Jarosław Ciszek: Lubicie kolędy i pastorałki?
Piotr Pudełko: Uwielbiamy! Przez cały rok na nie czekamy, a kiedy już nie możemy wytrzymać to – choć to jeszcze nie ten czas – śpiewamy je sobie w domowym zaciszu lub odtwarzamy nagrania.
Co sprawia, że niemal wszyscy lubią te kompozycje? Skąd ten fenomen?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
P.P.: To utwory w większości proste, bardzo melodyjne i obdarzone ogromnym ładunkiem ciepła zawartego w melodii i tekście. Jednoczą niezależnie od poglądów, a ich śpiew zawsze poprawia atmosferę, bo kojarzy się ze szczególnym czasem życzliwości i uśmiechów.
Agnieszka Pudełko: Mimo chłodnych, grudniowych dni kolędy kojarzą się bardzo ciepło. Ich śpiew przywołuje rodzinny dom i radosny czas. To tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.
To przekazywanie trwa od wieków…
P.P.: Tak, kolędy są jednymi z najstarszych pieśni. To polskie dziedzictwo kulturowe, które wraca w każdym etapie dziejów, zwłaszcza najtrudniejszych chwilach. Śpiewano je w wojskowych okopach, na zesłaniu i w czasach komunizmu. Wykonując je, odnawiamy w sobie to całe nasze dziedzictwo i przywiązanie do ojczyzny oraz dziejowej spuścizny przodków.
Śpiewacie je już swojej córeczce?
Reklama
A.P.: Czekamy właśnie na pianino, by móc to robić z akompaniamentem! Ale rzeczywiście, kiedy zasypia, jak przejdę już przez cały wokalny repertuar, dochodzę do kolęd. Teraz będą śpiewane jeszcze częściej i na pewno je polubi. W okresie świątecznym będziemy śpiewali w tercecie – na dwa głosy i głużenie.
P.P.: W mojej rodzinie tradycja kolędowania podczas Wigilii jest bardzo silna. Każdy bierze jakiś instrument i zaczynamy świąteczne muzykowanie. Bywa, że trwa to nawet godzinę.
A.P.: U mnie w rodzinie bardziej słuchało się ich z płyt, ale teraz, gdy Piotr siada do instrumentu, zaczynamy wszyscy śpiewać. Przy czym wzrusza mnie to tak głęboko, że nie umiem wydać z siebie głosu.
P.P.: One rzeczywiście wzruszają i pobudzają w człowieku to, co zamrożone i uśpione, a w grudniu i styczniu budzi się i grzeje.
Udzielacie się też czasami jako organiści. Zdaje się, że i w kościołach ludzie chętnie włączają się w kolędowy śpiew.
P.P.: Tak, choć czasem problemem bywa brak ujednolicenia. Pochodzę z archidiecezji katowickiej i jako „Zagłębiak z wyboru” musiałem nauczyć się nowych melodii i zmian w znanych mi tekstach, bo każdy region Polski śpiewa po swojemu.
A.P.: Ale gra się je przyjemnie, z radością. Dobrze słyszeć, jak cały kościół się jednoczy. Takiego fenomenu wspólnego śpiewu doświadczam też w Akademii Muzycznej, gdzie co roku odbywa się wspólne kolędowanie. Całe patio jest wypełnione ludźmi. Chóry stojące w kilku miejscach śpiewają różnorakie opracowania. Daje to wszystkim wykonawcom i słuchaczom ogromną radość.
Reklama
Piotrze, dwa lata temu wygrałeś kolędowy konkurs kompozytorski organizowany przez Międzynarodowy Festiwal Kolęd i Pastorałek. Jak się ma Twoja kolęda?
P.P.: Wciąż czeka na prawykonanie. Napisałem ją do zaproponowanego tekstu Kaspra Twardowskiego, poety z przełomu XVI i XVII wieku. Rytmiczna fraza tekstowa dała mi ogromną radość komponowania. Co ciekawe, utwór pisałem jesienią i musiałem wtedy wzbudzić w sobie ten świąteczny klimat. Ale takie melodie niemal rodzą się same, bo są autentyczne i szczere.
W odróżnieniu od piosenek świątecznych odtwarzanych w marketach już w listopadzie, których szybko mamy dość, kolędy zawsze brzmią świeżo. Są oryginalne, chwytają za serce. Na ponad 100 utworów, które aranżowałem i komponowałem, 1/5 stanowią kolędy, które były wykonywane przez liczne chóry z całego Śląska. Co roku dodaję kilka opracowań do tej puli.
Opracowania artystyczne z dobrze znanej melodii potrafią uczynić coś niesamowitego, niczym pieśni anielskie. Pracując z chórem lepiej poszukiwać nowych opracowań, czy stawiać na klasykę?
A.P. Praca z zespołem czy chórem sprawia, że człowiek szuka ciągle nowego materiału opartego na tych klasycznych melodiach, bo jest to ciekawe dla wykonawców i słuchaczy. A przecież ilu kompozytorów, tyle różnych interpretacji. Mam to szczęście, że mam męża kompozytora, który umie znakomicie pisać dla chórów i chętnie korzystam z jego opracowań.
Jakie są Wasze ulubione kolędy i pastorałki?
Reklama
A.P.: Przybieżeli do Betlejem i Północ już była, bo bardzo lubię dyrygować szybkimi utworami. Wzruszają mnie też zawsze Bóg się rodzi i Mizerna, cicha.
P.P.: Nad Betlejem w ciemną noc oraz Bóg się rodzi. Ma w sobie moc ten polonez... Ale lubię też wolne kolędy-kołysanki, bo można w nich bardziej czarować harmonią, przemycać muzyczne smaczki.
Pracujecie z zespołami, które składają się pewnie nie tylko z ludzi wierzących. Czy kolędy są też nośnikiem ewangelizacji?
A.P.: Tak. Choć nie musimy wierzyć, żeby coś dobrze przedstawić, to jeżeli ktoś ten śpiew głęboko przeżywa, z czasem zacznie się zastanawiać nad tym, co śpiewa.
P.P.: Kto wie, ilu ludzi się nawraca dzięki takiemu śpiewaniu.
Jesteście związani z Międzynarodowym Festiwalem Kolęd i Pastorałek im. ks. Kazimierza Szwarlika. Jakieś wykonania zapadły Wam szczególnie w pamięć?
A.P.: Pamiętam znakomicie Filipa Płażalskiego z Drawska Pomorskiego, który zdobył Grand Prix, prezentując niesamowity poziom. Zapadł mi też w pamięć Zespół Pieśni i Tańca Kortowo.
P.P.: Festiwal robi znakomitą rzecz, wymagając śpiewu tradycyjnych kolęd i promując taki repertuar.
A jak odbieracie kolędy śpiewane przed gwiazdy i kolędowe koncerty w telewizjach?
A.P.: Rozumiem ideę takich wydarzeń, ale często prezentowane wykonania są bardzo udziwnione, przekraczana jest granica dobrego smaku i liczy się tylko show.
P.P.: Choć są wyjątki, choćby Golec uOrkiestra, którzy mają ogromny szacunek do tradycji. U innych bywa różnie – czasem skupienie na ozdobnikach wypacza i zaciera sens. Ci artyści czasem nie prezentują kolęd, ale siebie w kolędowym repertuarze. Nie ma tu pokory wobec materii, z jaką się mierzą. I ciężko się w ten śpiew włączyć, przez co nie ma on tej cennej mocy łączenia ludzi.
