Reklama

Wiara

Wierny świadek

Mówi się, że Arktyka nie jest dla każdego i w przeciwieństwie do Pana Boga, który jest nieskończenie miłosierny, ona nie wybacza błędów.
Z ks. Marcinem Rumikiem – kapłanem archidiecezji częstochowskiej, który zaczyna 5. rok posługi jako misjonarz w Rankin Inlet w diecezji Churchill-Hudson Bay w północnej Kanadzie – rozmawia Anna Buda

Niedziela Ogólnopolska 5/2016, str. 24-25

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

misjonarze

misjonarz

Archiwum ks. Marcina Rumika

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ANNA BUDA: – Jaka jest Północ?

KS. MARCIN RUMIK: – Jest ciągle dzika i surowa, ale przede wszystkim bardzo zimna. Północ zamieszkują niedźwiedzie polarne, foki, lisy i wilki arktyczne, ale co najważniejsze – Inuici – ludzie, którzy doskonale przystosowali się do panujących tutaj warunków.

– Jak wygląda życie w Arktyce?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

– By choć trochę zrozumieć, jak wygląda codzienność tutaj, należy oddzielić życie w miasteczku czy też w wiosce od życia poza nimi. Dla dobrego zobrazowania trzeba powiedzieć, że na terytorium Nunavut – arktycznej części Kanady ludzie mieszkają w wioskach, które są zupełnie odcięte od świata. Nie są połączone żadnymi drogami, nie dociera też do nich kolej. To są takie wysepki, oazy ludności pośrodku pustyni lodowej. Wioski są samowystarczalne; każda posiada swój generator prądu, a łączność telefoniczną zapewnia satelita. Poza tym, że są to miejsca odizolowane, życie tutaj nie odbiega jakoś szczególnie od standardów każdego innego miejsca w Kanadzie. Oczywiście, nie ma tu kina, wielkich centrów handlowych. Dwa sklepy, poczta, szkoła i kościół – to jest minimum, które do przetrwania wystarcza w zupełności. Z nutką żalu muszę też powiedzieć, że era igloo i psich zaprzęgów odeszła już w zapomnienie. Cywilizacja dotarła i tutaj: Inuici mieszkają teraz w normalnych domach i poruszają się skuterami śnieżnymi. Żeby żyć w wiosce, nie potrzeba wyjątkowych umiejętności survivalowych – przed niskimi temperaturami chronią ogrzewane domy, a ciemności nocy polarnej rozświetlają światła elektryczne.
Natomiast zupełnie inaczej wszystko wygląda, jeżeli chcemy wyjechać poza wioskę, chociażby na polowanie czy po prostu udać się do innej wioski skuterem śnieżnym. Wtedy dopiero zderzymy się z prawdziwie surową i dziką Arktyką: temperatury odczuwalne spadają do -70°C; pogoda, która potrafi zmienić się w ciągu kilku minut; burze śnieżne – nawet 6-, 7-dniowe, podczas których nic nie widać. Ktoś, kto wybiera się nawet na kilkugodzinne polowanie, zawsze zabiera ze sobą sanie z niezbędnymi rzeczami, które pozwoliłyby mu przetrwać w dziczy przez minimum kilka dni.

– Ile lat liczy sobie Kościół w tej części globu i jak jest on zorganizowany?

– Kościół w Arktyce jest stosunkowo młody. W 2012 r. obchodziliśmy 100-lecie pierwszej misji katolickiej na dalekiej Północy, ale należy pamiętać, że proces tworzenia kolejnych był rozciągnięty nawet na 40 lat. Zatem do niektórych zakątków Arktyki wiara dotarła niecałe 60-70 lat temu. Większość terytorium Nunavut jest włączona w granice diecezji Churchill-Hudson Bay, co czyni ją obszarowo jedną z największych – jeśli nie największą – diecezją na ziemi. Żyje tu ok. 30 tys. ludzi, z czego ok. 12 tys. to katolicy. W poszczególnych wioskach zostało utworzonych 17 misji, w których pracuje tylko 8 kapłanów.

– Jak wygląda wiara Eskimosów? Czy są ludźmi głęboko wierzącymi?

Reklama

– Eskimosi czy też Inuici – ta forma jest bardziej poprawna – to przede wszystkim ludzie głęboko uduchowieni. Nie podają w wątpliwość, że świat duchowy jest światem realnym. Wraz z dotarciem na te ziemie pierwszych misjonarzy przyjęli wiarę w Jezusa Chrystusa. Oczywiście, nie stało się to z dnia na dzień. Obecnie zdecydowana większość zamieszkujących Arktykę to chrześcijanie. Natomiast ich wiara jest wciąż bardzo świeża i wymaga odpowiedniej pielęgnacji i ugruntowania. Dlatego ważną częścią posługiwania tutaj są katechezy przedsakramentalne. Staramy się też odpowiednio formować liderów parafialnych, ponieważ ze względu na małą liczbę kapłanów w niektórych wioskach właśnie na ich barkach spoczywa odpowiedzialność za lokalną wspólnotę. Niestety, ksiądz do niektórych misji dociera zaledwie 3-4 razy w roku.

– Jakiego języka używa Ksiądz na co dzień?

– Językami powszechnie używanymi są angielski i inuktitut. Od początku swojego pobytu Eucharystię celebruję w tych dwóch językach.

– Jakie są największe wyzwania w pracy misjonarza?

– Największe wyzwanie to mierzenie się z problemami, które dotykają tutejszych mieszkańców, a wobec których bardzo często jest się po prostu bezsilnym. Brak pracy, głębokie uzależnienia od narkotyków i alkoholu – mimo panującej prohibicji, a także drastycznie wysoka liczba samobójstw, zwłaszcza wśród młodych. Pamiętam, że przez pierwsze pół roku mojego pobytu w Rankin Inlet aż 5 osób odebrało sobie życie, w tym dwóch 17-latków, którzy zastrzelili się w tygodniowym odstępie czasu. Było to dla mnie trudne doświadczenie, biorąc pod uwagę, że ksiądz pozostaje w takich momentach bardzo blisko rodziny. Chwilę po wydarzeniu kapłan idzie do domu samobójcy, a dopiero później odbywa się dodatkowa modlitwa w kostnicy i pogrzeb. To wszystko nie jest łatwe do uniesienia. Tylko w ciągu prawie 4 lat mojego pobytu na Północy w samym Rankin Inlet było ok. 20 samobójstw.

– Dlaczego tak się dzieje?

Reklama

– To chyba pytanie bez odpowiedzi. Mogłoby się wydawać – i takie jest niejednokrotnie pierwsze skojarzenie – że to przez noc polarną i brak światła, natomiast statystyki pokazują, że najwięcej ludzi odbiera sobie życie nie zimą, lecz wiosną i jesienią – wtedy, kiedy światła jest pod dostatkiem. W dużej części jest to pewnie nieumiejętność dostrzeżenia perspektyw na lepsze jutro, ale to są tylko moje dywagacje.

– Czyli Inuici nie widzą sensu życia i nie odczuwają żadnej radości z niego, skoro jedynym rozwiązaniem, jakie biorą pod uwagę, jest samobójstwo?

– Przeciwnie, Inuici to ludzie, którzy mają bardzo bogatą historię i kulturę. Potrafią się cieszyć z każdego kolejnego dnia. Wielką wartość dla nich stanowi również rodzina. Z wdzięcznością i radością przyjmują każde kolejne poczęte życie. Zakładaniu rodzin (w większości wielodzietnych) sprzyja klimat, w którym żyją. Są otoczeni wspaniałą przyrodą, nieskażonym lądem i krystalicznie czystymi rzekami i jeziorami. Nie można powiedzieć, wręcz kłamstwem byłoby stwierdzenie, że życie na Północy to smętne czekanie, aż wreszcie śmierć wyzwoli nas z trudów życia. Życie tutaj, mimo że nie należy do najłatwiejszych, jest wyjątkowo piękne i daje mnóstwo okazji do spełniania się w nim.

– Wspomniał Ksiądz o wielodzietnych rodzinach. Czworo, pięcioro dzieci to norma?

Reklama

– Gdy zadała Pani to pytanie, przypomniało mi się wydarzenie, które miało miejsce niedługo po moim przylocie na Północ. Poleciałem, by odwiedzić sąsiednią misję. Z lotniska odebrał mnie miejscowy lider. Jechaliśmy z lotniska, a że jest ono trochę oddalone od wioski, wywiązała się dłuższa rozmowa. W pewnym momencie zapytałem go: „Ile tak właściwie masz dzieci?”. Zaczął się zastanawiać i liczyć. Mruczał coś pod nosem, aż wreszcie spojrzał na mnie i z taką wyjątkową szczerością w oczach odpowiedział: „Father, musiałbyś moją żonę zapytać, bo ja dokładnie nie wiem”. Druga sytuacja miała miejsce niedawno. Zostałem zaproszony na jubileusz 50. rocznicy ślubu. Podczas kolacji zapytałem jubilatów, jak duża jest ich rodzina. Odpowiedzieli, że mają 69 wnuków i prawnuków. Może nie jest to bezpośrednia odpowiedź na Pani pytanie, ale jednak dość dobrze obrazuje rzeczywistość.

– Czy praca na misjach daje Księdzu poczucie spełnienia i satysfakcję?

– Jestem bardzo zadowolony z możliwości posługiwania niemalże na końcu świata. Ludzie tutaj są wyjątkowo życzliwi, przede wszystkim dostrzegają, że jest się tutaj właśnie dla nich i potrafią to docenić. Bardzo dużo radości przynosi mi obejmowanie modlitwą tych, którzy o nią proszą. Świadomość tego, że gdyby nie moja obecność tutaj, to mieszkańcy nie mieliby nawet możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., daje mi siłę do przezwyciężania trudności, które się pojawiają. Poza tym praca na misjach to bezpośrednie spotkanie z człowiekiem. To nie jest anonimowe duszpasterstwo, i to jest chyba najpiękniejsze.

– Jak już Ksiądz wspomniał, trudności też się pojawiają. Jakie?

– Najtrudniejsze do przezwyciężenia jest doświadczenie izolacji i samotności. 24 godziny na dobę przez niemalże 365 dni w roku z tymi samymi ludźmi i w tym samym miejscu – to jest niemałe wyzwanie! Ale jest też ogromna satysfakcja. Żyjąc w ekstremalnie trudnych warunkach klimatycznych, w odizolowaniu od cywilizowanego świata, każdego dnia spoglądam rano w lustro i z czystym sumieniem sobie powtarzam: „Marcin, jest radość, dajesz radę”.

– Na koniec proszę powiedzieć, czego życzyć Księdzu Misjonarzowi w dalekiej i zimnej Arktyce?

Reklama

– Tego, żeby podczas moich podróży przez skuty lodem ocean czy pokrytą śniegiem tundrę mojemu Aniołowi Stróżowi nie przyszła nawet do głowy myśl, żeby mnie zostawić samego. A trochę bardziej poważnie – tego, żebym miał wystarczająco dużo sił do towarzyszenia ludziom jako wierny świadek miłości Boga do człowieka.

* * *

Już po odbytej rozmowie doszła do nas radosna wiadomość, że ks. Marcin został wybrany i zaakceptowany przez Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji na misjonarza miłosierdzia. W Środę Popielcową 10 lutego 2016 r. podczas uroczystej celebracji eucharystycznej w Bazylice św. Piotra w Rzymie wraz z innymi wybranymi księżmi zostanie posłany przez papieża Franciszka z misją głoszenia i szerzenia Bożego Miłosierdzia. Na mocy przywileju Papieża misjonarz miłosierdzia będzie miał również prawo do rozgrzeszania z grzechów, z których dotychczas można było uzyskać rozgrzeszenie tylko w Stolicy Apostolskiej, m.in. z grzechu profanacji postaci eucharystycznych, schizmy, apostazji czy herezji, a także grzechu spowodowanego naruszeniem tajemnicy spowiedzi. Jak czytamy w Instrukcji na Rok Miłosierdzia, zadanie powierzone misjonarzom wymaga, aby tę funkcje sprawowali „duchowni dobrzy, cierpliwi, zdolni zrozumieć ludzkie ograniczenia, gotowi do tego, by wyrażać natchnienia Dobrego Pasterza w swojej misji głoszenia i spowiadania”.

Ks. Marcin Rumik będzie jedynym misjonarzem miłosierdzia w arktycznej części Kanady i jednym z nielicznych w całej Ameryce Północnej.

2016-01-27 09:07

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ludzie misji

Niedziela łódzka 11/2020, str. IV

[ TEMATY ]

misje

dzieci

Afryka

misjonarz

Tanzania

Ks. Maksymilian Grabowski

Nasi bracia w Tanzanii

Nasi bracia w Tanzanii

Po powrocie z Tanzanii najczęściej pytano mnie o biedę w tym kraju. Szukając odpowiedzi, zacząłem sięgać po zapisane w pamięci obrazy. Oto niektóre z nich.

Wśród dzieci odwiedzających naszą misję była piętnastoletnia dziewczynka – Elizabethi. Pełniła rolę opiekunki grupy młodszych dzieci, którym organizowaliśmy czas. Gdy zauważyła, że znam kilka podstawowych wyrażeń w języku suahili, próbowała nieraz nawiązać rozmowę. Niestety, nie rozumiałem jej. Pewnego dnia przyniosła trochę podniszczony słownik angielsko-suahili. Pomyślałem, że to może być jedyna jej książka. Zrobiłem więc zdjęcia, przenosząc zawartość słownika do telefonu i oddałem go po kilku dniach. Była zaskoczona. Ona mi go przecież dała! Podobnie wygląda ich gościnność.
CZYTAJ DALEJ

Rada Europy alarmuje o naruszaniu wolności wyznania, pomijając antychrześcijańską agresję

2026-05-06 08:59

[ TEMATY ]

chrześcijaństwo

Adobe Stock

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy (ZPRE) przyjęło projekt rezolucji zatytułowanej „Przeciwdziałanie dyskryminacji ze względu na wyznanie oraz ochrona wolności wyznania lub przekonań w Europie” (Countering discrimination based on religion and protecting freedom of religion or belief in Europe). W dokumencie podkreślono fundamentalną rolę wolności wyznania oraz wyrażono zaniepokojenie ze względu na dyskryminację i nietolerancję na tle religijnym lub światopoglądowym w Europie. ZPRE diagnozuje problem narastającej nietolerancji religijnej, pomija jednak rosnącą skalę agresji wymierzonej w chrześcijan.

W rezolucji ZPRE w pierwszej kolejności wskazano na rangę i znaczenie wolności religii oraz przekonań, podkreślając przy tym, iż wolność ta obejmuje prawo do nieposiadania przekonań religijnych lub braku przynależności do jakiejkolwiek wspólnoty wyznaniowej. Zaznaczono tam także, iż ma ona charakter prawa podstawowego oraz jest „istotnym elementem każdego systemu demokratycznego”. W tym kontekście autorzy rezolucji przypominają m.in. o art. 9 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka gwarantującym wolność myśli, wyznania i sumienia oraz wskazują, że przepis ten stanowi fundament systemu ochrony praw człowieka Rady Europy.
CZYTAJ DALEJ

„Zmartwychwstanie” u Jezuitów

2026-05-06 19:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Marek Kamiński

W jezuickim Sanktuarium Najświętszego Imienia Jezus 90 osobowa orkiestra Teatru Wielkiego, chóry i soliści wykonali II Symfonię c – moll „Zmartwychwstanie” Gustawa Mahlera austriackiego kompozytora i dyrygenta

W jezuickim Sanktuarium Najświętszego Imienia Jezus 90 osobowa orkiestra Teatru Wielkiego, chóry i soliści wykonali II Symfonię c – moll „Zmartwychwstanie” Gustawa Mahlera austriackiego kompozytora i dyrygenta

W jezuickim Sanktuarium Najświętszego Imienia Jezus 90 osobowa orkiestra Teatru Wielkiego, chóry i soliści wykonali II Symfonię c – moll „Zmartwychwstanie” Gustawa Mahlera austriackiego kompozytora i dyrygenta (1880-1911). Jest to dzieło łączące różne dziedziny sztuki, które kompozytor realizuje na gruncie symfonii, integrując muzykę instrumentalną, wokalną i literaturę. „Dziady” część IV Adama Mickiewicza stały się bezpośrednią inspiracją do powstania pierwszej części utworu. Gustaw Mahler znał dzieło naszego wieszcza w niemieckim przekładzie.

Symfonia nie jest na stałe w repertuarze Teatru Wielkiego, ponieważ zajmuje się głównie operami. Obecnie trwają Łódzkie Spotkania Baletowe więc prawie cały kwiecień orkiestra i chór mogły poświęcić dziełu Mahlera. Wykonawcy „Zmartwychwstania” to: Anna Wierzbicka (sopran), Iryna Zhytynska (mezzosopran), Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi, „Lodz Chamber Choir” Chór Kameralny Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczów w Łodzi pod dyrekcją Rafała Janiaka, który ku zaskoczeniu odbiorców dyrygował koncert z pamięci bez partytury. - Może to jest efekt też szkoły mojego profesora Antoniego Wita, u którego kończyłem dyrygenturę. Profesor zawsze wymagał, aby dyrygować na pamięć i tak już zostało. Symfonia ta wymaga niesamowitej kubatury, szkoda ją grać w bardzo dużym kościele, gdzie jest duży pogłos. Tutaj są idealne warunki pogłosu, który jest taki naturalny, przyjemny do grania i bardzo przyjemny do śpiewania.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję