Reklama

Wiara

Pomagamy skrzywdzonym

Jak pomóc bliskiej osobie, która zaplątała się w sektę? Jak samemu unikać takich sytuacji pytamy o. Emila Smolanę, dominikanina, dyrektora Dominikańskiego Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach.

Niedziela Ogólnopolska 28/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

sekta

O. Zbigniew Pajda, dominikanin

Katarzyna Woynarowska: „Głównym celem naszej pracy jest pomoc konkretnym osobom, a nie spór z określonymi grupami” – czytam w deklaracji ideowej ośrodka. Ile osób rocznie szuka u dominikanów tej konkretnej pomocy?

O. Emil Smolana: Poza tym, że podejmujemy pracę badawczą i edukacyjną, zajmujemy się także pomocą. Nie walczymy z grupami czy ludźmi, którzy myślą inaczej. Czasem zarzuca się nam, że jako organizacja kościelna próbujemy wyeliminować konkurencję. To nieprawda. Każdy człowiek ma prawo wyboru, poszukiwania swojej drogi życiowej. Deklaracja Soboru Watykańskiego II Dignitatis humanae mówi o prawie do wolności religijnej. Uważamy, że każdy z nas ma takie prawo. Prawdziwa i zdrowa religijność zbudowana jest jednak na wolności. W naszej pracy nie wchodzimy w spór i nie walczymy z grupami – pokazujemy te mechanizmy, które ograniczają wolność, i pomagamy tym, którzy zostali skrzywdzeni. Co do liczby zgłoszeń, które w ostatnich latach przyjmowaliśmy – w pięciu ośrodkach co roku było ich ok. 1000.

Z jakimi sprawami ludzie przychodzą najczęściej? O co pytają?


Sprawy są zróżnicowane. Dotyczą grup protestanckich, wspólnot działających w obrębie Kościoła katolickiego, rozmaitych wizjonerów, nauczycieli duchowości. Religia to niejedyny obszar działania grup destrukcyjnych. To także grupy o charakterze ekonomicznym, różnej maści znachorzy, wróżbici i uzdrowiciele oraz modne ostatnio grupy zajmujące się rozwojem osobistym.
Na nasze dyżury trafiają przede wszystkim osoby zaniepokojone zachowaniem kogoś bliskiego, przyjaciela, członka rodziny. Pytają, co zrobić, w jaki sposób pomóc takiej osobie. Przychodzą także ci, którzy chcą zweryfikować swoje obawy w związku z działaniem grup, do których należą, z pytaniami dotyczącymi praktyk medycyny niekonwencjonalnej, różnych szkoleń i warsztatów. Inni pytają o to, w jaki sposób Kościół katolicki odnosi się do nauczania danych wyznań, jaki jest jego stosunek do różnych praktyk i zjawisk obecnych we współczesnej kulturze. Dużą grupę stanowią osoby zaangażowane w życie Kościoła. Zaniepokojone zachowaniami i postawami swoich liderów, manipulacjami pojawiającymi się w grupach – proszą o pomoc. Pytają, czy ich obawy są uzasadnione, czasem proszą o interwencję w kurii u biskupa miejsca. Sporadycznie pojawiają się byli członkowie sekt.

W ostatnim czasie mało się mówi o sektach, bo zajmuje nas przede wszystkim pandemia, widmo kryzysu gospodarczego itd. Czy sekty też „przysnęły”?

Momenty różnych kataklizmów i epidemii zawsze wzbudzały niepokój. Pchały ludzi w kierunku szukania odpowiedzi o przyczyny zła obecnego w świecie. Czarna śmierć, która zebrała żniwo w połowie XIV wieku, doprowadziła do powstania ruchu devotio moderna. Brak dostępu do posługi księży oraz sakramentów przyczynił się do rozwoju pobożności indywidualnej, oderwanej od instytucji Kościoła. Była ona jednym ze źródeł protestantyzmu. Inne reakcje odnajdujemy w późniejszych wiekach. Epidemie i kataklizmy pojawiające się od połowy XV do XVII wieku pchnęły ludzi do szukania przyczyn zła na zewnątrz, w innych ludziach. Doprowadziło to m.in. do polowań na czarownice. Pytania o pochodzenie zła są zadawane cały czas. Jak sobie radzić w danej sytuacji, czy przypadkiem choroba nie jest karą zesłaną na nas za grzechy nasze lub innych...

A obecnie?

Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie nasiliła się fascynacja wątpliwymi objawieniami i przepowiedniami. Wiele osób czyta i powtarza niezatwierdzone przez Kościół objawienia z Trevignano Romano. Dużo z nich stoi w sprzeczności z nauczaniem Kościoła. Fascynacja proroctwami takich osób, jak Cyprian Polak czy Maria Michalina od Apokalipsy, staje się większa niż umiłowanie słowa Bożego. Również sekty wykorzystują ten kryzysowy dla wielu moment, by przedstawić swoją ofertę, zaproponować odpowiedź na stawiane pytania, dać poczucie przynależności do wspólnoty. Proste odpowiedzi i jasne postawienie granicy między dobrem a złem pomagają się odnaleźć w otaczającej rzeczywistości, a wybranie i uczestnictwo w grupie daje nadzieję na przetrwanie nadchodzącego kataklizmu.

W jednym z wywiadów powiedział Ojciec, że w sektę można się uwikłać wszędzie i przez cały rok, a nie tylko np. w wakacje. Że powinniśmy przestać myśleć stereotypami – w szpony sekt mogą wpaść nie tylko dziecko albo niedoświadczony młody człowiek, lecz także np. ustawiony w życiu pan po czterdziestce. Na co więc powinniśmy zwracać szczególną uwagę?

Gdy zdawałem egzamin na prawo jazdy, mój nauczyciel ze Szczecina mówił mi o zasadzie ograniczonego zaufania wobec innych kierowców. Tę zasadę powinno się zastosować także tutaj. Oczywiście, nie powinniśmy wpadać w panikę, gdy poznajemy nowych ludzi czy wchodzimy do jakiejś grupy, wspólnoty. Jeżeli mamy pewną wiedzę o działaniu mechanizmów grupowych, stosowanych socjotechnikach, dbamy o swój rozwój intelektualny i duchowy – będziemy mogli łatwiej dostrzec to, co w danej grupie, relacjach międzyludzkich jest negatywne. Zawsze powinniśmy mieć czas, by się zastanowić, przypatrzeć funkcjonowaniu danej grupy, przyjrzeć będącym tam ludziom. Nie musimy się zobowiązywać do udziału w danym przedsięwzięciu na całe życie. Możemy w każdej chwili odejść. Mamy prawo zadawać pytania, weryfikować własne obawy w rozmowie z innymi ludźmi spoza danej grupy.

Podpowiedzią może być także internet?

W wielu przypadkach można przeczytać w sieci o kontrowersjach związanych z działaniami niektórych grup. Jeżeli jesteśmy tam zmuszani do podpisania jakichś zobowiązań, korzystania tylko z materiałów tej grupy, w której nie przyjmuje się żadnej krytyki i nie ma możliwości zadawania pytań, a nasze więzi z bliskimi, zewnętrznym światem są ograniczone – to dzieje się coś niedobrego. W przypadku grup w Kościele katolickim tymi wyznacznikami są: posłuszeństwo przełożonym, biskupowi miejsca, wierność sakramentom, Eucharystii, nauczaniu Kościoła, pobożność maryjna.

Podejrzewam, że bliska mi osoba uwikłała się w sektę. Co powinnam zrobić? Dzwonić do Was czy od razu przyjechać z delikwentem?

Na początku warto poznać informacje zamieszczone na naszej stronie: www.sekty.dominikanie.pl . Jest to wiedza w pigułce o tym, co w takich przypadkach robić. Można poczytać o sposobach postępowania z osobą zmanipulowaną, zweryfikować, czy rzeczywiście nasz niepokój wobec danej grupy jest uzasadniony. Warto zadzwonić i porozmawiać. Każdy przypadek jest inny. Najważniejsza i podstawowa zasada to utrzymanie więzi ze zmanipulowaną osobą. W ośrodku dajemy narzędzia do takiej pracy. Dajemy wsparcie członkom rodzin, pomagamy osobom, które odeszły z danej grupy. Prowadzimy zajęcia profilaktyczne. Działamy w zespole. W naszym warszawskim ośrodku podczas dyżuru obecni są teolog, psycholog, religioznawca i socjolog. Próbujemy się przyjrzeć danej sprawie z różnych stron, aby udzielić adekwatnej pomocy.

O. Emil Smolana przed wstąpieniem do zakonu dominikanów studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2007 r. związany z Dominikańskim Centrum Informacji o NRR i Sektach (DCI). W latach 2014-18 sprawował funkcję prowincjalnego koordynatora tych ośrodków; kierował placówkami w Poznaniu i Krakowie. Od 2016 r. dyrektor DCI w Warszawie. Duszpasterz absolwentów, doktorant PWTW.

Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach

Klasztor Dominikanów

ul. Dominikańska 2, 02-741 Warszawa

tel. 22 543 99 99, fax 22 543 99 02

Reklama

kom. 662 180 945

osrodek.warszawa@gmail.com .

Konsultacje telefoniczne: tel. 22 543 99 99

Reklama

wtorek 9.00-12.00, środa 16.00-19.00

Ośrodek jest zamknięty w sierpniu.

Zimowa przerwa świąteczna trwa od 20 grudnia do 7 stycznia.

2020-07-08 08:39

Ocena: +3 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uciekła od Świadków Jehowy: Chciałam być przestrogą

[ TEMATY ]

wywiad

sekta

Zdj. z archiwum Pani Kamili Wieczorek

„Odchodząc ze społeczności straciłam kontakt ze wszystkimi moimi przyjaciółmi oraz znajomymi, a moje kontakty z rodziną uległy drastycznej zmianie. Moja mama oraz siostra przestały ze mną rozmawiać, nawet przez telefon, i unikały spotkań, na których mogłabym się pojawić” – mówi w rozmowie z „Niedzielą” Pani Kamila Wieczorek, była członkini zboru Świadków Jehowy. Dzisiaj prowadzi swój kanał w serwisie YouTube.com pt. „Wyzwolona Ona”.

Świadkowie Jehowy są obecnie trzecim, po katolickim i prawosławnym, największym wyznaniem religijnym w Polsce. Nad Wisłą żyje ok. 250 tysięcy przedstawicieli tego wyznania, a pierwsi z nich pojawili się tutaj w roku 1895. Jak przez ten czas zmieniała się ta wspólnota?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie interesowałam się zbytnio tym tematem. Świadkowie Jehowy wywodzą się od wyznania Wolnych Badaczy Pisma Świętego. Z początku nie byli mocno hermetyczni, ani nie wyróżniali się często skrajnymi zasadami, z których znani są obecnie.

Odeszła Pani od zboru Świadków Jehowy. Czy to była łatwa decyzja? Jak Pani znalazła się w tej wspólnocie religijnej i ile czasu w niej spędziła?

Gdy miałam 3 lata, moja mama dołączyła do organizacji Świadków Jehowy i tym samym ja, od wczesnej młodości, wychowywana byłam w tym nurcie. Było to moje pierwszoplanowe środowisko, w którym dorastałam.

Przez ponad 20 lat mojego życia byłam pewna, że znajduję się w jedynej prawdziwej organizacji Bożej, czując się otoczona miłością i przyjaciółmi, jednak przez te lata obserwowałam również konsekwencje, jakie ponosili członkowie zboru, którzy postanowili odejść i opuścić Świadków Jehowy.

Mam tu na myśli ostracyzm, traktowanie apostaty jak martwej osoby, utrata dotychczasowych przyjaciół, wykluczenie społeczne, a co gorsze – wykluczenie z kręgu rodziny. Z tych powodów decyzja o odejściu była dla mnie bardzo trudna i długo do niej dojrzewałam.

Zdecydowała się Pani założyć kanał w serwisie YouTube.com pt. “Wyzwolona Ona”, gdzie opowiada Pani m.in. o swojej historii i doświadczeniu ze zborem. Co było inspiracją, by rozpocząć taką działalność publiczną i czy wiązało się to z jakąś formą nękania lub sprzeciwu ze strony dawnych współwyznawców?

Inspiracją byli dla mnie sami Świadkowie Jehowy, którzy o swoich wierzeniach głoszą publicznie. Ja również chciałam publicznie podzielić się swoim doświadczeniem i być przestrogą dla osób, które interesują się tym wyznaniem. Moja działalność nie jest mile widziana przez moją „świadkową” część rodziny, przez byłych współwyznawców ani przez sympatyków tej organizacji. Często spotykam się z nieprzychylnymi komentarzami oczerniającymi mnie, zarzucającymi mi kłamstwa, a także powątpiewającymi w moje doświadczenia.

Społeczność Świadków Jehowy jest niezwykle zamknięta. Chociaż chętnie przyjmują nowych członków, to mocno ograniczają ich kontakty ze światem zewnętrznym. Jak potraktowali Panią najbliżsi - mąż, rodzina - oraz dawni współwyznawcy po tym, jak zdecydowała się Pani odejść od zboru? Czy ma Pani z nimi jakiś kontakt?

Zasady Świadków Jehowy wobec osób odłączających się lub wykluczonych, np. za brak skruchy w przypadku popełnienia grzechu, są jasne. Z takimi osobami nakazują zerwanie wszelkich kontaktów oraz więzów, nawet rodzinnych.

Odchodząc ze społeczności straciłam kontakt ze wszystkimi moimi przyjaciółmi oraz znajomymi, a moje kontakty z rodziną uległy drastycznej zmianie. Moja mama oraz siostra przestały ze mną rozmawiać, nawet przez telefon i unikały spotkań, na których mogłabym się pojawić.

Nasz kontakt ogranicza się tylko do „służbowych” czynności, jak np. choroba lub śmierć innego członka rodziny, lub przypadkowe spotkania rodzinne u mojej babci. Nawet w takich momentach czuję mocno wytyczone granice dystansu.

Społeczność Świadków Jehowy dzieli się na m.in. tzw. głosicieli oraz uczestniczących. Jaka jest między nimi różnica i jak wyglądają kolejne stopnie wtajemniczenia we wspólnocie i wynikający z nich podział obowiązków i przywilejów?

Osoby uczestniczące są osobami, które nie muszą utożsamiać się ze Świadkami Jehowy, ale uczestniczą w życiu zboru podczas zebrań, coś w rodzaju uczestniczenia bez zobowiązań. Głosiciele to osoby, które utożsamiają się ze Świadkami Jehowy, ale nimi nie są, jednak w ich imieniu reprezentują tą organizację podczas tzw. głoszenia oraz wykonują inne prace na rzecz zboru, np. dbanie o miejsce kultu i jego otoczenie. Kolejnym krokiem może być już zostanie Świadkiem Jehowy poświadczone chrztem publicznym, które jest poprzedzone dużą ilością pytań – o znajomość Pisma Świętego, wg doktryny tego wyznania, o zasady moralne itp. Takie pytania podzielone są na kilka spotkań w obecności dwóch Starszych zboru. Po odbyciu takich spotkań odbywa się narada starszyzny, która decyduje, czy dana osoba może przystąpić do chrztu, bądź nie. Ochrzczony Świadek ma w obowiązku uczestniczyć w publicznym głoszeniu ludziom, ale również może starać się o większą ilość przywilejów, jako że przyjmuje się na siebie zobowiązanie w postaci służenia Bogu, tudzież podporządkowanie się zasadom Organizacji oraz służby na jej rzecz.

Niezwykle istotną częścią życia Świadków Jehowy jest werbowanie nowych wyznawców. Dwie najpopularniejsze taktyki to nękanie ludzi poprzez chodzenie po domach oraz mobilne punkty z ulotkami na ulicach. Czy Pani również brała udział w tym procederze? Jak to werbowanie wygląda od kuchni?

Oczywiście, jako ochrzczony Świadek Jehowy miałam w obowiązku uczestniczyć w głoszeniu, od domu do domu oraz przy tzw. wózku/stojaku. Od zaplecza wygląda to tak, że byłam do tego wcześniej przygotowywana. W zborze odbywały się zajęcia szkółki, w której odgrywaliśmy scenki, które mogłyby przydarzyć się nam podczas głoszenia w terenie – w szkole, pracy, u lekarza, podczas spontanicznych spotkań z innymi. Uczyliśmy się jak zmieniać temat rozmówcy, by poruszyć te, które my chcemy, jak modulować głos, stosować pauzy, odpowiednią intonację, mimikę twarzy, mowę ciała i jeszcze o wiele więcej. Z takim przeszkoleniem było łatwiej uczestniczyć w głoszeniu. Zwłaszcza, gdy przyświecał mi szczytny cel: nawrócić niewierzących i wybawić ich od śmierci w bożej wojnie – Armagedonie.

Czyli otrzymywaliście solidne wyszkolenie z zakresu stosowania wszelakich socjotechnik i manipulacji rozmówcą. W jakim stopniu przekładało się to na sukcesy przy próbach werbowania nowych współwyznawców? Jak często nagabywany człowiek wykazywał zainteresowanie przyłączeniem się do zboru?

Dobre przygotowanie do wyjścia w teren i ''pozyskiwania ludzi'' było podstawą i sądzę, że to odpowiada za sukces z jakim Świadkowie wyszukują nowych współwyznawców.

Uważam, że dość dużo osób wykazuje zainteresowanie przyjściem do zboru. Są zachęceni widoczną dla nich otoczką miłości i wsparcia, co jest, niestety, często tylko powierzchowne.

Co powiedziałaby Pani młodym ludziom, którzy urodzili się w rodzinach Świadków Jehowy i czują, że chcieliby dla siebie innego życia, ale brak im odwagi, by odejść od zboru z uwagi na lęk przed ostracyzmem ze strony rodziny i znajomych współwyznawców?

Przede wszystkim, radzę by nie podejmować w młodym wieku decyzji o chrzcie – co oznacza przyłączenie się, a w razie odejścia skutkowałoby ostracyzmem – a jeśli już jest się po chrzcie, to zalecałabym powolne wycofywanie się z życia zborowego i w międzyczasie nawiązywanie znajomości oraz przyjaźni z osobami spoza organizacji. To pomaga w późniejszym odejściu i niweluje skutki ostracyzmu. Można również obrać drogę podwójnego życia, które wygląda tak, że „na papierze” widnieje się jako Świadek Jehowy, ale żyje się po cichu według swoich zasad, nie wychylając się zbytnio, by nie zostać ujawnionym i wykluczonym.

A zatem proces ucieczki od Świadków Jehowy może być trudny i długotrwały. Czy istnieją jakieś organizacje pomagające takim ludziom? Czy takie osoby zgłaszały się do Pani z prośbą o pomoc?

Osobiście nie znam żadnych organizacji, które okazują takie wsparcie, ale myślę, że jakby dobrze poszukać w Internecie, to udałoby się takie miejsca znaleźć np. fundacje. Istnieją natomiast fora internetowe oraz grupy na Facebooku, które takiego wsparcia udzielają. Niejednokrotnie zdarzało mi się prywatnie służyć pomocą. Najczęściej poprzez pisanie oraz rozmowy telefoniczne. Rozumiem, że nawet takie wsparcie może być pomocne.

Jak reagowali rówieśnicy i koledzy ze szkoły na informację, że należy Pani do zboru Świadków Jehowy?

Ze strony uczniów szkoły rzadko spotykały mnie nieprzyjemności. Przeważnie interesowano się moimi odmiennymi wierzeniami i wciągano do dyskusji, czasem zdarzały się ostre opinie i pytania, gdy czułam, że muszę bronić wpajanych mi wierzeń. Najczęstsze represje były ze strony nauczycieli religii, którzy wypraszali mnie z klasy, gdy chciałam uczestniczyć w lekcjach religii. Chciałam po prostu dyskutować z nimi o Biblii, gdyż bardzo mnie ciekawiła.

Nauczyciele religii chcieli zapewne bronić pozostałych uczniów przed indoktrynacją. Proszę powiedzieć, co czuła Pani jako dziecko, a później nastolatka, gdy z uwagi na członkostwo w zborze Świadków Jehowy nie mogła Pani uczestniczyć w imprezach urodzinowych, obchodzić Wigilii, Mikołajek itd.?

Szczerze mówiąc, czułam się wyjątkowa. Uważałam, że jestem prawdziwą chrześcijanką, a pozostałe osoby czczą pogańskie zwyczaje, którymi brzydzi się Bóg. Tak byłam wychowywana. Nie uczestniczyłam również w imprezach takich jak komers czy bal maturalny, ale nigdy nie odczułam ich braku jako, że jestem osobą mało imprezową.

Dlaczego Świadkowie Jehowy nie uznają tego typu świąt i czy zakaz ich celebrowania faktycznie jest przestrzegany?

Świadkowie Jehowy swoim życiem chcą jasno odróżniać się od osób innych wyznań, dlatego nie uznają świeckich dni np. urodzin, dnia matki, dziecka itp. Co do wszelkich świąt, to sprawa jest jasna. Uważają, że powszechnie znane święta nie mają swojego uzasadnienia w Piśmie Świętym i często powołują się na ich niechrześcijańskie pochodzenie.

Na jednym ze swoich filmów na YouTube opowiadała Pani o fatalnej sytuacji kobiet w zborze Świadków Jehowy. Są one obarczane odpowiedzialnością za wszelkie problemy małżeńskie i pozbawione podmiotowości. Jak sobie Pani radziła w takiej rzeczywistości?

Uprzedmiotowienie kobiet jest raczej niepisaną zasadą. Jednak zasadą, która panuje odgórnie jest by „żona była podległa mężczyźnie”. Jest to bardzo szeroko rozumiane.

Głównie chodzi o to, że to mężczyzna ma być głową rodziny i jej przewodzić, kobieta nie może podejmować najważniejszych decyzji rodzinnych bez konsultacji z mężem, nie powinna nic złego o nim mówić komukolwiek. To on głównie podejmuje decyzje i nie można z nim dyskutować. Tyczy się to wielu aspektów życia małżeńskiego, również sfery seksualnej. W moim małżeństwie występowały problemy jak w każdym innym związku, jednak gdy dochodziło do większych problemów małżeńskich, to otrzymywałam rady, bym to ja brała na siebie całą winę. Zupełnie nie zgadzałam się z takimi naukami i wciąż buntowałam się przeciw nim.

Świadkowie Jehowy sprzeciwiają się m.in. przeszczepom narządów oraz transfuzji krwi. A zatem odmawiają zabiegów, które ratują ludzkie życie… Skąd bierze się tak radykalnie szkodliwa ideologia? Jak to wygląda w kwestii prawnej w Polsce, gdy należący do zboru rodzice nie pozwalają lekarzom ratować życia swojego dziecka?

Świadkowie Jehowy dopuszczają przeszczepy narządów, jednak są bardzo kategoryczni w kwestii transfuzji krwi.

Świadkowie Jehowy mają odgórny zakaz przyjmowania krwi, nawet gdyby w wyniku konsekwencji mieliby ponieść śmierć.

Ideologia ta bierze się z błędnej interpretacji Pisma Świętego, gdzie napisane jest by nie spożywać krwi zwierząt, bo w niej tkwi życie, jednak nie ma tam wzmianki o krwi ludzkiej. Moje zdanie jest takie, że jeśli wg Biblii życie ludzkie jest największą wartością, to ponad wszystko powinniśmy je chronić, tym bardziej życie dzieci. W Polsce wygląda to tak, że jeśli transfuzja byłaby niezbędna w celu ratowania życia dziecka, a rodzic będący Świadkiem Jehowy odmówiłby ratunku, wówczas lekarz kontaktuje się z Sądem Rodzinnym, który wydaje natychmiastową decyzję o zawieszeniu władzy rodzicielskiej rodziców na czas trwania leczenia dziecka.

Jak wygląda kwestia małżeństw w zborze Świadków Jehowy? Czy zdarzają się małżeństwa mieszane, gdzie jeden ze współmałżonków jest innego wyznania? Czy często to właśnie poprzez ślub wspólnota pozyskuje nowych wyznawców?

Zdarzają się małżeństwa mieszane, jednak nie są dobrze postrzegane, gdyż według nauk Organizacji Świadków Jehowy powinno się zawrzeć związek z osobą tego samego wyznania. Nigdy nie dostrzegłam, by poprzez ślub pozyskiwano nowych wyznawców, jednak jeśli już dojdzie do takiego związku, to wierzący małżonek (według wytycznych zboru – przyp. red.) powinien starać się przekonać niewierzącego do swoich wierzeń.

Świadkowie Jehowy nie należą do wyznań chrześcijańskich. Światowa Rada Kościołów, jako największa organizacja religijna zrzeszająca kościoły uznające Trójcę Świętą, sprzeciwia się określaniu ich mianem Chrześcijan. Dzieje się tak z uwagi na fakt, że zbór ten nie wierzy w Trójcę Świętą oraz nie uznaje bóstwa Jezusa Chrystusa oraz tego, że poprzez swoją śmierć na Krzyżu, Chrystus, jako Syn Boży, zbawił ludzkość. Czy Świadkowie Jehowy próbując zwerbować nowych wyznawców wśród polskich Katolików informują ich o tych faktach?

Świadkowie Jehowy uważają się za chrześcijan, za takowych są także uznawani przez Państwo. Prawdą jest, że nie uznają Trójcy Świętej, ani bóstwa Jezusa Chrystusa, jednak wierzą, że poprzez swoją śmierć Jezus zbawił ludzkość, zmywając grzech adamowy. Różnica polega tu na tym, że nie uznają krzyża, a pal.

No właśnie, ta kwestia nieuznawania krzyża… Zdaniem Świadków Jehowy Chrystus umarł wisząc na palu. To całkowicie nieprawdziwe tłumaczenie Pisma Świętego, co potwierdzi każda osoba znająca oryginalne języki biblijne. Stoi to także w sprzeczności z faktami historycznymi, co z kolei zaświadczą badacze dziejów Izraela i Starożytnego Rzymu. Członkowie zboru nie dostrzegają tych oczywistych niespójności?

Członkowie zboru przekazują informacje, jakie daje im Ciało Kierownicze, coś na kształt Watykanu; oni ustalają nauki, pilnują doktryn, zarządzają całą Światową Organizacją Świadków Jehowy. Wierzą w to, co przekazuje im owy ''urząd' i w pełni temu ufają. Tylko pojedyncze jednostki zagłębiają się w wierzenia, fakty historyczne i najczęściej te osoby później odchodzą widząc nieścisłości swoich wierzeń w wielu aspektach.

Świadków Jehowy, zdaniem wielu Chrześcijan, powinno się określić raczej mianem eschatologicznej sekty judaistycznej, która jedynie wyrosła w łonie chrześcijaństwa. Czy Pani podziela taką opinię?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Nurt ten jest stosunkowo młody na tle chrześcijaństwa. Wyznań podobnych do Świadków Jehowy jest mnóstwo, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, skąd się wywodzą. Na pewno mogę przyznać, że są kontrowersyjną grupą wyznaniową, zamkniętą, o bardzo sztywnych zasadach.

Jakie praktyki i zachowania, które zaobserwowała Pani wśród Świadków Jehowy można uznać za najpoważniejsze zagrożenie dla człowieka?

Zagrożenie wobec człowieka mogę tu podzielić na kategorie.

Największym zagrożeniem wobec dzieci w społeczności Świadków Jehowy jest dopuszczanie pedofilii, ukrywanie jej oraz wmawianie reszcie kongregacji, że doniesienia medialne w tej kwestii to mistyfikacja i działania oszczerców – mimo jasnych dowodów.

Wiąże się z tym nieudzielanie pomocy psychologicznej osobom poszkodowanym, pozostawianie ich samych sobie, zranionych i narażonych na wieloletnią traumę. Zagrożeniem dla dorosłych osób jest nieumiejętność samo-decydowania o swoim życiu, wykonywanie odgórnych poleceń – choćby mieli ich nie rozumieć – zatracenie swojej tożsamości, jako jednostka. Popadnięcie w taką współzależność czyni człowieka bardziej mechanicznym, niż ludzkim.

Świadkowie Jehowy próbując werbować nowych członków, często dopuszczają się niebezpiecznej manipulacji Pismem Świętym. Próbują wprowadzać ludzi w błąd wykorzystując słabszą znajomość Biblii wielu swoich interlokutorów. Jak bronić się przed takimi podstępami i na jakie pseudo argumenty zaczerpnięte rzekomo z Pisma Świętego najczęściej powołują się Świadkowie Jehowy?

Można powiedzieć, że to temat rzeka. Niestety, ciężko jest się bronić przed takimi sztuczkami bez osobistej znajomości Biblii i różnic przekładów. Najlepiej więc zaczerpnąć samemu więcej wiedzy, nie wchodzić w dalszą polemikę lub starać się zadać trudne pytanie, które zbije rozmówcę z pantałyku. Najczęstszym argumentem Świadków Jehowy jest inne tłumaczenie Biblii, np. gdy mówią o palu a nie o krzyżu, można zapytać dlaczego ich Biblia nie była tłumaczona bezpośrednio z oryginalnych języków, tylko z języka angielskiego. Właściwie jest przekładem innego przekładu Biblii. Kolejne pytanie: jak nazywali się dwaj tłumacze ich przekładu i dlaczego ukrywa się ich nazwiska oraz wykształcenie? Takimi pytaniami poddaje się w wątpliwość budulec ich doktryn – ich własną Biblię, która jest wątpliwego pochodzenia.

Na koniec naszej rozmowy, w jaki sposób przestrzegła by Pani osoby, które z jakiegoś powodu zaczynają skłaniać się w kierunku wstąpienia do zboru Świadków Jehowy?

Jeśli ktoś skłania się ku Świadkom Jehowy jest to najczęściej czymś spowodowane, zachwytem nad ich znajomością Biblii, wzniosłymi zasadami moralnymi lub chęcią bycia częścią jakiejś społeczności. Doradzam wtedy jedną rzecz: „CZYTAJ INTERNET”. Obecnie to największa skarbnica wiedzy, gdzie można poznać jak naprawdę wygląda tam życie oraz z pierwszej ręki poznać historie osób, które tam należały i zagłębić się w ich doświadczenia.

Tygodnik Katolicki „Niedziela” dokłada swoją ogromną cegiełkę w budowaniu tej skarbnicy wiedzy oraz poszerzaniu zbioru wartościowych treści dostępnych w Internecie. Poprzez rozmowę z Panią przyczyniliśmy się także wspólnie do powstania kolejnego materiału dziennikarskiego, który mam nadzieję pomoże przestrzec ludzi przed zagrożeniami płynącymi ze strony różnych sekt i groźnych zborów pokroju Świadków Jehowy. Dziękuję za rozmowę.

Z Panem Bogiem!

CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymka Tygodnika Katolickiego "Niedziela" na Jasną Górę

2020-09-16 11:30

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. 18-19

[ TEMATY ]

Niedziela

Niedziela

/Niedziela

"Miejsce wyrażenia wiary i głębi ducha" - to hasło tegorocznej – 24. już Pielgrzymki Czytelników, Pracowników i Współpracowników Tygodnika Katolickiego Niedziela na Jasną Górę. Pielgrzymki nietypowej, bo organizowanej w reżimie sanitarnym.

W 100-lecie urodzin św. Jana Pawła II przedmiotem naszej refleksji będzie hasło zaczerpnięte ze spotkania pracowników Niedzieli z Janem Pawłem II w Watykanie (29 czerwca 1996 r.): „Niedziela – miejsce wyrażenia wiary i głębi ducha” – wyjaśnia ks. Jarosław Grabowski, redaktor naczelny Niedzieli.

Zapraszamy wszystkich Czytelników na transmisję NA ŻYWO Mszy św. z Jasnej Góry w ramach Pielgrzymki "Niedzieli". Początek transmisji: sobota 19 września, godz. 11:00, na portalu niedziela.pl

Przez ostatnie 24 lata nasi czytelnicy towarzyszyli nam w naszym zawierzeniu Maryi na Jasnej Górze. W tym roku, ze względu na ograniczenia i obawy wynikające z pandemii, wiele osób może uczestniczyć w niej tylko w wymiarze duchowym. Właśnie z tych powodów jedynym, ale najważniejszym punktem tegorocznego spotkania będzie Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem bp. Andrzeja Przybylskiego w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej w intencji pracowników i czytelników Niedzieli. Każda nasza pielgrzymka była otwarciem Niedzieli na jutro, ale także dziękczynieniem za dotychczasowe dziedzictwo

– Trzeba radować się i dziękować Bogu, że wierzący w Polsce biorą wasz tygodnik do ręki w poszukiwaniu Dobrej Nowiny i również że znajdują na jego łamach miejsce dla wyrażenia swojej wiary i głębi ducha – powiedział św. Jan Paweł II do redaktorów Niedzieli podczas pamiętnej audiencji w 1996 r.

Przy okazji pielgrzymki 2020 warto przypomnieć zarys historii liczącego sobie blisko 95 lat pisma, które wiernie towarzyszyło w minionych dekadach Polakom i Kościołowi.

Charyzmat Niedzieli

Nasz tygodnik od początku realizował program nakreślony przez bp. Teodora Kubinę w jego Arcypasterskiej zachęcie. Biskup napisał wówczas: „Idź, śmiało, Niedzielo, w imię Boże do ludu katolickiego! Zdobywaj sobie serca, przynosząc im ducha niedzielnego, światło niedzielne i ciepło niedzielne, i głosząc pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowem. Idź z zaufaniem i radością, bo dobry lud katolicki tęskni za tobą i przyjmie cię ochotnie”.

Program Niedzieli wiernie kontynuowali kolejni redaktorzy naczelni pisma: ks. Wojciech Mondry (1926-37), ks. Stanisław Gałązka (1937-39), ks. Antoni Marchewka (1945-53), ks. Ireneusz Skubiś (1981 –2014), Lidia Dudkiewicz (2014-19). Obecny redaktor naczelny ks. Jarosław Grabowski często mówi o Niedzieli jutra, czyni to jednak w wierności dziedzictwu swoich poprzedników.

Trudny czas

Bardzo trudnym okresem była II wojna światowa. Wydawanie Niedzieli zostało wówczas zawieszone przez niemieckiego okupanta. W starania o wznowienie wydawania pisma zaangażowana była m.in. Zofia Kossak-Szczucka, która przebywała w Częstochowie po upadku Powstania Warszawskiego. Powrót w 1945 r. nie był jednak łatwy. Władze komunistyczne utrudniały wydawanie pism katolickich, zaczęły ograniczać prenumeratę i nakład papieru. Mimo interwencji m.in. kard. Stefana Wyszyńskiego „rząd Polski Ludowej nadal trwał w swoim uporze i nie dawał nam zezwolenia na reaktywowanie Tygodnika Katolickiego Niedziela”– zapisał ks. Marchewka.

Nowy początek

Szczególny moment w staraniach o wznowienie wydawania Niedzieli nastąpił wraz z rozpoczęciem pontyfikatu Jana Pawła II w 1978 r. i narodzin Solidarności w sierpniu 1980 r. Już w styczniu 1979 r. bp Stefan Bareła wystosował list do premiera Piotra Jaroszewicza w sprawie Niedzieli. Do Jaroszewicza pisali też w tej sprawie księża dziekani diecezji częstochowskiej. Kiedy w sierpniu 1980 r. na Wybrzeżu wybuchły strajki, bp Stefan Bareła podjął kolejne starania o reaktywowanie tygodnika. Tym razem się udało. Pierwszy numer reaktywowanej Niedzieli ukazał się 7 czerwca 1981 r.

Ksiądz Jarosław Grabowski, obecny redaktor naczelny, tak widzi przyszłość Niedzieli: – W moim głębokim przekonaniu tygodnik katolicki musi postawić na formację, na religijny rozwój człowieka. Musi stawiać czoło powierzchowności wiary i wzrastającej ignorancji religijnej, której konsekwencją jest negowanie prawd wiary i zasad moralnych. Ma wyjaśniać i uzasadniać naukę Kościoła, odpowiadając zarówno na proste, jak i wymagające pytania... W tym celu powinien pokazywać wzorce wzięte z życia, by udowodnić, że można żyć zgodnie z zasadami wiary w dzisiejszych czasach (fragment wywiadu Nowa, ciekawa, wierna z nr 15/2019)

Dziękując za dar wspólnej modlitwy, pozostaje nam nadzieja na spotkanie z czytelnikami za rok.

CZYTAJ DALEJ

Brać leśnicza z pielgrzymką na Jasnej Górze

2020-09-19 19:21

[ TEMATY ]

Jasna Góra

leśnictwo

Biuro Prasowe Jasnej Góry

Pod hasłem „Leśnicy wdzięczni za cud nad Wisłą 1920-2020” na Jasnej Górze odbyła się 24. pielgrzymka leśników. Ze względu na pandemię uczestniczyli w niej tylko przedstawiciele pracowników leśnictwa, zakładów usług leśnych, przemysłu drzewnego oraz parków narodowych oraz wyższych i średnich szkół leśnych. Obecny był minister środowiska.

Mszy św. w intencji leśników w kaplicy Matki Bożej przewodniczył bp Tadeusz Lityński, krajowy duszpasterz leśników. Homilię wygłosił bp Roman Pindel z diecezji bielsko-żywieckiej.

- Tematem pielgrzymki jest szczególna wdzięczność za zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, za Cud nad Wisłą - przypominał na wstępie bp Lityński i przywołał słowa św. Jana Pawła II: „wiecie, że urodziłem się w 1920 r., w maju, w tym czasie kiedy bolszewicy szli na Warszawę i dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem”.

- Jako środowisko leśników stajemy również w duchu wdzięczności za to świadectwo odwagi, poświęcenia i wielkiej miłości do ojczyzny całego środowiska związanego z polskimi lasami. Jesteśmy im winni pamięć, szacunek, ale też dar modlitwy – mówił bp Lityński.

- Bardzo łatwo jest mówić o wydarzeniach sprzed 100 lat dzisiaj, oceniać je już po fakcie, czy czcić bohaterów walczących w obronie Polski. Dużo trudniej jest być takim bohaterem dzisiaj - powiedział Andrzej Konieczny, dyrektor generalny Lasów Państwowych. - Trzeba stawać w obronie wiary, polskiej rodziny, polskich wartości, przeciwstawiać się temu, co dzieje się, zwłaszcza w przestrzeni medialnej, trzeba pokazywać wartości - dodał. Dyrektor podkreślił, że leśnicy stoją przy pniu Kościoła i polskiej rodziny, i chcą to pokazać.

Każdego dnia leśnicy w bardzo wielu wymiarach służą polskiemu społeczeństwu. - W gospodarce leśnej najważniejsza jest kontynuacja, by trwale zwiększać zasoby, ciągle sadzić drzewa i jednocześnie pozyskiwać ten cenny surowiec jakim jest drewno, które daje miejsca pracy, które daje 45 miliardów zł produkcji, to jest prawie 2 procent PKB, i z tego jesteśmy dumni – powiedział Andrzej Konieczny. Przypomniał, że las to nie tylko pozyskiwanie drewna, ale również wypoczynek, rekreacja, funkcje społeczne i ochrona przyrody, w czym - jeśli chodzi o integralne zarządzanie przyrodą - Lasy Polskie są liderem.

Od II wojny światowej, staraniem Lasów Państwowych, ilość terenów zielonych w Polsce cały czas się zwiększa. M.in. wczoraj rozpoczęła się II edycja ogólnopolskiej akcji SadziMY, podczas której nadleśnictwa przygotowały do rozdania ponad milion sadzonek, by zachęcić Polaków do sadzenia drzew. Do akcji może przyłączyć się każdy. Więcej informacji na stronie internetowej Lasów Państwowych: www.lasy.gov.pl.

W poprzednich latach na Jasną Górę przybywało nawet ponad 6 tysięcy pielgrzymów-leśników z całego kraju. W tym roku ze względu na pandemię, liczba uczestników pielgrzymki została ograniczona jedynie do przedstawicieli. Przybyli m.in. minister środowiska Michał Woś, doradca prezydenta RP Paweł Sałek oraz Krystyna Szyszko, wdowa po ministrze środowiska Janie Szyszko.

- To jest bardzo piękne, że już po raz 24. polscy leśnicy przyjeżdżają tutaj, do serca duchowego Polski i chcą podziękować - podkreślił Michał Woś, minister środowiska. Jak dodał, „pielgrzymka ma oczywiście wymiar duchowy, ale też ma ważny charakter dla leśników, podkreślający ich służbę, bo polscy leśnicy to ci, którzy niosą ogromny depozyt polskiego dziedzictwa przyrodniczego w swoich rękach, od pokoleń go przekazują i doskonale rozumieją, że ta służba, to nie tylko służba instytucji, ale i ojczyźnie, w ramach dobra wspólnego. Ten wymiar jest co roku przez polskich leśników podkreślany”.

- Czas pandemii spowodował, że i Lasy Państwowe mają ciężki okres, ale myślę, że z pomocą Opatrzności, polscy leśnicy sobie z tym poradzą - podkreślił minister.

Dyrektor Lasów Państwowych potwierdza, że epidemia koronawirusa w sposób znaczący odbiła się na pracy leśników. - Mamy problemy, jeśli chodzi o wykonawstwo naszych prac, sprzedaż drewna i związane z tym problemy - brak przychodów, a pamiętajmy, że Lasy Państwowe są jednostką organizacyjną, która, zgodnie z ustawą o lasach, musi się sama finansować - powiedział Andrzej Konieczny. Zapewnił jednak, że pomimo trudności lasy są bezpieczne i otwarte dla wszystkich. - Zapraszamy do lasów, lasy są otwarte, poza oczywiście okresem suszy, gdy mamy zagrożenie pożarowe. W tej chwili sytuacja jest bezpieczna - dodał. Zaapelował do Polaków, by nie tylko nie zaśmiecać lasów, ale gdy się zobaczy śmieci zabrać je ze sobą.

Polska jest w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o powierzchnię lasów. Obecnie powierzchnia lasów w Polsce wynosi ponad 9,2 mln ha, co odpowiada lesistości 29,6 proc. Zdecydowana większość to lasy państwowe, z czego ponad 7,3 mln ha zarządzane jest przez Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe. Lesistość kraju została zwiększona z 21 proc. w 1945 r. do 29,6 proc. obecnie.

Podstawą prac zalesieniowych jest „Krajowy program zwiększania lesistości”, zakładający wzrost lesistości do 30 proc. w 2020 r. i do 33 proc. w 2050 r. Lasy Polski są bogate w rośliny, zwierzęta i grzyby. Żyje w nich ok. 65 proc. gatunków roślin, zwierząt i grzybów. Rosną w naszym kraju na glebach najsłabszych, głównie z powodu rozwoju rolnictwa w poprzednich wiekach. Wpływa to na rozmieszczenie typów siedliskowych lasu w Polsce. Obecnie 50,1 proc. powierzchni lasów zajmują siedliska borowe. Na pozostałych obszarach występują siedliska lasowe, głównie mieszane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję