Reklama

W wolnej chwili

Historia jest ważna

2026-02-06 09:18

[ TEMATY ]

książka

książki

Archiwum prywatne

Błażej Torański

Błażej Torański

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Mariusz Frukacz: "Tożsamość Andrzeja K.” to kolejna bardzo ważna książka po „Małym Oświęcimiu” i książce o Eugenii Pol, która dotyka bolesnych kart naszej historii. Dlaczego ta kolejna publikacja jest taka ważna i potrzebna?

Błażej Torański: O „urodzonym w Stutthof” dowiedziałem się od Tadeusza Płużańskiego, historyka, publicysty, autora książek. Jego ojciec, Tadeusz Ludwik – filozof, pisarz, pedagog – był więźniem obozu koncentracyjnego Stutthof o jednym z najdłuższych staży. Pomyślałem: historia Andrzeja K. jest nie z tej ziemi! Z innego wymiaru: boskiego.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Cud gonił cud. Jako niemowlę przez kilka miesięcy miał być ukrywany w stertach bielizny pralni esesmańskiej. Przeżył, jak twierdzi, epidemię tyfusu. Z obozu wywiózł go, ukrytego w koszu, esesman. Miał trafić do sierocińca, a stamtąd do rodziny niemieckiego generała. Być zgermanizowanym.

ZOBACZ KSIĄŻKĘ: TOŻSAMOŚĆ ANDRZEJA K.

Nie miałem wątpliwości, że muszę tę historię prześwietlić. Dać świadectwo prawdzie. Odpowiedzieć na pytanie: jak udało mu się przeżyć w piekle. Tam, gdzie ledwo narodzone dzieci w zdecydowanej większości natychmiast zabijano. Zastrzykiem fenolu w serce.

Reklama

Powstała z tego opowieść o człowieku, który szuka odpowiedzi na pytanie, kim jest. Ukazująca dramatyczną walkę o własną tożsamość. Z wojenną traumą i pamięcią wojny. Z pytaniami: jak to wpływa na resztę życia? Jak je naznacza i warunkuje? Jak samotnym pozostaje człowiek ze swoją podartą, wybrakowaną i naznaczoną stratą biografią; ze strzępami historii, których nie da się zszyć tak, aby stworzyły jakiś jeden w miarę kompletny obraz przeszłości?

To także studium przypadku człowieka, który uważa, że duża część świata, który go otacza sprzysięgła się przeciwko niemu, nie stara się go zrozumieć lub też nie potrafi, a w istocie robi to świadomie, gdyż boi się takich ludzi jak on. Osób na swój sposób „wyjątkowych”.

Recenzenci dostrzegają w tej książce uniwersalne wartości. Zacytuję, bo wolę, jak inni mówią o mojej twórczości. „Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że odkrywam coś bardzo osobistego, mimo że mój własny start i świat mogą wydawać się prostsze. Mimo to poczułam silną więź z tą historią. Jakby odbijała fragment mojego życia”. “Każdy czytelnik może odnaleźć w tej historii coś swojego, kawałek własnej tożsamości, wspomnienie lub refleksję”. “Ta książka zaczyna się tam, gdzie dla wielu ludzi zaczyna się największy lęk, ten od niewiedzy. Andrzej K. nie wie kim jest, a kiedy człowiek nie wie kim jest, zaczyna się rozpadać od środka. Traci punkt odniesienia, traci ciągłość, traci samego siebie. Autor pokazuje, że tożsamość nie jest luksusem ani dodatkiem do życia, jest jego fundamentem. Bez niej nawet fakty przestają mieć sens, a wspomnienia nie chcą się układać w spójną całość”. „Książka jest – moim zdaniem – doskonale udokumentowana. Widać, ile pracy autor włożył w zgłębienie tematu, w dotarcie do faktów, archiwów i relacji (...)".

Reklama

Dr Paweł Głuszek z Instytutu Pamięci Narodowej oryginalność tej książki widzi w tym, że „nie oferuje prostych rozwiązań, ale zmusza czytelnika do zaangażowania się w śledztwo i samodzielnego poszukania odpowiedzi na pytania pojawiające się w trakcie lektury”. „Praca jest odkrywcza i oryginalna: świetny pomysł autora i równie dobra jego realizacja” - dodaje.

Do jakiego czytelnika jest skierowana książka o Andrzeju K. ?

To jest książka dla każdego, kto poszukuje własnej tożsamości i próbuje się odnaleźć we współczesnym, pełnym chaosu świecie. Wielu ludzi, jak Andrzej K., czuje się odrzuconych przez świat. Wyizolowanych. Samotnych. Bezradnych. Ale na to pytanie znowu odpowiada w swej recenzji dr Paweł Głuszek: „Książka Torańskiego to próba zrozumienia ludzi takich, jak bohater tej opowieści. Są to osoby o tragicznej przeszłości, z traumą z dzieciństwa, bardzo wrażliwe, potrzebujące akceptacji społecznej, a jednocześnie szukające samoakceptacji, odnalezienia swojej tożsamości i umiejscowienia siebie w szerszych ramach społecznych. To osoby toczące walkę wewnętrzną, dążące do prawdy i harmonii ze sobą i światem, jak wskazuje przykład bohatera książki”.

Kim był Andrzej K. ?

Jest postacią słabo rozpoznawalną nawet wśród anonimowych. I niechaj tak pozostanie. Najważniejsze są jego doświadczenia i zapis stanu świadomości. Dlaczego zatem zmieniłem jego nazwisko? Jego opowieść jest melanżem prawdy, projekcji, imaginacji, fantasmagorii i kłamstwa. Nie chciałem go skrzywdzić. Dekonspiracja boli. Ludzi nie interesuje prawda. Oczekują pochlebstw.

Jak wyglądała praca nad książka i co było najtrudniejsze w zmierzeniu się z historią Andrzeja K. ?

Reklama

Wydałem pięć książek, ale żadna nie kosztowała mnie tak wielkiego wysiłku psychicznego i intelektualnego. Pozornie rzecz wydawała się prosta. Andrzej K. ma w swym mieszkaniu kilkadziesiąt skoroszytów, a w nich zbierane przez szesnaście lat, starannie poukładane dokumenty: wspomnienia więźniów, relacje, korespondencja z całym światem. Z Centrum Szymona Wiesenthala czy Arolsen Archives, największym archiwum dokumentacji ofiar niemieckich zbrodni nazistowskich. Gołym okiem widać, że bohater całe życie czekał na swojego biografa. Jedno było tylko zastanawiające: większość wspomnień jest sygnowana pieczątkami notariuszy. W jakim celu? Przecież wiadomo, że notariusze nie przeprowadzają dziennikarskich dochodzeń, nie weryfikują faktów z życia obozu koncentracyjnego. Sprawdzają tylko dowody osobiste i potwierdzają prawdziwość podpisów.

Współpraca z Andrzejem K. zaczęła się jednak najlepiej na świecie: przyjmował mnie w domu wraz żoną wedle zasady „gość w dom, Bóg w dom”. Domowe obiady, ciasta i kawa. Wielogodzinne rozmowy przez dwa lata. Im bardziej jednak zbliżałem się do prawdy, korzystając z wiedzy ekspertów najwyższej klasy, tym bardziej nasze drogi się rozchodziły. Jego opowieść się rozsypywała. Miałem w stosunku do swojego bohatera nieograniczone pokłady empatii. Ale entuzjazm łączę ze sceptycyzmem. Z dystansem i naukowym zamysłem. Nie jestem maszyną do pisania, stojakiem do mikrofonu. Nie mogłem więc przystać wyłącznie na zapisanie tego, co mi powie, a tego ode mnie oczekiwał. Nie na tym jednak polega rola biografa.

Pamiętam nasze ostatnie spotkanie w jednej z warszawskich kawiarni. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, jak w filmach Alfreda Hitchcocka. Bez powodu krzyczał. Był apodyktyczny, roszczeniowy, żądaniowy. Groził sądem, jeśli nie przeczyta całej książki. Było mi wstyd, bo akurat w tej samej kawiarni miał spotkanie słynny skrzypek jazzowy i kompozytor Krzesimir Dębski. Spojrzał na nas. Oderwali się inni od stolikowych rozmów. Pan Andrzej wyczuł to i złagodniał. Wyciszył się, niczym wygasły wulkan.

Reklama

Wszystkie jego wypowiedzi, cytowane wprost, autoryzowałem. Odesłał mi je bez zmiany przecinka. Kiedy jednak poprzedni wydawca wysłał mu całą książkę, z opiniami ekspertów, odmówił zgody na druk. Ale takiej władzy ani nade mną, autorem, ani nad wolnością słowa, nie daje mu żadne prawo. Nie ulegam szantażom. Dlatego oddałem tę opowieść Czytelnikom, aby ocenili ją sami.

Co lektura tej publikacji może dać młodemu pokoleniu. Na ile może ona „przeorać” myślenie młodych ludzi o historii?

To jest książka szczególnie ważna dla młodych ludzi, którzy zaczynają lektury o Holokauście i nie rozróżniają jeszcze prawdy od fałszu. Dwa lata temu Muzeum Auschwitz wydało oświadczenie: „Zdecydowanie odradzamy książkę "Anioł Śmierci z Auschwitz" Maxa Czornyja (2022, Wydawnictwo FILIA), jeżeli poszukują Państwo rzetelnych informacji na temat zbrodniczej działalności Josefa Mengele w obozie Auschwitz. Książka, której autorem jest Max Czornyj, zawiera bardzo wiele błędów zarówno w podstawowej faktografii i datacji, jak i w zakresie opisu realiów obozowych (…)”.

W przeciwieństwie do Maxa Czornyja starannie oddzielam prawdę od fałszu. Tymczasem rynek książki jest zalany historiami, które zdają się zbyt niewiarygodne, aby mogły być prawdziwe. A niemal wszyscy w nie uwierzyli.

W pierwszych relacjach, wspomnieniach czy biografiach byłych więźniów prawda o piekle brzmiała niewiarygodnie. Wielu z nich zadawało pytanie: kto nam uwierzy w to, co przeżyliśmy? I rzeczywiście, trudno było im w to uwierzyć, zwłaszcza ludziom w Europie zachodniej, którzy myśleli, że to propaganda okrucieństw. Ale więźniowie konsekwentnie ujawniali prawdę i na tym nie zarabiali. Nie mogli się zatem wzbogacić.

Z czasem opowieści o Holokauście zaczęły przynosić korzyści materialne. Do rzeczywistych więźniów zaczęli dołączać hochsztaplerzy. Prowadzą oni nadal misterną grę prawdy i kłamstwa, aby stanąć w świetle reflektorów. Zainteresować swoją osobą opinię publiczną. Czerpią z tego radość i satysfakcję. Podziw, uznanie, powagę, sympatię, miłość, ale także pieniądze i sławę. Mój bohater nie oczekuje pieniędzy. Daje świadectwo pawdzie. Ale z prawdą jest problem. Ks. Józef Tischner mawiał, że według góralskiej teorii poznania są trzy prawdy: “święta prawda, tyż prawda i gówno prawda”. Andrzej K. daje świadectwo swojej prawdzie.

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na nim wszystko zbudowano

Sekretne życie św. Piotra odsłania przed czytelnikami ks. prof. Andrzej Zwoliński.

Był prostym rybakiem, którego porywczy charakter i brak pewności siebie nie raz poprowadziły w stronę błędnych decyzji i niemałych kłopotów. Gdy otrzymał moc chodzenia po wodzie, od razu ją zmarnował. Próbując bronić Jezusa w Ogrodzie Oliwnym, zranił człowieka, a później, w obawie o swoje życie, zaparł się swojego Nauczyciela – i to po trzykroć. Mimo wszystkich jego wad Jezus postawił na Piotra, czyniąc go skałą, na której zbudował Kościół. Ksiądz Andrzej Zwoliński przybliża nam postać największego z Apostołów. Autor odwołuje się nie tylko do Ewangelii i Dziejów Apostolskich; sięga w sposób krytyczny także do licznych apokryfów, które uzupełniają miejsca z życiorysu świętego, o których Ewangeliści milczeli.
CZYTAJ DALEJ

Miesiąc temu zmarł historyczny kamerdyner trzech Papieży

2026-02-15 06:44

[ TEMATY ]

Angelo Gugel

Vatican Media

Angelo Gugel

Angelo Gugel

W sobotę 17 stycznia w kościele Santa Maria alle Fornaci, tuż obok Watykanu, odprawiono Mszę św. żałobną.

Obecność pięciu kardynałów: Pietro Parolina, watykańskiego Sekretarza Stanu; Stanisława Dziwisza, krakowskiego arcybiskupa seniora; Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego; Jamesa Michaela Harveya, archiprezbitera bazyliki św. Pawła za Murami; Beniamina Stelli, emerytowanego prefekta Kongregacji ds. Duchowieństwa; arcybiskupów Edgara Peña Parry, substytuta ds. ogólnych Sekretariatu Stanu; i Richarda Gallaghera, sekretarza ds. relacji z państwami; oraz dziesiątek prałatów i księży świadczyła o tym, że był to pogrzeb wyjątkowej osoby. Rzeczywiście, pożegnano zmarłego 15 stycznia Angelo Gugela, historycznego kamerdynera trzech Papieży: Jana Pawła I, Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wcześniej służył on w Żandarmerii Watykańskiej i pracował w Gubernatorstwie Państwa Watykańskiego. Kamerdyner jest jedną z osób pracujących w Domu Papieskim i jest do bezpośredniej dyspozycji Papieża w każdej chwili, gdy jest to potrzebne. Angelo czasami usługiwał też przy stole. Natomiast podczas podróży zajmował się bagażem Papieża. Towarzyszył mu podczas audiencji - na przykład trzymał tacę z różańcami, które Papież rozdawał swoim gościom, i zajmował się prezentami, które ludzie przynosili Ojcu Świętemu. Podczas wakacji Jana Pawła II w górach Angelo spędzał większość czasu u jego boku. Zawsze był z Papieżem, wraz z sekretarzem papieskim i żandarmami, którzy zapewniali mu bezpieczeństwo. Jego praca stała się nieodzowna, gdy Papież nie mógł już poruszać się samodzielnie. Na licznych fotografiach tuż obok Jana Pawła II widać u jego boku kamerdynera - Angelo stał się „cieniem papieża”.
CZYTAJ DALEJ

USA: 250 godzin adoracji i 250 uczynków miłosierdzia w 250‑lecie niepodległości

2026-02-16 07:43

[ TEMATY ]

adoracja

Adobe Stock

Amerykańscy biskupi katoliccy ogłosili ogólnokrajową inicjatywę duszpasterską, przygotowującą katolików do obchodów 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości. Wierzący zaproszeni są do odprawienia wspólnie 250 godzin adoracji eucharystycznej i podjęcia 250 uczynków miłosierdzia w parafiach i wspólnotach na terenie kraju.

Według materiałów przygotowanych przez Konferencję Biskupów Katolickich USA (USCCB), inicjatywa ma na celu zjednoczenie wiernych w modlitwie i konkretnych gestach miłości bliźniego. To zaangażowanie ma być odpowiedzią lokalnego Kościoła duchowe i społeczne wyzwania współczesnej Ameryki. W komunikacie biskupi podkreślają, że udział w adoracji Najświętszego Sakramentu i angażowanie się w konkretne projekty może stać się znakiem wdzięczności za ojczyznę oraz narzędziem do budowania jedności i uzdrowienia społecznego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję