na ostatniej konferencji episkopatu, mówi o konieczności prowadzenia katechezy równolegle: w rodzinie, w szkole i w parafii.

- W lekcjach religii uczestniczy coraz mniejsza liczba uczniów, choć w różnych regionach wygląda to różnie. Dlaczego odchodzą? Może coś jednak w tej szkolnej katechezie nie wyszło?

- W pierwszych latach, rzeczywiście ten entuzjazm z powodu powrotu tych zajęć do szkół był dużo, dużo większy i o tym świadczy także frekwencja. W szkołach podstawowych wynosiła ona prawie 95 procent, a gdzieniegdzie nawet więcej. Na religię nie chodził tylko ktoś innego wyznania lub innej wiary. Jeśli zaś chodzi o młodzież, to chciałbym zaznaczyć, że w religii w szkole uczestniczyli i ci, którzy nie przychodzili do parafii. Nie idealizujmy więc katechezy parafialnej pod każdym względem. Owszem, miała ona swoje ogromne plusy wynikające z bliskiego związku z parafią, z kościołem parafialnym. Z pewnością łatwiejsze było osiąganie takich celów jak wtajemniczenie chrześcijańskie czy właściwa katecheza, rozumiana jako przekaz Słowa Bożego. Tak, parafia stwarzała szczególne warunki w tym względzie. Ale też, nie czarujmy się: kiedy w swojej młodości uczyłem przy parafii dzieci ze szkoły podstawowej czy średniej, to, jak pamiętam, ta frekwencja wcale nie był tak wysoka, jak to się nam wydaje dzisiaj, ex post. Jeśli chodzi o szkoły zawodowe, a przecież wtedy większość młodzieży do takich właśnie chodziła, to problemy z frekwencją też były duże.

Natomiast jest faktem, że w ciągu tych 30 lat dokonuje się pełzający spadek frekwencji dzieci i młodzieży w Kościele i na katechezie w szkole.

Geografia tego zjawiska jest jednak różna: na południu i wschodzie Polski, w diecezjach o charakterze bardziej tradycyjnym i wiejskim, frekwencja w szkołach podstawowych nadal jest bardzo duża, przekracza 90 proc., a w liceach dochodzi do tego pułapu. Inny jest obraz katechezy w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań, Łódź czy Kraków, gdzie frekwencja jest wyraźnie, nawet o kilkadziesiąt procent, mniejsza. Trzeba na to patrzeć z troską i zapytywać, także siebie, o przyczyny.

- No właśnie, gdzie one tkwią?

- Na pewno nie tylko po stronie młodzieży i rodziców, ani nie tylko po stronie szkoły lecz także po stronie Kościoła, katechetów i ich formacji katechetycznej – i o tych rzeczach także dużo mówiliśmy.

- O tej formacji jest mowa także w wydanym niedawno watykańskim dyrektorium katechetycznym. Mówi się w nim, że Kościół powinien szukać nowych sposobów przekazu wiary w obliczu wyzwań, które stawia świat cyfrowy i globalizacja kultury. Jak realizacja tego wskazania powinna wyglądać w polskich realiach?

- Wspomniałem, że na katechezie szkolnej nie można zrealizować wszystkich celów, jakim powinna ona służyć. A watykańskie dyrektorium dokładnie pokazuje, dlaczego nie jest to możliwe. Otóż dokumenty Kościoła - nowe i poprzednie dyrektoria, adhortacja Jana Pawła II „Catechesi Tradendae” ale i nasze dyrektorium sprzed 20 lat – poświęcają katechezie w szkole mniej więcej jedną czwartą tekstu. Natomiast większa część dotyczy natury, istoty, celów katechezy. Jest ona zawsze posługą słowa w Kościele ku umacnianiu wiary, przy czym na pierwszym miejscu – i tak jest od czasu Soboru – mówi się o katechezie dorosłych, w tym rodziców. Na drugim: o katechezie studentów, młodzieży i dzieci. Wydaje się więc, że gdzieś zagubiliśmy pewną proporcję pomiędzy tymi trzema rodzajami katechezy.
Powinniśmy zacząć inaczej myśleć na temat współpracy rodziny, parafii i szkoły ale także o tym, co proponujemy w katechezie dorosłych po to, żeby dorośli, rodzice byli pierwszymi katechetami swoich dzieci. Tak, jak w parafii pierwszym katechetą jest proboszcz i jego współpracownicy. Natomiast jeśli ograniczymy się tylko do szkoły, to jak gdyby pozbawiamy się tych dwóch wielkich przestrzeni: rodziny i parafii. Nie można uważać szkoły za jedyne miejsce katechezy, choć jest to miejsce bardzo ważne.
Trzeba też mieć na uwadze, i o tym mówi nowe dyrektorium, inność współczesnej młodzieży i inność jej oczekiwań wobec nauczycieli, wychowawców i katechetów. Dziś dominującą pozycję w wychowaniu i nauczaniu zajął internet i nowoczesne środki przekazu, także w procesie nauczania i wychowania. Niestety, często te środki, źle wykorzystywane, stają się wielkim antywychowawcą. Kościół jednak nie ucieknie od tej nowoczesności, jeśli pragnie znaleźć drogę do młodego pokolenia, by ich podprowadzić do ewangelii.
Dlatego dziś, zarówno w katechezie parafialnej jak i, zwłaszcza, szkolnej należy mówić o wykorzystywaniu nowoczesnych środków elektronicznych w przekazie treści katechetycznej. W przeciwnym razie z młodzieżą po prostu się nie spotkamy. To jest wielkie wyzwanie stojące przed dzisiejszą katechezą. Kościół nie może zastępować głoszenia Słowa Bożego w katechezie i na ambonie ale to głoszenie musi być wspierane w innych przestrzeniach.
Konieczne jest też przemyślenie podstawy programowej katechezy szkolnej w kierunku tego, co z celów i zadań katechezy można zrobić w szkole, określając jednocześnie, co trzeba pozostawić do realizacji w parafii. Jeżeli bowiem weźmiemy pod uwagę cztery główne zadania katechezy, jakimi są: preewangelizacja, ewangelizacja, wtajemniczenie i właściwa katecheza, to dwa pierwsze założenia można owocnie zrealizować w szkole, natomiast pozostałe, powiedzmy to sobie szczerze, są nieosiągalne do końca bez udziału parafii.
Co do szkoły, to musimy się programowo przestawić, także poprzez właściwą formację katechetów, w kierunku dwóch pierwszych zadań, a więc preewangelizacji i ewangelizacji. Myślę, że próba głoszenia od razu głębokiego orędzia kerygmatycznego, bez poprzedzenia tego procesu pewną bazą kulturową jest czymś bardzo ograniczającym możliwości religii w szkole. Ponadto, jeśli chcemy być przyjęci przez tych, którzy na te lekcje przychodzą, choć z ich wiarą jest jeszcze bardzo różnie, to możemy do nich trafić właśnie tymi elementami preewangelizacji i kultury i to bardzo szeroko pojętej. Bo nawet jeśli ktoś poprzez takie zajęcia nie dojdzie do wiary głębokiej (może stanie się to za 10 czy 20 lat?), to już dziś możemy mu dać przygotowanie i wiedzę, która pomoże mu żyć w świecie i rozumieć ten świat który wyrasta z kultury chrześcijańskiej. I o tym ewangelizacyjnym wymiarze katechezy mówi dużo nowe Dyrektorium o Katechezie.

- Bo nie o wszystkim trzeba mówić wprost, a miejscem spotkania z religią, sacrum, duchowością, etyką może być właśnie kultura...

- Tak, tą płaszczyzną może być literatura, architektura, malarstwo, muzyka. To jest pole do szerokiej współpracy ze szkołą, to jest szansa na integrację międzyprzedmiotową. Bo przecież współpraca historyka, nauczyciela muzyki i katechety może przynieść świetne rezultaty na polu wspomnianej preewangelizacji czy nawet ewangelizacji.

- Czy uda się zatem powstrzymać proces pełzającego ale widocznego jednak, wykruszania się uczniów ze szkolnej katechezy?

- Myślę, że jest to nie tylko problem katechezy. Należymy do tych krajów świata, w których tzw. laicyzacja w młodym pokoleniu dokonuje się najszybciej. Nie można powiedzieć, że pewne procesy nas nie dotyczą czy nie będą dotykać. Trzeba się z nimi liczyć, ale też mądrze robić swoje, żeby tymi procesami się zmierzyć. Jak? Przede wszystkim przez solidną formację duszpasterzy i katechetów, zarówno duchownych jak i świeckich, a wśród nich na pierwszym miejscu rodziców. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że bez rodziców większości nowych wyzwań nie udźwigniemy.
Przyznajmy, że czasem, może nie z zaniedbania ale z pewnej wygody lub zbytniego zaufania do możliwości szkoły, nie dopilnowaliśmy do końca tej równowagi miejsc katechezy, a więc domu rodzinnego, parafii i szkoły. I do tego trzeba wrócić. Natomiast resztę zostawmy Panu Bogu.
Jeżeli ktoś uważa, że jeżeli do parafii na formację w grupach, nie przyjdzie 100 czy 50 procent uczniów, to nie warto robić spotkania, to z takim myśleniem nie ujedziemy za daleko. Musimy nauczyć się cieszyć małą grupką, cieszyć się tymi, którzy pojawili się, żeby przechodzić wtajemniczenie chrześcijańskie we wspólnocie przy parafii czy w ruchu - Neokatechumenacie, Odnowie w Duchu Świętym czy Ruchu Światło-Życie. Trzeba się nimi cieszyć. Już pewnie nigdy nie będzie takich tłumów jak wówczas, gdy na powakacyjnych rekolekcjach Ruchu Światło-Życie w diecezji warszawskiej, katowickiej czy krakowskiej pojawiały się grube tysiące młodych ludzi. Dziś musimy nauczyć się radować spotkaniem nawet z jednym człowiekiem, jeśli przyszedł tylko ten jeden. A jeżeli jest to nieduża choćby wspólnota - cieszyć się tym jeszcze bardziej.
Niezbędne jest więc “dopełnianie” szkolnej lekcji religii w parafii propozycją żywych grup, ruchów, wspólnot, żeby spełnić ten postulat wtajemniczenia i katechezy jako głoszenia Słowa Bożego wierzącym. Ale zanim to będzie możliwe, trzeba do tej wiary “podprowadzić”. I to robimy między innymi w szkole. Nie znaczy to, że nasza obecność w szkole jest mniej ważna. Nie, jest bardzo ważna, bo jeżeli będziemy czekać na ludzi tylko w kościele, to na niektórych możemy się nigdy nie doczekać. Przez katechezę w szkole, młodzież nam zostaje “dana i zadana”.
W nowym watykańskim dyrektorium jest powiedziane, że parafia musi być misyjna, ewangelizacyjna, musi wychodzić do ludzi. Szkoła jest w tym kontekście miejscem doskonałym. A pandemia pokazała, że w tym czasie skuteczniej mogli zaprosić uczniów do parafii ci katecheci, którzy wcześniej mieli z młodymi dobry kontakt także w szkole.

- I w ten sposób dochodzimy do tematu tegorocznego Tygodnia Wychowania - “Budujmy więzi”...

- Pandemia pokazała, że przed komputerem brakuje tej realnej więzi, spotkania osób, grupy i żywego kontaktu z nauczycielem. Nie wszystkie cele katechezy i nauczania udawało się zrealizować w nauczaniu zdalnym. Budowanie więzi jest naszym zadaniem, także w katechezie i poprzez nią.
Jest rzeczą bardzo ważną, by nie zabrakło nam dobrych katechetów i dobrych kandydatów do katechezy. Nie ma co ukrywać: zaczyna to być problemem społecznym czy demograficznym. 30 lat temu do katechezy wyszło ponad 10 tysięcy nowych katechetów. Pełnią piękną i ważną misję Kościoła katechizującego. Trzeba myśleć o ich następcach, żeby za 5-10 lat byli ludzie dobrze przygotowani do przejęcia ich zadań.

CZYTAJ DALEJ

Misyjny charakter procesji

2020-09-20 21:45

Fot. Grzegorz Kryszczuk

Ulicami Wrocławia przeszła procesja z relikwiami św. Doroty i św. Stanisława. Dziękowano za ocalenie od powodzi tysiąclecia i modlono się o oddalenie pandemii.

Uroczystość rozpoczęła się w Bazylice św. Elżbiety specjalnym nabożeństwem, następnie w asyście wojskowej i policyjnej procesja przeszła do kościoła św. Stanisława, św. Doroty i św. Wacława. Uczestniczyło w niej kilkuset mieszkańców miasta.

Bp Andrzej Siemieniewski w homilii wyraźnie wskazał, że ta procesja i modlitwa o duchowe błogosławieństwo za Wrocław, ma także wymiar misyjny. Wyraził pragnienie, aby Wrocław, który jest niezwykłym miastem, piękniał również duchowo.

Hierarcha podkreślił, że ważniejsza jest Eucharystia i jej moc niż strach, który może pojawić się w sercu człowieka. - Tu jest Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. My o tym wiemy, ale jest wielu, którzy nie wiedzą, albo o tym zapomnieli. Czasem lęk, obawy, albo wygodnictwo sprawiają, że ich nie pociąga liturgia. Może wydaje im się to jakimś obowiązkiem, a może popadli w koleiny prawno-dyscyplinarne, dyskutując o dyspensach. My jako świadkowie obecności Pana Jezusa mówmy raczej o Bożych obietnicach, wygłoszonych przez Chrystusa i zapisanych w Ewangelii – mówił bp Siemieniewski.

Zachęcił aby dzielić się tymi obietnicami z innymi, w swoich rodzinach i miejscach pracy. Szczególnie z tymi, którzy traktują niedzielną Eucharystię jako obowiązek. - Mówmy innym: spotkałem Pana! Tak, jak to jest zapisane na kartach Nowego Testamentu. Spotkałem Pana w Ewangelii, której słuchałem, a później wprowadziłem w życie. Kto pije Krew Pańską i spożywa Ciało Pańskie ma życie w sobie na wieki – mówił bp Siemieniewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję