Trudno rozważać dzisiaj dalekosiężne skutki prezydentury Donalda Trumpa, zwłaszcza wobec takiej kakofonii opinii czy wręcz oskarżeń kierowanych pod jego adresem. Jednak biorąc pod uwagę tylko dwie z pierwszych decyzji nowego prezydenta USA – o zaprzestaniu finansowania ze środków federalnych, czyli z budżetu państwa amerykańskiego, międzynarodowych organizacji proaborcyjnych oraz o zniesieniu obowiązku pracodawcy opłacania antykoncepcji i aborcji w ramach ubezpieczenia swoich pracowników – już trzeba powiedzieć, że to był dobry wybór Amerykanów.
Do ograniczenia aborcji, a tym bardziej jej zakazu (i w USA, i na świecie) jeszcze bardzo daleka droga, ale wspomniane decyzje Trumpa, a także udział wiceprezydenta Mike’a Pence’a w dorocznym marszu w obronie życia – to nad wyraz czytelne sygnały, że USA jako państwo zwraca się w stronę życia.
Amerykański marsz, organizowany po uznaniu w 1973 r. aborcji jako prawa rzekomo wynikającego z konstytucji USA (po orzeczeniach w skandalicznie zmanipulowanych sprawach: Roe vs. Wade oraz Doe vs. Bolton), to nieustanne wezwanie, by położyć kres bezprawiu mordowania dzieci nienarodzonych. Ani Roe, ani Doe ostatecznie aborcji nie dokonały, ale machiny aborcyjnych zbrodni nie udało się już, niestety, powstrzymać.
Pomóż w rozwoju naszego portalu