Reklama

Polityka

Szukanie dobra wspólnego

Z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Andrzejem Dudą rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 33/2015, str. 10-13

[ TEMATY ]

prezydent

Andrzej Duda

Andrzej Duda/facebook.com

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Tuż po wygranych wyborach w czasie Mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej ratował Pan Prezydent porwaną przez wiatr Hostię. Natychmiast odebrano to jako symbol Pana prezydentury. Potem w sanktuarium w Rychwałdzie powiedział Pan: „Wierzę głęboko, że to wielkie dzieło naprawy Rzeczypospolitej my, jako ludzie wierzący, tym lepiej, uczciwiej i rzetelniej zdołamy zrealizować”. I tu podniosły się głosy krytyki, że wcale nie będzie Pan prezydentem wszystkich Polaków, jak to Pan zadeklarował, ale będzie Pan prezydentem tylko ludzi wierzących. Niełatwo być dziś prezydentem wszystkich Polaków, Panie Prezydencie!

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA: – Warto tu zwrócić uwagę, że gdy mówiłem w Rychwałdzie o potrzebie naprawy Rzeczypospolitej, podkreślałem przede wszystkim to, że każdy człowiek jest w stanie czynić dobro, bez względu na to, czy jest wierzący, czy nie. I dla mnie to właśnie jest najważniejsze w polityce – czynienie dobra. Natomiast politycy, którzy są ludźmi wierzącymi, deklarują postępowanie zgodne z Dekalogiem, mają w związku z tym większe zobowiązania. Od nich wymaga się więcej, skoro sami decydują się przestrzegać wartości wynikających z ich wiary. A sama deklaracja wiary nie jest wystarczającym warunkiem przyzwoitego zachowania, które może być udziałem zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących.

– Podpisując nieakceptowalną dla ludzi wierzących ustawę o in vitro, prezydent Bronisław Komorowski oświadczył, że nie jest prezydentem ludzkich sumień. Co na to prezydent Andrzej Duda?

– Żaden prezydent nie powinien być prezydentem ludzkich sumień i dyktować innym, w jaki sposób mają dokonywać moralnych wyborów. Prezydent powinien pilnować, aby interesy i prawa jednych nie były realizowane kosztem drugich. To jest granica, której nie wolno przekraczać. I nie jest to kwestia ludzkich sumień, lecz po prostu poszanowania ludzkiej godności. A w przypadku ustawy o in vitro właśnie te problemy mają charakter węzłowy. Prawo do poszanowania godności każdego człowieka jest zapisane w naszej konstytucji, a prezydent musi brać to pod uwagę.

– Podczas swej prezydentury niejeden raz napotka Pan wiele podobnych dylematów natury polityczno-światopoglądowej. W jaki sposób zamierza je Pan rozwiązywać?

– Jak wiadomo, ustawy nie lądują nagle na biurku prezydenta; są poddawane rozmaitym uzgodnieniom, konsultacjom społecznym, przechodzą często długi proces legislacyjny, jest czas na dyskusję. Jeśli zatem będzie to jakiś projekt dotykający kwestii światopoglądowych, które są bardzo często powiązane z wartościami konstytucyjnymi, zawsze będę zwracał uwagę na to, aby poszukiwać takiego kompromisu, by przede wszystkim te wartości konstytucyjne nie były naruszane, ale także wartości etyczne. Uważam, że mądry kompromis szanujący podstawowe wartości, takie jak życie ludzkie, godność ludzka, także w kwestii ustawy o in vitro, jest możliwy.

– Dlaczego więc teraz do takiego mądrego kompromisu nie doszło?

– Dlatego, że politycy, którzy tę ustawę „pchali” przez Sejm i Senat, po prostu nie mieli takiej woli. Dziwię się, że prezydent Komorowski skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w tzw. trybie następczym (czyli nieblokującym jej wejścia w życie) na podstawie tylko jednego wątku możliwej niezgodności z konstytucją. Ja tych wątków widzę znacznie więcej, i to znacznie poważniejszych.

– W Polsce trudno dziś o kompromisy, zwłaszcza światopoglądowe, ale także o te w prostszej materii, jaką jest bieżąca polityka. Czy w imię poszukiwania kompromisów jako prezydent wszystkich Polaków zdecyduje się Pan na swoistą apolityczność, a w szczególności na niewspieranie za wszelką cenę dążeń Pana macierzystej partii?

– Prezydent w naszym kraju i nigdzie na świecie nie bierze się znikąd, zawsze wywodzi się z konkretnej partii, ma konkretne przekonania polityczne. Ja swoje poglądy przedstawiałem otwarcie i twardo w kampanii wyborczej. Większość zdecydowała się zagłosować na moją osobę, i tym samym dała demokratyczny wyraz akceptacji moich przekonań. Z drugiej strony, prezydent musi być apolityczny i traktować wszystkich partnerów na scenie politycznej równo. A wracając do moich poglądów, mogę zadeklarować, że nie będę ich zmieniał, choć mam świadomość, kim jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

– Kim?

– Ma być tym, kto będzie szukał kompromisu i czasem musi na ten kompromis pójść, nawet jeżeli ma bardzo silne własne poglądy. Prezydent nie może być sługą jednej partii, bo byłoby to pomylenie roli. Prezydent jest wybrany przez naród i narodowi ma w pierwszej kolejności służyć.

– Pana poprzednik często powtarzał, że rolą prezydenta nie jest wkładanie kija w szprychy własnego rządu...

– Rolą prezydenta nie jest wkładanie kija w szprychy jakiegokolwiek rządu, który uczciwie i rzetelnie pracuje na rzecz wspólnego dobra. Prezydent musi patrzeć znacznie szerzej i ja właśnie tak tę swoją rolę chcę odgrywać. Będę oceniany przez społeczeństwo i – wierzę w to i mam taką nadzieję – na podstawie spełniania moich obietnic wyborczych. A tych – przede wszystkim obniżenia wieku emerytalnego i zwiększenia kwoty wolnej od podatku, co poprawi jakość życia polskich rodzin – mam zamiar z absolutną stanowczością, spokojnie, ale konsekwentnie dotrzymać. To jest dla mnie bardzo istotne.

– Ale i niełatwe do spełnienia bez szerszej zgody politycznej...

– Oczywiście, mam pełną świadomość, że gdy chodzi o konkretne rozwiązania ustawowe, większość z nich będzie musiała być realizowana co najmniej we współdziałaniu z rządem. Dlatego każdy rząd, nawet wrogo do mnie nastawiony, będę starał się namawiać do współpracy we wszystkich, moim zdaniem, ważnych dla kraju sprawach. Natomiast nie jest przecież tajemnicą, że mój program jest z całkiem naturalnych powodów zbliżony do programu PiS. Stąd jego realizacja będzie dla mnie łatwiejsza i sprawniejsza, jeśli jesienne wybory parlamentarne wygra ta partia. Z całą mocą chcę natomiast podkreślić, że swój program będę realizował niezależnie od tego, jaką decyzję podejmą wyborcy. Zapewniam, że w każdej sytuacji będę dokładał wszelkich starań, żeby współdziałać z rządem. To będzie prezydentura otwarta na inicjatywy polityczne, ale przede wszystkim – na społeczne.

– Wśród obietnic wyborczych była i ta – bardzo ważna – że będzie Pan prezydentem, który słucha obywateli; że chce Pan zaprosić Polaków do poważnej debaty, a nie jej unikać... W jaki sposób zamierza Pan spełniać to przyrzeczenie?

– Z góry zapewniam, że jeśli jakieś reprezentatywne grupy społeczne będą przychodziły do prezydenta ze swoimi inicjatywami, to będzie im stwarzana możliwość uważnego wysłuchania i dyskusji. Bardzo ubolewam nad tym, że w świecie polskiej polityki w ostatnich latach tak bardzo brakuje dialogu. A właśnie ów dialog i dostrzeganie tego, że są w Polsce ludzie o różnych poglądach, to dla mnie kwestia elementarnego szacunku, bez którego nie można tworzyć obywatelskiej wspólnoty. Do dziś nie udało się jej w Polsce odbudować.

– A zatem chciałby Pan być prezydentem wszystkich Polaków – jednoczącym wszystkich Polaków?

– Chciałbym być prezydentem wszystkich Polaków. Chciałbym też, aby ci, którzy nie będą się ze mną zgadzać, przynajmniej mówili: Andrzej Duda wprawdzie ma odmienne od nas poglądy, ale jest uczciwym człowiekiem, każdego szanuje i w zasadzie poza odmiennością poglądów nic mu nie możemy zarzucić. To mi wystarczy. Dla mnie najważniejszy jest szacunek.

– W jaki sposób Pan Prezydent chciałby reanimować debatę publiczną? Czy Pałac Prezydencki może stać się pewnego rodzaju zinstytucjonalizowanym centrum takiej debaty?

– Jeśli będzie taka potrzeba, przybierze to i taką formę. Z pewnością będę miał w pałacu specjalne biuro zajmujące się szeroko pojętym dialogiem społecznym. Tymczasem w powstającej już Radzie Dialogu Społecznego będzie zasiadał przedstawiciel prezydenta, a możliwe, że to prezydent będzie swoistym patronem tej rady. Z pewnością nie będę się od tego uchylał. Uważam, że wspieranie dialogu społecznego to jeden z ważniejszych, naturalnych obowiązków prezydenta, który jako jedyny jest wybierany w bezpośrednich wyborach na obszarze całej Polski. A dotychczas bywało tak, że prezydent raczej chował się przed ludźmi przyjeżdżającymi z całej Polski z różnego rodzaju petycjami i inicjatywami obywatelskimi, często tylko dlatego, że były one niezgodne z jego poglądami.

– Pan nie zamierza chować się przed nikim?

– W żadnym razie! Jestem prezydentem demokratycznego kraju. Naturą demokracji jest to, że obywatele mają prawo do wyrażania różnych opinii, do krytyki, a prezydent musi brać to pod uwagę. Rzecz polega na tym, że jeśli ktoś nie widzi ludzi o innych poglądach – nawet wtedy, kiedy oni głośno je demonstrują – to tym samym ich wyklucza. A to w demokracji jest niedopuszczalne. To właśnie chciałbym zmienić. Dlatego mówię, że Pałac Prezydencki będzie otwarty dla reprezentatywnych grup społecznych, czy to np. dla rodziców sześciolatków, czy dla osób sprzeciwiających się podwyższeniu wieku emerytalnego, czy dla zwolenników absolutnej ochrony Lasów Państwowych przed prywatyzacją i przed dalszym ich osłabianiem, czy też dla obrońców nauczania historii w szkołach. Z takimi i podobnymi grupami reprezentującymi znaczącą część społeczeństwa prezydent powinien – a nawet ma obowiązek – się spotykać, powinien znaleźć czas na ich wysłuchanie i wymianę argumentów. Szacunek dla inicjatyw obywatelskich jest wzmacnianiem demokracji.

– Obiecuje Pan szacunek, a co ze wsparciem?

– Będę wspierał każdą inicjatywę, pod warunkiem, że uznam, iż jest słuszna i dobra dla Polski, będę otwarty; natomiast zapowiadam z góry, że na pewno nie z każdą muszę się zgadzać. Ale to nie znaczy, że ci ludzie, z którymi się nie zgadzam, nie będą dla mnie istnieć, że kwestie przez nich poruszane nie stanowią problemu. Muszę je zawsze oceniać z punktu widzenia interesu Rzeczypospolitej i jej rozwoju. Na pewno zawsze otwarcie wyrażę swoją opinię, nawet jeśli zostanę za nią skrytykowany. Tak też rozumiem otwartość swojej prezydentury.

– A zatem przed Panem praca u podstaw, Panie Prezydencie: naprawianie demokracji, naprawianie polityki!

– Moim głównym celem zawsze było, jest i będzie szukanie dobra wspólnego. Politykę rozumiem jako roztropną troskę o dobro wspólne. To jest zasada, której nie wyrzeknę się nigdy, a wszystko, co będę robił, będzie miało wymiar prospołeczny i propaństwowy. Bardzo bym chciał, żeby polityką, niezależnie od barw partyjnych i przekonań, zajmowali się ludzie przyzwoici, którym na sercu leży dobro własnego kraju. Ważne też jest, aby nie przychodzili do niej ludzie, którzy niszczą państwo. Niestety, zbyt wielu polityków stawia własne dobro ponad dobro państwa i narodu.

– Prezydent Rzeczypospolitej jest mocą i powagą swego urzędu uosobieniem patriotyzmu. Bronisław Komorowski lansował tzw. nowoczesny patriotyzm – radosny, kotylionowy. Jak Andrzej Duda zamierza odgrywać rolę patriotycznego wzorca Polaków?

– Uważam, że rola prezydenta w tej mierze jest naprawdę poważna. I rzeczywiście, powinien on być wzorcem patriotyzmu. Powinien pokazywać jego najgłębszy sens, budujący siłę społeczeństwa i siłę państwa. Wiem, że dla obserwujących mnie rodaków istotne znaczenie będzie miało już samo to, jakie święta jako prezydent Rzeczypospolitej będę popierał swym majestatem, że np. w sposób szczególny będę zwracał uwagę na Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, święto ustanowione z inicjatywy Lecha Kaczyńskiego – może mało radosne, ale za to bardzo refleksyjne i dodające ducha.

– Proponuje Pan zatem tę mniej radosną, mniej beztroską, bardziej martyrologiczną odmianę patriotyzmu?

– Ależ skąd! 15 sierpnia obchodzimy rocznicę naszego wiekopomnego zwycięstwa nad Rosją sowiecką w 1920 r. To bardzo radosne dla nas święto! Warto w tym dniu pamiętać, że nasi pradziadowie byli na tyle mężni, iż umieli się oprzeć sowieckiej nawale. Oczywiście, wiele było w naszej historii i tych mniej radosnych wydarzeń, ale niezaprzeczalnie i jedne, i drugie zawsze wiążą się ze wspaniałymi postawami Polaków.

– Jak Pan Prezydent ocenia dzisiejsze postawy patriotyczne Polaków?

– Myślę, że nie jest z nimi aż tak źle, jak się czasem wydaje... A co najzabawniejsze, przy ograniczaniu liczby godzin historii w szkole widać coraz większą pozaszkolną aktywność młodzieży, która wprost garnie się do historycznych grup rekonstrukcyjnych, organizuje marsze, obchody świąt patriotycznych. Chciałbym jako prezydent wesprzeć tę energię młodego pokolenia. Jestem pełen optymizmu i uważam, że jesteśmy w stanie wszystko naprawić. Liczę na tę energię.

– A cała Polska, także ludzie młodzi, liczy na Pana energię, Panie Prezydencie. Było nie było, jest Pan dziś drugim w kolejności – po pani prezydent Kosowa – najmłodszym prezydentem na świecie.

– Bardzo bym chciał i byłbym szczęśliwy, gdyby młode pokolenie Polaków czuło we mnie oparcie. Gdy patrzę dziś na moją 20-letnią córkę, nie tylko jako ojciec, ale także jako polityk, dobrze wiem, jakie są oczekiwania i potrzeby współczesnej polskiej młodzieży. Jeżeli więc myślę o naprawie Rzeczypospolitej, to przede wszystkim mam na uwadze jej naprawę właśnie dla nich. Ale nie zapominam też o osobach, które przepracowały w Polsce całe swoje życie, o tych wszystkich, którym dzisiaj żyje się szczególnie trudno. To dla nich jest przede wszystkim przeznaczona jedna z dwóch moich pierwszych inicjatyw, czyli podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Uważam ponadto, że powinna istnieć kompleksowa polityka państwa wobec seniorów, będę starał się być jej inspiratorem. Oczywiście, nie twierdzę, że sam ją zrealizuję.

– Jakie specjalne instrumenty ma Pan do dyspozycji, aby spełnić swój zamiar bycia inspiratorem polityki państwa w wielu dziedzinach?

– Jeszcze przed zaprzysiężeniem w gronie współpracowników rozpoczęliśmy prace nad koncepcją Narodowej Rady Rozwoju. W jej ramach chciałbym w przyszłości pracować wraz z ekspertami nad strategiami rozwoju kraju, a przede wszystkim nad naprawą państwa w kluczowych, najbardziej zaniedbanych obszarach. Na pewno pojawią się też inicjatywy ustawodawcze przygotowane przez Prezydenta Rzeczypospolitej w ramach jego prerogatywy, niemniej jednak liczę przede wszystkim na dobrą współpracę z rządem, bo to on ma większe możliwości skutecznego działania. Wierzę także, że to, co zostanie wypracowane przez Narodową Radę Rozwoju w formie wieloletnich strategii, będzie mogło być – we współpracy z rządem – wypełniane odpowiednią treścią ustawową.

– Zanosi się zatem na żmudny i długotrwały proces naprawy Rzeczypospolitej. Jak przekonać Polaków, by wykazali cierpliwość?

– Rzeczywiście, jest to program rozłożony na długie lata, na znacznie dłuższy okres niż jedna kadencja prezydencka. Rzecz polega na tym, że mam dziś tę wielką ambicję, aby ten program zacząć, by mógł być spokojnie, ale skutecznie realizowany – czy to przeze mnie, czy przez moich następców, przez kolejne rządy. Moim zdaniem, ludzie zawsze docenią konkretne i konsekwentne działania. Najważniejsze, żeby Polska mogła wreszcie wkroczyć na drogę rzeczywistego rozwoju.

– Odporność na krytykę to bodaj jedna z najbardziej przydatnych cech młodego Prezydenta RP. Już przed objęciem przez Pana urzędu padały bardzo fundamentalne zarzuty, np. że zbyt ambitnie będzie Pan dążył do niezależności w polityce zagranicznej, że ma Pan fobię na punkcie niezależności i interesu narodowego oraz że w związku z tym wypchnie Pan Polskę na geopolityczny aut. Co Pan na to?

– Odpowiem, że cieszę się, iż jesteśmy w Unii Europejskiej! Uważam, że jest to jedno z dwóch największych osiągnięć minionego 25-lecia, drugim – jest nasze członkostwo w NATO. Jestem eurorealistą, a ci, którzy myślą, że mam cechy eurofoba chcącego wyprowadzić Polskę z Unii, są, moim zdaniem, pewnego rodzaju niepoprawnymi euroentuzjastami.

– Dlaczego niepoprawnymi?

– Dlatego, że nie do końca realnie postrzegają rzeczywistość. Na podstawie moich doświadczeń w Parlamencie Europejskim dobrze wiem, jak zachowują się przedstawiciele państw; każdy robi, co może, żeby realizować interesy własnego kraju. Istnieją, oczywiście, pewne wspólne ramy, ale i one są wypełniane, często w sposób bezwzględny, interesami poszczególnych krajów. Nie widzę więc powodu, dla którego polskie interesy nie miałyby być w sposób równie bezwzględny „przepychane”. Powinniśmy twardo stawiać swoje sprawy nie po to, żeby cokolwiek rozbijać, lecz wręcz przeciwnie – żeby budować wspólnotę zgodnie z naszymi interesami.

– Jako eurorealista uważa Pan, że można sobie zaskarbić szacunek zachodnich partnerów, bardzo twardo stawiając polskie warunki?

– Zdecydowanie tak. I naprawdę można tam mieć bardzo dobre relacje przez szanowanie zdania innych, przez zachowanie kultury politycznej, co jednak absolutnie nie oznacza poddawania własnych interesów i ślepego zgadzania się na wszystko, co dyktują nam inni.

– Jakich interesów Polski trzeba teraz bronić jak najpilniej?

– Przede wszystkim energetycznych, związanych z realizacją pakietu klimatycznego, ale też wciąż trzeba walczyć o interesy polskich rolników (m.in. o wyrównanie dopłat bezpośrednich). Uważam, że w polityce wobec Unii Europejskiej liczy się zarówno pilnowanie naszej suwerenności, jak i zrozumienie dla pewnych elementów wspólnotowych. I właśnie tu chciałbym bardzo mocno zaakcentować przede wszystkim współpracę z unijnymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej, które mają podobną do nas historię i podobną sytuację. Mógłby więc powstać swoisty blok państw partnerskich, które zgodnie działałyby w wielu sprawach.

– Pańska prezydentura przypada na wyjątkowo trudny okres w naszym regionie Europy. Zamierza Pan w polskiej polityce zagranicznej nawiązać w jakiś – właściwy w dzisiejszych okolicznościach – sposób do koncepcji Lecha Kaczyńskiego, do tzw. idei jagiellońskiej?

– Prezydent Kaczyński nie lubił tego określenia. W moim przekonaniu tego rodzaju polityka miała i wciąż ma wielki sens i gdyby Prezydent miał wtedy wsparcie ze strony rządu – a nie miał go, poczynając od 2008 r. – to być może okazałaby się bardzo skuteczna. To była polityka włączenia Polski w jak największym stopniu we wspólnotę interesów z państwami Europy Środkowo-Wschodniej. Oczywiście, przy założeniu partnerskiej kooperacji także z najważniejszymi państwami UE – przede wszystkim z Francją i Niemcami. Prezydent Kaczyński uważał to za swój wielki plan. Ja również sądzę, że dziś powinniśmy w tym właśnie kierunku zmierzać. Tym bardziej że dziś już powszechnie uważa się, iż to właśnie prezydent Kaczyński, a nie rząd, miał rację w ocenie sytuacji geopolitycznej Europy.

– Jednak w obecnej sytuacji geopolitycznej chodzi przede wszystkim o bardziej bezpośrednie zapewnienie Polsce bezpieczeństwa. Jak Pan Prezydent będzie starał się je wzmocnić?

– Przede wszystkim przez wzmocnienie naszych związków z NATO – stąd inicjatywa „Newport Plus”. Uważam, że obecność NATO w Europie Środkowej stanowczo powinna być wzmocniona przez rozmieszczenie twardej infrastruktury wojskowej Sojuszu na obszarze Polski oraz ewentualnie innych państw. Najbardziej bym się cieszył, gdyby w Polsce powstały wspólne polsko-amerykańskie bazy wojskowe.

– Lubi Pan Prezydent wojsko?

– Przede wszystkim szanuję polskie wojsko, szanuję żołnierzy jako ludzi decydujących się na służbę dla kraju nawet w najtrudniejszym czasie. Służba wojskowa jest z założenia zajęciem propaństwowym, jest kwintesencją patriotyzmu.

– Czy jako zwierzchnik Sił Zbrojnych przewiduje Pan jakieś szczególne działania na rzecz polskiej armii?

– Na pewno będę chciał, aby polska armia dobrze współdziałała w ramach NATO, choć wydaje się, że z tym nie jest już źle. Dziś przede wszystkim chodzi o wzmacnianie potencjału bojowego, czyli budowanie sprawnej armii obronnej. Wiążą się z tym, oczywiście, duże wydatki, a zadaniem prezydenta jest dopilnowanie, by te wydatki nie były obcinane przez rząd, jak to już bywało. Bardzo bym chciał, żeby polska armia była silniejsza, lepiej wyposażona, dobrze zorganizowana, aby żołnierze mieli poczucie, że państwo polskie o nich dba. Że dba także o rodziny żołnierzy i o weteranów.

– Panie Prezydencie, Polacy ciągle wierzą, że prezydent „wszystko może”. Czy będzie się Pan starał w jakiś sposób podtrzymywać to przekonanie? A może uda się Panu realnie wzmocnić tę moc prezydenta?

– Niestety, prawda jest taka, że pod względem ustrojowym urząd Prezydenta RP nie ma najlepszych umocowań... Ale nie tylko dlatego wielokrotnie już mówiłem o potrzebie zmiany konstytucji. Od uchwalenia obecnej w 1997 r. bardzo wiele się w Polsce zmieniło – jesteśmy członkiem UE i NATO. Zmieniły się zarówno najbliższe otoczenie Polski, jak i uwarunkowania globalne. W aspekcie naszego członkostwa w UE i zawierania umów międzynarodowych pojawia się kwestia wzmocnienia gwarancji polskiej suwerenności. Ponadto z wieloletniego już orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego widać, że konstytucyjnego wzmocnienia wymagają prawa obywatelskie (m.in. prawo do zgromadzeń, do zabezpieczenia socjalnego i emerytalnego). Zbyt wiele aspektów naszego życia państwowego i osobistego wymaga dziś silniejszego umocowania konstytucyjnego.

– Także urząd Prezydenta Rzeczypospolitej?

– Skoro prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych, to może jednak powinien mieć większe możliwości wywierania samodzielnie większego wpływu na bieżący rozwój wydarzeń w naszym kraju i na kierunki jego rozwoju. Nad tym trzeba się poważnie zastanowić. Ale przede wszystkim chciałbym, aby nowa konstytucja była szeroko przedyskutowana, nie tylko w gronie ekspertów, lecz by w debatę nad nią mogli się włączyć wszyscy obywatele. Myślę, że akurat tego obywatelskiego głosu dzisiaj w naszym kraju najpilniej potrzebujemy.

2015-08-12 08:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Duda: rozmowa z premierem Włoch m.in. o inwestycjach rozwojowych w UE i polityce klimatycznej

2020-09-23 21:10

[ TEMATY ]

prezydent

Włochy

Andrzej Duda

PAP/EPA/MAURIZIO BRAMBATTI

Prezydent RP Andrzej Duda i premier Włoch Giuseppe Conte

Prezydent RP Andrzej Duda i premier Włoch Giuseppe Conte

Prezydent Andrzej Duda poinformował w środę, że rozmawiał z premierem Włoch Giuseppe Contem m.in. o współpracy gospodarczej, rozwoju infrastruktury w Polsce, przyszłości UE w kontekście inwestycji rozwojowych, sprawiedliwej transformacji i polityce klimatycznej.

"Dziękuję premierowi Giuseppe Contemu za owocne spotkanie” – napisał szef państwa na Twitterze.

W środę rozpoczęła się pierwsza wizyta zagraniczna prezydenta w nowej kadencji. Duda odwiedza Republikę Włoską, a w piątek wizytę złoży także w Watykanie. W środę spotkał się włoskim prezydentem Sergio Mattarellą. Następnie rozmawiał z marszałek włoskiego Senatu Marią Elisabettą Alberti Casellati, a w Palazzo Chigi rozmawiał w cztery oczy z premierem Conte.

Szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski powiedział dziennikarzom, że tematem rozmów prezydenta zarówno z Matarellą, jak i z Contem była przyszłość Unii Europejskiej, zwłaszcza w kontekście wychodzenia ze skutków społecznych i gospodarczych pandemii koronawirusa.

„Wszyscy spodziewamy się, że ta sprawa nie jest zakończona, że druga fala nadchodzi. W związku z tym jej skutki społeczne i gospodarcze na pewno będą z nami na dłużej. Dlatego bardzo ważne jest dziś, by na poziomie europejskim działać wspólnie” – powiedział Szczerski.

Jak przekazał, Duda z szefem włoskiego rządu rozmawiał szczególnie o inwestycjach jako sposobie wyjścia z kryzysu, a także o inwestycjach publicznych i infrastrukturalnych.

„Prezydent bardzo podkreślał, że w Europie są potrzebne inwestycje także na osi Północ-Południe. My to realizujemy w ramach Inicjatywy Trójmorza, ale także Włochy powinny być częścią tego wielkiego planu inwestycji w Europie” – powiedział szef gabinetu prezydenta RP.

Według niego wychodzenie z kryzysu związanego z pandemią to szansa, by poprzez inwestycje zasypywać podziały między bogatą Północą i biednym Południem. Jak dodał, potrzebny jest wspólny wysiłek, zgodny z tym, co prezydent Duda pisał w kwietniu w swoim liście do przywódców UE wskazując, że „Europa musi być wielkim warsztatem produkcyjnym”, skrócić łańcuchy dostaw i inwestować w rozwój infrastruktury.

Szczerski dodał, że m.in. temu celowi mają służyć nowe instrumenty przewidziane w nowej perspektywie budżetowej UE. Zaznaczył, że Duda rozmawiał z włoskimi politykami o przebiegu negocjacji związanych z unijnym budżetem.

Jak przekazał, prezydent podkreślał potrzebę dbania o cele klimatyczne UE, „ale tylko na zasadzie sprawiedliwej transformacji, czyli takiej, która uwzględnia specyfikę gospodarczą i społeczną poszczególnych państw i ich potrzeby, by nie powodować powstawania nowych obszarów biedy, wykluczenia”.

Szef gabinetu prezydenta przekazał, że rozmowy polityczne polskiego przywódcy dotyczyły też brexitu i zawirowań w negocjacjach między UE a Wielką Brytanią. „Trzeba zrobić wszystko, by zgodnie z prawem, zgodnie z postanowieniami, jakie były pomiędzy Brukselą a Londynem, doprowadzić do tego, by po zakończeniu fazy przejściowej Wielka Brytania była ważnym partnerem gospodarczym dla Europy” – mówił Szczerski.

Jak poinformował, kolejny temat rozmów to sytuacja na Białorusi. „To nasze przekonanie, także Polski i Włoch, że należy oddać Białorusinom prawo do decydowania o przyszłości swego własnego kraju. To prawo jest im dziś odebrane i oni tego prawa się domagają” – mówił. Podkreślił, że „UE powinna być zdecydowana, powinna działać”.

„UE nie powinna się wahać w decyzjach, tylko powinna wspomóc Białoruś w drodze do wolnych wyborów i tego, by Białorusini sami swą przyszłość określili bez ingerencji zewnętrznej i bez instrumentalnego traktowania Białorusi, jak to ma miejsce dzisiaj, jak się wydaje, w polityce rosyjskiej” – powiedział Szczerski.

Kolejnym tematem rozmów prezydenta Dudy z politykami włoskimi było NATO. Jak zaznaczył, we Włoszech i Polsce stacjonują wojska amerykańskie. „Duża część rozmowy była poświęcona amerykańskiej obecności w Europie. To jest nasze wspólne zdanie, że jakiekolwiek przegrupowywanie wojsk amerykańskich w Europie nie powinno zmniejszać zaangażowania amerykańskiego w bezpieczeństwo europejskie” – powiedział Szczerski.

Szef gabinetu prezydenta RP poinformował, że omówiono też kwestie związane z polityką migracyjną. „Prezydent powiedział, że Polska jest gotowa, by wspomagać Włochy w patrolowaniu (Morza Śródziemnego) - jak ma to obecnie miejsce - z bazy na Sycylii, w zapewnieniu bezpieczeństwa wód terytorialnych Europy w kontekście napływu migracyjnego. To jest nasza część europejskiej solidarności” – oświadczył Szczerski.(PAP)

autor: Marzena Kozłowska

mzk/ akl/

CZYTAJ DALEJ

Ks. dr Leon Czaja: Bycie tutaj to łaska

[ TEMATY ]

jubileusz

kapłaństwo

Ks. Rafał Kowalski

Dziś świętujemy 60. rocznicę święceń kapłańskich ks. dr. Leona Czai, wikariusza generalnego, wieloletniego kanclerza Kurii. Z tej okazji przypominamy rozmowę, którą dokładnie 10 lat temu, z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa przeprowadziliśmy z Księdzem Jubilatem.


Tym, którzy przychodzą do wrocławskiej Kurii, wydaje się, że jest tam od zawsze. W ciszy pełni swe codzienne obowiązki. Ci, którzy go znają, mówią o poczuciu humoru, niezwykłej pamięci do anegdot, drobnych zdarzeń. Minęło 50 lat od chwili, gdy bp Andrzej Wronka wyświęcił go na kapłana. Z ks. dr. Leonem Czają, kanclerzem wrocławskiej Kurii, rozmawia Agnieszka Bugała

Ks. Rafał Kowalski


AGNIESZKA BUGAŁA: - Księże Kanclerzu, dzień święceń to nie był majowy, upalny dzień, ale środek lutego...

KS. DR LEON CZAJA: - Gdy kończyłem studia razem z moim kursem, w maju 1956 r., miałem zaledwie 21 lat i 4 miesiące. Byłem za młody nawet do diakonatu, mogłem go przyjąć dopiero w 1957 r., czyli blisko rok po studiach. Na kapłaństwo musiałem czekać do 1958 r. Przełożeni ustalili, że w najbliższą niedzielę po urodzinach, czyli po 10 lutego, przyjmę święcenia. Po prymicjach w mojej rodzinnej parafii, przy pięknej, surowej zimie, jechałem sankami 20 km do Bochni, aby wsiąść do pociągu i wrócić na wtorkową katechezę. Jako diakon uczyłem, nie mówiąc o tym, że nie jestem kapłanem. Kiedy spytano mnie w szkole jak spędziłem ostatki, powiedziałem, że zupełnie wyjątkowo, bo przyjąłem święcenia kapłańskie. Wywołało to konsternację w nauczycielskim gronie.

- Ale po święceniach nie było dekretu kierującego na parafię...

- Były studia rzymskie w czasie niezwykłym, bo podczas trwania soboru. Gdy wróciłem w 1967 r., zostałem wikariuszem w katedrze do 1970, a potem wszedłem w mury wrocławskiej kurii i jestem tu do dziś, czyli już 38 lat. To zdecydowanie ponad połowa życia. A jeśli do 75 roku życia tu dotrwam, to będę miał 40 lat kurii jak Izraelici pustyni.

- Duchowi mistrzowie?

- Wzrastałem u boku samych mistrzów. Najpierw był kard. Kominek, potem krótko bp Urban, przez 27 lat kard. Gulbinowicz. Bycie tutaj traktuję jako wyjątkową łaskę Pana Boga. Stawiane przez nich wymagania budzą wciąż nową energię, nowe siły.

- Gdzie widzi Ksiądz przekonanie, że kapłaństwo jest tą jedyną drogą?

- Wiele razy o tym myślałem, ale nie znajduję takiego punktu. Jak daleko sięgam w przeszłość, to właściwie nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi, jak tylko taką. Dziecięce, wiejskie zabawy, wielodzietna rodzina - nie chciałem inaczej. Gdy w 1951 r. przyszła matura, a był to rok szczególny, bo zetknęły się wtedy w gimnazjach dwie grupy: ostatni rok przedwojenny i pierwsze owoce powojennej jedenastolatki, w gimnazjum, do którego chodziłem w Bochni przystąpiło 230 osób. Po maturze zgłosiłem się do seminarium w Tarnowie. Przyjechałem, przedstawiłem się, ale okazało się, że rektor nie może mnie przyjąć, bo liczba kandydatów jest zbyt duża. Pozostały dwa wyjścia: albo Łódź, albo Wrocław. W 1951 r. o ziemiach zachodnich mówiło się w kategoriach dzikiego zachodu. Zgłosiłem się pisemnie do obu miast. Po czterech dniach przyszła odpowiedź z Wrocławia: proszę przyjechać. I tak to się rozpoczęło. Rektor Marcinkowski, Litwin, Wilnianin, był moim pierwszym, seminaryjnym mistrzem, a czas był szczególny, bo nie mieliśmy biskupa, aż do 1956 r. doświadczaliśmy głodu pasterza. Na wszystkie święcenia przyjeżdżali biskupi zapraszani z innych diecezji. Wiedzieliśmy, że tego nie przeskoczymy, zresztą, to nie było trwanie w próżni, przełożeni to wszystko dobrze nam tłumaczyli. Kiedy przyszedł kard. Kominek wszystko zaczęło się porządkować. To był czas, kiedy ubecja próbowała kler dzielić, niektórych udało się skaptować do pionu księży patriotów. Kard. Kominek podszedł do nich zupełnie inaczej. Na jednym ze spotkań powiedział: ja wam daję szansę na rehabilitację, znam waszą przeszłość, ale rozpoczynamy nowy odcinek.

- Ekstremalne warunki kapłańskiej formacji...

- Bojowe, ale w sumie nam, ludziom tamtego czasu, tamtego środowiska, było trochę łatwiej stanąć wobec aktualnego dzisiaj problemu lustracji. Kiedy przed dwoma laty „rzucono” się na lustrowanie duchowieństwa, to dla nas było jasne, że ten czy inny nie wytrzymał próby czasu, próby dziejów i trzeba podjąć próbę ukształtowania sobie postawy wobec tego, że wyłamał się z jedności. Tej specyficznej nauki udzielił nam kard. Kominek właśnie wtedy.

- Największy wpływ na kształtowanie kapłaństwa?

- Ludzie niezłomni. Do 1956 r. władze wygrały wszystko, co można było na tym terenie wygrać wobec Stolicy Apostolskiej. Zmusiły wikariusza kapitulnego wrocławskiego ks. Lagosza, żeby duchowieństwo poparło protest do Stolicy Apostolskiej. Większość z przełożonych i wykładowców seminaryjnych odmówiło udziału w proteście. W konsekwencji zostali zwolnieni z pracy i przeniesieni na parafie. Ale ci, którzy zajęli ich miejsce, byli ludźmi bez reszty oddanymi Kościołowi oraz nam, alumnom. Tworzyli klimat szczególny, wyjątkowy, podtrzymujący w nas entuzjazm i zapał. Mój rocznik był tym, który całą formację przeszedł w czasach ks. Lagosza. I przez następne lata nikt z tego rocznika nie wykruszył się z kapłańskiego stanu. To wydaje się niemożliwe, bo rzeczywistość naprawdę była trudna. Kiedy jechaliśmy do parafii naszego pochodzenia, księża przecież orientowali się, kto kieruje Kościołem we Wrocławiu. Byliśmy dyskredytowani z natury rzeczy. Mówiono, że pracujemy na medale dla swego ordynariusza, ks. Lagosza.

- W tym trudnym czasie przychodzili kapłani tacy, jak ks. Zienkiewicz...

- Ks. Zienkiewicz przyszedł na stanowisko rektora na fali czystek, kiedy rektor Marcinowski nie podpisał kolejnego protestu. Korzystałem z jego duchowego kierownictwa aż do momentu święceń, bo przecież jeszcze w 1958 r. ks. Zienkiewicz był rektorem seminarium.

Gdy wróciłem ze studiów, on był duszpasterzem akademickim, spotykałem go codziennie w stołówce. To był człowiek niebywałej prawości, niebywałej kultury ducha. Umiał nas podtrzymać w sytuacjach napiętych. Nie wygłaszał słów pustych, wszystkie płynęły z najgłębszych pokładów jego duszy. Człowiek modlitwy. Pod pewnym względem widziałbym analogię między Zienkiewiczem a późniejszym Janem Pawłem II.

- A spotkania z Janem Pawłem II?

- Najbardziej utkwiło mi to pierwsze, zresztą była to pierwsza jego wizyta we Wrocławiu, niedługo po tym, jak został krakowskim sufraganem. Bp Kominek zaprosił go na rekolekcje dla kapłanów. Informacje poszły w teren, zgłosiło się ponad 180 kapłanów, więc seminarium było wypełnione całkowicie. Ja byłem przydzielony bp Latuskowi do pomocy, stąd moja tam obecność. Wieczorem przychodzi Kominek do seminarium i mówi: Ja rozpocznę rekolekcje, bo Wojtyła się spóźnia i pewnie dziś też się spóźni. Rekolekcje się zaczęły. Przychodzi na portiernię młody człowiek, odziany w pelerynę z materiału imitującego koc i mówi: Przyjechałem na rekolekcje. Czy ksiądz jest zgłoszony? - pytam. Nie, ja się nie zgłosiłem. To będzie problem, bo seminarium mamy w stu procentach zajęte. A co się stało? - pyta zdziwiony. Bp Wojtyła ma prowadzić rekolekcje i przyjechało ponad 180 księży. A cóż to takiego Wojtyła? - mówi. Nie znam, odpowiadam, ale tak wygląda sytuacja. To mamy wrócić do domu? - pyta. A z daleka ksiądz przyjechał? Tak wyglądała nasza rozmowa. I oczywiście przy prośbie o podanie imienia i nazwiska usłyszałem Karol Wojtyła. To było pierwsze spotkanie.

CZYTAJ DALEJ

Abp Ryś do kapłanów diecezji kaliskiej: pełnij swoją misję na sposób Jezusowy

2020-09-24 09:48

[ TEMATY ]

abp Grzegorz Ryś

abp Grzegprz Ryś

twitter.com/ArchLodz

- Modlitwa wzmocniona postem to najmocniejsze narzędzie, jakie ma Jezusowy uczeń - mówił abp Grzegorz Ryś podczas Mszy św. kończącej rekolekcje dla kapłanów diecezji kaliskiej w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu.

W homilii celebrans kontynuował rozważanie Listu św. Pawła do Tytusa. Zaznaczył, że 2/3 tego listu dotyczą zdrowej nauki. – Z listu dowiadujemy się jaki ma być włodarz Boży. Potrzebna jest taka nauka, która sprawia, że przyciągasz ludzi do siebie. Przyciągasz ludzi nauką zdrową, ale ważne jest, abyś miał umiejętność przekonywania tych, którzy mówią przeciw tej nauce – powiedział administrator apostolski diecezji kaliskiej.

Wskazywał, że zdrowa nauka jest nauką zbawczą. - Zdrową naukę przekazuje się zdrowym słowem. Zdrowa wiara jest owocem zdrowej nauki. Zdrowa nauka niesie zbawienie – podkreślał kaznodzieja.

Cytując słowa św. Pawła z Listu do Rzymian „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” stwierdził, że człowiek, który kocha Boga czyni dobro.

Zaznaczył, że sumienie to wspólne rozpoznawanie dobra i zła z Jezusem. - Chcesz wiedzieć czy to jest dobre czy złe, to spytaj co Jezus nam na ten temat mówi, bo my nie tworzymy norm, tylko je razem odkrywamy w spotkaniu z Nim – mówił metropolita łódzki.

Odwołując się do Ewangelii św. Łukasza akcentował, że Jezus posyłając uczniów wyposażył ich „w moc i władzę nad wszystkim demonami i dla leczenia chorób”. - Modlitwa wzmocniona postem to najmocniejsze narzędzie, jakie ma Jezusowy uczeń. Jak jesteś posłany w tej misji to rób ją na sposób Jezusowy. Każde rekolekcje są jakimś początkiem. Jest nowe otwarcie, od nowa Jezus mówi idźcie i weźcie to co wam daję do tej misji i nie bierzcie tego co się wam kompletnie nie przyda – przekonywał abp Ryś.

W ramach jałmużny kapłani ofiarowali datki, które zostaną przeznaczone na konkretny cel w diecezji kaliskiej.

Przed udzieleniem pasterskiego błogosławieństwa abp Grzegorz Ryś dziękował księżom za tak liczny udział w rekolekcjach. – Chcę wam służyć tak jak umiem. Kiedy zgodziłem się na to, żeby być administratorem diecezji to pierwsza myśl, jaka się zrodziła to, żebyśmy przeżyli razem rekolekcje. Nie zdążę was poznać, nie zdążę poznać, gdzie kto pracuje, z niektórymi uda się zamienić słowo, z niektórymi pewnie już nie, ale mam takie przekonanie, że to co mogliśmy razem przeżyć przed Panem Jezusem, przed Bogiem Ojcem w Duchu Świętym jest tysiąc razy ważniejsze niż tamte ludzkie środki i sposoby bycia razem. To co mogłem wam dać to wam dałem, a bardzo wam dziękuję za taką obecność – powiedział administrator apostolski diecezji kaliskiej.

Przez trzy dni abp Grzegorz Ryś w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu głosił rekolekcje dla duchowieństwa diecezji kaliskiej pochylając się nad Listem św. Pawła do Tytusa. W drugim dniu rekolekcji kapłani uczestniczyli w nabożeństwie pokutnym połączonym z konferencją oraz adoracją Najświętszego Sakramentu. Rekolekcje zakończyła wspólna Eucharystia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję