Reklama

Komentarze

rozmowa z ambasador Węgier

Boże, błogosław Węgrów

O tym, czy Polak i Węgier to nadal dwa bratanki, jakie szanse ma projekt Trójmorza i dlaczego Węgry nie chcą przyjmować imigrantów – mówi ambasador Węgier w Polsce dr Orsolya Zsuzsanna Kovács w rozmowie z Piotrem Grzybowskim.

Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

Węgry

Sławomir Dynek/Cogito Media

Orsolya Zsuzsanna Kovács – ambasador Węgier w Polsce

Piotr Grzybowski: – „Polak, Węgier – dwa bratanki’’ to przysłowie znane zarówno nad Wisłą, jak i nad Dunajem. Czy ono jest wciąż aktualne?

Orsolya Zsuzsanna Kovács: – Często słyszę pytanie, na czym polega istota przyjaźni polsko-węgierskiej i sądzę, że najlepiej sformułował to Teofil Łapiński, jeden z legionistów, którzy walczyli na Węgrzech w 1849 r. Zapytany wówczas, dlaczego przybyło na Węgry kilka tysięcy polskich legionistów, powiedział, że przyjaźń polsko-węgierska to miłość i interes. Myślę, że i dzisiaj jest to bardzo aktualne. Z jednej strony – wzajemna sympatia, której nawet nie trzeba tłumaczyć, bo tak po prostu jest, z drugiej – również interes – bo mamy wspólną historię i doświadczenia. Wystarczy popatrzeć na mapę, by się zorientować, z czego wynikają nasze wspólne interesy geopolityczne.

– Mówi się, że Bitwa Warszawska 1920 roku to były ręce Polaków, ale amunicja węgierska... A przed nami wielkie wydarzenie: 100. rocznica Cudu nad Wisłą – 15 sierpnia 2020 r.

– Tak jest. My też, wykorzystując tę rocznicę, wszędzie, gdzie możemy, chcielibyśmy nagłaśniać fakt, że Węgry w 1920 r., po decyzji trianońskiej, były w bardzo trudnej sytuacji. Nie mogliśmy wysłać żołnierzy (choć chcieliśmy), ale z fabryki amunicji Csepel wysyłano jej naszym polskim braciom tyle, ile tylko było możliwe. Ambasada się przygotowuje, żeby nagłośnić tę rocznicę z węgierskiego punktu widzenia. To nie przypadek, że w dzielnicy Csepel – tam, gdzie znajduje się ta fabryka – w następnym roku odbędzie się spotkanie prezydentów Polski i Węgier.

– Jak ocenia Pani obecne stosunki węgiersko-polskie?

– Jesteśmy bardzo bliskimi sojusznikami, mamy wspólne interesy, chociażby patrząc przez pryzmat Unii Europejskiej. Przeciwko naszym krajom toczy się procedura z art. 7 – o praworządności. Wspólnie mówimy, że Europę wyobrażamy sobie jako sojusz silnych państw narodowych. Jesteśmy wręcz na siebie skazani. To nie przypadek, że relacje polityczne naszych państw, wzajemne wizyty, uzgodnienia wspólnych stanowisk są tak intensywne.

– Na Węgrzech Fidesz dostał mocny mandat, który umożliwił zmianę konstytucji w 2011 r. Po co była Węgrom nowa konstytucja?

– Do poprzedniej, komunistycznej konstytucji Węgier, z 1949 r., wielokrotnie wprowadzano zmiany i poprawki. Mówiono, że z oryginalnej komunistycznej konstytucji pozostał jedynie zapis, iż stolicą Węgier jest Budapeszt – wszystko inne zostało zmodyfikowane. Wiadomo jednak, że wielokrotna modyfikacja nie gwarantuje ani spójności, ani całości. Po zmianie systemu uchwalenie nowej konstytucji stało się priorytetem. Aby uchwalić nową ustawę zasadniczą, trzeba mieć konstytucyjną większość. Choć władze socjalistyczne po 1994 r. miały taką większość, to rządzący albo tego nie chcieli, albo o to nie zadbali i ostatecznie do uchwalenia nowej konstytucji nie doszło. Nam, Węgrom, w końcu się to udało i 25 lat po upadku komunizmu weszła w życie nowa konstytucja.

– Wasza konstytucja to konstytucja chrześcijańska. Rozpoczyna się od słów: „Boże, błogosław Węgrów’’...

– Jest to antyfona pochodząca z węgierskiego hymnu narodowego. Taki początek nie jest przypadkowy, pozwoliło to bowiem na jasne określenie kulturowych korzeni Węgier. W konstytucji są odwołania do świętego króla Stefana, do historycznych dokumentów o randze konstytucji, do Świętej Korony, do roli Węgier w obronie Europy oraz do poprzednich pokoleń, które walczyły o niepodległość ojczyzny. Fakt, że w ustawie zasadniczej znalazło się odniesienie do Boga, jest podkreśleniem szczególnej roli chrześcijaństwa w zachowaniu naszej tożsamości narodowej i drogowskazem dla niższych ustaw.

– Konstytucja mówi również o ochronie życia, rodziny...

– Oczywiście. Gdy przeanalizuje się trzy kadencje rządów Viktora Orbána, można zauważyć, że jednym z priorytetów były polityka prorodzinna, umożliwienie ludziom pracy oraz zapewnienie przyzwoitego wynagrodzenia. A im więcej dzieci mają ludzie, tym mniejszy podatek dochodowy od osób fizycznych muszą płacić, co oznacza konkretną pomoc. I tak np. w 2010 r. dzietność była na poziomie 1,23, a w 2018 r. – 1,49, a więc to wzmocnienie klasy średniej. Już 5 proc. węgierskiego PKB jest przeznaczane na wsparcie dla rodzin; są przyznawane hojne dotacje na zakup pierwszego mieszkania, ludzie mogą liczyć na wsparcie finansowe i korzystny format kredytowy – to jest na pewno ogromna praca, ale widać efekty. W ciągu ostatnich 9 lat zmniejszyła się liczba aborcji i rozwodów, a wzrosła liczba zawieranych małżeństw. Za tymi sukcesami stoi jednak konsekwentnie prowadzona polityka prorodzinna Węgier i duże nakłady finansowe.

– Jakie są największe wyzwania, przed którymi stoją teraz Węgrzy?

– Te wyzwania stoją nie tylko przed Węgrami, ale przed całą Europą. Sądzę, że największym wspólnym wyzwaniem jest to, żeby Europa pozostała chrześcijańska. Na pewno ważna jest też kwestia demograficzna, troska o to, żeby była mocna klasa średnia i żeby nasze społeczeństwa były silne i rozwijające się. Najważniejszy jest jednak powrót do korzeni i idei ojców założycieli wspólnoty europejskiej z lat 50. XX wieku. Ich śmiała i realistyczna wizja była oparta na wspólnocie wolnych narodów i na niezbędnej solidarności państw, które dopiero co wyszły z tragedii II wojny światowej. Po prawie 70 latach, w Europie trzeciego tysiąclecia jest to nadal aktualne.

– Czy projekt Trójmorza, wobec aktualnych wyzwań, ma szanse powodzenia?

– Jak najbardziej. Inicjatywa Trójmorza służy zacieśnianiu powiązań w regionie Europy Środkowej. Najwyższy czas, aby między Morzem Bałtyckim, Morzem Adriatyckim i Morzem Czarnym tworzyć trwałe podstawy dla rozwoju gospodarczego w zakresie energii, transportu i komunikacji, co pozwoli nadrobić zapóźnienia rozwojowe wynikające z historycznych zaszłości. My tak trochę żartobliwie mówimy, że kiedy królowie w średniowieczu spotkali się na zamku w Wyszehradzie, już wtedy uznali, że połączenie Północ – Południe jest potrzebne. Cały czas widzimy, że nie ma sprawnej komunikacji między Bałtykiem a Adriatykiem. Widzimy, jaki byłby zysk, gdyby pociąg z Warszawy do Budapesztu nie jechał ponad 10 godzin. Za czasów monarchii można było pociągiem dojechać z Budapesztu do Krakowa prawie w takim samym czasie jak teraz...

– Dlaczego Węgry są tak bardzo przeciwne napływowi imigrantów do Europy?

– Mówimy, że państwo wtedy jest suwerenne, kiedy samo decyduje, kogo wpuści na swoje terytorium. Węgry na mocy konstytucji mają obowiązek chronić granice również UE, tymczasem w 2015 r. przeżyliśmy przepływ ponad 100 tys. migrantów bez żadnej kontroli. My uważamy, że pomoc trzeba nieść tam, gdzie jest źródło zapotrzebowania. Zapraszanie migrantów do Europy nie jest rozwiązaniem. Węgry mają program Hungary Helps, dzięki któremu np. w Syrii pomagaliśmy w odbudowie wsi, kościołów i szkół. To idzie w parze: z jednej strony – rozsądna polityka, a z drugiej – pomoc tam, gdzie są potrzebujący. Poza tym widzimy, że asymilacja, integracja nie są efektywne. Wystarczy wspomnieć zamachy terrorystyczne w Europie...

– Na ile chrześcijaństwo jest tym korzeniem z którego Węgry dzisiaj czerpią?

– Na pewno swoje zrobił okres komunizmu – np. zostały zamknięte szkoły kościelne, zlikwidowano zakony z wielkimi tradycjami. Po 1990 r. trudno było wszystko odbudować, zmienić poglądy społeczeństwa. To długa droga, ale dziś znowu można chodzić na religię, udało się otworzyć szkoły kościelne. Ja sama chodziłam do szkoły prowadzonej przez Kościół i studiowałam na katolickim uniwersytecie. Podkreślam fakt, że moja uczelnia, na której wykładają naprawdę wybitni profesorowie, została utworzona po upadku komunizmu. Uważam, że nawet takie pojedyncze przykłady naprawdę dużo znaczą.

– Czy Węgry mają jakiś realny pomysł na odbudowę ducha katolicyzmu, odbudowę chrześcijaństwa?

– Rządzący i Kościoły na Węgrzech robią dużo, żeby umocnić chrześcijaństwo w kraju, ale nie idzie to łatwo po okresie komunizmu, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach wielkie zagrożenie dla wiary chrześcijańskiej stanowi sekularyzacja. Istnieje zatem rozbieżność między wiarą w Boga a regularnymi praktykami, kryzys powołań nadal trwa i sytuacja ta domaga się dzisiaj zaangażowania świeckich ze szczególną siłą. Ale też dużo się pod tym względem na Węgrzech dzieje. Przygotowujemy się bardzo na kongres eucharystyczny, który odbędzie się w przyszłym roku w Budapeszcie. Ma to olbrzymie znaczenie, ponieważ na Węgrzech kongres był organizowany tylko raz – w 1938 r. Przyczynił się on wówczas do rozwoju życia religijnego w naszym kraju.

– W Polsce mamy jeszcze jedną stolicę – Jasną Górę. To Węgrom zawdzięczmy obecność Zakonu Paulinów w Polsce.

– Ja sama mam bardzo dobre relacje i z Jasną Górą, i ze Świętym Krzyżem. Jesteśmy bardzo dumni z obecności w Polsce paulinów, a oni sami też bardzo pielęgnują węgierską pamięć. Ojciec Marian Waligóra, przeor Jasnej Góry, dużo zrobił, żeby węgierska obecność była tam silna, bardzo dba o pielgrzymów z Węgier.

– Wśród tych pielgrzymów bywa też prezydent Węgier...

– Tak, przybył do Częstochowy dwa lata temu, a wiele razy na Jasnej Górze był przewodniczący parlamentu László Kövér, z wyznania kalwin. To też jest pewien symbol naszych relacji.

W styczniu kolejna z cyklu rozmów z ambasadorami krajów Grupy Wyszehradzkiej.

2019-12-04 07:07

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pasażerowie autokaru, który uległ wypadkowi na Węgrzech - głównie z woj. śląskiego

2020-08-09 16:09

[ TEMATY ]

wypadek

wypadek

Węgry

PAP

Pasażerowie autokaru, który uległ wypadkowi na Węgrzech, to głównie mieszkańcy woj. śląskiego, m.in. Bielska-Białej, Tychów i Żywca; są również mieszkańcy Lublina – przekazała PAP rzeczniczka wojewody śląskiego Alina Kucharzewska.

W nocy z soboty na niedzielę o godz. 2.30 w okolicy miejscowości Kiskunfélegyháza na południu Węgier doszło do wypadku autokaru, wiozącego polskich turystów z Bułgarii do kraju. Jechało nim 46 osób, wśród nich dwóch kierowców. Jeden z pasażerów zginął, a 24 osoby znalazły się w szpitalu.

Jak zapewniły w niedzielę po południu służby wojewody śląskiego w swoich mediach społecznościowych, pozostają w kontakcie z polskim konsulem na Węgrzech oraz z organizatorami wyjazdu. "Autokarem podróżowali m.in. mieszkańcy województwa śląskiego" – napisano na Facebooku i Twitterze.

Rzeczniczka wojewody śląskiego Alina Kucharzewska, pytana przez PAP uściśliła, że mieszkańcy regionu stanowią większość z grupy, która podróżowała autokarem. "Są to mieszkańcy różnych miast, m.in. Bielska-Białej, Tychów i Żywca; jest też kilka osób z Lublina" - zaznaczyła Kucharzewska.

Dyrektor i właściciel bielskiego biura podróży Marco, które było organizatorem wyjazdu, Marek Sanetra poinformował PAP, że po wypadku koordynuje działania z konsulem na Węgrzech, z ubezpieczycielem i z pilotem wycieczki. Po pasażerów, którzy nie doznali obrażeń, biuro wysłało inny autokar, który przed godziną 14., był przed granicą węgierską.

Po wypadku Ministerstwo Spraw Zagranicznych informowało, że wskutek wypadku jeden z pasażerów zginął, a 24 osoby znalazły się w szpitalu, wśród nich trzy w stanie ciężkim. Wcześniej MSZ podawało, że w wypadku obrażeń doznały łącznie 34 osoby.

Poszkodowani zostali objęci opieką polskich służb konsularnych: na miejsce zdarzenia udał się Konsul RP w Budapeszcie, był tam też konsul honorowy, który w szpitalu pomagał lekarzom i policji w porozumiewaniu się z poszkodowanymi.

Do wypadku doszło na autostradzie M5 koło miasta Kiskunfélegyháza, która jest jedną z głównych magistrali komunikacyjnych kraju. Liczące ponad 30 tys. mieszkańców Kiskunfalegyhaza to miasto w środkowych Węgrzech, w komitacie Bacs-Kiskun, w środkowej części Międzyrzecza Dunaju i Cisy.(PAP)

autor: Mateusz Babak

mtb/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Diecezjalne dożynki w Rokitnie. Duża fotogaleria. Posłuchaj homilii bp. Krzysztofa Zadarki.

2020-08-15 13:56

[ TEMATY ]

dożynki

Rokitno

Karolina Krasowska

W Rokitnie odbywają się diecezjalne uroczystości dożynkowe. Przed chwilą zakończyła się Msza św. pod przewodnictwem i z homilią bp. Krzysztofa Zadarki z diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Posłuchaj homilii bp. Zadarko

Zobacz zdjęcia: Dożynki w Rokitnie
CZYTAJ DALEJ

Potrzebujemy cudu przemiany serc

2020-08-15 19:02

Marzena Cyfert

Poświęcenie tablicy w kościele św. Józefa w Żórawinie

 – 15 sierpnia to nie tylko wyjątkowa data w polskim kalendarzu, ale to też data szczególna. Tego dnia obchodzimy cztery święta – kościelne, maryjne, wojskowe i państwowe. Mamy za co Panu Bogu dziękować! – mówił proboszcz parafii św. Józefa w Żórawinie.


Parafia uczciła 100-lecie Cudu nad Wisłą i uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny odsłonięciem pamiątkowej tablicy i koncertem pieśni religijnych i patriotycznych.

Uroczystą Eucharystię sprawował o. Marek Augustyn wraz z księdzem proboszczem. Ksiądz proboszcz zauważył, że przychodzimy dziś do Maryi, polecając Jej wszystko, co jest ważne w naszym życiu, tak jak przychodzi się do Mamy. W sposób szczególny polecając Jej tego dnia sprawy naszej Ojczyzny, ale i trud pracy rolników, dziękując za to wszystko, czym Pan Bóg nas obdarza w plonach ziemi. – 15 sierpnia to też dzień szczególny. Dla Polaków czytelnym znakiem jest zbieżność tego święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z ważnym wydarzeniem, które dziś przeżywamy, 100-lecia Bitwy Warszawskiej, bitwy, która nazywana jest „Cudem nad Wisłą”. Czy zdajemy sobie sprawę, jak mocno Kościół wiąże osobę Najświętszej Maryi Panny Królowej Wniebowziętej z historią naszej Ojczyzny?

Ksiądz proboszcz przypomniał historię naszego narodu i podkreślił, że 4 lipca 1920 r. pod bolszewickim hasłem Lenina „naprzód na zachód po trupie Polski do serca Europy” rozpoczęła się ofensywa wojsk sowieckich. – I w tych dniach sierpniowych słychać już było z wież kościołów warszawskich, wieży Zamku Królewskiego wybuchy armat, które zbliżały się do stolicy. Słychać było Armię Czerwoną, która chciała przynieść na nasze polskie ziemie bezbożny komunizm.

W święto Matki Bożej, w święto Jej Wniebowzięcia, Wojsko Polskie ruszyło do nierównej walki. Bitwa Warszawska zwana „Cudem nad Wisłą” ocaliła nie tylko odzyskaną niedawno przez Polskę niepodległość. Była to jedna z najważniejszych bitew XX wieku. A wielu historyków mówi, że była to bitwa decydująca o historii całej ludzkości, bowiem polscy żołnierze pod dowództwem marszałka Józefa Piłsudskiego zatrzymali większą, milionową armię bolszewicką i uratowali Polskę, ale uratowali też Europę przed armią, która po trupach Polski chciała iść na Berlin i na Paryż – mówił ksiądz proboszcz.

Następnie podkreślił, że do tych szczególnych wydarzeń nawiązywał często Jan Paweł II. Przypominając datę swoich urodzin, tak pisał: „Wiecie że urodziłem się w 1920 r. w maju, w tym czasie kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług wdzięczności w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli….”

– 100 lat temu umęczony zaborami naród polski został wysłuchany przez Wniebowziętą Maryję. Armia, która nadeszła, została pokonana – dla Polaków był to cud. Jakże dziś też potrzebujemy ponownie takiego cudu, cudu przemiany polskich serc – nad Wisłą, nad Odrą, nad Wartą, Bugiem, nad Żórawką. Tym razem nie grzmią armaty, nie słychać strzałów, ale brzmi w ludzkich sercach nienawiść, obłuda, brak przebaczenia, nikczemna podłość, szyderstwa. Wobec tego nie można przejść obojętnie, bo nasza droga do nieba biegnie przez ziemską Ojczyznę, której na imię Polska i nasza droga do nieba będzie wyglądała tak, jak nasza rodzina, jak nasze wspólnoty. Niech Matka Boża, którą dzisiaj czcimy, będzie dla nas wzorem i niech pokazuje, jak iść do nieba, jak realizować się w swojej codzienności przez całe nasze ziemskie życie, które ma nas prowadzić do wieczności – zakończył homilię ksiądz proboszcz.

W czasie Eucharystii, z udziałem władz regionu, została odsłonięta tablica „ku pamięci walczących o niepodległość Polski, wiernym hasłu Bóg Honor Ojczyzna, w stulecie »Cudu nad Wisłą«, wielkiego triumfu naszego narodu w wojnie polsko-bolszewickiej.

Z wdzięcznością i pamięcią dla wszystkich rodaków, którzy obronili naszą wolność i suwerenność niech ta tablica przypomina zawsze o wielu naszych synach i córkach naszego narodu, którzy oddali życie za Ojczyznę”.

Po Mszy św. zebrani wysłuchali koncertu pieśni religijnych i patriotycznych w wykonaniu artystów scen wrocławskich: Elżbiety Małgorzaty Mach, śpiew; Rafała Olszewskiego, skrzypce; Wiktora Szymajdy, fortepian.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję