Reklama

Odeszła do domu Ojca

2018-09-04 13:45

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 36/2018, str. VI

Archiwum Teatru Zagłębia
Elżbieta Laskiewicz

Po długiej i ciężkiej chorobie odeszła do domu Ojca Elżbieta Laskiewicz, aktorka Teatru Zagłębia, długoletnia wolontariuszka Hospicjum św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu. Miała 64 lata

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 23 sierpnia. Zmarła spoczęła na cmentarzu parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Anielskiej przy grobie swoich rodziców. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył ks. Mariusz Karaś – kanclerz Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu. Wspólnie z nim za duszę zmarłej modlił się ks. Mariusz Biśta – kapelan hospicjum, zaś homilię wygłosił ks. Paweł Sobierajski – diecezjalny duszpasterz środowisk twórczych. Jej życzeniem było, by zamiast kwiatów składać datki na rzecz sosnowieckiego hospicjum.

We wpomnieniach przyjaciół

– Ela nas nie opuściła, kochaliśmy ją i kochamy nadal. Ufam, że będzie nam dalej pomagać. Zawsze będziemy o niej pamiętać – powiedziała podczas uroczystości pogrzebowych Małgorzata Czapla, prezes sosnowieckiego hospicjum. – Z naszym hospicjum była związana niemal od samego początku. Z wielkim bólem żegnamy dziś naszą przyjaciółkę, jednego z najlepszych wolontariuszy. Ela kochała ludzi: młodych, utalentowanych, pracowitych, ale kochała także chorych, słabych, potrzebujących pomocy. Nad jednymi i drugimi pochylała się z matczyną troską. Dla niej każdy był ważny, a zwłaszcza ten, kto przychodził do niej z prośbą o pomoc. Czuła się odpowiedzialna za bliźniego. Była przy tym niezwykle skromna, a jej pokora – zarówno w sukcesach zawodowych i życiowych, których przecież wiele doświadczyła, jak i pokora w chorobie – to wyśmienity przykład do naśladowania. Dlatego żegnamy ją z bólem, ale nie rozpaczamy, bo ona by tego nie robiła. Muszę jeszcze wspomnieć o jej zaangażowaniu w budowę naszego hospicjum. Cegła po cegle wznosiła razem z nami gmach naszej stacjonarnej budowli, organizując fundusze podczas koncertów, przedstawień, niezliczonej ilości akcji charytatywnych, w które angażowała swoich przyjaciół, aktorów, pisarzy, malarzy, ale i młodzież z sosnowieckich szkół. Wspaniale w naszej historii zapiszą się wymyślone przez nią „Głosy dla hospicjum” czy malowanie bombek bożonarodzeniowych oraz jajek wielkanocnych na przeróżne kiermasze. Ale była także osobą, która nie bała się ludzi, nie bała się choroby, stąd jej częste wizyty przy łóżku chorego. Elu, kochamy Cię i dziękujemy Ci za dar Twojego życia – powiedziała Małgorzata Czapla.

Ela Laskiewicz urodziła się 21 lutego 1954 r. w Dąbrowie Górniczej. W tym mieście zmarła 21 sierpnia 2018 r. Z Teatrem Zagłębia w Sosnowcu była związana od 30 lat. Zagrała w kilkudziesięciu spektaklach teatralnych, prowadziła również warsztaty dla młodzieży i nauczycieli. Od ponad 15 lat działała jako wolontariuszka w Hospicjum św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu, współpracowała także z hospicjum w Mysłowicach.

Reklama

Sukcesy zawodowe

Była absolwentką wrocławskiej filii wydziału lalkarskiego PWST w Krakowie. Później zdała egzamin eksternistyczny dla aktorów dramatu, a w 1995 r. ukończyła studia podyplomowe w zakresie Menedżerów Kultury w Szkole Głównej Handlowej – Kolegium Gospodarki Światowej. Elżbieta Laskiewicz zadebiutowała w 1978 r. rolą dziewczyny w spektaklu „Czarne skrzydła” w reżyserii Zbigniewa Bogdańskiego w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. I to właśnie w tym teatrze zagrała swoje najważniejsze role. Były to m.in. Natasza w „Na dnie” w reżyserii Janusza Ostrowskiego, Julia z „Romeo i Julii” w reżyserii Jerzego Połońskiego, Ania z „Wiśniowego sadu” Janusza Ostrowskiego, Kamila z „Nie igra się z miłością” czy Szimena ze spektaklu „Cyd” – obydwa przedstawienia autorstwa Mieczysława Górkiewicza.

Na małym ekranie można było ją zobaczyć w komedii obyczajowej Janusza Kidawy „Grzeszny żywot Franciszka Buły” z 1979 r. W 2014 r. zagrała rolę Matki w etiudzie Piotra Domalewskiego „Cicha noc” pt. „Jedyne wyjście”. Kilka razy asystowała reżyserom: Grzegorzowi Stanisławiakowi, Zbigniewowi Leraczykowi, Bartłomiejowi Wyszomirskiemu i Bogdanowi Cioskowi.

W 1991 r. przebywała w Toronto, gdzie współpracowała z Teatrem Polonijnym Smyk oraz brała udział w realizacji filmu pt. „Ministerstwo Wielkiej Nocy” w reżyserii Johana Kerna-Wronikowskiego na potrzeby 10 kanału TV. Po powrocie do Polski, również w Teatrze Zagłębia, zagrała wiele znaczących ról m.in. Ismenę w „Antygonie” Jeana Anouilha w reżyserii Bogdana Toszy, Panią Jowialską w „Panu Jowialskim” Aleksandra Fredry w reżyserii Mieczysława Górkiewicza, Eleonorę w „Tangu” Sławomira Mrożka w reżyserii Henryka Adamka, Hrabinę Respektową w „Fantazym” Juliusza Słowackiego w reżyserii Henryka Adamka, Panią Rollisonową w „Dziadach. Część III” Adama Mickiewicza w reżyserii Bogdana Michalika czy Anuszkę i Tofanę w „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego. Ostatnią premierą był spektakl „Bobiczek” Hanocha Levina w reżyserii Łukasza Kosa, w którym zagrała postać Alte Bobiczkowej. Za rolę matki w „Balladynie” w 1993 r. została uhonorowana nagrodą Złota Maska.

Teatr autorski

W latach 1995–2018 prowadziła swój autorski teatr Bart, gdzie zrealizowała z młodzieżą kilka spektakli teatralnych. W 2000 r. swoją premierę miał wyprodukowany przez nią spektakl „Łotrzyce”. A od 2008 r. prowadziła warsztaty teatralne dla dzieci i nauczycieli. Pracowała także jako wolontariuszka, współpracując m.in. ze Stowarzyszeniem „Istota”, Stowarzyszeniem Wspierania Organizacji Pozarządowych MOST oraz Duszpasterstwem Akademickim i Duszpasterstwem środowisk twórczych w Sosnowcu.

Tagi:
pożegnanie

Rzym: pożegnano abp. Szczepana Wesołego

2018-09-01 08:47

azr (KAI) / Rzym

Mieszkający w Rzymie Polacy pożegnali abp. Szczepana Wesołego, wieloletniego duszpasterza i przyjaciela polskiej emigracji. Mszę św. żałobną, będącą dziękczynieniem za życie i służbę „biskupa na walizkach” - jak sam zwykł siebie nazywać hierarcha – odprawiono w polskim kościele pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Rzymie. Przewodniczył jej kard. Stanisław Ryłko, wspólnie z którym sprawowali ją kard. Konrad Krajewski, abp Piero Marini oraz kilkudziesięciu kapłanów.

Archiwum kościoła św. Stanisława B. M. w Rzymie

- Życie arcybiskupa, jego obecność trwa. Trwa na inny doskonalszy sposób - mówił w homilii ks. prałat Paweł Ptasznik, kierownik Sekcji Polskiej watykańskiego Sekretariatu Stanu i rektor kościoła pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika w Rzymie. Kapłan podzielił się swoim świadectwem towarzyszenia abp. Szczepanowi Wesołemu i głębokim pragnieniu dziękczynienia za jego „piękne spełnione życie, pełne ufności w Bogu”. Podkreślał m.in. niezwykłą dobroć, pokorę i wdzięczność swojego poprzednika w posłudze rektorskiej, a także jego głęboką maryjną pobożność.

„Był zawsze gotowy do słuchania, do pomocy, miał poczucie własnej godności. Miał poczucie własnej godności, ale równocześnie był bezpretensjonalny, bez wygórowanych oczekiwań: skromny, prostolinijny. Nigdy nie narzekał. Chyba najbardziej charakterystyczną jego cechą była wdzięczność. Każdy, nawet najdrobniejszy gest dobroci, życzliwości względem niego nie przeszedł niezauważony, bez podziękowania słowem, czy choćby uśmiechem” - mówił ks. Ptasznik w osobistym i poruszającym wspomnieniu. Wspominał też ostatnie miesiące życia abp. Wesołego, pełne cierpienia, ale równocześnie wdzięczności i modlitwy.

„Jego posługa nie ograniczała się tylko do poszczególnych środowisk, ale miała też wymiar indywidualny. Do końca przychodziły listy od niezliczonych osób i rodzin, a arcybiskup miał żelazny zwyczaj odpowiadania na każdy list. Mimo, że od 2003 r. przeszedł na emeryturę, wciąż pozostawał punktem odniesienia dla wielu Polaków żyjących za granicą” - wspominał kierownik Sekcji Polskiej Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej. Jak powiedział, wraz ze śmiercią abp. Wesołego, nadszedł koniec pewnej epoki w duszpasterstwie emigracyjnym Polaków.

O zasługach hierarchy dla rozproszonych po świecie Polaków mówił też na początku Mszy św. kard. Stanisław Ryłko.

„Ksiądz arcybiskup Szczepan Wesoły całe swoje życie kapłańskie i biskupie poświęcił trosce duszpasterskiej o polską emigrację na wszystkich kontynentach. Duszpasterstwo Polonii stało się dla niego życiową pasją, której poświęcił się bez reszty. Niósł swoim rodakom rozproszonym w świecie przesłanie wiary i nadziei. Umacniał ich tożsamość: polską i katolicką. I za to mu dzisiaj dziękujemy” - mówił kard. Ryłko, podkreślając jego gotowość do odpowiedzi na każde zaproszenie i potrzebę spotkania. „Był biskupem na walizkach – jak sam siebie określał. Jego domem były często porty lotnicze na różnych kontynentach” - wspominał hierarcha.

Jego gotowość służenia z radością drugiemu człowiekowi podkreślił też ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański, który zabrał głos pod koniec wspólnej modlitwy.

„Niestrudzenie wędrował on po całym świecie, podtrzymując łączność Polaków na emigracji z ojczyzną, pomagając im pielęgnować wiarę i tożsamość narodową. Trudno doprawdy znaleźć słowa, które mogłyby w pełni wyrazić naszą wdzięczność i szacunek za dzieło życia tego wielkiego opiekuna i duszpasterza Polonii na świecie i gorącego patrioty” - mówił.

Mszy św. koncelebrowanej w rzymskim kościele pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika przewodniczył kard. Stanisław Ryłko, archiprezbiter rzymskiej bazyliki Matki Bożej Większej i członek Papieskiej Komisji ds. Państwa Watykańskiego. Koncelebrowali ją kard. Konrad Krajewski, papieski jałmużnik, abp Piero Marini, przewodniczący Papieskiego Komitetu ds. Międzynarodowych Kongresów Eucharystycznych i przyjaciel polskiej wspólnoty w Rzymie, a także kilkudziesięciu kapłanów. We wspólnej modlitwie wziął udział m.in. ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Janusz Kotański, minister Artur Pollok, przedstawiciel RP przy FAO, Magdalena Trudzik, zastępca Ambasadora RP we Włoszech oraz Agata Ibek-Wojtasik, wieloletnia kierownik Wydziału Konsularnego w Rzymie. Wśród uczestników wspólnej modlitwy były m.in. siostry sercanki, które do ostatnich dni opiekowały się abp. Wesołym.

Po zakończeniu Mszy św., uczestnicy wspólnej modlitwy, zgodnie z wolą abp. Wesołego zapisaną w jego testamencie, udali się na wspólny poczęstunek w przylegającej do kościoła auli św. Jana Pawła II.

Pełny tekst homilii ks. prał. Pawła Ptasznika

Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga (Mdr 3, 1)

To jednoznaczne słowo Pisma i nasze, płynące z wiary, głębokie przekonanie towarzyszą nam dzisiaj, gdy stoimy przy trumnie, w której spoczywa ciało Arcybiskupa Szczepana. Jego śmierć, choć nie była niespodziewana, po ludzku napełniła nas bólem, bo to nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Kiedy odchodzi bliski człowiek, to dzieje świata toczą się dalej, ale to już jest inny świat. Nic i nikt nie zastąpi człowieka, który raz wpisał się w nasze życie ze swoją własną osobowością. Dlatego nie musimy się wstydzić łez żalu. Nie oznaczają one braku wiary, bo tym łzom towarzyszy inne wzruszenie, jakie łączy się ze świadomością, że życie Arcybiskupa, jego obecność trwa – trwa na inny, doskonalszy sposób: Ci, którzy Bogu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych (Mdr 3, 9). Z tym wzruszeniem muszę wyznać, że gdy modlę się dziś za Arcybiskupa, bardziej niż prośba o odpuszczenie win i o życie wieczne, ciśnie się do serca dziękczynienie za jego piękne, spełnione życie, pełne ufności w Bogu i wierności prawdzie, w komunii przez łaskę i miłosierdzie.

Zazwyczaj homilia pogrzebowa jest przypomnieniem prawdy, że Jeżeli umarliśmy z Chrystusem, z Nim również żyć będziemy… (Rz 6, 8). To przypomnienie ma umocnić wiarę w zmartwychwstanie, która przynosi pocieszenie/ uczestnikom liturgii. Dziś nie wydaje mi się to konieczne. Wszyscy nosimy głęboko w sercu tę wiarę i płynącą z niej nadzieję i pocieszenie.

Pozwólcie zatem, że poświęcę trochę uwagi drogiemu Arcybiskupowi Szczepanowi. Nie będę opowiadał jego życiorysu. Jego dzieje i zasługi były tu przytaczane już przy okazji 60-lecia święceń kapłańskich i 90.urodzin, i w innych okolicznościach. Chcę jedynie podzielić się osobistym świadectwem o jego życiu, które przed chwilą nazwałem „pięknym i spełnionym”.

Arcybiskup Szczepan najpierw był dobrym człowiekiem. Od ponad dwudziestu dwu lat żyłem z nim pod jednym dachem i nigdy, ale to nigdy, nie doznałem od niego najmniejszej przykrości. Był pełen delikatności, wrażliwości i pogody ducha; zawsze gotowy do słuchania i do pomocy. Miał poczucie własnej godności, ale równocześnie był bezpretensjonalny, bez wygórowanych oczekiwań, skromny i prostolinijny. Nigdy nie narzekał. A chyba najbardziej charakterystyczną jego cechą była wdzięczność: żaden, nawet najdrobniejszy gest dobroci względem niego nie przeszedł niezauważony, bez podziękowania słowem, a przynajmniej uśmiechem czy uściskiem dłoni… Tak było do ostatnich dni, gdy właśnie uścisk dłoni pozostał jedynym sposobem komunikacji z otoczeniem.

Kiedy w 2007 roku zostałem mianowany na jego miejsce rektorem kościoła św. Stanisława, potrafił z wielką delikatnością wycofać się, zostawiając mi, jako następcy, pełną wolność decydowania i działania. Zawsze odnosił się do mnie z szacunkiem, nie krytykował i nie podważał decyzji, nawet jeśli mogły być nie po jego myśli. Doradzał chętnie, ale tylko wtedy, gdy go o to prosiłem. Potrafił okazać radość i uznanie, gdy widział, że w naszej wspólnocie dzieje się dobro.

Żył skromnie i ubogo. Kiedy ze swoich podróży przywoził jakieś pieniądze, zostawiał sobie tylko tyle, żeby starczyło na następny bilet. Resztę przekazywał na potrzeby naszego kościoła, domu i na cele charytatywne.

Nie wiem, gdzie tkwi tajemnica jego dobroci. Z pewnością jakieś światło rzucają słowa, jakie zapisał na początku swojego testamentu: Patrząc na przeżyte lata najpierw dziękuję Panu Bogu za dobrych rodziców, pobożnych, pogodnych, którzy dali mi dobre wychowanie religijne i narodowe. Często mówił też o doświadczeniu ludzkiej nieprawości i ludzkiej potrzeby dobroci, jakie przeżywał w latach wojny i w okresie powojennym. Z pewnością ta jego dobroć była też owocem stałej pracy nad sobą, duchowości opartej na modlitwie, medytacji Słowa i Eucharystii.

Na tych trzech filarach budował swoje kapłaństwo. Gdy tylko był w Rzymie, każdego ranka, przed Mszą św. przychodził do kościoła na medytację. A ze swojego okna mogłem widzieć, że do późna w nocy w jego prywatnej kaplicy świeciło się światło. Bardzo dbał o liturgię. Kochał śpiew.

Jest jeszcze jeden rys jego duchowości, z którym się nie obnosił i właściwie odkryłem go dopiero czytając jego testament. Napisał w nim: Szczególną wdzięczność mam do Matki Najświętszej. Doznałem bardzo wiele wyraźnej opieki. Wiele jest dowodów wskazujących na stałą opiekę Niepokalanej. Począwszy od powołania do wojska, to że właściwie przeżyłem front, później już byłem w oddziałach Korpusowych poza linią frontu tu we Włoszech. Opiece Matki Najświętszej, jestem przekonany, zawdzięczam powołanie kapłańskie i to, że zachowałem wierność powołaniu.

Od samego początku jego posługa kapłańska, a potem biskupia, była związana z polską emigracją. Zawsze powtarzał, że duszpasterstwo wśród Polaków żyjących poza Ojczyzną musi obejmować dwa wymiary: chrześcijański i patriotyczny. Wymiar chrześcijański trzeba budować na Ewangelii, liturgii, tradycji religijnej ojców, na rodzimych obyczajach. Wymiar patriotyczny na historii i kulturze. Bardzo o to dbał.

Arcybiskup Szczepan identyfikował się z polską emigracją i cały był oddany posłudze rodakom rozsianym na świecie. Dotyczyło to najpierw spraw i problemów środowisk, które odwiedzał i wspierał. Chyba najbardziej był związany z Anglią, ale żył sprawami ośrodków duszpasterskich na wszystkich kontynentach. Te sprawy były w nim tak głęboko, że nawet w ostatnich tygodniach życia, gdy świadomość nie nadążała już za biegiem czasu, stale mówił o dawnych wydarzeniach z życia Polonii w świecie, tak jakby miały miejsce wczoraj, albo miały się odbyć jutro. A walizki były wciąż gotowe…

Jego posługa nie ograniczała się jednak do środowisk, ale miała też wymiar indywidualny. Do końca nadchodziły listy od niezliczonych osób i rodzin, a Arcybiskup miał zwyczaj na wszystkie odpowiadać. Mimo, że od 2003 roku przeszedł na emeryturę, wciąż pozostawał punktem odniesienia dla wielu Polaków żyjących za granicą. Nie boję się powiedzieć, że z jego odejściem kończy się pewna epoka w duszpasterstwie Polonii.

Ostatnie lata życia Arcybiskupa przyniosły cierpienie, które znosił z pogodą ducha. Pojawiły się różne dolegliwości. Coraz bardziej opadał z sił… Nigdy nie narzekał. Z cierpliwością przyjmował konieczność bycia zależnym od innych. W ostatnich tygodniach, kiedy miał przebłyski świadomości, tylko dziękował i modlił się. Pewnego dnia w szpitalu poprosiłem go o błogosławieństwo dla nas i, ku naszemu zdumieniu, wyrecytował po łacinie całą uroczystą formułę błogosławieństwa i szerokim gestem zrobił znak krzyża. W pewnym sensie to było nasze pożegnanie.

Pozwólcie, że w tym momencie włączę się w nurt jego wdzięczności i powiem wielkie „Bóg zapłać” naszym siostrom sercankom, które od wielu miesięcy, cierpliwie i z wielką delikatnością i troską, towarzyszyły Arcybiskupowi. To nie była łatwa posługa. Od ponad roku wymagała czuwania we dnie i w nocy, a w ostatnich tygodniach wszystkich czynności związanych z pielęgnacją osoby obłożnie chorej. Siostry podjęły ten trud, spełniając równocześnie wszystkie swoje codzienne obowiązki. Św. Jan Paweł II napisał, że „cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w «cywilizację miłości»” (List do chorych, 30). Drogie Siostry, dziękuję, że przyjęłyście i wypełniły to zadanie. Pamiętajcie, że dobro, zwłaszcza okupione trudem, zawsze wraca. Niech Pan wam wynagrodzi!

Składając to świadectwo mojego postrzegania osoby śp. Arcybiskupa Szczepana, nie mam zamiaru od razu wynosić go na ołtarze. Chcę jedynie, żebyśmy jego odejście przeżywali w świetle wiary; żeby obudziła się w nas refleksja, że tak „piękne i spełnione” życie nie może kończyć się pustką śmierci; że to życie trwa – trwa w Panu jako znak nadziei dla nas. Żebyśmy jego odejścia nie poczytywali za unicestwienie, podczas gdy w Panu trwa w pokoju … łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Program „Rodzina rodzinie” z nagrodą Prezydenta RP „Dla Dobra Wspólnego”

2018-11-20 16:18

prezydent.pl, pgo / Warszawa (KAI)

Prezydenta RP Andrzej Duda 20 listopada wręczył nagrody „Dla Dobra Wspólnego”. Wśród laureatów znaleźli się m.in. program "Rodzina rodzinie" Caritas Polska oraz Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach.

Krzysztof Sitkowski/KPRP
Nagroda Prezydenta RP „Dla Dobra Wspólnego

- Działalność obywatelska dla dobra wspólnego jest niezwykle ważnym elementem każdego nowoczesnego demokratycznego państwa – powiedział we wtorek Prezydent Andrzej Duda podczas gali wręczenia nagrody „Dla Dobra Wspólnego”.

Nagroda jest promocją postaw, działań i projektów obywatelskich na rzecz dobra wspólnego. Ma honorować szczególnie zaangażowane osoby, organizacje pozarządowe i wartościowe przedsięwzięcia społeczne budujące wspólnotę obywatelską. W gali wzięła udział Pierwsza Dama, a także minister Halina Szymańska, Szef KPRP wraz kierownictwem Kancelarii Prezydenta.

Laureatami III edycji Nagrody „Dla Dobra Wspólnego” w kategorii „Dzieło – przedsięwzięcie, projekt” został program Caritas Polska „Rodzina rodzinie”.

Program Rodzina Rodzinie polega na objęciu wsparciem rodzin poszkodowanych w wyniku konfliktu zbrojnego w Syrii przez osoby, rodziny, wspólnoty, parafie, diecezje oraz zgromadzenia zakonne w Polsce. Program „Rodzina rodzinie” jest odpowiedzią na wezwanie papieża Franciszka, jakie wygłosił przed rozpoczęciem roku miłosierdzia we wrześniu 2015 r.: „Kieruję apel do parafii, wspólnot zakonnych, do klasztorów i sanktuariów w całej Europie o konkretne wyrażenie Ewangelii i przyjęcie po jednej rodzinie uchodźców”.

Caritas Polska pomaga Syrii od początku konfliktu wojennego (2011 r.). Program „Rodzina rodzinie” jest uznawany za unikalny na skalę światową, a jednocześnie bardzo prosty w swym założeniu. Polega na zadeklarowaniu pomocy finansowej dla konkretnej potrzebującej rodziny przez 6 miesięcy. Środki przekazywane przez darczyńców pomagają zrealizować podstawowe potrzeby: wyżywienie, leki, opłaty za mieszkanie.

Można także wykonać Gest Solidarności – czyli dokonać jednorazowej wpłaty w dowolnej wysokości. Wpłata ta zostanie przeznaczona na uzupełnienie brakujących środków dla rodzin lub objęcie pomocą kolejnych poszkodowanych.

Nagrodę w kategorii „Instytucja – organizacja” otrzymało Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach – stowarzyszenie posiadające status organizacji pożytku publicznego, które ma na celu otaczanie niewidomych i ociemniałych wszechstronną opieką w zaspokajaniu ich potrzeb edukacyjno-wychowawczych, rehabilitacyjnych, socjalnych i religijnych.

Towarzystwo zostało założone przez Matkę Elżbietę Różę Czacką – założycielkę Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, a wpisane do rejestru stowarzyszeń 11 maja 1911 roku. W Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Laskach przygotowuje się do samodzielnego życia ponad 250 niewidomych i słabowidzących dzieci z terenu całej Polski.

Działalność to ponad 100 lat doświadczenia w edukacji i rewalidacji osób niewidomych i słabowidzących, również z dodatkowymi niepełnosprawnościami. Towarzystwo prowadzi ośrodki szkolno-wychowawcze w całym kraju, internaty, przedszkola, szkoły na wszystkich poziomach kształcenia, biblioteki oraz domy pomocy społecznej. Zajmuje się również m.in. działalnością naukową i badawczą z zakresu tyflologii, tyflopedagogiki, (dziedzin, które poświęcają uwagę osobom niewidomym), zbierając również statystyki dotyczące procesów utraty wzroku i integracji ze środowiskiem ludzi widzących oraz wytwarzaniem specjalistycznych pomocy edukacyjnych.

Z kolei nagrodę w kategorii „Człowiek – Lider” otrzymał Krzysztof Stanowski – dziennikarz sportowy, twórca pierwszego charytatywnego #TweetUp w Polsce, prowadzi profil na portalu społecznościowym Twitter wykorzystując go m. in. do celów charytatywnych.

Jest inicjatorem akcji #DobroWraca, współpracuje z Fundacją „SiePomaga” i należącym do niej największym polskim portalem zbiórek charytatywnych o tej samej nazwie.

Uważa, że pomagając innym, inwestuje w swoje samopoczucie, w swój mózg oraz zdrowie. Twierdzi, iż największą frajdę z pieniędzy ma się wtedy gdy zamiast wydawać pieniądze na buty, koszulki, kino, wakacje, mecze, knajpy wydaje się je na cele charytatywne, a potem widzi się tego efekty. Akcję #DobroWraca zaczął przypadkiem, w dniu przed meczem reprezentacji Polski z Niemcami napisał do niego jeden z czytelników na Twitterze, że na siepomaga.pl kończy się zbiórka pieniędzy na pomoc dla chorego. Zostało pięć godzin, a brakowało poł miliona złotych. Przekazał tę wiadomość na swoim Twitterze oraz napisał kilka szybkich tweetów na ten temat. Okazało się, że oddźwięk jest ogromny. Cel został osiągnięty, a on sam odczuł ogromną satysfakcję. Uważa, że dobro uzależnia.

W akcji #DobroWraca aktywnie uczestniczą znani sportowcy. Wpłacają duże sumy, przekazują na aukcje koszulki, piłki i sportowe pamiątki. Każdy kto wpłaca jest namawiany do publikacji na swoim profilu informacje o swoich wpłatach, aby napędzić innych. Spirala pomagania, robienia mody na taką akcje tworzy społeczność, która ma wspólny cel, dobrze się z nim czuje i pokazuje swoim znajomym, że mogą robić to samo.

W uznaniu wybitnych zasług i dokonań obejmujących swym wymiarem więcej niż jedną kategorię Prezydent RP zdecydował o przyznaniu dodatkowej Nagrody Specjalnej śp. Piotrowi Pawłowskiemu.

śp. Piotr Pawłowski był twórcą i prezesem Fundacji Integracja i Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, działaczem społecznym, pracującym na rzecz likwidacji barier architektonicznych, cyfrowych, społecznych i prawnych.

Podczas gali Andrzej Duda nawiązywał do tego, że w tym roku przypada stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. – Już wtedy zaczęła się budowa społeczeństwa obywatelskiego. Już wtedy powstawały organizacje pozarządowe. Już wtedy byli tacy, którzy w sposób zorganizowany chcieli poprzez swoją działalność obywatelską budować i wzmacniać polskie państwo. Polska stawała się Polską nowoczesną poprzez powszechny system ubezpieczeń, edukację, działania na rzecz równouprawnienia kobiet, (...) rozkwitała działalność obywatelska – podkreślił.

Andrzej Duda ocenił, że takiej działalności jest obecnie w Polsce coraz więcej. – Państwo reprezentujecie organizacje, instytucje, środowiska, które taką chwalebna i niezwykle potrzebą państwu działalność prowadzą – zwrócił się do zaproszonych na galę gości Prezydent Duda. – Cieszę się, że w tym roku stulecia odzyskania niepodległości mamy możliwość uhonorować tych, którzy tę działalność dla dobra wspólnego poprzez niesienie wsparcia i pomocy innym na co dzień realizują – powiedział.

Nagroda Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej „Dla Dobra Wspólnego” została przyznana po raz trzeci. Promuje ona postawy, działania i projekty obywatelskie na rzecz dobra wspólnego. Celem jest wzmocnienie Rzeczypospolitej poprzez kreowanie patriotycznych postaw; wspieranie idei budowy społeczeństwa obywatelskiego; umacnianie świadomości obywatelskiej, solidarności oraz budowanie kapitału społecznego; a także zachęcanie obywateli do czynnego uczestnictwa obywatelskiego i podejmowania aktywności na rzecz dobra wspólnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem