Reklama

Kościół

Caritas Polska pomaga syryjskim uchodźcom w Jordanii

Bliski Wschód to jeden z najbardziej dotkniętych koronawirusem obszarów geograficznych – donosi Światowa Organizacja Zdrowia. Aby zmniejszyć skalę epidemii władze Jordanii zdecydowały o wprowadzeniu surowych ograniczeń swobód obywatelskich. Pomoc dla najuboższych, którą Caritas Polska przekazuje do Jordanii już piąty rok z rzędu, nabiera dziś dodatkowego znaczenia.

[ TEMATY ]

pomoc

Jordania

COVID‑19

Caritas Polska

Archiwum CDW-P

Władze Jordanii potraktowały zagrożenie epidemiczne bardzo poważnie. 17 marca, kiedy oficjalna liczba zakażonych nie przekroczyła jeszcze pięćdziesięciu osób, wprowadzono stan wyjątkowy, uprawniający rząd do podjęcia zdecydowanych kroków zapobiegawczych. Zamknięto granice, nakazano zawieszenie funkcjonowania wszystkich instytucji w sektorze publicznym i prywatnym, z wyjątkiem tych zakwalifikowanych przez rząd jako mające szczególne znaczenie. Wprowadzono całkowity zakaz wychodzenia z domu, a siłom mundurowym polecono dostarczanie żywności pod drzwi obywateli. Za złamanie reguł izolacji groziła kara pieniężna, a nawet kara pozbawienia wolności do roku. Do aresztu trafiło ponad półtora tysiąca osób. Jordańskie Ministerstwo Zdrowia wyznaczyło siedem szpitali w największych ośrodkach miejskich do przeprowadzania testów i izolacji zakażonych.

Wysokie koszty walki z epidemią

Ze względu na chaos i panikę wywołane tak nagłym i surowym ograniczeniem swobód obywatelskich, cztery dni po wprowadzeniu obostrzeń podjęto decyzję o częściowym złagodzeniu kwarantanny. Zezwolono na opuszczanie miejsca zamieszkania w celu zakupu pożywienia i leków, ale można było poruszać się jedynie pieszo, aby dotrzeć do najbliższego punktu handlowego. W dalszym ciągu utrzymano zakaz przemieszczania się pojazdami mechanicznymi bez specjalnego zezwolenia, zawieszono wszelki cywilny transport międzymiastowy, a obywateli obowiązywał zakaz wychodzenia z domu w godzinach nocnych.

Reklama

W maju zdecydowano się na stopniowe odmrażanie gospodarki. Otworzono firmy, kawiarnie, restauracje, a zakaz podróżowania między miastami został zniesiony. Wznowiono wewnętrzne loty, a mieszkańcy odzyskali możliwość poruszania się przez większość dnia bez specjalnych pozwoleń. Zezwolono na modlitwy w meczetach i kościołach pod warunkiem zachowania dystansu społecznego i noszenia maseczek.

Władzom Jordanii udało się opanować zagrożenie epidemiczne, jednak koszt tych działań jest ogromny. Pandemia wywołała nie tylko kryzys w sektorze zdrowia, ale przede wszystkim kryzys ekonomiczny. Przed jej wybuchem, w małych i średnich przedsiębiorstwach, których przetrwaniu najbardziej zagraża tymczasowe zamknięcie, pracowało aż 60% aktywnych zawodowo Jordańczyków. Ze względu na zakaz wychodzenia z domu i ograniczenie działalności gospodarczej, wiele rodzin straciło jedyne źródło utrzymania.

Trudna rzeczywistość uchodźców

Reklama

W szczególnie złej sytuacji znaleźli się ci, którzy już wcześniej na co dzień potrzebowali pomocy – Syryjczycy, którzy byli zmuszeni do ucieczki z własnego kraju i osiedlenia się w państwie ościennym. W czerwcu 2020 roku w Jordanii przebywało ponad 655 tysięcy zarejestrowanych uchodźców syryjskich. Nieoficjalnie mówi się o znacznie większej grupie. Jordańskie Ministerstwo Planowania i Współpracy Międzynarodowej, w rządowym planie odpowiedzi na kryzys syryjski w latach 2020–2022, szacuje liczbę Syryjczyków, którzy przesiedlili się do Jordanii po 2011 roku na 1,36 miliona. Choć w październiku 2018 roku otwarto jordańsko-syryjską granicę, tylko nieliczni zdecydowali się na powrót do ojczyzny. W Jordanii uchodźcy napotykają wiele problemów, ale często nie mają do czego wrócić.

• Ponad pół miliona syryjskich uchodźców w Jordanii mieszka poza obozami

• 98% z nich wynajmuje mieszkania na wolnym rynku

• 650 – 850 złotych miesięcznie wynosi przeciętny koszt wynajmu mieszkania

• 4 na 5 uchodźców plasuje się poniżej progu ubóstwa i ma długi, przez co grozi im eksmisja

Według badania przeprowadzonego wiosną 2020 roku przez Urząd Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców, tylko 35% ankietowanych uchodźców w Jordanii deklarowało, że mają pracę, do której będą mogli wrócić po zniesieniu restrykcji. Podczas przymusowej kwarantanny aż 90% respondentów przeprowadzonej w kwietniu 2020 roku ankiety Caritas Jordania twierdziło, że nikt z ich rodziny nie podjął pracy przez cały okres wzmożonych obostrzeń, co skutkowało brakiem jakiegokolwiek dochodu. Utrata pracy lub możliwości zarobkowania to nie jedyne problemy, z którymi mierzą się rodziny uchodźcze w obliczu epidemii. Liczne organizacje pomocowe były zmuszone do zawieszenia swoich projektów, co dodatkowo pogorszyło sytuację Syryjczyków.

Organizacje międzynarodowe alarmują, że większość uchodźców z trudnością zaspokaja podstawowe potrzeby, takie jak opłata najmu i zakup żywności. Aż 91% ankietowanych w kwietniu 2020 roku uchodźców uznawało opłatę czynszu za swoje największe zmartwienie. Osoby, które otrzymują wsparcie dzięki Caritas, często obawiają się też o losy swoich pociech. Społeczność zarejestrowanych uchodźców syryjskich jest bardzo młoda, niemal co drugi z nich nie ukończył 15. roku życia. W 2018 roku UNICEF alarmował, że 85% syryjskich dzieci w Jordanii żyje w ubóstwie.

W obawie o los najmłodszych

– Najbardziej martwię się o przyszłość moich dzieci – twierdzi Iman (24 l.) z Dary. Kobieta samotnie wychowuje dwoje małych dzieci. Mieszka z rodziną zmarłego męża w Al-Mafrak na północy Jordanii. Dom, który wynajmują, jest w opłakanym stanie. Drzwi nie domykają się, przez co rodzina nie może spać w spokoju w obawie przed włamaniem. – Jestem uchodźczynią, nie mam dochodu. Większość z nas z trudem znajduje zatrudnienie, ciągle brakuje pieniędzy na mieszkanie, jedzenie lub leczenie. Jak w takich warunkach zapewnić dzieciom prawidłowy rozwój?

Wtóruje jej Muhammad z Homs. Do Jordanii zbiegł razem z żoną, trójką dzieci i teściową. Podczas ucieczki mężczyzna uległ wypadkowi i stracił wzrok. Ze względu na niewielkie wsparcie dla osób niepełnosprawnych, Muhammad nie mógł znaleźć pracy w Jordanii i nie może poruszać się samodzielnie poza domem. – Polegamy na pomocy krewnych, sąsiadów i organizacji charytatywnych. Nauczyłem się radzić sobie z tą sytuacją, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego moje dzieci muszą cierpieć? Zasłużyły na lepszą przyszłość – mówi ojciec rodziny.

Poczucie godności to dach nad głową

Od 2016 roku Caritas Polska pomaga miejskim uchodźcom syryjskim, takim jak Iman i Muhammad, aby uchronić ich przed eksmisją. Beneficjenci są wybierani na podstawie obiektywnych kryteriów związanych z ich sytuacją życiową, ekonomiczną i zdrowotną. Często są to rodziny wielodzietne, samotni rodzice lub osoby starsze, pozbawione jakiegokolwiek dochodu. Aby uniknąć napięć społecznych, wprowadzono zasadę, że 30% gospodarstw objętych opieką stanowią rodziny jordańskie. Wsparcie jest przeznaczane przede wszystkim na pokrycie kosztów wynajmu mieszkań. Caritas przekazuje środki finansowe za pomocą kart bankomatowych. Według badania Caritas Jordania, jest to najbardziej preferowana przez beneficjentów opcja. W drugiej połowie 2020 roku pomoc trafia do 96 syryjskich i jordańskich gospodarstw domowych od lipca do grudnia.

Wartość udzielonej dotychczas pomocy przekroczyła 6 milionów złotych; ze wsparcia skorzystało 1200 rodzin w czterech północnych prowincjach Jordanii: w Ammanie, Irbidzie, Az-Zarka i Al-Mafrak.

***

Projekt „Zapewnienie schronienia miejskim uchodźcom syryjskim i najuboższym Jordańczykom w czterech prowincjach Jordanii, moduł II” jest kontynuacją działań prowadzonych przez Caritas Polska i Caritas Jordania w latach 2016–2019. Projekt jest współfinansowany ze środków programu współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

2020-07-27 12:19

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polska przekaże domy modułowe dla uchodźców do Syrii i Grecji

2020-09-15 17:04

[ TEMATY ]

pomoc

Syria

Grecja

dom

PAP

Polska przekaże w najbliższych dniach i tygodniach łącznie ponad 600 domów modułowych dla uchodźców do Syrii i Grecji - poinformowali we wtorek wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński oraz wiceszef MSWiA Bartosz Grodecki.

Prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej Wojciech Wilk, który wziął udział we wspólnej konferencji prasowej z wiceszefami MSZ i MSWiA, powiedział, że w ciągu trzech najbliższych dni 156 domów modułowych zostanie przekazanych do Grecji, a w najbliższych tygodniach 500 domów zostanie wysłanych do północnej Syrii.

"Zdecydowaliśmy, dzięki decyzji pana premiera (Mateusza) Morawieckiego, o przekazaniu tych komponentów do budowy, do wsparcia, tworzenia bezpiecznego schronienia dla osób, które z powodu konfliktów zbrojnych, niebezpieczeństwa w ich krajach pochodzenia, przede wszystkim właśnie w Syrii, muszą uciekać ze swego miejsca zamieszkania i potrzebują bezpiecznego schronienia" - mówił wiceminister Jabłoński.

Poinformował, że domy staną w obozach tymczasowych dla uchodźców. "Przekazujemy tę pomoc bezpośrednio do północnej Syrii, gdzie dziś jest ogromny kryzys, ogromne potrzeby potężne wyzwania" - wskazywał Jabłoński.

Wiceszef MSZ poinformował jednocześnie, że druga część polskiej pomocy skierowana jest do Grecji. Przypomniał, że niedawno spłonął jeden z największych obozów dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos. Chodzi o obóz w miejscowości Moria na Lesbos, który został w ubiegłym tygodniu niemal całkowicie zniszczony przez kilka powstałych równocześnie pożarów.

Wiceminister SWiA Bartosz Grodecki podkreślił z kolei, że w odpowiedzi na apel strony greckiej, Polsce udało się przygotować i zakupić 156 domów modułowych, które zostaną przekazane do Grecji. "Myślę, że to bardzo ważny gest solidarności, pomocy dedykowanej, bardzo dobrze wpisującej się w realizowaną przez polski rząd politykę pomocową" - dodał.

Wilk wskazywał, że domy modułowe są sprawdzonym sposobem na poprawę warunków życia w obozach dla uchodźców i mogą dać ludziom, którzy wielokrotnie musieli uciekać, namiastkę domu. "Namioty po pół roku już się nie nadają do użytkowania, są podarte, zniszczone, namioty płoną, (...) są też niszczone przez wichury" - wskazywał, dodając, że domy modułowe są odporne na pożary i wichury.

Minister ds. europejskich Konrad Szymański mówił, że kryzys migracyjny jest problemem europejskim i wymaga "europejskich rozwiązań". "Dlatego od samego początku Polska przedstawia całą listę spraw, zadań, w których chętnie bierzemy udział, budujemy europejską jedność wokół tych instrumentów, działań, które są skuteczne i przynoszą realną pomoc. Co więcej - które nie przynoszą żadnego politycznego podziału wewnątrz wspólnoty, która jest doświadczana politycznymi podziałami ponad miarę" - powiedział.

Wskazywał, że Polska buduje coraz większą zdolność do niesienia pomocy humanitarnej i rozwojowej, wzmocniona została także pozycja mającej siedzibę w Warszawie Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej FRONTEX. "Wzmocniliśmy tę agencję od strony finansowej, (...) rozszerzyliśmy jej kompetencje, by mogła bardziej skutecznie kontrolować nasze granice zewnętrzne" - wskazywał.

Szymański podkreślał, że Polska "poczuwa się do europejskiej solidarności i ma wizję, w jaki sposób Europa powinna reagować na kryzys migracyjny". "Z jednej strony to kontrola granic, z drugiej strony pomoc humanitarna, rozwojowa, przeciwdziałanie źródłom tego kryzysu, z którym mamy do czynienia dziś w szczególności na południu Europy. To są skuteczne narzędzia, które niosą realną pomoc" - oświadczył.

Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński pytany był podczas konferencji o plany prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, który w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zapowiedział, że zwróci się do MSZ o spotkanie ws. przedstawienia możliwości wsparcia przez Poznań określonej liczby osób poszkodowanych w pożarze obozu na greckiej wyspie Lesbos.

"My oczywiście jako rząd jesteśmy otwarci na wszelkie rozmowy czy z samorządami, czy z organizacjami pozarządowymi. Natomiast jednoznacznie i w bardzo jasny sposób podkreślamy, że według nas - i nie tylko według nas, ale też według w zasadzie coraz szerszej grupy ekspertów, którzy analizują to, jak funkcjonuje polityka azylowa w UE przez ostatnich kilka lat - to właściwym sposobem jest przede wszystkim udzielanie tej pomocy tam, gdzie są źródła kryzysów" - powiedział. (PAP)

Autorka: Sylwia Dąbkowska-Pożyczka

sdd/ itm/

CZYTAJ DALEJ

On przemawia

Poruszył serca i umysły ludzi na całym świecie, zaskoczył młodych i starszych. Mówiono i pisano o nim w różnych zakątkach świata. Swoją dojrzałością zadziwił wszystkich. W dziejach historii Polski nie było dotąd nikogo, kto byłby tak popularny jak on. Spośród polskich świętych sławą mogą jedynie porównywać się z nim św. Jan Paweł II i św. Faustyna Kowalska.

Mimo że od jego śmierci upłynęły ponad cztery wieki, wciąż fascynuje kolejne pokolenia. Św. Stanisław Kostka, bo o nim mowa, urodził się 28 grudnia 1550 r. w rodzinie arystokratycznej. Jego ojciec, Jan Kostka, był kasztelanem zakroczymskim – ważną osobą w strukturach państwa polskiego, a dziadek – sekretarzem króla. Także inni jego krewni zajmowali eksponowane stanowiska w państwie polskim. Jednym słowem, była to zamożna, wpływowa rodzina magnacka.

Rodzina

II połowa XVI wieku to czas, w którym na ziemiach polskich dynamicznie rozwijał się protestantyzm i reformacja, prądy dążące do przeciwstawienia się Kościołowi katolickiemu oraz papieżowi. Działaniom reformatów towarzyszyło podsycanie nastrojów niezadowolenia wśród szlachty i magnaterii, co nieraz prowadziło do przejmowania siłą kościołów i ich grabienia.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Rodzicom zależało na dobrym wychowaniu i wykształceniu dzieci. Pierwsze nauki Stanisław pobierał w domu rodzinnym pod okiem Jana Bilińskiego. W wieku 14 lat wraz ze starszym bratem Pawłem udał się do Wiednia do renomowanej, znanej szkoły, prowadzonej przez jezuitów. Początkowo musiał zmierzyć się z tym, aby odnaleźć się z powodu oddzielenia od rodziny oraz konieczności uzupełnienia braków w edukacji, bowiem szkoła jezuicka w Wiedniu była na bardzo wysokim poziomie. Stanisław stosunkowo szybko nadgonił zaległości, tak że pod koniec trzeciego roku nauki należał do grona najlepszych uczniów.

Choroba

W tym samym czasie w jego życiu zaszła kolejna zmiana – musiał wyprowadzić się z domu przynależącego do zakonu jezuitów i przenieść wraz z bratem i wychowawcą Janem Bilińskim na kwaterę prywatną wynajmowaną u protestanta, gdyż władze państwowe wymówiły zakonowi budynki.

Niedługo później w grudniu 1565 r. Stanisław zapadł na bardzo poważną chorobę. Był przekonany, że umrze, a zarazem bolało go to, że nie mógł przyjąć Komunii św., gdyż najemca mieszkania nie chciał wpuścić do budynku katolickiego księdza. W nocy Stasiowi Kostce ukazała się św. Barbara w towarzystwie aniołów i udzieliła mu Komunii św. Niedługo potem objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna, która złożyła w jego dłonie Dzieciątko Jezus, mówiąc, by wstąpił do zakonu jezuitów.

Stał się cud – następnego dnia rano Stanisław Kostka wstał zdrowy i jak gdyby nic podjął swoje wcześniejsze obowiązki, co wywołało zaskoczenie otoczenia, gdyż jeszcze niedawno wydawało im się, że nie przeżyje najbliższej doby. Niedługo później Stanisław postanowił wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Napotkał jednak na opór ze strony najbliższych, którzy nie aprobowali jego decyzji. W tamtych czasach jezuici nie przyjmowali nikogo bez zgody rodziców. Stanisław Kostka udał się osobiście do prowincjała zakonu w Wiedniu, prosząc o przyjęcie, lecz nic nie osiągnął. Doświadczając przykrości ze strony rodziny, szczególnie starszego brata, postanowił uciec z domu i wstąpić do zakonu jezuitów.

Realizacja marzeń

Pokonał 650 km w przebraniu żebraka. Dotarł do Dylingi, gdzie poprosił o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego. Został przyjęty na próbę. Jezuici obawiali się, że wstąpienie w ich szeregi młodego arystokraty bez zgody rodziców może przysporzyć im problemów. Mimo to uszanowali jego decyzję i skierowali go do Rzymu, gdzie rodzina Kostków nie miała już tak silnych wpływów. W październiku 1567 r. Stanisław został przyjęty w Rzymie do Towarzystwa Jezusowego, gdzie rozpoczął dalszą naukę i złożył śluby zakonne. Był gorliwym czcicielem Najświętszej Maryi Panny, głęboko przeżywał relację z Jezusem Eucharystycznym.

Przepowiedział swoją chorobę. 10 sierpnia 1568 r. napisał list do Najświętszej Maryi Panny, prosząc, by mógł dostąpić łaski śmierci w dniu Jej Wniebowzięcia. Był to akt niezrozumiały dla wielu, ponieważ w tamtym czasie Stanisław nie miał problemów zdrowotnych. Zakonnicy uznali to za przejaw młodzieńczej egzaltacji i nie wzięli na poważnie jego słów. Gdy 10 sierpnia, w dniu napisania listu, poczuł się źle, jeden ze współbraci powiedział, że trzeba by większego cudu, by zmarł z powodu tak błahej choroby. Tymczasem pięć dni później Stanisław Kostka już nie żył. Osoby, które były świadkami jego śmierci, zeznawały później, że było to nadzwyczajne wydarzenie, o czym świadczył nie tylko jego spokój, ale też to, iż jego twarz promieniowała nieznanym światłem. Umierający Stanisław wyznał im, że właśnie widzi Najświętszą Maryję Pannę w gronie dziewic, która przychodzi, by go zabrać.

Po śmierci

Krótko po śmierci Stanisława Kostki – nieświadomy tego – przybył do Rzymu jego brat Paweł, wysłany tam przez ojca, by zabrać go do domu. Na miejscu przeżył zaskoczenie, widząc tłumy przybywające do miejsca, gdzie mieszkał, przebywał i zmarł jego brat.

W tym czasie prowincjałem zakonu był św. Franciszek Borgiasz, który przezornie nakazał mistrzowi nowicjatu spisać życiorys Stanisława Kostki i rozesłać go po całym świecie. Tym sposobem niedługo po jego śmierci życiorys Stasia był dostępny w języku angielskim, francuskim, włoskim, niemieckim, a nawet chińskim. Nigdy wcześniej w historii Kościoła nie powstało tak wiele dzieł – obrazów, fresków, rzeźb i figur – przedstawiających jakiegoś świętego i wydarzenia z jego życia, jak w przypadku Stanisława Kostki.

Jednocześnie miały miejsce liczne cuda za wstawiennictwem młodego jezuity. Jego orędownictwu przypisywano wygranie bitwy z Turkami pod Chocimiem w 1621 r. Jak zaświadczył o. Oborski, widział go wtedy na obłokach, jak błagał Maryję o pomoc i zwycięstwo. Także Jan Kazimierz uznał, że bitwa pod Beresteczkiem została wygrana dzięki wstawiennictwu św. Stanisława. W 1674 r. Stasiu Kostka został ogłoszony patronem Korony Polskiej i Litwy. Jego śmierć wpłynęła także pozytywnie na przemianę rodziny. Jego brat Paweł był później świadkiem beatyfikacji swojego brata.

W kolejnych odcinkach przedstawimy bliżej jego sylwetkę.

CZYTAJ DALEJ

Brać leśnicza z pielgrzymką na Jasnej Górze

2020-09-19 19:21

[ TEMATY ]

Jasna Góra

leśnictwo

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Pod hasłem „Leśnicy wdzięczni za cud nad Wisłą 1920-2020” na Jasnej Górze odbyła się 24. pielgrzymka leśników. Ze względu na pandemię uczestniczyli w niej tylko przedstawiciele pracowników leśnictwa, zakładów usług leśnych, przemysłu drzewnego oraz parków narodowych oraz wyższych i średnich szkół leśnych. Obecny był minister środowiska.

Mszy św. w intencji leśników w kaplicy Matki Bożej przewodniczył bp Tadeusz Lityński, krajowy duszpasterz leśników. Homilię wygłosił bp Roman Pindel z diecezji bielsko-żywieckiej.

- Tematem pielgrzymki jest szczególna wdzięczność za zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, za Cud nad Wisłą - przypominał na wstępie bp Lityński i przywołał słowa św. Jana Pawła II: „wiecie, że urodziłem się w 1920 r., w maju, w tym czasie kiedy bolszewicy szli na Warszawę i dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem”.

- Jako środowisko leśników stajemy również w duchu wdzięczności za to świadectwo odwagi, poświęcenia i wielkiej miłości do ojczyzny całego środowiska związanego z polskimi lasami. Jesteśmy im winni pamięć, szacunek, ale też dar modlitwy – mówił bp Lityński.

- Bardzo łatwo jest mówić o wydarzeniach sprzed 100 lat dzisiaj, oceniać je już po fakcie, czy czcić bohaterów walczących w obronie Polski. Dużo trudniej jest być takim bohaterem dzisiaj - powiedział Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych. - Trzeba stawać w obronie wiary, polskiej rodziny, polskich wartości, przeciwstawiać się temu, co dzieje się, zwłaszcza w przestrzeni medialnej, trzeba pokazywać wartości - dodał. Dyrektor podkreślił, że leśnicy stoją przy pniu Kościoła i polskiej rodziny, i chcą to pokazać.

Każdego dnia leśnicy w bardzo wielu wymiarach służą polskiemu społeczeństwu. - W gospodarce leśnej najważniejsza jest kontynuacja, by trwale zwiększać zasoby, ciągle sadzić drzewa i jednocześnie pozyskiwać ten cenny surowiec jakim jest drewno, które daje miejsca pracy, które daje 45 miliardów zł produkcji, to jest prawie 2 procent PKB, i z tego jesteśmy dumni – powiedział Andrzej Konieczny. Przypomniał, że las to nie tylko pozyskiwanie drewna, ale również wypoczynek, rekreacja, funkcje społeczne i ochrona przyrody, w czym - jeśli chodzi o integralne zarządzanie przyrodą - Lasy Polskie są liderem.

Od II wojny światowej, staraniem Lasów Państwowych, ilość terenów zielonych w Polsce cały czas się zwiększa. M.in. wczoraj rozpoczęła się II edycja ogólnopolskiej akcji SadziMY, podczas której nadleśnictwa przygotowały do rozdania ponad milion sadzonek, by zachęcić Polaków do sadzenia drzew. Do akcji może przyłączyć się każdy. Więcej informacji na stronie internetowej Lasów Państwowych: www.lasy.gov.pl.

W poprzednich latach na Jasną Górę przybywało nawet ponad 6 tysięcy pielgrzymów-leśników z całego kraju. W tym roku ze względu na pandemię, liczba uczestników pielgrzymki została ograniczona jedynie do przedstawicieli. Przybyli m.in. minister środowiska Michał Woś, doradca prezydenta RP Paweł Sałek oraz Krystyna Szyszko, wdowa po ministrze środowiska Janie Szyszko.

- To jest bardzo piękne, że już po raz 24. polscy leśnicy przyjeżdżają tutaj, do serca duchowego Polski i chcą podziękować - podkreślił Michał Woś, minister środowiska. Jak dodał, „pielgrzymka ma oczywiście wymiar duchowy, ale też ma ważny charakter dla leśników, podkreślający ich służbę, bo polscy leśnicy to ci, którzy niosą ogromny depozyt polskiego dziedzictwa przyrodniczego w swoich rękach, od pokoleń go przekazują i doskonale rozumieją, że ta służba, to nie tylko służba instytucji, ale i ojczyźnie, w ramach dobra wspólnego. Ten wymiar jest co roku przez polskich leśników podkreślany”.

- Czas pandemii spowodował, że i Lasy Państwowe mają ciężki okres, ale myślę, że z pomocą Opatrzności, polscy leśnicy sobie z tym poradzą - podkreślił minister.

Dyrektor Lasów Państwowych potwierdza, że epidemia koronawirusa w sposób znaczący odbiła się na pracy leśników. - Mamy problemy, jeśli chodzi o wykonawstwo naszych prac, sprzedaż drewna i związane z tym problemy - brak przychodów, a pamiętajmy, że Lasy Państwowe są jednostką organizacyjną, która, zgodnie z ustawą o lasach, musi się sama finansować - powiedział Andrzej Konieczny. Zapewnił jednak, że pomimo trudności lasy są bezpieczne i otwarte dla wszystkich. - Zapraszamy do lasów, lasy są otwarte, poza oczywiście okresem suszy, gdy mamy zagrożenie pożarowe. W tej chwili sytuacja jest bezpieczna - dodał. Zaapelował do Polaków, by nie tylko nie zaśmiecać lasów, ale gdy się zobaczy śmieci zabrać je ze sobą.

Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Obecnie powierzchnia lasów w Polsce wynosi ponad 9,2 mln ha, co odpowiada lesistości 29,6 proc. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego ponad 7,3 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Lesistość kraju została zwiększona z 21 proc. w 1945 r. do 29,6 proc. obecnie.

Podstawą prac zalesieniowych jest „Krajowy program zwiększania lesistości”, zakładający wzrost lesistości do 30 proc. w 2020 r. i do 33 proc. w 2050 r. Lasy Polski są bogate w rośliny, zwierzęta i grzyby. Żyje w nich ok. 65 proc. gatunków roślin, zwierząt i grzybów. Rosną w naszym kraju na glebach najsłabszych, głównie z powodu rozwoju rolnictwa w poprzednich wiekach. Wpływa to na rozmieszczenie typów siedliskowych lasu w Polsce. Obecnie 50,1 proc. powierzchni lasów zajmują siedliska borowe. Na pozostałych obszarach występują siedliska lasowe, głównie mieszane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję