Reklama

Rodzina

Moje dziecko nie chce chodzić do kościoła

„Nasze dziecko odwróciło się od Pana Boga i od Kościoła”.
Nikt nie zdoła policzyć, w ilu domach z ust rodziców, babć i dziadków da się usłyszeć tę bolesną skargę. Wychowywali swe latorośle, jak umieli, przynieśli do chrztu, przygotowali do I Komunii św., do bierzmowania – i oto nagle słyszą:
„Wypisuję się z Kościoła”, „Jestem niewierzący”, „Jestem dorosły, to moja sprawa, nie wtrącajcie się”.
Do tych deklaracji mogą jeszcze dochodzić agresja wobec Kościoła (czytaj: duchowieństwa), przystępowanie do sekt, życie bez sakramentalnego małżeństwa, związki homoseksualne...

Joanna Krawczyńska, matka dorosłego syna

Problem się pojawił, gdy syn wyjechał na studia do dużego ośrodka akademickiego. Miałam nadzieję, że ten czas będzie dla niego etapem autentycznego rozwoju, także w wierze. że zaangażuje się w duszpasterstwo akademickie. Polecaliśmy mu z mężem wspólnotę, w której w czasach studenckich się poznaliśmy. W naszej rodzinie był to częsty temat wspomnień z okresu młodości – czasu pieszych pielgrzymek, ŚDM z papieżem Janem Pawłem II. Spodziewaliśmy się, że nasz syn znajdzie dla siebie wspólnotę, a tam... może przyszłą towarzyszkę życia. Tymczasem on nie odnalazł się w duszpasterstwie akademickim z różnych powodów. Próbował też sił w kościelnym wolontariacie, ale bez skutku. Gdy przyjeżdżał do domu, próbowałam go wypytywać, zachęcać, ale dostrzegłam, że te tematy zupełnie go nie interesują. Zaczęłam podejrzewać, że gdy zostaje na miejscu studiów na weekend, to w niedziele nie chodzi do kościoła. Aż któregoś dnia oświadczył, że nie pójdzie z nami w niedzielę na Mszę św., bo „on w Kościele nic dla siebie nie odnajduje i nie ma potrzeby tam chodzić”. Nie mogłam się z tym pogodzić, wciąż pytałam, co się stało – nasz syn, ministrant, lektor, absolwent szkoły katolickiej, odrzuca dziś Kościół. Gdzie popełniliśmy błąd? Może łatwiej by było, gdyby podał jakieś konkretne zarzuty, które można byłoby odeprzeć, podyskutować, wytłumaczyć...

Zaproponowałam, aby porozmawiał z zaprzyjaźnionym z księdzem, wiedziałam, że ma do niego zaufanie. Rozmawiali nawet niejeden raz. Początkowo udało się księdzu nakłonić naszego syna do odbycia spowiedzi. Ale po pewnym czasie wszystko wróciło.

Najpierw problem dusiłam w sobie, nie chciałam o tym mówić głośno. Nie było to trudne, gdyż syn rzadko przyjeżdżał. Zaczęły mnie dręczyć wyrzuty sumienia. Choć nie jest to mój grzech bezpośredni, czułam, że muszę go wyznać na spowiedzi. Spowiednik poradził mi, by synowi przypominać, że się za niego modlimy. Często się zdarza, gdy młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, wydaje im się, że cały świat do nich należy. Po studiach, gdy pojawiają się problemy z pracą, z mieszkaniem, wracają i zaczynają szukać pomocy u Pana Boga. Ksiądz radził, by problem po prostu przeczekać i przemodlić.

Reklama

Wydawało mi się, że nie mogę bezczynnie czekać, zachęcałam więc syna, namawiałam, a niekiedy wręcz nakazywałam pójście do kościoła. Po awanturach, dla świętego spokoju, szedł. Ale przecież sama wiedziałam, że to nie ma sensu.

Najtrudniej było się przyznać wśród znajomych. Wiedziałam, że oni takiego problemu z dziećmi nie mają. Często się zastanawiałam, gdzie popełniliśmy błąd. Kiedyś usłyszałam od koleżanki, że ona by nigdy nie pozwoliła na taką sytuację. „Jeśli dziecko mieszka pod moim dachem, niezależnie, ile ma lat, to powinno przyjmować zasady i reguły, które panują w moim domu. Jeśli się nie dostosuje, to może w ogóle do domu nie przyjeżdżać”. Tego było już dla mnie za wiele. Nie potrafiłabym wyrzucić dziecka z domu. Przestałam mówić o swoim problemie, a nawet zaczęłam go ukrywać.

Mój syn już skończył studia, znalazł pracę, ale do Kościoła nie wrócił. Niedawno natrafiłam na modlitwę do św. Moniki, matki św. Augustyna, która przez wiele lat modliła się z wiarą o jego nawrócenie. Pomyślałam – czemu nie spróbować. Wiara jest łaską i muszę tę łaskę dla mojego dziecka wyprosić. Wierzę, że nadejdzie ten dzień, iż mój syn doświadczy autentycznego spotkania z Chrystusem.

Reklama

Nie traćcie nadziei

Ks. Aleksander Radecki

Kto zawinił? Uczciwy rachunek sumienia przypomni wszystkim, że mogło być wiele niekonsekwencji w naszych postawach życiowych, które przecież powinny potwierdzać wyznawaną przez nas wiarę

- Czy jako rodzice, dziadkowie, chrzestni modlicie się nieustannie za swoje dzieci?

- Czy umiecie i chcecie wykorzystać naturalne okazje do rozmów na tematy religijne we własnej rodzinie (np.: niedziele i święta kościelne, problemy etyczne, podjęcie funkcji rodziców chrzestnych, życie sakramentalne)?

- Czy styl waszego życia potwierdza żywą wiarę w Pana Jezusa i zakorzenienie w Jego Kościele?

- Czy macie odwagę jasno i wyraźnie powiedzieć dzieciom, które żyją w grzechu, że czynią źle, i wezwać je do nawrócenia?

- Czy jesteście w stanie kochać swoje dzieci nawet wtedy, gdy odrzucą zasady wiary w swoim życiu?

Skażenie środowiska

Nawet jeśli rodzina stanowi żywy Kościół domowy, nie wolno zlekceważyć wpływu otoczenia, w którym młode pokolenie aktualnie żyje. Do demontażu życia duchowego walnie przyczyniają się świeckie mass media, które są wszechobecne w rozkładzie dnia młodych ludzi i stają się jedynymi autorytetami we wszystkich dziedzinach ich życia.

Główną przyczyną odejść ludzi od życia według zasad moralnych jest jednak trwanie w grzechach! A czy można się spodziewać po młodych gotowości do heroizmu, skoro wystarczy jeden szyderczy uśmiech koleżanki/kolegi, aby zaparli się wiary?

Smutny jest los człowieka po studiach, który swoją wiedzę religijną skazał na zmarnowanie – więcej wiedział, idąc po raz pierwszy do Komunii św.

Co robić?

Gotowych recept (na szczęście!) nie ma.

Nie można stracić nadziei. Bóg z nikogo nie rezygnuje, do końca kocha i szuka grzesznika – ale też nikogo nie zmusza do pójścia za Nim. Doświadczenie pokazuje, że najostrzejszy nawet kryzys może prowadzić do nawrócenia – aż do wyżyn świętości.

A zatem: modlitwa o łaskę wiary dla młodego pokolenia. Ciągła gotowość do dialogu, z poszanowaniem wolności „zbuntowanych”. I najważniejsze – dajmy przykład, nie wykład.

Ks. Aleksander Radecki
Znany wrocławski duszpasterz osób nie tylko świeckich, ale i duchownych

Módlcie się za swoje dzieci

Tomasz Strużanowski

Młody człowiek chce sam dokonywać swoich wyborów. Naszą rolą jest dawanie odpowiednich przesłanek, a nie gotowych rozwiązań, które są „nasze”, a nie „jego” – dziecka

- Trzeba zacząć od poszukania przyczyn w sobie (każde z rodziców indywidualnie), a także w nas – małżonkowie razem niech robią rachunek sumienia.

- Jaka jest moja/nasza wiara? Tradycyjna, „z przyzwyczajenia”, czy promieniująca na całe moje/nasze życie?

- Czy dziecko miało szansę dostrzec związek między naszą wiarą a codziennym postępowaniem?

- Czy potrafiliśmy pokazać, że to właśnie z wiary w Boga i Jego moc płynie nasza umiejętność kochania drugiego człowieka, służenia mu, przebaczania, radowania się, wytrwałego zmagania się z przeciwnościami?

- Jaką hierarchię wartości mogło „odczytać” dziecko, patrząc na nasze życie? Czy na jej szczycie jest Bóg i czy z tego wypływa wszystko inne?

- Może było dużo Boga na ustach, a mało miłości, radości, przebaczenia...

Jeśli sumienie coś nam wyrzuca, należy porozmawiać z dorastającym dzieckiem, przyznać się do popełnionych błędów i starać się je naprawić.

Zacznijcie rozmawiać

Kim jest dla Ciebie Jezus Chrystus? – to główny temat rozmowy, którą należałoby przeprowadzić (po wcześniejszym rachunku sumienia).

W dalszym ciągu rozmowy powinniśmy poruszyć temat konsekwencji, które płyną z uznania Jezusa za Pana i Zbawiciela. Codzienna modlitwa, stan łaski uświęcającej jako norma, a nie coś wyjątkowego (a zatem regularna spowiedź), słowo Boże jako autorytet, jak najczęstsze przyjmowanie Komunii św., udział w niedzielnej Eucharystii, czyli świętowanie najważniejszego wydarzenia w historii całego świata i w historii naszego życia – zmartwychwstania Chrystusa. Kościół jako wspólnota, w której są i świętość, i grzech, tak jak w nas są i dobro, i zło.

Dobrze byłoby się dowiedzieć, jakie są przyczyny utraty wiary i rezygnacji dziecka z praktyk religijnych. Mogą to być – jak już wspomniano – nasze błędy, ale równie dobrze znaczącą rolę mogą odegrać wpływ rówieśników, dobór lektur, uzależnienia (internet, pornografia, używki), brak szerszych horyzontów, skupienie na sobie, zanik poczucia sensu życia, brak celów, które chciałoby się osiągnąć, jakaś sytuacja, która zburzyła dotychczasową wiarę, np. źle przeżyta spowiedź, awantura na lekcji religii, zgorszenie ze strony ludzi Kościoła.

Unikajcie gróźb i kar

Nie powinno się krzyczeć, grozić, „straszyć” Panem Bogiem, wprowadzać kar, uzależniać od powrotu do praktyk religijnych innych „przywilejów”, a tym bardziej swojej miłości, życzliwości. Trzeba być obrazem Bożej miłości, która jest niezmienna, nie do utracenia. Naśladować sposób, w jaki Bóg traktuje nas samych; On zawsze szanuje wolność człowieka, aż po możliwość odrzucenia Go – ale to oznacza również, że człowiek powinien przyjmować konsekwencje swoich wyborów.

Nie możemy ustawać w napominaniu, zachętach do przemiany; należy podsuwać wartościową lekturę, aranżować spotkania z prawdziwie wierzącymi osobami, ale strzec się nachalnego dydaktyzmu. Powinniśmy mieć w sobie radość, humor, dowcip. Zamiast prawić długie „kazania” umiejętnie wykorzystywać okazje do krótkich napomknień, aluzji, które będą w dziecku „pracować”. Powinniśmy też unikać szablonów – zaskakiwać. Zadbać, by życie rodzinne było atrakcyjne i radosne.

I – modlić się za swoje dziecko. Samemu nieustannie się nawracać, wymagać od siebie. I czekać cierpliwie. Uszanować wybór dziecka, pamiętając, że nic nie jest przesądzone do ostatniej chwili jego życia.

Tomasz Strużanowski
Nauczyciel, ojciec dwójki dzieci, z żoną Beatą należą do Domowego Kościoła Gałęzi Rodzinnej Ruchu Światło-Życie

Święta Monika jest m.in. patronką trudnych dzieci, a także nawrócenia krewnych, szczególnie tych najbliższych. Jest pocieszającą przyjaciółką w niebie, która w pełni rozumie rozpacz rodziców bezradnych i zagubionych, gdy widzą, jak ich dzieci odchodzą od Kościoła. Tak jak się modliła i pościła za swoje dzieci, by poznały Jezusa Chrystusa, tak też jest potężną towarzyszką i orędowniczką dla wszystkich, którzy czują się zawstydzeni i skołowani, bo ich synowie czy córki pobłądzili.

Modlitwa do św. Moniki
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Z ciężkim sercem zwracam się do Ciebie, umiłowana św. Moniko, z prośbą o pomoc i wstawiennictwo. Błagam, byś ze swojego miejsca w niebie wstawiała się przed tronem Najwyższego za moje dziecko (imię), które odeszło od wiary i wszystkiego, czego staraliśmy się je nauczyć. Wiem, że nasze dzieci nie należą do nas, ale do Boga, i że Bóg często pozwala na to błądzenie jako etap ich własnej drogi ku Niemu. Twój syn Augustyn też błądził, a w końcu odnalazł wiarę i stał się jej prawdziwym nauczycielem. Pomóż mi zatem mieć cierpliwość i wierzyć, że wszystko – nawet to rozczarowujące odejście od wiary – służy ostatecznie dobrym Bożym celom. W trosce o duszę mojego dziecka modlę się o zrozumienie tego i o ufność. Święta Moniko, proszę, naucz mnie wytrwać w wiernej modlitwie, jak Ty wytrwałaś dla dobra swojego syna. Natchnij mnie, bym swoim zachowaniem nie sprawił(a), że moje dziecko będzie oddalać się jeszcze bardziej od Chrystusa, i przyciągnij (imię dziecka) łagodnie ku Jego przedziwnej światłości. Proszę, naucz mnie tego, co wiesz o bolesnej tajemnicy rozdzielenia, i tego, jak doprowadzić do zgody i zwrócenia się naszych dzieci ku niebu. Święta Moniko, która ukochałaś Chrystusa i Jego Kościół, módl się za mnie i za moje dziecko (imię), byśmy mogli posiąść niebo, złączyć się tam z Tobą i z wdzięcznością na wieki chwalić Boga. Amen.

2019-07-10 09:40

Ocena: +1 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pedagodzy

2020-09-16 11:30

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. 30

[ TEMATY ]

wychowanie

uczelnia

stock.adobe.pl

Wciąż uczymy się czegoś nowego. I nigdy nie ma końca. Szkoła życia to ciągle otwarta karta.

Często wspominam ludzi, których spotykałam na swojej drodze życia, a ponieważ ciągle mamy wrzesień jest to okazja, by pochylić się nad tymi, którzy wtłaczali w nasze młode głowiny pierwszą wiedzę w szkole. Byli to – szeroko rozumiani – nauczyciele. Bo czasem i pani woźna potrafiła uczyć, choćby porządku...

CZYTAJ DALEJ

(Nie)dożywiony człowiek wewnętrzny

2020-09-16 11:30

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. IV

W życiu są czynności, które wymagają skupienia i wyostrzonej uwagi. Dotyczy to na pewno kontaktu z Bogiem w Piśmie Świętym. Kiedy bierzemy je do ręki, najpierw winniśmy „obudzić się ze snu”. Zwykła codzienność utrzymuje nas na powierzchni, tymczasem trzeba się dostroić do głębi Tajemnicy, która emanuje nie tylko z Biblii, ale i z każdego atomu, z każdej ludzkiej duszy, nierzadko tajemniczo wyjącej z bólu i zawsze tęskniącej za pełnią. Święty Ignacy Loyola celnie radzi w Ćwiczeniach duchowych, żeby przed rozpoczęciem każdej modlitwy potrudzić się i odpowiedzieć sobie na pytania: dokąd się udaję? Po co? W czyjej obecności stanę? Konkretnie sformułowana odpowiedź (choćby jednozdaniowa) likwiduje stan rozproszenia i przygotowuje do poważnego słuchania „Boga ukrytego”, który chce nawiązać z nami łączność.

Przesłanie Boga, zapisane w księgach Biblii, jest przebogate i nie do ogarnięcia w krótkim czasie. W całożyciowej pielgrzymce wiary dane jest nam podejmować i uwewnętrzniać niewielkie fragmenty Pisma Świętego. Warto sytuować je w rozległym horyzoncie Bożego Objawienia. Nie wiem, co odkryję tym razem, ale już opromienia mnie to, co w Bożym Orędziu najważniejsze i najradośniejsze. Dojrzały chrześcijanin powinien potrafić, choćby w kilku zdaniach, opowiedzieć (sobie i innym) radosną nowinę... W razie „amnezji” można wspomóc pamięć serca, „recytując” Credo czy Ojcze nasz, pełne dobrych nowin. Dopiero tak rozbudzeni możemy przystępować do przyswajania bezcennej nauki Jezusa z niedzielnej perykopy. Są niewątpliwie w Piśmie Świętym „kąski” wyjątkowo smakowite i pożywne. Ale te posilą nas tylko wtedy, gdy odpowiednio dłużej weźmiemy je na „zęby mądrości” (św. Bernard), by poczuć ich duchowy smak, ważność, Boskie piękno i sprawczą moc.

Wszyscy potrzebujemy, codziennie, nie tylko od niedzieli, odżywiać w nas „wewnętrznego człowieka”. Bystry obserwator życia Europejczyków dawno temu spostrzegł „jak bardzo niedożywiony jest w nas człowiek wewnętrzny” (Friedrich Wilhelm Foerster). Efekty tego niedożywienia są fatalne: brak poczucia sensu życia, radości oraz pokoju serca.

Mając w pamięci proste rady oraz aplikując je w osobistym studium i modlitwie, wydobądźmy z czytań mszalnych pokarm dla siebie, dla może znów niedożywionego w sobie człowieka wewnętrznego. Jeśli na co dzień żyję praktycznie bez Boga, to poważnie potraktuję choćby to jedno wezwanie: „Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu”. Pobożny łatwo znajduje Boga we wszystkim i z Nim we wszystkim współdziała. Bezbożny – wręcz przeciwnie. Jest we wszystkim sam. Tragicznie sam. Wszystko może się jednak odmienić, nawet w ostatniej godzinie.

CZYTAJ DALEJ

80. rocznica zbrodni katyńskiej w Wieluniu

2020-09-20 22:38

[ TEMATY ]

zbrodnia katyńska

Wieluń

Zofia Białas

W niedzielę 20 września w Wieluniu odbyły się obchody 80. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Bohaterem uroczystości był kpt. Stanisław Mikulski (1890 – 1940), komisarz Straży Granicznej w Inspektoracie nr 13 w Wieluniu, zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 r., jeden z 2700 osób zidentyfikowanych przez Niemców wiosną 1943 r. spośród ekshumowanych 4400 ofiar, wpisany do niemieckiego raportu dziennego z 6 lipca 1943 r. jako kapitan rezerwy piechoty Wojska Polskiego, podkomisarz Straży Granicznej Wieluń – ofiara zbrodni sowieckiej pod numerem 04130 na liście ekshumowanych.

Zobacz zdjęcia: 80. rocznica zbrodni katyńskiej w Wieluniu

Wieluńskie obchody 80. rocznicy zbrodni katyńskiej rozpoczęła Msza św. w kościele św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, sprawowana w intencji kapitana i innych zamordowanych w czasie II wojny światowej strażników granicznych oraz wszystkich zamordowanych w Katyniu.

Homilię wygłosił ks. Adam Sołtysiak, proboszcz parafii św. Józefa. Motywem przewodnim były słowa zaczerpnięte z Księgi proroka Izajasza: „Czyż matka może zapomnieć o swoim dziecku?” z transpozycją na słowa: czyż Polacy mogą zapomnieć o Katyniu, synonimie kainowej zbrodni? Kapłan rozpoczął homilię słowami wiersza Jana Górca-Rosińskiego „Katyń”: „W czyje sumienie/ Wpisano te groby/ Czyje usta/ Zakneblowano milczeniem/ Czyją pamięć/ Zalano wapnem/ mordercy w słońcu/ niewinni/ nam zostało/ tylko epitafium”, a zakończył cytatem z wiersza Mariana Hemara pod tym samym tytułem: Tej nocy zgładzono Wolność/ W katyńskim lesie.../ Zdradzieckim strzałem w czaszkę/ Pokwitowano Wrzesień. (...) Tej nocy zgładzono Prawdę/ W katyńskim lesie,/ Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,/ Po świecie jej nie rozniesie... (...)/ I tylko p a m i ę ć została/ Po tej katyńskiej nocy.../ Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,/ Nie chciała ulec przemocy/ I woła o sprawiedliwość/ I prawdę po świecie niesie –/ Prawdę o jeńców tysiącach/ Zgładzonych w katyńskim lesie.

– Pamięć o Katyniu nie dała się zgładzić. Pielęgnowały ją przez lata rodziny zamordowanych oficerów w kraju i na obczyźnie oraz komunistyczni opozycjoniści. Pamiętamy również my, dlatego dziś tu jesteśmy i modlimy się za tych, których zamordowano zdradzieckim strzałem w tył głowy w 1940 r. w Katyniu, Ostaszkowie, Miednoje, Charkowie i Twerze – powiedział ks. Sołtysiak.

Po Eucharystii poczty sztandarowe i pozostali uczestnicy udali się na plac Jagielloński, gdzie odbyła się dalsza część uroczystości. Rozpoczęła się ona wciągnięciem flagi państwowej na maszt i odśpiewaniem „Mazurka Dąbrowskiego”. W obecności wnuka zamordowanego w Katyniu Stanisława Mikulskiego i jego małżonki (przyjechali spod granicy z obwodem kaliningradzkim) został posadzony „Dąb Pamięci” i odsłonięty głaz z tablicą memoratywną, powstałą w ramach ogólnopolskiego projektu „Katyń – ocalić od zapomnienia”, upamiętniającą zamordowanego w Katyniu komisarza SG Stanisława Mikulskiego. Głaz dzień wcześniej wkopali przedstawiciele Stowarzyszenia Historycznego „Bataliony Obrony Narodowej”, Powiatowej Rady Działalności Pożytku Publicznego i Urzędu Miejskiego.

Wartę honorową przy głazie pełnili żołnierze z 15. Sieradzkiej Brygady Wsparcia Dowodzenia, Nadwiślański Oddział Straży Granicznej i Stowarzyszenie Historyczne „Bataliony Obrony Narodowej”. Ceremoniał wojskowy prowadził mjr Bogumił Tobiasz z 15. Sieradzkiej Brygady Wsparcia Dowodzenia.

Podczas uroczystości odczytano apel pamięci, żołnierze oddali salwę honorową, a pod głazem złożono biało-czerwone wiązanki kwiatów.

Elementem towarzyszącym uroczystości była dystrybucja bezpłatnej publikacji Instytutu Pamięci Narodowej autorstwa dr. Ksawerego Jasiaka pt. „Ofiara Zbrodni Katyńskiej kpt. Stanisław Mikulski ps. Schwarzberg komisarz Straży Granicznej (1890 – 1940)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję