Reklama

Aspekty

Homilia ks. Krzysztofa Hojzera do czcicieli św. Ojca Pio

Homilia ks. Krzysztofa Hojzera wygłoszona 23 września podczas Odpustu św. Ojca Pio skierowana do członków i sympatyków Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio w Zielonej Górze. Uroczystości odpustowe rozpoczęły się w parafii pw. św. Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze od Różańca św. Następnie odbyła się Msza św. pod przewodnictwem i z homilią opiekuna wspólnoty ks. Krzysztofa Hojzera. – To jest ten moment kiedy masz możliwość pozwolić Bogu na coś niebywałego, aby zaczął przenikać cały twój umysł i serce. Ta dzisiejsza uroczystość, która rozpoczyna nowy rok formacji jest właśnie tym wielkim pragnieniem, aby Bóg stale mógł to czynić – mówił w homilii ks. Krzysztof Hojer. 

[ TEMATY ]

Zielona Góra

Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio

Karolina Krasowska

Ks. Krzysztof Hojzer, opiekun Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio w Zielonej Górze

Ks. Krzysztof Hojzer, opiekun Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio w Zielonej Górze

Posłuchaj homilii

2020-09-24 09:29

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

30 lat Parafialnego Zespołu caritas

2020-10-08 23:00

[ TEMATY ]

Caritas

Zielona Góra

Parafia Miłosierdzia Bożego

Archiwum parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Zielonej Górze

30 lat Parafialnego Zespołu Caritas to długi okres działalności.W strukturze centrali Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, Parafialny Zespół Caritas jest placówką – ogniwem na szczeblu parafialnym, działającym na terenie swojej parafii.

Oba nurty, centralny i parafialny, wzajemnie się uzupełniają i oddziałują

na siebie. Działalność na szczeblu centralnym umożliwia realizację zadań zakrojonych na większą skalę. Caritas Diecezjalny wnosi wkład koordynacyjny i formacyjny, gdzie delegaci grup parafialnych spotykają się regularnie z dyrektorem diecezjalnym, odbywają wspólne rekolekcje itp.

Realizacja wielu przyjętych zadań nie byłaby możliwa bez ścisłej współpracy z lokalnym samorządem. Otrzymujemy pomoc na prowadzenie i działalność PZC poprzez pisanie dotacji na ten cel z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, z Urzędu Miasta Zielona Góra, z Wydziału Oświaty oraz z Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Zalążkiem PZC w parafii Miłosierdzia Bożego był Zespół Charytatywny, który powstał 05.10. 1990 r. z inicjatywy pani Elżbiety Suder. Jego siedzibą była salka katechetyczna w przykościelnym baraku. Opiekunem zespołu został ówczesny proboszcz ks. Zbigniew Stekiel.

Działalność zespołu polegała na przekazywaniu osobom potrzebującym odzieży i rzeczy ogólnego użytku, a także żywności uzyskanej ze zbiórek od mieszkańców osiedla. Zapotrzebowanie było duże, co przyczyniło się do powstania Punktu Charytatywnego działającego 2 razy w tygodniu. W 1991 r. punkt przeniósł się do bloku nr 6 na Os. Pomorskim i funkcjonował tam aż

do czasu wybudowania plebanii.

9 lutego1997 r. Zespół Charytatywny przekształcił się w Parafialny Zespół Caritas, w którym przewodniczącą została pani Elżbieta Suder , pani Krystyna Suder z-cą, funkcję skarbnika pełnił p. Marek Plaza, zaś członkami zostali: Stanisław Jskólski, Genowefa Deciuk i Tadeusz Łyszczyk. Opiekę nad PZC przejął proboszcz ks. Tadeusz Kulczyk.

Od czasu przekształcenia nazwy zespół dynamicznie rozwinął skrzydła.

Do działalności przystąpiło więcej wolontariuszy. Zespół rozpoczął organizację wyjazdów na kolonie letnie oraz ferie zimowe dla dzieci z parafii. Punkt Charytatywny przeniósł się z bloku do przykościelnego baraku i w kolejnych latach była wydawana tam żywność z programu PEAD. Przy współpracy z Caritas Diecezjalną, z nowym dyrektorem ks. Andrzejem Kołodziejczykiem i samorządem miasta Zielona Góra powstaje świetlica profilaktyczno - wychowawcza ,,Świetliki'' dla dzieci z ubogich rodzin, zamieszkujących terytorium parafii. Początkowo świetlica mieściła się w Klubie ,,Grymas”, 2 lata w Szkole Podstawowej nr 21, następnie - po wybudowaniu domu parafialnego, świetlicę zorganizowaliśmy w baraku po byłej plebanii. Dla parafian i rodzin potrzebujących wsparcia utworzono Specjalistyczną Poradnię Rodzinną i Punk Konsultacyjny. W kolejnych latach powstało pierwsze w Caritas przedszkole ,,Świetliczątka”, powstał również Klub Młodzieżowy ,,Alter Ego” oraz Klub Seniora ,,Jesienne Róże”.Na utrzymanie i organizację pracy w tych jednostkach zespół pisał prośby o dotacje do LUW, Wydziału Oświaty, UM Zielona Góra, dzięki czemu mogliśmy zatrudniać wychowawców, specjalistów oraz wysyłać dzieci na kolonie letnie i zimowe oraz organizować różnorodne zajęcia dla dzieci i młodzieży. Świetlica zdążyła obchodzić 10 lecie istnienia, wszakże w 2013 roku ze względu na zmianę w ustawie o warunkach budowlanych świetlic, musieliśmy zamknąć jej działalność z braku właściwego pomieszczenia dla tej placówki.

Na dzień dzisiejszy istniej tylko Klub Seniora, który spotyka się regularnie  co tydzień w salce parafialnej pod plebanią.

We współpracy z Gimnazjum nr 8, w 2005 r. powstało Szkolne Koło Caritas, gdzie długoletnim opiekunem była pani Urszula Reder. Obecnie, po reformie szkolnictwa, w Szkole Podstawowej nr 21 opiekunem SKC jest pan Jaroslaw Łapucha.

Od 6 lat PZC pomaga w organizacji rodzinnego festynu w parafii. Dzięki pomocy radnym, pani Grażynie Jaskólskiej i radnemu panu Jackowi Budzińskiemu, mogliśmy zrealizować pewne działania związane z realizacją festynów, jak i prowadzeniem Klubu Seniora.

PZC to przede wszystkim wolontariusze i darczyńcy. Przez te 30 lat wielu już nie ma z nami, ale wielu nowych przybyło. Bez nich nic nie można było by zrobić.To praca, modlitwa oraz pomoc finansowa, kazda pomoc się liczy oraz wsparcie duchowe.

Zespół obecnie liczy 25 członków, w tym 18 czynnych.

Zmienił się również skład zarządu . Obecnie Przewodniczącym jest ks. proboszcz Paweł Łobaczewski, zastępcą Renata Wójtowicz, sekretarzem Renata Archaniołowicz i skarbnikiem Barbara Wójcik.

Nasz Parafialny Zespół opiekuje się 50 rodzinami i osobami samotnymi z naszej parafii.

Za swoje główne cele przyjął:

- pomoc na rzecz biednych, chorych, bezdomnych,

– organizację zbiórek żywności w postaci paczek świątecznych,

– zbiórkę przyborów szkolnych,

– dystrybucję świec świątecznych Caritas,

– dystrybucję pozyskanej żywności,

– pomoc w trudnych sytuacjach życiowych,

– odwiedziny chorych,

– prowadzenie Klubu Seniora,

– opiekę nad Szkolnym Kołem Caritas,

– pozyskiwanie funduszy na działalność

• - realizację Programu Spiżarnia Biedronka.

I tak jak na początku, nieustannie kontynuujemy formację i współpracę

z Caritas Diecezji Zielonogórsko -Gorzowskiej na czele z dyrektorem

ks. Stanisławem Podfigórnym poprzez rekolekcje, szkolenia i wspólne pielgrzymki.


CZYTAJ DALEJ

Szatan posługuje się kłamstwem

Niedziela Ogólnopolska 43/2019, str. 20-22

[ TEMATY ]

świadectwo

aborcja

Archiwum prywatne Abby Johnson

Abby Johnson

Abby Johnson

Chciała pomagać kobietom w nieplanowanej ciąży, które szukają wsparcia. Nie planowała zła, a jednak okazało się, że jest częścią fabryki zbrodni.
Z Abby Johnson – autorką książki „Nieplanowane” rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Kim jest dziś Abby Johnson?

ABBY JOHNSON: – Jestem żoną, matką ośmiorga dzieci. Na co dzień działam też na rzecz życia. Jeżdżę nie tylko po Stanach Zjednoczonych, ale po całym świecie. Opowiadam o tym, w jaki sposób moje życie się zmieniło, w jaki sposób Bóg radykalnie interweniował w moim sercu, by wyciągnąć mnie z kliniki aborcyjnej Planned Parenthood. Moja organizacja „I nie było już nikogo” pomogła jak dotąd 525 pracownikom klinik należących do przemysłu aborcyjnego. Działam też w ramach nowej inicjatywy non-profit ProLove Ministries, której zadaniem jest przygotowanie obrońców życia w zakresie działań marketingowych oraz innych wyzwań, które stawia przed tego typu organizacjami współczesny świat. Pan Bóg dał mi wiele, pobłogosławił i odmienił moje życie. Dlatego oddaję Mu chwałę, jak tylko potrafię, przez swoją działalność.

– Zanim to wszystko się stało i Bóg wkroczył w Twoje życie, pracowałaś w klinice aborcyjnej. Jak długo?

– Przez 8 lat, byłam dyrektorką placówki w Teksasie.

– Ile aborcji tak naprawdę wykonałaś swoim podpisem w dokumentach kwalifikujących pacjentki?

– W sumie przyłożyłam rękę do 22 tys. aborcji, włącznie z dwiema, które dokonałam na własnych nienarodzonych dzieciach.

– Czy przez 8 lat pracy w klinice Planned Parenthood nigdy nie przyszło Ci do głowy, że bierzesz udział w czymś złym? Tym bardziej że znałaś proliferów, którzy modlili się godzinami pod kliniką, rozmawiałaś z nimi, niektórych podziwiałaś...

– Pracowałam w Planned Parenthood nie z powodu cynizmu czy wyrachowania, ale dlatego, że naprawdę byłam przekonana, iż pomagam kobietom. Zresztą było to coś, co traktowałam jako rodzaj swojej misji. Myślałam tak, jak myśli wielu, że w niektórych sytuacjach po prostu nie ma innego wyjścia. Uznawałam, że aborcja jest złem, ale jednak czymś w rodzaju „mniejszego zła”, tzn. że można ją zastosować w jakiejś kryzysowej sytuacji. Kompletnie nie uświadamiałam sobie, że w ten sposób po prostu krzywdzę inne kobiety. Nie myślałam też o aborcji w kategoriach obiektywnego zła, podobnie zresztą jak wielu moich pracowników. Oni byli, i często są, przekonani, że pomagają kobietom.

– Czy zdarzyło się, aby któraś z kobiet, eskortowana do kliniki przez wolontariuszki, jednak zmieniła zdanie i nie dokonała zabiegu?

– Tak, czasami tak się zdarzało.

– W swojej książce opowiadasz o tym, jak bardzo szefowie klinik aborcyjnych dbają o to, aby do kobiety, która przyjeżdża na zabieg, nie zbliżył się nikt z przesłaniem pro-life. Mówisz o tym, jak izolowane są kobiety, które już zdecydowały się na aborcję. Dlaczego? Kliniki Planned Parenthood deklarują troskę o dobro kobiety, o jej prawo do decydowania o swoim życiu, a robią wszystko, aby kobieta nie zmieniła zdania i nie doszła do wniosku, że jednak chce urodzić...

– Problem, o który pytasz, zamyka się tak naprawdę w modelu biznesowym Planned Parenthood. Polega on po prostu na przekonywaniu kobiet do aborcji. Brutalnie rzecz ujmując: z tego jest kasa. I dlatego działają w czymś, co można nazwać systemem kwotowym – liczy się wysoka liczba aborcji. Planned Parenthood tnie zatem koszty, oszczędzając na wielu podstawowych rzeczach. Ich kliniki mają problemy z zachowaniem higieny, ze szkoleniem pracowników czy z zapewnieniem odpowiedniej ilości leków. Dochodzi tam do wielu nadużyć, ale mimo to stanowe departamenty zdrowia nie zamykają tych klinik. Planned Parenthood to zatem nie tylko aborcje, ale także narażanie kobiet na niebezpieczeństwa przy okazji rozmaitych badań, które tam przechodzą.

– Za ujawnianie tych faktów grożono Ci i stawiano Cię przed sądem?

– Oczywiście.

– Machina jest przerażająca. Mówisz o tym, że kobiety, które przyjeżdżają do kliniki Planned Parenthood w wyznaczonych dniach na zabieg aborcji, są przerażone, a stojący przy ogrodzeniu działacze pro-life wywołują swoją postawą dodatkowy szok. Jak powinni postępować ci, którzy chcą powstrzymać kobietę przed dokonaniem zabiegu?

– Nie ma jednego modelu, bo każdy przypadek kobiety zdecydowanej na dokonanie aborcji jest inny, ale przyznam Ci się, że w naszej klinice cieszyliśmy się, gdy protestujący pod nią przedstawiciele ruchów pro-life w bardzo radykalny sposób wywierali presję na kobiety. Myślę o rozmaitych transparentach czy osobach przebierających się za śmierć, z imitacją kosy w ręku. Nie twierdzę, że tego rodzaju działalność jest nieskuteczna, na pewno może trafić do pewnej grupy osób, ale akurat w przypadku kobiet, które podjęły już decyzję o aborcji, przyjechały w określonym dniu na umówiony zabieg i przechodziły wśród takich transparentów, nie odnosiło to oczekiwanego skutku. W ten sposób trudno było skłonić kobietę, by zmieniła swoją decyzję. Nie wspominając już o pracownikach klinik, a przecież zmiana ich myślenia też jest ważna. Wiele natomiast zmieniła praca Koalicji dla Życia, która zaczęła działać zupełnie innymi metodami. Starano się okazać tym kobietom troskę, miłość. Modlono się w ich intencji, a także w intencji nienarodzonych dzieci. Te metody wiele zmieniły. Widziałam to na własne oczy, gdy stałam po drugiej stronie barykady. Kobiety, gdy doświadczały dobra, czułości, znacznie częściej zmieniały zdanie i wycofywały się w ostatniej chwili. Trzeba być świadomym, że działacze pro-life, którzy decydują się stanąć przy wejściu do kliniki, wymagają specjalnego wyszkolenia. Tego typu działalności towarzyszy cały łańcuszek działań, które trzeba podjąć, by uratować kobietę i dziecko. Matka, która wybrała aborcję, musi otrzymać gotowe rozwiązanie, ścieżkę, którą zostanie poprowadzona, jeśli zdecyduje się urodzić. Ale najważniejsze jest to, by poczuła, że zostanie otoczona miłością. Że jej dziecko nie jest problemem, ale darem. Nie można zacząć od wpędzania jej w jeszcze głębsze poczucie winy, bo to już ją wypełnia całkowicie, ona się zmaga ze sobą, często czuje też nienawiść do samej siebie.

– W Polsce proliferzy wciąż próbują budzić opinię publiczną szokującymi obrazami abortowanych płodów na plakatach. Co myślisz o takich metodach?

– Nie jestem im przeciwna, uważam, że mogą one pokazać ludziom, iż aborcja jest okrucieństwem. Ale to nie jest dobra metoda, gdy próbujemy skłonić konkretne osoby do zmiany podjętej już decyzji o aborcji. Są pewne różnice między Polską a Stanami Zjednoczonymi. W Waszym kraju aborcja nie jest legalna, choć oczywiście, od tego zakazu są wyjątki i aborcja jest w Polsce wykonywana. Jednak nie jest to zjawisko tak powszechne jak w Stanach Zjednoczonych. W Polsce nie ma klinik specjalizujących się w aborcji. My mamy z tym do czynienia w wielu miastach. Dlatego stoimy na ulicach nie tylko po to, by uświadamiać społeczeństwo, że aborcja to zło, ale też po to, by wpłynąć na konkretne kobiety, które już wybrały aborcję. W ten sposób ratujemy życie dzieci. Stoimy pod ogrodzeniami klinik, modlimy się w intencji tych kobiet, ale też ludzi wykonujących aborcje. I to przynosi efekty. W takich sytuacjach plakaty ukazujące potworne skutki aborcji mogą być – na to wskazuje moje doświadczenie – nieskuteczne. Te kobiety są zdesperowane i rozbite wewnętrznie. Poszukują wsparcia, konkretnej pomocy. Gdy stoimy pod kliniką, staramy się okazać im takie wsparcie, dać realny wybór, którym jest rezygnacja z aborcji. Warto też dodać, że zwolennicy aborcji zdołali wmówić wielu osobom, iż zdjęcia dzieci po dokonanej aborcji są nieprawdziwe. Wiele osób w to wierzy, naprawdę.

– Jakie jest Twoje przesłanie dla Polski, która dba o ustawę z kompromisem aborcyjnym – czy jesteś za tym, aby aborcja była całkowicie zakazana?

– Aborcja to po prostu odebranie życia dziecku. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiego czynu. Usprawiedliwieniem nie są także okoliczności poczęcia dziecka. To jest zło – koniec, kropka. Coś takiego nie powinno być legalne. Pamiętajmy też jednak, że jako obrońcy życia powinniśmy dbać o to, aby kobiety, które często w desperacji podejmują decyzję o aborcji, mogły zmienić zdanie i miały wtedy drogę wyjścia. Dlatego powinny otrzymywać od nas wsparcie duchowe, emocjonalne i gdy to jest potrzebne – także finansowe. Istnieje przecież podziemie aborcyjne, a to pokazuje, że sama prawna delegalizacja aborcji nie jest ostatecznym celem obrońców życia. To jeden ze środków.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do tego dnia w 2009 r.: Jesteś dyrektorką w klinice aborcyjnej, w ciągu 8 lat podpisałaś 22 tys. zgód na aborcję i trzymasz właśnie głowicę USG, widzisz profil dziecka na ekranie... Dla Ciebie to były wstrząs, szok i początek przemiany. W tej chwili – jak sama przyznajesz – stałaś się nowym człowiekiem. Jak myślisz, dlaczego inni pracownicy klinik aborcyjnych, kiedy trzymają te same głowice i widzą te same obrazy twarzy dzieci, które za chwilę wessie kaniula, nie doznają szoku?

– Szatan posługuje się kłamstwem – jest w końcu ojcem kłamstwa – i chyba to jest najprostsza odpowiedź na Twoje pytanie. Kłamstwo, które Planned Parenthood serwuje swoim pracownikom, dotyczy misji tej organizacji. Tu chodzi o pomoc kobietom – słyszą pracownicy. Wiem, że może Ci być trudno w to uwierzyć, bo jesteś świadoma zła, które się tam dzieje, ale kiedy pracujesz w takim miejscu dzień po dniu, to taka indoktrynacja naprawdę sprawia, że się uodparniasz. Nie postrzegasz aborcji jako czegoś, co jest niedopuszczalne. Na szczęście Pan Bóg wyprowadził mnie z tego po wielu latach i sprawił, że nastąpił w moim życiu przełom. Zły planuje za nas zło, a my dajemy się nabrać i czynimy je, zwłaszcza że jest ukryte pod pozorem dobra.

– Ale przecież widzisz na ekranie USG, że dziecko w łonie się broni...

– Tak, ale pracowników klinik uczy się, że płód nie czuje bólu. Ja też w to wierzyłam i tego uczyłam innych.

– Abby, Twoja historia wydaje się niewiarygodna: Dziewczyna z dobrego domu, kochający rodzice, co niedzielę razem w kościele i nagle, zaledwie w ciągu kilku lat, masz na koncie dwie aborcje i decyzję, by pracować w klinice aborcyjnej, w której wspinasz się po drabinie kariery – od wolontariuszki po dyrektora. Czy dziś, po latach, umiesz odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego?

– Tak, wiem, to zaskakujące, niewiarygodne, niespójne... Jeśli chodzi o to, dlaczego wybrałam pracę w klinice aborcyjnej, odpowiedź jest bardzo prosta: chciałam pomagać kobietom. Naprawdę chciałam. Nie interesowałam się wtedy problemem aborcji, nie miałam argumentów, by jasno powiedzieć: aborcja jest złem. Wydaje się to aż za proste, ale czasem zło jest efektem bardzo prostej decyzji, prostych pobudek, niekoniecznie skomplikowanych działań czy wielopiętrowych intryg. Kiedy dostałam propozycję wolontariatu w Planned Parnethood, byłam przekonana, że zajmę się czymś dobrym, że będę realizować misję. Ale jak wspomniałaś, sama byłam też klientką kliniki aborcyjnej. I to aż dwukrotnie...

– Nie zapytam o Twoje uczucia po dokonanych zabiegach, bo o nich opowiadasz w książce, zresztą cały świat Cię dziś pyta o te głębokie rany z przeszłości. Wydaje się jednak, że przyczyną Twoich decyzji był brak wsparcia...

– Nie cofnę czasu. Mogę o tym rozmyślać, opowiadać, dawać świadectwo, ale to są fakty i ja podjęłam decyzję o zabiciu dwójki moich dzieci. Jeśli Bóg, który wszystko może, wydobył z tego jakikolwiek okruch dobra, to taki, że bardzo dobrze rozumiem trudną sytuację kobiet, które podejmują takie decyzje. Nie obwiniam, naprawdę, za każdym razem wiem, co czują. Ja wtedy zostałam ze wszystkim sama. Mój ówczesny mąż, a niedługo potem były mąż – to było wtedy, gdy jeszcze nie byłam katoliczką – nie interesował się moją ciążą. Bałam się też powiedzieć o wszystkim rodzicom. Czułam się jak w pułapce i aborcja wydawała mi się jedynym dobrym rozwiązaniem. Wiem, że kobiety zostawione same z nieplanowaną ciążą myślą właśnie w ten sposób: aborcja to jest najlepszy wybór z możliwych, panaceum na wszystkie problemy. To, oczywiście, nieprawda... Aborcja to nie jest żaden wybór, ale najczęściej próba ucieczki zdesperowanej kobiety, która znalazła się pod ścianą. I stoi tam sama, bo mężczyzna, ojciec, uważa, że to jej problem. A skoro to jest problem, to musi go rozwiązać. W Ameryce kliniki aborcyjne przychodzą tu z zainteresowaniem, z marketingową troską, pochylają się nad kobietą i proponują jej pomoc.

– Uważasz, że odpowiedzialność za decyzje o usunięciu ciąży spoczywa również na bliskich kobiety?

– W pewnym sensie tak jest, przecież dziecko zawsze ma ojca... Musimy pamiętać o tym, by kochać swoich bliskich i okazywać im tę miłość, dawać poczucie bezpieczeństwa. Rodzice powinni rozmawiać ze swoją córką o aborcji, uświadamiać jej, że to zła opcja, tłumaczyć, że nigdy nie jest sama ze swoimi problemami. Z kolei synowi każdy rodzic powinien wytłumaczyć, że kobieta, gdy jest w ciąży, potrzebuje opieki i wsparcia, szczególnie gdy dochodzi do kryzysów w związku. Mężczyzna musi być po prostu prawdziwym facetem. Jeśli kobieta będzie się czuła kochana, będzie pewna, że ma wsparcie, że może liczyć na swojego męża, to nigdy – powtarzam: nigdy! – nie zdecyduje się na aborcję. I to jest praca, którą może wykonać każdy z nas, to jest to pierwsze działanie pro-life, już w domu. Każdy z nas jest albo ojcem, albo matką, mężem, żoną, przyjacielem, przyjaciółką, kolegą czy koleżanką, mamy wokół siebie ludzi, których nagle może przerosnąć rzeczywistość. Ważne, by w tych chwilach kobieta nie była sama. Decyzja o aborcji rodzi się w samotności i przerażeniu.

– Wkrótce w Polsce wejdzie na ekrany kin film „Unplanned” (Nieplanowane), który powstał na podstawie Twojej książki. Opowiada historię Twojego przejścia na „jasną stronę mocy”. Jesteś szczera do bólu, opowieść jest jak spowiedź. Nie bałaś się tak ogromnej konfrontacji z całym światem? Skąd wzięłaś siłę, aby tę konfrontację wytrzymać?

– Siłę czerpię z wiary. Kiedy ruszyły zdjęcia do filmu, trochę żartem powiedziałam mężowi, że to chyba nie jest możliwie, by przeżyć to wszystko jeszcze raz. Łatwo zostać głęboko zranionym, gdy odkrywasz się przed światem, bo choć film jest fabułą, to jednak powstał na podstawie mojej książki, w której opowiedziałam całą prawdę o sobie – o swoich przeżyciach, relacjach z bliskimi, drodze do przemiany. Moje życie to żywy dowód Bożej miłości, wiesz? Dowód, że Boże Miłosierdzie nie ma granic.

CZYTAJ DALEJ

KSP: w Warszawie w sobotę 278 osób zatrzymanych, czterech policjantów rannych (opis)

2020-10-25 11:16

[ TEMATY ]

marsz

PAP

278 osób zostało zatrzymanych po sobotnich protestach w Warszawie, w 27 przypadkach doszło do zatrzymań prewencyjnych - poinformował w niedzielę rzecznik KSP nadkomisarz Sylwester Marczak. Czterech policjantów doznało obrażeń - podał.

Konieczność działań przywracających porządek dotyczyło głównie tzw. protestu negujących pandemię - powiedział Marczak podczas niedzielnego briefingu. Podał, że spośród czterech policjantów, którzy doznali obrażeń, w przypadku jednego niezbędna była bardziej specjalistyczna pomoc w szpitalu.

"W czasie działań zabezpieczających policjanci wylegitymowali ponad 1100 osób. Ponad 120 ukarano mandatami. Do sądów kierujemy blisko 350 wniosków o ukaranie" - podał Marczak. Jak zaznaczono do inspekcji sanitarnej trafi ponad 800 notatek dotyczących naruszenia obostrzeń sanitarnych.

Marczak poinformował, że ponad 250 przypadków zatrzymań, to były zatrzymania procesowe związane m.in. z naruszeniem nietykalności policjantów. "Wśród zatrzymanych i osadzonych w jednostkach policji znajdują się także obcokrajowcy. Niektórzy z zatrzymanych byli nietrzeźwi" - podkreśliła policja.

Z częścią zatrzymanych nadal trwają czynność w komendach policji całego garnizonu warszawskiego - powiedział rzecznik. Zaznaczył, że policja stosowała też pouczenia czy rozmowę z osobami naruszającymi przepisy, ale w przypadku agresji nikt nie może liczyć na pobłażliwość ze strony funkcjonariuszy.

Jak informuje Komenda Stołeczna Policji "postępowanie są prowadzone między innymi w kierunku czynnego udziału w zbiegowisku w połączeniu z czynami o charakterze chuligańskim, naruszenia nietykalności funkcjonariuszy, znieważenia godła państwowego, ataku na dziennikarzy".

"Biorąc pod uwagę stan epidemiczny, w którym się znajdujemy niestety nie ma możliwości organizowania zgromadzeń spontanicznych" - powiedział rzecznik. Jak zaznaczył, sobotni protest osób negujących istnienie koronawirusa i pandemię był zgłoszony, ale jego organizator nie pojawił się - protest został potraktowany jako zgromadzenie spontaniczne i dlatego obecnie nie mógł się odbyć zgodnie z prawem.

Zaznaczył, że zatrzymania i agresywne zachowania dotyczyły tylko protestu przeciwników obostrzeń wynikających z pandemii, a nie protestujących przeciw orzeczeniu TK w sprawie aborcji. Marczak powiedział, że przeciwników obostrzeń nie wyglądał jak manifestacja jakichś poglądów, tylko jakby jego uczestnicy przyszli tam po to, żeby walczyć z policją.

Zapewnił, że policja będzie adekwatnie do sytuacji reagować w przypadkach protestów zapowiadanych na niedzielę - w kościołach i poniedziałek - na rondach i ulicach stolicy. W przypadku kościołów będzie to reakcja na zawiadomienie np. administrującego kościołem proboszcza - zaznaczył.

Sobotni protest przeciwników obostrzeń wprowadzonych w pandemii i negujących istnienie koronawirusa odbył się w sobotę po południu na pl. Defilad. Manifestanci m.in. próbowali przejść z pl. Defilad przed siedzibę Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej. Policja zablokowała wtedy marsz od strony Dworca Centralnego. Protestujący skandowali wulgarne hasła pod adresem PiS. Na kilkanaście minut zablokowali Aleje Jerozolimskie włącznie z torami tramwajowymi. Policyjne radiowozy zostały obrzucone butelkami i jedzeniem. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję