Rozpoczęła go Msza św. sprawowana przez bp. Artura Ważnego, który przypomniał, że zanim człowiek zacznie szukać siebie w oczach innych, Bóg już dawno zna jego imię. W homilii do młodych mówił o „pękniętym lustrze” – obrazie, w którym wielu ludzi nie widzi już prawdy o sobie, ale kompleksy, zranienia, cudze opinie, hejt z internetu i słowa, które kiedyś zabolały tak mocno, że zostały w środku na lata. Biskup zauważył, że właśnie przez takie pęknięte lustro człowiek zaczyna patrzeć nie tylko na siebie, ale także na Boga. Wtedy Bóg przestaje być Ojcem, a zaczyna przypominać kontrolera, administratora błędów albo kogoś obojętnego, kto „wyświetlił wiadomość”, ale nigdy nie odpisał. – Tymczasem – jak przypominał bp Ważny – Bóg nie przyprowadza młodych do Kokotka po to, by dać im listę zakazów. Przychodzi po to, by rozbić fałszywe lustro i pokazać człowiekowi jego prawdziwą twarz. Nie jesteś błędem w ewolucyjnym kodzie ani kosmicznym przypadkiem. Twoje życie zaczęło się w Sercu Boga, a nie w chaosie – powiedział biskup.
Reklama
W homilii wracał temat tożsamości. Nie tej budowanej na zasięgach, opiniach, porównywaniu się i chwilowej akceptacji. Tej głębszej – zapisanej w Bogu jeszcze „przed założeniem świata”. – Skoro Bóg zainwestował w ciebie swój odwieczny zamysł, moralnym grzechem wobec samego siebie jest sprzedawanie swojej godności za marne ochłapy chwilowej akceptacji – podkreślił kaznodzieja.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Biskup mówił także o tym, co po cichu odbiera człowiekowi życie. Nawiązując do Ewangelii o kobiecie cierpiącej na krwotok, pytał młodych o ich osobiste „krwotoki”: lęk, nieprzebaczenie, toksyczne relacje, poczucie winy, nieustanne szukanie potwierdzenia w oczach innych. – W sercu człowieka potrafią działać sprawy, które wysysają siły, radość i odwagę. Jezus jednak nie zatrzymuje się na diagnozie. Kobietę z Ewangelii, którą inni mogli widzieć przez pryzmat choroby i nieczystości, nazywa „córką”. To słowo przywraca jej godność, miejsce i imię – podkreślił kaznodzieja.
Mocno wybrzmiał także obraz córki Jaira. Dziewczynka umiera dokładnie na progu dojrzałości, wtedy, gdy miała wchodzić w życie, relacje i miłość. Biskup odniósł ten obraz do młodych, którzy często na zewnątrz funkcjonują normalnie, ale wewnętrznie są zmęczeni, sparaliżowani, zamknięci i pełni lęku przed bliskością. – Świat patrzy i mówi: „Nic z nich nie będzie”. A Jezus wchodzi w ten wasz paraliż i mówi coś absolutnie rewolucyjnego: „Oni nie umarli, oni tylko śpią! W nich jest potencjał miłości, który Ja zaraz obudzę!” – podkreślił biskup.
Na zakończenie przypomniał, że Festiwal Życia ma być nie tylko religijnym wydarzeniem z dobrą muzyką i intensywnym programem. Ma być miejscem prawdziwego początku. Resetu. Spotkania z Chrystusem, który nie omija ran, ale bierze człowieka za rękę i podnosi. I dodał: – Nie pozwólcie, aby wasze życie w tym tygodniu leżało zamknięte w folderze „Wersje robocze”. Pozwólcie Chrystusowi dotknąć waszych zranień, wstańcie z kanapy paraliżu i pozwólcie Duchowi Świętemu kliknąć w waszym życiu jedno wielkie, odważne: „Publikuj”!
Poza modlitwą Festiwal w Kokotku wypełniły spotkania z ciekawymi ludźmi, uwielbienia i koncerty. Wydarzenie zakończyło się 12 lipca Mszą św., której przewodniczył abp Andrzej Przybylski, metropolita katowicki.

