Reklama

Niedziela Sosnowiecka

Droga do Matki

Trzy dni marszu, trzy dni wyrzeczeń, trzy dni modlitwy od rana do wieczora i duchowe akumulatory mam doładowane na kilka miesięcy – powiedział Przemek Jaworski, uczestniczący już po raz 17. w Diecezjalnej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę

Niedziela sosnowiecka 36/2019, str. 6-7

[ TEMATY ]

Pielgrzymki 2019

Piotr Lorenc

Pamiątkowe zdjęcie jednej z grup w Łagiszy

Tegoroczna wędrówka do tronu Pani Przenajświętszej na Jasną Górę rozpoczęła się jak zwykle 23 sierpnia od porannej Mszy św., której przewodniczył bp Grzegorz Kaszak w sanktuarium Polskiej Golgoty Wschodu w Będzinie-Syberce. Była to druga odsłona pieszej pielgrzymki sosnowieckiej na Jasną Górę. Trzecia część wyruszyła z Jaworzna 3 września. A pierwsza z Olkusza 9 sierpnia. Kierownikiem pielgrzymki zagłębiowskiej był ks. Józef Handerek, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Czeladzi-Piaskach. Tradycją jest, że pierwszy odcinek razem z pielgrzymami pokonuje biskup ordynariusz wraz z innymi kapłanami. Pielgrzymka Zagłębiowska jest krótka. Pierwszego dnia pątnicy pokonują ok. 26 km, drugiego 30, a trzeciego ok. 15. Ale to w zupełności wystarczy, by odpowiednio się pomodlić.

Wotum za budowę świątyni

Pielgrzymka Zagłębiowska powstała, kiedy uzyskano zgodę na budowę świątyni w Będzinie-Syberce. Wtedy pątnicy dziękowali za możliwość wybudowania własnej świątyni i utworzenie parafii. Stopniowo do parafii na Syberce dołączały kolejne, by wreszcie wędrowało całe Zagłębie. I tak już pozostało.

Przed tronem Jasnogórskiej Pani

25 sierpnia, trzeciego dnia wędrówki, pielgrzymi dotarli na Jasną Górę. I tak jak zaczęli, tak zakończyli. Uroczystej Eucharystii, będącej jednocześnie ostatnią nowennową Mszą św. przed uroczystością Matki Bożej Jasnogórskiej, przewodniczył abp Wacław Depo. Wśród koncelebransów znaleźli się biskup diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak, biskup diecezji radomskiej Henryk Tomasik oraz biskupi częstochowscy: arcybiskup senior Stanisław Nowak, bp Andrzej Przybylski i biskup senior Antoni Długosz. Homilię wygłosił pasterz Kościoła sosnowieckiego. – Niestety, z bólem i trwogą musimy stwierdzić, że Maryja, Matka Boga Najwyższego i nasza ukochana Matka, na naszej polskiej ziemi jest obrażana i to przez profanację cudownego, od wieków świętego dla wielu Polaków Jej wizerunku, obrazu Matki Bożej Częstochowskiej – powiedział bp Grzegorz Kaszak do pielgrzymów zebranych z kilku diecezji przed Szczytem Jasnogórskim.

Reklama

Kaznodzieja ubolewał nad tym, że na koszach na śmieci i w przenośnych toaletach rozlepiono plakaty i naklejki z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Zwrócił uwagę, że, o zgrozo, pojawiły się głosy bagatelizujące to skandaliczne wydarzenie. – Dało się słyszeć: Nie ma sprawy, nic się nie stało – to znaczy: katoliku, czcicielu Maryi, milcz, nic nie rób, nie podnoś głosu sprzeciwu, tylko bądź cicho i patrz. Ale my, obserwując to, co się dzieje, uważamy inaczej. Z bólem serca twierdzimy: to nieprawda, że nic się nie stało. Stało się i to bardzo dużo! Nasza Matka i Królowa została zlekceważona – podkreślił bp Kaszak.

A Ona zawsze nam pomaga

Przypomniał, że Matka Boża nigdy nikogo nie skrzywdziła, natomiast zawsze pomagała i nadal spieszy z pomocą każdemu, kto zwraca się do Niej w trudnych chwilach swojego życia. – Przedmioty wotywne pozostawione w ciągu wieków przez wiernych, chociażby te znajdujące się w Sanktuarium Jasnogórskim, są niezbitym dowodem Jej dobroci i cudownej mocy. Drodzy Pielgrzymi, będąc na Jasnej Górze, zwróćcie, proszę, uwagę na pozostawione w Kaplicy Cudownego Obrazu dary serca. Są wśród nich m.in.: sznury korali i pierścienie, kule ortopedyczne i metalowe tabliczki – często w kształcie gorejącego serca czy części ludzkiego ciała. Szczególnym wotum jest przestrzelony i zakrwawiony w czasie zamachu na Jana Pawła II, 13 maja 1981 r., pas jego sutanny – przypomniał bp Kaszak.

Kaznodzieja z żalem stwierdził, że wizerunek Jasnogórskiej Pani, który ze względu na niezliczoną ilość cudów i łask, jakich naród polski doświadczył przez wieki za wstawiennictwem Czarnej Madonny, powinien być drogi każdemu Polakowi, a jest profanowany na różne sposoby. – W aureolę Maryi i Dzieciątka wpisuje się barwy tęczy. Tęczy, która jest symbolem społeczności LGBT, czyli lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transgenderycznych i która jest powszechnie utożsamiana z tym środowiskiem. Ich tęczową flagę można zobaczyć na paradach i tzw. marszach równości, podczas których dochodzi do obrażania Boga, a propagowane przez środowiska LGBT zachowania, np. obcowanie płciowe osób tej samej płci, związki osób tej samej płci, które chcą żyć na wzór małżeństwa, jakie ustanowił Stwórca między jednym mężczyzną i jedną kobietą, są w sprzeczności z wolą Boga Wszechmogącego, są więc złem moralnym – wyjaśniał biskup sosnowiecki.

Nie wolno być biernym

Hierarcha dał także wskazówki, jak mamy postępować w zaistniałej sytuacji. – Nie wolno nam milczeć. Musimy natomiast stanowczo przeciwstawiać się moralnie złym działaniom i, co ważne, brać w obronę tych, którzy w trosce o dobro Polski głoszą niewygodną prawdę o zagrożeniach, jakie dla narodu polskiego niesie szerząca się ideologia LGBT, chociażby osobę abp. Marka Jędraszewskiego. Natomiast rodzice, zaraz na początku roku szkolnego, mogą podpisać deklarację sprzeciwiającą się wychowywaniu ich dzieci zgodnie z ideologią LGBT, bo to oni mają decydować o tym, jak wychowywane będą ich dzieci. W Fatimie Matka Boża dla ratowania ludzkości prosiła o zadośćuczynienie za grzechy. I to jest kolejne ważne zadanie dla nas – zalecał pasterz diecezji sosnowieckiej.

2019-09-03 13:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Fatima: ponad 6 mln pielgrzymów w 2019 roku

2020-02-07 18:33

[ TEMATY ]

Fatima

Portugalia

Pielgrzymki 2019

Ks. Krzysztof Hawro

Przed Bazyliką w Fatimie

6,3 mln pielgrzymów z całego świata odwiedziło w 2019 r. Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie, poinformowały władze portugalskiego miejsca kultu podczas dorocznego spotkania z przedstawicielami lokalnych hoteli.

Z szacunków tych wynika, że łącznie wierni, którzy dotarli do Fatimy, wzięli udział w organizowanych tam 10 tys. obrzędów religijnych, zarówno dla wszystkich wiernych, jak też uroczystości odbywających się dla poszczególnych grup pielgrzymkowych.

W opublikowanym komunikacie gospodarze sanktuarium w Fatimie wskazali na dużą rozbieżność w oficjalnych statystykach prowadzonych przez rektorat tego portugalskiego miejsca kultu maryjnego oraz w liczbie miejsc noclegowych rezerwowanych w Fatimie i jej okolicach przez pielgrzymów.

- Nasze sanktuarium nie prowadzi statystyk dotyczących liczby wszystkich pielgrzymów. Nie jesteśmy w stanie policzyć docierających tu indywidualnie wiernych, a jedynie grupy pielgrzymkowe – napisano w komunikacie.

Z danych rektoratu portugalskiego miejsca kultu wynika, że poza Portugalczykami, nacjami najliczniej docierającymi do Fatimy w grupach są obywatele Hiszpanii, Włoch i Polski. W 2019 r. przybyło do sanktuarium z tych krajów odpowiednio 565, 340 oraz 254 grup.

CZYTAJ DALEJ

Abby Johnson: przeraża mnie, że mamy całą masę katolików, popierających aborcję

2020-02-20 12:37

[ TEMATY ]

Abby Johnson

Twitter

Przeraża mnie fakt, że obecnie mamy całą masę katolików, którzy otwarcie popierają aborcję, a otrzymują komunię, choć księża znają ich poglądy. Można dostrzec ten problem również w Polsce – przyznała Abby Johnson, amerykańska działaczka antyaborcyjna w rozmowie z Pauliną Guzik w programach Między Ziemią a Niebem TVP1 i Okiem Wiary TVP Info.

Paulina Guzik: Abby, jak przyjęto Cię w Polsce?

Abby Johnson: Byłam bardzo podekscytowana perspektywą przyjazdu do Polski. Jestem katoliczką, więc przyjazd do katolickiego kraju wzbudzał emocje. Uderzyła mnie mocna wiara katolicka. To wyjątkowe miejsce z bardzo bogatą historią katolicyzmu i pięknymi katolicki świętymi. Polacy są wspaniałymi ludźmi. Jestem szczęśliwa, że mogę być z wami.

Z Krakowa wychodzi wyjątkowe przesłanie. Masz może jakieś szczególne przesłanie z tego miejsca dla świata czy dla Polski?

AJ: Gorliwie modliłam się o przesłanie przed moim przyjazdem do Polski. Nie jestem Polką, więc nie zamierzam udawać, że znam tutejszą kulturę. Jednak wiem, co wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych. Dzieje się tak dlatego, że ludzie cały czas idą na kompromis ze złem. Drzwi kompromisu otworzyły się już w Polsce, jeśli chodzi o aborcję, zapłodnienie in vitro i inne poważne kwestie moralne. Kościół i ludzie relatywnie rzecz biorąc nie zabierają głosu. Kiedy dobrzy ludzie milczą, kiedy sami milczą, wówczas do głosu dochodzi zło. Właśnie coś takiego ma u was miejsce. Moje przesłanie do was brzmi: odrzućcie ten kompromis, który został zawarty. Chcę was również ostrzec, że to co obserwujemy obecnie w waszym kraju w sferze kultury aborcji i prawa aborcyjnego, zmierza w niebezpiecznym kierunku.

Co mogłoby wzmocnić w obecnej chwili ruch pro-life, nie tylko w Polsce, ale również w Stanach Zjednoczonych?

AJ: Według mnie musi być to Kościół. Ten impuls musi wyjść z Kościoła, zwłaszcza z Kościoła katolickiego, który od zawsze stawia kwestię ochrony życia na pierwszym miejscu. Niestety Kościół stał się relatywnie milczący, za bardzo się obawia, aby nie urazić innych. Oznacza to współpracę ze złem. Kościół nie mówi otwarcie, nie korzysta z prawa głosu, nie korzysta z władzy danej nam przez samego Chrystusa, kiedy ustanawiał Kościół katolicki. Zawiedliśmy Go, zawiedliśmy Chrystusa. Kościół to najpotężniejsza organizacja.

A więc uważasz, że Kościół w obecnych czasach nie wystarczająco głośno broni dzieci?

AJ: Niestety nie. Kościół za bardzo idzie na kompromis. Chcę podkreślić, że kocham moją wiarę, kocham Kościół katolicki. Zostałam katoliczką, bo właśnie tutaj mamy prawdę o Chrystusie. W Kościele katolickim mamy pełnię naszej wiary. Dlatego przeraża mnie fakt, że obecnie mamy całą masę katolików, którzy otwarcie popierają aborcję, a otrzymują komunię, choć księża znają ich poglądy. Można dostrzec ten problem również w Polsce. Zauważyłam, że Polacy nie mówią o tym głośno, bo żyją w przekonaniu, że w Polsce jest wielu katolików i tego typu problemy tutaj nie występują. Ale to nieprawda. Jak długo będziecie ignorować ten problem, to problem ten będzie narastał.

PG: Jakie są Twoje przewidywania? Co może się zdarzyć, jeśli nie zabierzemy głosu w kwestii aborcji?

AJ: Jeśli teraz nie zabierzecie głosu, to dojdzie do złagodzenia prawa aborcyjnego. Na początku będą to małe kroki, co już ma miejsce, czyli legalna aborcja w trzech przypadkach. Jednak widzimy, że lekarze już testują granice. Prawo jest obecnie nieprawidłowo interpretowane. Aborcja ma być przeprowadzana, kiedy życie kobiety jest w niebezpieczeństwie, bądź jeśli dziecko nie będzie mogło samodzielnie funkcjonować, co według mnie nie jest przesłanką do usunięcia ciąży. Jednak tak się nie dzieje. Kobiety nagminnie usuwają ciążę, gdy dziecko ma zespół Downa. A przecież te dzieci mogą prowadzić całkowicie normalne życie. Nawet obecnie obowiązujące prawo nie jest przestrzegane w takim stopniu, w jakim powinno być. Właśnie dlatego, że zawarto kompromis. Tak to właśnie wygląda. Kiedy zło przenika, to rośnie w siłę.

Ludzie o tym wiedzą. Mimo że o tym wiedzą, to zastanawiają się, co powinni z tym zrobić. A przecież powinni pójść do mediów, ujawnić ten proceder, szukać sprawiedliwości dla nienarodzonych dzieci i matek, które okłamano, którym powiedziano, że ich dzieci nie będą mogły prowadzić normalnego życia, a tymczasem rodzą się zupełnie zdrowe. Należy szukać sprawiedliwości. Nie można obawiać się skutków.

Ja sama nie miałam pojęcia, co się stanie, kiedy opuściłam klinikę Planned Parenthood. Nie wiedziałam, że znajdę się na sali sądowej naprzeciw jednej z największym organizacji na świecie. Nie miałam pojęcia. Jednak trzeba działać. Nawet jeśli się boimy. Nie jesteśmy powołani do strachu. Bóg nie daje nam ducha lęku i bojaźni, ale ducha siły i odwagi. Bojaźń i słaby głos są u was obecne.

Wydaje mi się, że katolicy w Polsce uważają, że nie jest tak źle, że to tylko tysiąc dzieci rocznie. A te tysiąc dzieci, to o tysiąc za dużo. Nawet jeśli byłoby to tylko jedno dziecko, to o jedno za dużo. Czas, by Polacy się przebudzili. Jeśli nie zaczniecie odpychać tego zła, jeśli nie zaczniecie krzyczeć na temat tego, co dzieje się obecnie w waszym kraju, wówczas dojdzie do liberalizacji aborcji. Staniecie się krajem, jakim są Stany Zjednoczone, gdzie można dokonywać aborcji przez dziewięć miesięcy ciąży z jakiegokolwiek powodu. Do tego dojdzie w waszym pięknym katolickim kraju, jeśli ludzie nie zaczną się sprzeciwiać.

PG: Co pomogło Ci zagoić rany, kiedy opuściłaś klinikę po tym, jak zdałaś sobie sprawę, czym jest aborcja i zdałaś sobie sprawę, co stało się z Twoimi własnymi dziećmi, bo sama dokonałaś dwóch aborcji?

AJ: Z pewnością dużą rolę odegrała moja wiara katolicka: sakramenty, spowiedź, Eucharystia. Jednak szczerze powiedziawszy potrzebowałam duchowego treningu. Każdego dnia budziłam się i musiałam podejmować decyzję, czy będę żyć przeszłością, której nie mogę zmienić i czy będę rozpaczać, smucić się, żałować, zamartwiać i odczuwać wstyd, czy może obudzę się i będę żyć teraźniejszością akceptując dar od Boga i pozwolę Mu działać w moim życiu.

Przez osiem lat pracując w klinice byłam z dala od Boga, więc może już najwyższy czas, żeby zacząć żyć dla Jego chwały. Jednego dnia obudziłam się i podjęłam złą decyzję. Kolejnego dnia obudziłam się użalając się przez cały dzień, pijąc zbyt dużo wina i litując się nad sobą. Jednak najczęściej budziłam się i decydowałam się żyć dla Chrystusa.

Pewnego dnia, kiedy takie zmagania trwały już od długiego czasu, obudziłam się i wiedziałam, że już nie muszę dokonywać takich wyborów. Wiedziałam już, jak ma wyglądać moje życie. Pomaga mi też dzielenie się moją historią z innymi, pomaganie innym ludziom, aby sprzeciwiali się tej niesprawiedliwości wiedząc, że dzięki temu ratuję im życie, bo Bóg może działać przeze mnie, przez moją przeszłość. Jednak uzdrowienie to podróż i ta podróż potrwa całe życie.

PG: Czy jest to też podróż miłosierdzia?

AJ: Jak najbardziej. Zdecydowanie. Bóg jest względem mnie niezwykle miłosierny. Nie zasługuję na to, co mam, nie zasługuję na te łaski, które od Niego otrzymuję, nie zasługuję na te wszystkie cudowne dzieci, którymi mnie obdarzył. Ale On jest właśnie tak dobry. To właśnie Bóg, to Jego miłosierdzie.

PG: Miłosierdzie działa także wobec byłych pracowników klinik aborcyjnych, którzy przeszli na stronę życia. O tym piszesz w swojej nowej książce, która właśnie ukazała się w Polsce. Możesz przytoczyć najbardziej uderzającą historię, jaką usłyszałaś od byłego pracownika kliniki aborcyjnej, które opisujesz w książce „Ściany będą wołać?”

AJ: W książce można przeczytać historię kobiety, która zabiegała o aborcję zdrowego dziecka przy pomocy litu. Dostała zastrzyk, który miał zabić jej dziecko. Po zastrzyku zmieniła zdanie, natychmiast pożałowała decyzji i chciała ocalić swoje dziecko. Tak naprawdę lekarz-aborter wymusił na niej przeprowadzenie aborcji. Ludziom trudno uwierzyć w tę historię. Nie mogą uwierzyć, że kobiety dostają środki uspokajające, a potem są zmuszane do zabicia własnego dziecka, kiedy próbują je ocalić. Ale tak właśnie się dzieje. Tak to wygląda na całym świecie. Takie rzeczy małą miejsce każdego dnia w Chinach, w Stanach Zjednoczonych, we wszystkich krajach. Jest to prawdziwy problem. Wydaje się to niewiarygodne, póki nie zaczniesz pracować w tym przemyśle. Wówczas przekonujesz się, że dzieje się to każdego dnia.

PG: Wiem, że bardzo kochasz Jana Pawła II. W tym roku obchodzimy stulecie jego urodzin. Jesteśmy w jednym z jego ulubionych miejsc, które tak naprawdę stworzył. W jaki sposób św. Jan Paweł II Cię inspiruje?

AJ: Przypisuję Matce Przenajświętszej i Janowi Pawłowi II nawrócenie mojej rodziny na wiarę katolicką. Mój mąż i ja byliśmy na początku bardzo sceptycznie nastawieni. Nie byliśmy pewni, wydawało nam się to czymś szalonym. Mój mąż przeczytał Teologię ciała i Humanae vitae. Zaczął też czytać pisma św. Jana Pawła II. Przyszedł do mnie pewnego dnia i powiedział, że przeczytał różne rzeczy napisane przez papieża i uważa, że on ma rację. Stwierdził, że skoro ma rację w tych kwestiach, to Kościół katolicki musi mieć rację we wszystkim. Podeszłam do tego sceptycznie i byłam cyniczna. Jednak skłoniło mnie to do sięgnięcia po dzieła Ojców Kościoła. Zaczęłam też czytać encykliki i listy św. Jana Pawła II. Tak naprawdę to mnie przekonało, że jesteśmy na właściwej drodze, że Kościół katolicki jest naszym domem, że Kościół katolicki jest domem dla wszystkich. To wspaniałe uczucie być w miejscu, gdzie przebywał, chodził, mieszkał i gdzie był biskupem. Dzisiaj skosztowałam kremówkę papieską.

PG: Smakowała?

AJ: O tak. Powiedziałam ks. Maciejowi, który mi towarzyszył, że chcę ją na śniadanie, obiad i kolację. To czas odnowy i dla mojej wiary, to że tutaj jestem, w miejscu, gdzie mieszkał tak niezwykły święty papież.

PG: Dziękuję za odnowienie również naszej wiary - potrzebujemy takiego głosu z zewnątrz, żeby odnowić naszą wiarę w Polce. Bardzo dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Bassetti: dość polityki okupionej krwią niewinnych

2020-02-20 17:20

[ TEMATY ]

uchodźcy

konferencja

Włochy

region śródziemnomorski

Vatican News

Spotkanie w Bari „Morze Śródziemne granicą pokoju”

Pod hasłem „Morze Śródziemne granicą pokoju” w Bari trwa 5-dniowe spotkanie biskupów z 20 krajów tego regionu, poświęcone szukaniu dróg braterstwa i pojednania między mieszkającymi tam narodami.

Otwierając obrady kard. Gualtiero Bassetti podkreślił, że pilnie trzeba położyć kres prowadzeniu polityki okupionej krwią niewinnych, której drastyczne skutki przeżywają wszystkie kraje basenu Morza Śródziemnego.

Przewodniczący włoskiego episkopatu, który jest pomysłodawcą aktualnego spotkania, dużo mówił o konieczności budowaniu pokoju i braterstwa.

Wskazał, że region jest najlepszym przykładem tego, iż największy mur, który dzieli narody to mur interesów ekonomicznych. „Istnieje niewidzialna granica, która odseparowuje narody żyjące w nędzy od tych, którzy pławią się w dostatku. Istnieje nierozerwalny związek między ubóstwem a brakiem stabilizacji”
– mówił kard. Bassetti.

„Na naszym spotkaniu zabrzmi głos wszystkich przybrzeżnych Kościołów. Jesteśmy tutaj, by odkryć znaczenie naszej wspólnej przynależności śródziemnomorskiej, a co za tym idzie zaczerpnąć z jej mocy i ze wspólnoty braterskiej, po to by wypracować proroctwo jedności i pokoju – mówił otwierając spotkanie kard. Bassetti. – Region śródziemnomorski, to nie tylko piękno stworzone przez spotkanie tak wielu różnorodności, ale i przemoc, która wybucha z powodu niezdolności przezwyciężenia gier o władzę oraz przeciwstawnych interesów i obaw, które ta sama różnorodność może napędzać.“

Przewodniczący włoskiego episkopatu podjął też temat migracji, która boleśnie naznaczają cały region śródziemnomorski. Wskazał, że trzeba uczynić wszystko, by ludzie nie musieli uciekać w poszukiwaniu bezpiecznego życia, ale zarazem należy im samym pozwolić decydować o własnym losie. Przypomniał tu program pomocy organizowany m.in. przez Caritas Włoch „Wolni by wyjechać, wolni by pozostać”. Kard. Bassetti dokonał też swoistego „mea culpa” dla grzechu podziału w Kościele. Przypomniał, że podział terytorium kościelnego na tym terenie „śledził i wzmacniał podziały kulturowe, polityczne i militarne ludów śródziemnomorskich”.

Bp Antonio Raspanti, który jest koordynatorem spotkania wskazał, że jego celem jest nie tylko ujawnianie dokonywanych przestępstw i niesprawiedliwości, czego nie można zaniedbywać, ile przede wszystkim wskazanie drogi dla wszystkich krajów Morza Śródziemnego. Temu m.in. służy braterska wymiana doświadczeń dotycząca takich kwestii jak: migracje, ubóstwo, przemoc, brak struktur sanitarnych i edukacyjnych, wykorzystywanie narodów przez obce mocarstwa, kryzys rodziny, trudności w głoszeniu Ewangelii i przekazywaniu wiary młodym pokoleniom.

„Żyjemy w świecie, który wielkie potęgi chcą sobie podporządkować. I my, jak Kościół, jesteśmy zobowiązani do odegrania moralnej roli w polityce. Musimy bronić naszych ludzi, ich praw i sprawiedliwości. Przyjechałem z Syrii, by powiedzieć prawdę o tym, co nasz kraj przeżywa po tych zbyt długich latach wojny. Najbardziej wszyscy pragniemy pokoju – mówi Radiu Watykańskiemu abp Battah. – Modlimy się też o to byśmy jako chrześcijanie byli świadkami, prawdziwym światłem w świecie. Sytuacja wciąż jest bardzo trudna, pogłębia ją jeszcze obecny kryzys w Libanie. Syryjczycy częściej umierają teraz z głodu i braku niezbędnych lekarstw niż spadających bomb. Bardzo potrzebujemy pokoju. i obaw, które ta sama różnorodność może napędzać.“

Spotkanie „Morze Śródziemne granicą pokoju” zakończy się 23 lutego Mszą pod przewodnictwem Franciszka. Następnie uczestnicy spotkają się na wspólnym obiedzie z Papieżem. Zaproszona na niego została również kilkudziesięcioosobowa grupa migrantów i osób bezdomnych oraz niosących im pomoc wolontariuszy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję